Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 82 ]

Temat: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Spotkałam się wiele razy z żalem? pretensjami? osób w trakcie/po studiach, że żałują podjętej decyzji i wielu lat zmarnowanych na naukę. Ludzie ci zapewniają, że gdyby mogli jeszcze raz pokierować swoim życiem, to na pewno by poszli zaraz po podstawówce do szkoły zawodowej. Dlaczego? Tłumaczą, że po zawodówce można szybciej rozpocząć dorosłe życie - a nie w wieku 25 lat dopiero raczkować na rynku pracy, wyuczyć się konkretnego fachu - a nie nieprzydatnej do niczego teorii, po studiach pracy albo nie ma, albo jest nisko płatna - a zapotrzebowanie na fachowców jest ogromne, no i liczą sobie oni setki złotych za dzień pracy.

A Wy? Żałujecie takiej a nie innej decyzji dotyczącej obranej przez Was drogi zawodowej? Co doradzicie dziecku, gdy zapyta: "Mamo/tato, co lepsze, szkoła zawodowa czy studia?"

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
BabaOsiadła napisał/a:

A Wy? Żałujecie takiej a nie innej decyzji dotyczącej obranej przez Was drogi zawodowej?

Nie.

BabaOsiadla napisał/a:

Co doradzicie dziecku, gdy zapyta: "Mamo/tato, co lepsze, szkoła zawodowa czy studia?"

Sa jeszcze technikum...
Uwazam fajne rozwiazanie...

3

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Wydaje mi się, że popadliśmy w pewien mit, skończenie studiów miało wiązać się ze znalezieniem dobrze płatnej pracy i udanym życiem. Pójście do zawodówki czy technikum, przynajmniej w moim roczniku, było pójściem do "gorszej" szkoły, takiej gdzie trafiali Ci, którzy nie radzili sobie aż tak dobrze, jak Ci, którzy kontynuowali naukę w ogólniaku.
Same studia straciły na wartości, studiować może każdy, jak nie na państwowej uczelni to na prywatnej, a jeśli płaci za studia to boże broń żeby, ktoś mu wstawił w indeksie coś mniej niż trója.
Co do przewagi zawodu nad studiami, faktycznie czasem dobry fach w ręku znaczy więcej niż dwa fakultety, ale to, że studiujemy nie wyklucza nabywania bardziej przyziemnych umiejętności takich jak obsługa młotka i śrubokrętu. Żyjemy w takich czasach, że wymagana jest od nas elastyczność i umiejętność przekwalifikowywania się. Tak naprawdę niezależnie od tego czy skończymy studia czy szkołę zawodową nasz los będzie zależał od tego jak dostosujemy się do ofert na szybko zmieniającym się rynku pracy, im bardziej będziemy elastyczni tym będzie nam łatwiej. Jeśli ktoś przyjmuje, że wyuczył się zawodu, lub skończył dany kierunek studiów i to jest koniec jego inwestycji w rozwój własny to może mu być naprawdę ciężko.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

4

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Kończąc zawodówkę człowiek co prawda ma szansę dobrze zarabiać, ale też w pewnym momencie brak papierka może mu zamknąć drogę do zawodowego rozwoju. I nie czarujmy się - szkoła, to nie tylko przyszła praca i związane z nią pieniądze, to także przepustka do całego życia, samorozwoju, nabycie umiejętności zdobywania wiedzy (czyli zaszczepienie pędu do nauki), ogłada.

Moim synem pokierowałam (jeśli można to tak nazwać, bo bardziej mu poradziłam) tak, że zdał do dobrego technikum, w którym zdobędzie przyszłościowy fach, ale potem przecież może (i mam nadzieję, że będzie) dalej się kształcić. Uważam, że dla chłopaka technikum jest lepszym rozwiązaniem niż szkoła zawodowa, a nawet liceum ogólnokształcące. W życiu różnie się układa, a zdobytego zawodu nikt już nie odbierze. Poza tym na technicznych studiach też jest potem o niebo łatwiej niż po ogólniaku, kiedy to młody człowiek zawodu uczy się od podstaw, podczas gdy absolwent technikum ma już na swoim koncie zaliczone cztery poprzednie lata. Zresztą nie od dziś wiadomo, że praktyczną wiedzę zdobywa się właśnie w technikach i to po technikach wychodzą najlepsi fachowcy, których na studiach wyższych już się tylko szlifuje.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

