Averyl, skupię się na "tych babskich tematach". Wybacz ironię, która się pojawi- ale jej obecność nie oznacza, że mam zamiar dogryzać, wywyższać się lub wyśmiewać Ciebie czy kogokolwiek.
Moim zdaniem większość tematów, w każdym razie tych w których wypowiadają się faceci jest uniwersalna, tzn. dotyczy obu płci.
Czy dlatego, że to forum zostało pomyślane jako "kobiece" (prawdopodobnie w znacznym stopniu ze względów marketingowych), trafiając tutaj mam brać na poważnie podtytuły działów w rodzaju "babskie gotowanie"? I odczuwać "męski niepokój", że nie dzielę się przepisami na moje ulubione sałatki na forum męskim lub ogólnym, tylko na kobiecym, gdzie sugeruje mi się dodatkowo, że to tutejsze gotowanie jest jakby bardziej kobiece?
BTW: Twoim zdaniem kobiety gotują jakoś wyraźnie inaczej niż mężczyźni? Dodają z reguły więcej soli czy coś w tym rodzaju? Czy chodzi raczej o jakieś metafizyczne aspekty gotowania niedostępne mężczyznom?
No bo chyba nie sugerujesz, że gotowanie jest niemęskie? Bo jak niemęskie, to nie oznacza że w konsekwencji jest kobiece? Coś jakby seksizm w stylu "kobiety do garów".
Nieśmiałość, stres, zdrada, problemy z teściami itp., dotykają kobiety aż tak nieporównywalnie inaczej, że opinie mężczyzn (choć "generalnie pożyteczne", jak niektóre owady :D ) to w tym właśnie miejscu są one Twoim zdaniem w gruncie rzeczy akademickimi rozważaniami i w związku z tym powinni je oni umieszczać raczej na "męskich" forach, gdzie staną się one jakoś bardziej na miejscu?
Gdzie jak wiadomo wygląda to przecież mniej więcej tak:
"ale gościu, co ty pier..sz?! ja cipo-wiem(hhehehe) jak sie robi sałatki na spedy takiej szarańczy, wyciągasz betoniarke, ciepiesz do bębna wiadro ryżu, dwa karpie, ananasa, szklankie soli i pieprzu (ale szklankie wyjmij), ewentualnie kurczaka jak jakiś biega po okolicy, chowasz się na 5 minut przed starą na browara, potem wywalasz wszystko na taczke i podajesz... nie peniaj, goście wszystko zjedzą, a jak tobie nie smakuje to wpier...sz picce w spiżarce... dobra, tak nie dziękuj bo się rzygać chce, tylko wrzuć fote swojej po tej akcji w kukurydzy"
Uważasz, że większość poruszanych tu zagadnień oddziałowuje na Was, kobiety wyłącznie w nieznanym nam, mężczyznom (z wyjątkiem może gejów) zakresie, podobnie jak promienie podczerwone czy jakieś tam są niewidzialne dla ludzi (a przecież są)? Nie ma wspólnego obu płciom zakresu, a co za tym idzie pola do naturalnej, równorzędnej dyskusji w tych tematach bez rozważań typu: "O!, facet! A czego on tu szuka? dziwny jakiś... i o co mu tak naprawdę chodzi jak mówi tamto i siamto?? muszę być czujna!" ?
Życzyłabyś sobie upowszechnienia w tym względzie schematów funkcjonujących w terapiach dla par małżeńskich z problemami?
Czyli dyskusja o sałatkach powinna się najpierw odbywać oddzielnie, a dopiero potem na jakimś neutralnym gruncie, gdzie przedstawiciele obu płci szukaliby jakiegoś sałatkowego kompromisu?
CZY JEST AŻ TAK ŹLE??
;)
A może, analizując Twoje pytania powinienem iść tropem Dżdżownicka?
Dajesz mężczyznom do zrozumienia, że ich aktywna obecność tutaj może krępować/irytować itp. kobiety do tego stopnia, że wpływa na tychże kobiet opinie, lub powoduje jakiś ich dyskomfort?
Jeśli tak, to wydaje mi się, że mogę to zrozumieć, choć nie do końca. Tzn. oczywiście jest dla mnie naturalne, że ludzie odczuwają potrzebę odseparowania się, przynajmniej od czasu do czasu, od pewnych bodźców, zjawisk, elementów, ludzi jako takich w ogóle. Ale takie systemowe jakby najeżenie się do innej płci?