5

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Ja zawsze słyszałam, że mam się uczyć i iść na studia bo inaczej przy taśmie wyląduje. Do zawodówki gdy byłam dzieciakiem szły ostatnie głąby, które w podstawówce ledwo ciągnęły. Technikum też srednio się kojarzyło, chociaż dziś uznałabym to za opcję najbardziej optymalną.
Studia nie gwarantują dobrej pracy, zawodówka niby uczy umiejętności i fachu ale jak ktoś rzeczywiście jest głąbem to i tak sobie na rynku pracy nie poradzi. Liczą się oprócz papierka tez inne rzeczy, jakieś obycie, trochę szczęścia, umiejętności interpersonalne i  rzeczywista chęć pracy i nauki. Jeśli ktoś ma tylko wymagania i czeka na mannę z nieba i wysoką pensję, ze sam fakt istnienia, to sorry, ale najlepsz papierek nic nie pomoże. Ktoś kto jest gotów pracować i dużo z siebie dać sobie poradzi, niestety nie koniecznie w tym kraju, ale sobie poradzi

6

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
agnik napisał/a:

Wydaje mi się, że popadliśmy w pewien mit, skończenie studiów miało wiązać się ze znalezieniem dobrze płatnej pracy i udanym życiem. Pójście do zawodówki czy technikum, przynajmniej w moim roczniku, było pójściem do "gorszej" szkoły, takiej gdzie trafiali Ci, którzy nie radzili sobie aż tak dobrze, jak Ci, którzy kontynuowali naukę w ogólniaku.
Same studia straciły na wartości, studiować może każdy, jak nie na państwowej uczelni to na prywatnej, a jeśli płaci za studia to boże broń żeby, ktoś mu wstawił w indeksie coś mniej niż trója.
Co do przewagi zawodu nad studiami, faktycznie czasem dobry fach w ręku znaczy więcej niż dwa fakultety, ale to, że studiujemy nie wyklucza nabywania bardziej przyziemnych umiejętności takich jak obsługa młotka i śrubokrętu. Żyjemy w takich czasach, że wymagana jest od nas elastyczność i umiejętność przekwalifikowywania się. Tak na prawdę niezależnie od tego czy skończymy studia czy szkołę zawodową nasz los będzie zależał od tego jak dostosujemy się do ofert na szybko zmieniającym się rynku pracy, im bardziej będziemy elastyczni tym będzie nam łatwiej. Jeśli ktoś przyjmuje, że wyczuł się zawodu, lub skończył dany kierunek studiów i to jest koniec jego inwestycji w rozwój własny to może mu być naprawdę ciężko.

zgadzam sięz Agnik

dalej sie uważa  że zawodówka to gorsza szkoła,że iść tam to wstyd a dlaczego?
ja znam mnóstwo ludzi co ukonczyły zawodówke,liceum, studia i więcej osiągnęły,niz ci co skonczyli liceum , normalne studia dzienne i praca jaką mają  to kasa w markecie
czy coś złego jest w tym że dziewczyna uczy się np.na fryzjerkę w zawodówce? nie
bo jeśli ma do grzebania we włosach talent to w przyszłości bedzie dobra fryzjerką która może wiele osiągnąc,oczywiście wiadomo po drodze jeszcze jakies szkolenia,praktyki itp
mam 3 koleżanki które uczyły się w tym kierunku,i mają dzisiaj dobrze prosperujące salony fryzjerskie,lubia to co robia bo to ich pasja

a nie rozumiem rodziców którzy na siłe pchaja swoje dzieci na studia,tylko po to aby spełnic swoje niespełnione ambicje
w rodzinie mam przypadek,matka syna wypchała na studia chociaż on w cholere rzuciłby je,ale nie może bo matka ze wstydu spaliłaby się chyba ,bo jak to dziecko bez wykształcenia wyższego,co z tego że on tylko chodzi na zajęcia żeby chodzić a pracę pisze za niego ktoś inny

7

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Człowiek z papierami spawacza po zawodówce znajdzie w Polsce i za granicą pracę w zasadzie od ręki. I będzie zarabiał 2-3 razy więcej niż jego koledzy, którym wpadło do głowy bawić się w studia wyższe kończące się tytułem magistra filologii, socjologii, politologii, marketingu, historii itp. Takich zawodów jest więcej tyle, że przeważnie nie są wcale łatwe, jest się tylko "fizolem", a to przecież taki wstyd...

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

8

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Wszystko ładnie, pięknie, ale jeżeli fryzjerce po 5 latach pracy wysiądzie kręgosłup (lub spawaczowi) to co oni później ze sobą zrobią?

Gdybym teraz sobie wymyśliła, że chcę zostać fryzjerką to kto mi zabroni skończyć kurs i zająć się tym zawodem? Miałabym takie same szanse w zawodzie jak dziewczyny po zawodówce. A czy jakaś fryzjerka po zawodówce może sobie w krótkim czasie załatwić wyższe wykształcenie gdyby takowego zapragnęła?

Studia to czas rozwoju. Niekoniecznie tego ściśle przyuczającego do wykonywania jakiegoś zawodu. Zwłaszcza studia na dobrych uczelniach. To również papierek, który otwiera wiele drzwi i zwyczajnie warto go mieć jeśli ktoś ma chęci i odpowiednie predyspozycje.

9

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Technikum to świetne rozwiązanie no i co ważniejsze: wraca znów do łask. Po zawodówce również można zrobić technikum- żeby nie było, że w pewnym momencie jest za późno smile

Tylko wszystko fajnie, pięknie te wszystkie techniczne zawody, a jeśli ktoś ewidentnie jest humanistą? Ja nie byłabym w stanie skończyć żadnych studiów technicznych, nawet gdyby mi płacili za to.

Nie ma czego żałować, wykształcenie zawsze można uzupełnić, a prawdą jest, że mało który maturzysta jest na tyle dojrzały by na pewno wiedzieć, co chce w życiu robić. A nawet jeśli marzy o tym, by zostać filozofem, to podstawowe doświadczenie życiowe prędzej czy później podpowie mu, by nie pozostawać tylko filozofem = osobą bezrobotną.

10

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
vinnga napisał/a:

Studia to czas rozwoju. Niekoniecznie tego ściśle przyuczającego do wykonywania jakiegoś zawodu. Zwłaszcza studia na dobrych uczelniach. To również papierek, który otwiera wiele drzwi i zwyczajnie warto go mieć jeśli ktoś ma chęci i odpowiednie predyspozycje.

Vinnga, studia maja sens w momencie kiedy studiujemy kierunek gwarantujacy nam w przyszlosci zatrudnienie, inaczej jest to takie sobie a muzom studiowanie. Mam znajomego w rodzinie eksa, ktory studiowal jakas ichtiologie czy inne z rybami zwiazane badania. Tak waska i niespotykana dziedzina, ze nie ma praktycznie szans na wykorzystanie jej w praktyce. Pewnie na caly kraj wystarczy 2-3 osoby, zeby ogarnac te rybna strukture. No i chlop mlody, zona i 2 dzieci - pracuje od poznej wiosny do wczesnej jesieni a reszte roku dorabia jako tako albo na zasilku siedzi.

Przybywa co roku psychologow, socjologow, archeologow, marketingowcow, zarzadzajacych itp a prawda taka, ze nie ma dla nich po prosty pracy.

I niestety nie jest to prawda, ze papierek ten  czyli dyplom magistra, otwiera wiele drzwi. Wrecz przeciwnie, czesto je zamyka, bo pracodawca poszukujacy np. kierownika magazynu czy kogos do konkretnej, czasem fizycznej, pracy niechetnie zatrudnia teoretyka z tytulami, ktory pozniej zacznie marudzic, ze nie po to studia konczyl i ze jemu sie wiecej nalezy itp.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

11 Ostatnio edytowany przez Snake (2013-11-12 10:23:19)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Catwoman napisał/a:

[...]a prawdą jest, że mało który maturzysta jest na tyle dojrzały by na pewno wiedzieć, co chce w życiu robić[...]