Z tym już mam problem, bo mimo że na przykład Wasze gadulstwo potrafi mnie okrutnie zmęczyć to cięzko jest mi sobie wyobrazić, że mam w związku z tym na tyle dość kobiet, że zacznę notorycznie ukrywać się przed nimi w ubikacji lub założę "męskie" forum,
(wybacz to pozornie chamskie zestawienie- rzeczowniki kibel/forum są tu drugorzędne, pierwszorzędne są to czasowniki ukrywać/założę)
na którym to forum mimo, że nadmierna męska gadanina męczy mnie tak samo jak ta kobieca, to surowiej będę pod tym względem traktował kobiety, ponieważ z tą męską mam do czynienia rzadziej. Hmm...
Naprawdę odczuwacie tak dużą presję związaną z naszą upierdliwą wszechobecnościa, wyzierającym z co drugiego zdania przekonaniem o swojej nieomylności, przemieszanej z wrodzonym prostactwem lub inną cechą właściwą głównie mężczyznom, że musiało powstać kobiece forum z murami jak zamek w Malborku, z których to murów moderatorki szyją z łuków do ciżby mężczyzn na dziedzińcu w odpowiedzi na każdy podejrzany ruch ze stony tychże?
Zapewne szyją zazwyczaj zasłużenie, no i kobiety też obrywają- przyznaję. Jednakowoż jakby nie patrzeć konsekwencje naruszania regulaminu są de facto odczuwalne nierówno.
Żeby było jasne- nie mam żadnych obiekcji w tym względzie, nie buntuje się przeciwko obecności punktu 18 w regulaminie, bądź zwracaniu uwagi mężczyznom uwagi jeśli się zagalopują. Interesuje mnie przyczyna uwypuklenia pkt. 18 spośród innych formułek umieszczanych w takich regulaminach na przykład o równości rasowej itp.
Co jest tego przyczyną? Czy ta presja, o której wspomniałem? Czy też sytuacja w której obraża Was mężczyzna dotyka Was bardziej niż gdy robi to kobieta? (bo przecież ona w świetle regulaminu może robić to więcej razy niż on, zanim zostanie zbanowana).
Może chodzi o jeszcze coś innego?
A może w ogóle nie powinienem zadawać kobiecie takich pytań, w każdym razie nie jako gość na "kobiecym" forum? Tylko raczej powinienem zaprosić Cię do odpowiedzi nań na jakieś "męskie" forum,
np. o traktorach?
No bo jak to właściwie wygląda?
Przychodzi gość z wizytą i bezczelnie pyta gospodarzy: "a czemu wy, tentego, nie macie drzwi od zachodniej strony jak wszyscy?... że podwiewa pani sukienkę na progu? no widzi pani, a ja chodzę w spodniach i mi nic nie podwiewa, i dlatego ja proszę pani kobiet to ja nie rozumiem..." :D
Ale już jakby zapytał o to u siebie, w męskim na wskroś gospodarstwie, gdzie z jakichś powodów trzeba zdejmować sukienki przy furtce (oczywiście mężczyzn w sukienkach też by to obowiązywało), to już jakby inaczej, jakby bardziej wypadało a ww. pytanie nabrałoby z miejsca głębszego sensu, czyż nie?
A może ja jestem tylko nadwrażliwy jak Dżdżownick? (chociaż tu mała korekta, bo widzę że jednak się "odmulił")
Jakie to wszystko skomplikowane... Miałem naprawiać płot a zadaje dziesiątki jakichś debilnych i pewnie nawet niemęskich pytań, zamiast po męsku nie przyjmować się tym "babskim szabada" i po prostu odpowiedzieć na to Twoje pytanie.
Choćby klasycznie męskim: "NO".
Więc pytasz po co my tu siedzimy...
A TY czemu jesteś tu, a nie na forum Onetu czy innym szajsie, pełnym przecież z reguły "babskich tematów"?
Dlatego, że to forum jest "kobiece"? (na męskie, jak Ci się "traktor" zepsuje, nie zaglądasz?)
Czy dlatego, jak ja, czyli z tego powodu że potrafiło przyciągnąć i utrzymać wielu ciekawych ludzi,
(ok, głównie kobiet, ale znów-> kogo ma przyciągnąć jak nazywa się tak jak nazywa i ma takie specyficzne zapisy w regulaminie?)
ludzi z którymi możesz pogadać na każdy temat, pośmiać się, zainspirować, zdopingować, zachwycić, dowiedzieć czegoś (również o sobie) itp. itd. będąc przy okazji całkiem dobrze zabezpieczonym przed hordami troli zalewających inne internety?