A to już jego problem smile Jeżeli w maturalnej klasie nie wie co chce w życiu robić, to nie wróżę mu za dobrze. Żeby dostać się na porządne studia kształcące w dobrych zawodach wypadałoby się zacząć przygotowywać ciut wcześniej niż w klasie maturalnej. Co prawda sam jestem wyjątkiem od tej reguły, bo szedłem do konkretnej klasy profilowanej aby potem dostać się na konkretny kierunek studiów. No ale na koniec 3 klasy ojciec przekonał mnie do zmiany moich pomysłów życiowych, popytałem znajomych w tym fachu jak jest i ostatni rok szkolny poświęciłem na przygotowania aby dostać się na wybrany kierunek. Miałem w klasie może ze 2 osoby, które mogły wybrać dowolny kierunek studiów, a i tak by sobie świetnie poradziły. Reszta przyszła do liceum z myślą przynajmniej o grupie kierunków jakie chcieli studiować ale też rok przed maturą najpóźniej precyzowali w co konkretnie będą uderzać. O ile kojarzę ich późniejsze losy, to zrealizowali swoje plany, przynajmniej w większości. Oczywiście ludziom się potrafi odmienić i później. Moje studia są bardzo fajne, a wiem, że sporo ludzi po nich nie pracuje w zawodzie. Na przykład do show biznesu przechodzą big_smile

Ps. Z archeologią to bym uważał. Kiedyś nawet się nad nią mocno zastanawiałem ale wtedy dokonałem analizy chłonności rynku na taką profesję i odpuściłem. Parę lat później zaczął się boom na badania archeologiczne związane z zabezpieczaniem inwestycji i okazało się, że jest to całkiem popłatny i poszukiwany zawód. Jak jest obecnie to już nie śledziłem ale tak to już jest, że jak ma się szczęście albo dobrze się przewiduje, to można się dobrze wstrzelić.

To już jest koniec, Piękna przyjaciółko To już jest koniec Moja jedyna przyjaciółko, koniec
Koniec naszych rachub niespełnionych Koniec tego, co trwa nieporuszone Nie umkniesz, ani nie zdziwisz się, to koniec Już nigdy nie spojrzę w oczy twoje...ponownie
Podszedł do drzwi Zajrzał do środka "Ojcze?" "Tak synu?" "Chcę cię zabić" "Mamo...chcę cię...przelecieć"

12 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-11-12 10:22:56)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

No ale w polskich szkołach nie prowadzi się młodzieży tak, by byli nastawieni na ŚWIADOMĄ DECYZJĘ, by już w wieku 15-18 lat wiedzieli, czym się chcą w życiu zajmować, co "czują", a czego nie.

Uważam, że świetną sprawą jest praktykowany w innych krajach tzw. "gap year" czyli rok przerwy po nauce w szkole średniej, podczas którego ludzie podróżują po świecie, pracują (często w wolontariacie) ,poznają świat po prostu.
U nas wszystko musi iść liniowo- nikt nie daje człowiekowi czasu na zastanowienie się.

13

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Ile znacie ciekawych, przyszłościowych zawodów po zawodowce dla kobiet?
Fryzjerka, kosmętyczka, krawcowa, kucharka. Co jeszcze?

14

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Mnie już nikt do głowy nie przychodzi:D Spawacz big_smile Ale dobry spawacz.
Tylko, że kobieta jeśli się uprze może uczyć się stolarstwa na przykład.

15

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Może. I sadzisz, że na rynku pracy będzie traktowana tak samo jak mężczyzna? Będzie miała takie same szanse?

16

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

A czemu nie? Mam znajomą, która jest kafelkarzem smile (kafelkarką? ;D) - fakt, ludzie robią rybę gdy wchodzi z ekipą "budowlaną" = ze swoim kolegą, przy czym kolega zajmuje się np. parkietem a ona kafelkami big_smile
Myślę, że nie trzeba się bać stereotypów smile

17 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-11-12 10:50:38)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Catwoman napisał/a:

A czemu nie? Mam znajomą, która jest kafelkarzem smile (kafelkarką? ;D) - fakt, ludzie robią rybę gdy wchodzi z ekipą "budowlaną" = ze swoim kolegą, przy czym kolega zajmuje się np. parkietem a ona kafelkami big_smile
Myślę, że nie trzeba się bać stereotypów smile

Chyba wlasnie bac sie nalezy:))

ja widuje na co dzien panie jezdzace samochodami dostawczymi do sklepow, kobiety stanowia prawie polowe naszej zalogi - w produkcji tez (i nie sa to czekoladki, tylko akcesoria budowlane), latem naprawiano u nas asfalt przed domem i walcem ogromnym jak smok jezdzila filigranowa blondyna:) Keine granze jesli ktos sie uprze.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

18

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

No na produkcji pracują niemal wyłącznie kobiety- ale też zarabiają najniższą krajową.

19 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-11-12 11:03:56)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Cat, my nie rozmawiamy o tym, że można się uprzeć, tylko o 16-latkach, które wybierają drogę na przyszłośc. Wyobrazasz sobie 18-latke, 160 cm wzrostu która ci mówi "jestem stolarzem"? big_smile przecież to śmiech na sali. Owszem, kobietta może zostać stolarzem, ale takich jest jedna na sto. Do tego potrzeba siły fizycznej i taka kruszynka 155 cm to może jedynie domki dla lalek robić, a nie na przykład szafę czy schody.

Albo kafelki kłaść, bo to już siły fizycznej nie wymaga.

Alle ile znacie 16-latek majacych określona już drogę kariery zawodowej?

Ja jestem po zawodowce. Pierwsze co zrobiłam po skończeniu to poszłam do liceum. tongue

20

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Jakbym cofnęła czas to nie poszłabym do zawodówki tylko na inżyniera ;-P

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

21

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

A ja bym chetnie pierdyknela cale te studia, licea i inne szkoly i zostala kosmetyczka a potem otworzyla swoj super gabinet z najnowszymi trendami:) I ze SPA:)

Podobala mi sie tez zawsze gastronomia i posiadanie wlasnej knajpy.

W ogole takie zawody, gdzie mozna byc sobie bossem sa dla mnie najciekawsze, nie takie od 8 do 16 i zawsze na czyjs rachunek.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

22

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

I wtedy musiałabyś pracować znacznie dłużej niż od 8 do 16 big_smile

23

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Iceni napisał/a:

I wtedy musiałabyś pracować znacznie dłużej niż od 8 do 16 big_smile

nie szkodzi, ale na wlasnym i robiac cos, co sprawialoby mi przyjemnosc. Poza tym moze tylko na poczatku, z czasem zatrudnilabym osobe - managera i tylko wpadalabym po swoje dywidendy a potem na Kanary na miesiac))

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

24

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

heh patrząc na to jak u nas w Polsce się mieszka ....faktycznie papiery i studia teoria są g**o warte.... tu się patrzy na doświadczenia zawodowe fach i żeby osoba była dyspozycyjna elastyczna itp....często wymagania są wzięte z kosmosu ale nie o tym tu mowa:) ja wybrałam opcje zawodówka dlaczego ? żeby łatwiej prace znaleźć mieć praktyki i wiedzieć jak to jest a do liceum chodzę teraz:) zaocznego smile maturę mam zamiar zdawać choć....zaoczne i matura to Ciężka sprawa...zobaczymy potem tak czy siak policealna . dlaczego ? żeby mieć wykształcenie żeby mieć"papierki" na które co prawda  niby pracodawcy maja to w d... a jednak jak się ich nie ma to też źle ! heh paranoja no nie ?

;**

25

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
agnik napisał/a:

Wydaje mi się, że popadliśmy w pewien mit, skończenie studiów miało wiązać się ze znalezieniem dobrze płatnej pracy i udanym życiem. Pójście do zawodówki czy technikum, przynajmniej w moim roczniku, było pójściem do "gorszej" szkoły, takiej gdzie trafiali Ci, którzy nie radzili sobie aż tak dobrze, jak Ci, którzy kontynuowali naukę w ogólniaku.
Same studia straciły na wartości, studiować może każdy, jak nie na państwowej uczelni to na prywatnej, a jeśli płaci za studia to boże broń żeby, ktoś mu wstawił w indeksie coś mniej niż trója.