I ja mam się w związku z tym przejmować, że forum jest "kobiece"? Zresztą... nobody's perfect :)
P.S.
W sumie podoba mi się puenta, ale muszę dodać coś o czym w męskim zacietrzewieniu zapomniałem.
Nie wspomniałem, że KOBIETY SĄ DOSKONAŁE (teraz mówię poważnie, chociaż po szampanie).
Tzn. potrafią być, mają potencjalną taką zdolność. I co równie ważne- żaden mężczyzna do tego nie jest im niezbędny. Czytając kobiece wypowiedzi między wierszami można mieć coprawda nadzieję, że czasem bywamy w tym pomocni, ale to może być tylko kurtuazja...
W każdym razie ubolewam, że mężczyźni o tej doskonałości zapominają. Jeśli jakaś "kobieca" partia dojdzie w końcu do władzy, będę pierwszym który zaproponuje obligatoryjne tatuowanie męskich noworodków takim tekstem ;)
Ale co z tej doskonałości w kontekście pytania Averyl właściwie wynika? Ano to, że kobiety będąc doskonałe nie rozumieją, że w miarę ogarnięci mężczyźni żeby zbliżyć się do absolutu
[tu rysuje się kolejny problem- bo większość facetów szuka jakiejś abstrakcyjnej (nie związanej z płcią) doskonałości, podczas gdy na wyciągnięcie ręki mają setki (skreślone), dziesiątki (skreślone)... wiele realnych i pełnokrwistych ich emanacji... ale to szczegół]
więc mężczyźni potrzebują kobiet, ich... tu by się przydał poeta... powiedzmy że Aury, która wzbogaca ich na codzień płaski jak ekran LCD, prosty do bólu świat, pozwala myśleć i czuć INACZEJ a nawet przy odrobinie szczęścia ułatwia dotknięcie niedostępnych im wymiarów, takich "nakrętek słoika" kiedy kiszą się we własnym gronie jak skąposzczety na dnie słoika wędkarza.
Oczywiście, są też bardziej... "praktyczne" powody dlaczego mężczyźni zapędzają się za kobietami nawet do kobiecych ubikacji, ale w tym (i nie tylko w tym jak mniemam) specjalizuje się i znacznie lepiej to objaśnia Gary, więc nie rozwijam tego wątku ;)
Jeszcze wyjaśnię tylko ewentualny rechot co bardziej inteligentnych samców alfa, którzy zauważyli pozorną sprzecznośc w "...doskonałe kobiety nie rozumieją..." (jeśli jesteś samcem alfa a nie zauważyłeś tego, to nie przejmuj się- nadal jesteś samcem alfa tylko mniej inteligentnym a to nie ma znaczenia)
Posłużę się w tym celu zagadką-paradoksem o Bogu. Gwoli przypomnienia: "czy Bóg, skoro potrafi WSZYSTKO, potrafi stworzyć taki kamień, którego by jednak nie potrafił podnieść??"
Odpowiedź: "Pomyśl chwilę gościu śniegowy... Po ch.j Bóg ma tworzyć jakieś dupne (olbrzymie) kamienie, a potem je jeszcze tachać? Ty być to robił jakbyś był Bogiem? Chyba Cię pojebało!"
I analogicznie- po co kobieta ma rozumieć cokolwiek związanego z mężczyznami i gmerać w ich światach dennych, skoro potrafi być doskonała i bez tego? Oczywiście jeśli ma klasę i mądrość (i taki kaprys ;)
No, a facet musi ciągnąć do kobiet. Mniej więcej od momentu, w którym tak naprawdę dojrzewa (a czasem nie dojrzewa wcale...) i uświadamia sobie, że jest jak ten klej, który żeby zadziałał trzeba go najpierw zmieszać z dwóch oddzielnych komponentów.
A kobieta to taki superglue- <plum> i przyklejone. Czasem palce do włosów, albo tyłek do krzesła, ale przyklejone :D
No tak, ale ty-anonimowy alfie nie tachasz przecież jakichś kamieni, albo dajmy na to 10 kilogramowych podkrzesywarek, albo podstaw do cekaemów całymi dniami, tylko w tym czasie borsuczysz się na lewo i prawo z kim popadnie, więc brakło pewnie czasu na takie odkrycie ameryki...
;)