Dokładnie. Kładziemy dzieciom do głowy, że bez wykształcenia ani rusz i jak tak dalej pójdzie skończymy z bandą magistrów, których połowa nie nadaje się do zawodu, który studiowali, a stolarza, elektryka, kafelkarza i fryzjerki będziemy ze świecą szukać i płacić im krocie.
Pamiętam, że u mnie na studiach było mnóstwo ludzi, którzy poszli tam bo 'tak trzeba', 'bo rodzice kazali', 'bo zawodówka to obciach', 'bo co ja będę robił bez dyplomu', 'bo coś trzeba studiować a ten uniwerek był blisko', itd. Obserwując ich przez 5 lat, stwierdzam, że w ich przypadku to zmarnowany czas, a dyplomu i tak nie powinni byli dostać. Ci, którzy świadomie wybrali kierunek bo autentycznie interesowało ich to, co studiowali stanowili mniejszość.   
I osobiście wolę stolarza, który lubi to co robi i jest w tym dobry, niż magistra bez 'powołania' i zdolności w swoim zawodzie. Fryzjerka do której chodzę jest po zawodówce, uwielbia to co robi, jest w tym niesamowicie dobra (do tego stopnia, że kiedy do niej idę mówię jej po prostu "Rób jak uważasz") i podczas godziny, którą u niej spędzam gadamy o książkach, filmach, wystawach... Z drugiej strony znam całą rzeczę tak zwanych magistrów, który od skończenia studiów książki do rąk nie wzięli, a i wcześniej jak się już zdarzało to były to tylko podręczniki.
I tak jak pisze agnik, studia nie mają tej wartości, którą miały ponieważ studiować może każdy, niezależnie od tego, czy autentycznie się do tego nadaje czy nie. Ale to właśnie tu zaczyna się problem - wielu rodziców nie jest w stanie zaakceptować faktu, że ich dziecko chce być fryzjerką/elektrykiem/stolarzem/kierowcą/taksówkarzem/murarzem/malarzem czy czymśtam innym i pcha je na studia za wszelką cenę nie zważając ani na to, czego chce dziecko, ani na to, czy rzeczywiście się do tego nadaje.

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

26

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Gdy chodziłam do podstawówki, a potem do szkoły średniej, zawodówka to był obciach: szły do niej tylko "tępaki" czyli tacy, którzy nie nadają się na studia.
Każdy chciał uniknąć plakietki "tępak" lub "niewystarczająco inteligentny na studia", zatem parł na studia big_smile Nieważne, czy to był marketing, socjologia i inne kierunki uwalniające od przekleństwa pracy, ale rodzice byli spokojni i dumni, że ich dziecko studiuje. W ich czasach studia również wyglądały inaczej, nie każdy na nie szedł, a nawet była to mniejszość, zatem utożsamiali swe dziecko z inteligentem z urzędu- z racji studiów.
Jednak z czasem wpadliśmy w pułapkę braku elastyczności.

27 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-11-12 12:23:09)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Dla mnie zawodowka jest taka szkoła dla "tępakow". W sumie przekonałam się na własnej skórze jaki jest w takiej szkole poziom.

Ja widzę przynajmniej kika wad takich szkol:
-15-16 lat to zdecydowanie za wcześnie aby nastolatek był przekonany co chcę robić w życiu. Idąc do zawodówki skazuje się na jeden zawód.
-im człowiek jest mniej wykształcony, tym mniej wszechstronny. Pani po socjologii może pracować w biurze albo być kasjerka. Kasjerka sekretarka nie zostanie.
-ograniczona ilość zawodów uczonych w zawodowkach.
-problem z praktykami - za praktyki w niektórych zawodach trzeba (a przynajmniej trzeba było kiedyś) płacić. Liceum wychodzi taniej.
-nauka zawodu w zawodowce to tylko podstawy - to wbrew pozorom nie jest pracownik wykfalifikowany - to nastolatek, który coś tam potrafi.
-wiele z tych zawodów można nauczyc się później w o wielle krótszym czasie. Intensywny kurs na spawaczą, fryzjerke czy operatora wózków, suwnic itp. Zajmuje kilka tygodni do pol roku - w zależności od kursu, a nie 3 lata.
Wielu facetów robi beznadziejne studia nie po to, by mieć wykształcenie, tylko po to, żeby uciec przed wojskiem. Byle jakie studia, czym łatwiejsze tym lepiej, a jak mu już wojsko nie grozi to wtedy może pracować jako spawacz - też wystarczy tylko kurs - prawdziwych umiejętności nabywa się przez lata pracy, a nie na szkolnych praktykach, które często sa śmiechu warte. 4 uczniów do jednej tokarki lub spawarki big_smile
Albo prywatne praktyki i latanie po piwo albo mycie samochodu szefa.

Wyddaje mi się, że niektórzy tu maja blade pojęcie o tym, jak wygląda nauka w zawodowce tongue (ta przynajmniej w niektórych zawodowkach)

28

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Vinga napisał/a:

Wszystko ładnie, pięknie, ale jeżeli fryzjerce po 5 latach pracy wysiądzie kręgosłup (lub spawaczowi) to co oni później ze sobą zrobią?

a jeśli nie będzie ,fryzjerów to kto Ci włosy zrobi?
jeśli nie będzie spawaczy to nie będzie np.budowy statków
jeśli nie będzie kucharzy to gdzie pójdziesz na kolację z szefem,przyjaciółmi itp
przecież takim zawodom też coś zawdzięczamy

ile ludzi idzie na studia tylko po papierek? konczy np pedagogike idzie uczyć do szkoły dzieci chociaż pojęcia o tym nie ma,nie ma powołania do tego itp
ale ważne że ma papier i etat

a zdrowie może się zepsuć przy każdej pracy
nauczyciel straci głos,informatyk oslepnie od komputera itd

29

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Iceni masz dużo racji w tym co piszesz, ale jak zawsze wszystko na ...co najmniej 2 strony medalu smile
Właśnie ta ilość "papierów" także utrudnia znalezienie pracy do której potrzebne są niższe kwalifikacje. A poza tym... można iść do zawodówki, potem zrobić maturę i iść na studia- jeśli ktoś miałby życzenie wink

30

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Leną, ale im człowiek lepiej wykształcony tym łatwiej mu zmienić zawód na inny. Nauczycielka może się zając korepetycjami, może zostać ekspedientką, może pracować w biurze, może zostać opiekunka - ma trochę możliwości poza nauka w szkle.

A spawacz? Jeżeli zdrowie mu nie pozwoli pracować fizycznie to CO mu ppozostanie?

31

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

ja skonczyłam zawodówkę,nie żałuję ,żałuję tylko wybranego zawodu
bo mogłam iśc na fryzjerkę i sobie w domu dorabiać
mogłam iść na kucharkę i sobie dorabiać przy imprezach
mogłam iść na krawcową i szyć w domu
wybrałam głupi zawód sprzedawcy,wtedy wydawał mi się fajny

idąc do zawodówki można ciągnąć zaocznie liceum,miałam kolezankę która tak właśnie zrobiła,jednocześnie skonczyła 2 szkoły

co do samej zawodówki ogólnie nie narzekałam,miałam praktyki w sklepie który sobie wybrałam i mnie przyjeli,płacone miałam za praktyki
2 lata to nauka 3 dni w tygodniu i 2 dni praktyk ,ostatni rok szkoła raz na 2 tygodnie takie spotkanie z wychowawcą,a reszta to same praktyki

32 Ostatnio edytowany przez kendy (2013-11-12 12:35:22)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Równie dobrze możnaby zapytać co zrobi magister jeśli w drodze do warzywniaka spadnie mu doniczka na głowę i zapadnie na amnezję...
Poza tym, nawet wykształcenie wyższe nie gwarantuje, że z jakąś ułomnością fizyczną będziesz mogła pracować - ja na przykład mam przesunięte kręgi w kręgosłupie i jak dopadła mnie rwa kulszowa nie mogłam iść do pracy. Wykształcenie nic tu nie zmienia. To że pracuje umysłowo nie znaczy, że sprawne ręce i nogi mi niepotrzebne. Na dobrą sprawę zawodów, które można wykonywać z domu, czy wręcz z łóżka, jest mało.

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

33

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Cat, to nie jest dobra droga. Ja właśnie taki miałam plan.
JESTEM po zawodowce. ZROBIŁAM potem maturę. Pech chciał, ze technikum zlikwidowali i musiałam się zadowolić wieczórowo zwykłym LO.

Jaki to dało skutek? 3 lata zmarnowane na zawodowke. Gdybym jeszcze wybrała jakąś szkole krawiecka to może mogłabym siedzieć w szwalni przy taśmie. Przecież swojego zakładu po zawodowce się nie otworzy. Do tego trzeba mieć oggromne doświadczenie i umiejętności a iść pracować dla koggggos to znaczy za najniższa pensje. To samo zostać kucharka - jak jesteś dobra to zaczynasz zarabiać. Czyli w okolicach 40. Wcześniej zapieprzasz dla kogoś.

Ja swoją zawodowka "wygrałam" tyle, ze konczylam liceum kiedy moi rówieśnicy kończyli studia.

Oni mieli po 25 lat i pol strony w CV a ja "matura". Super, nie?

Zawodowka a potem kolejna szkoła to najgorsze rozwiązanie.
Liceum a potem dobry kurs zawodowy - i w wieku lat 19 masz i zawód, i maturę. Możesz pracować w zawodzie jak chcesz, możesz robić dalej studia.

A mając 18-19 lat o wwiele trafniej wybierzesz kurs, niż w wieku 15 lat szkole zawodowa.

Dla mnie szkoła zawodowa to akt desperacji albo głupoty.

Owszem, potrzebujemy nauki zawodu - kaletnika, szewca, krawca -itp. Ale taka szkoła ma sens, jeżeli po zawodowce masz automatycznie możliwośc kształcenia się dalej - czyli uzupełniające 2-letnie technikum (gwarantowane, darmowe). 

Ale to mimo wszystko się NIE sprawdzi, bo żaden nastolatek z własnej woli w wieku lat 16 nie będzie chciał zostać szewcem!

To nie te czasy tongue

34

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Iceni napisał/a:

Dla mnie zawodowka jest taka szkoła dla "tępakow". W sumie przekonałam się na własnej skórze jaki jest w takiej szkole poziom.

Ja widzę przynajmniej kika wad takich szkol:
-15-16 lat to zdecydowanie za wcześnie aby nastolatek był przekonany co chcę robić w życiu. Idąc do zawodówki skazuje się na jeden zawód.
-im człowiek jest mniej wykształcony, tym mniej wszechstronny. Pani po socjologii może pracować w biurze albo być kasjerka. Kasjerka sekretarka nie zostanie.
-ograniczona ilość zawodów uczonych w zawodowkach.
-problem z praktykami - za praktyki w niektórych zawodach trzeba (a przynajmniej trzeba było kiedyś) płacić. Liceum wychodzi taniej.
-nauka zawodu w zawodowce to tylko podstawy - to wbrew pozorom nie jest pracownik wykfalifikowany - to nastolatek, który coś tam potrafi.
-wiele z tych zawodów można nauczyc się później w o wielle krótszym czasie. Intensywny kurs na spawaczą, fryzjerke czy operatora wózków, suwnic itp. Zajmuje kilka tygodni do pol roku - w zależności od kursu, a nie 3 lata.
Wielu facetów robi beznadziejne studia nie po to, by mieć wykształcenie, tylko po to, żeby uciec przed wojskiem. Byle jakie studia, czym łatwiejsze tym lepiej, a jak mu już wojsko nie grozi to wtedy może pracować jako spawacz - też wystarczy tylko kurs - prawdziwych umiejętności nabywa się przez lata pracy, a nie na szkolnych praktykach, które często sa śmiechu warte. 4 uczniów do jednej tokarki lub spawarki big_smile
Albo prywatne praktyki i latanie po piwo albo mycie samochodu szefa.

Wyddaje mi się, że niektórzy tu maja blade pojęcie o tym, jak wygląda nauka w zawodowce tongue (ta przynajmniej w niektórych zawodowkach)

A ja bardzo nie lubie stereotypow i wrzyucania wszystkich do jednej beczki, w tym wypadku tepakow.

W ten sposob wyrazasz swoje poszanowanie dla pracownikow fizycznych, bez ktorych Twoje zycie marni by wygladalo.

I wcale ale to wcale pani socjolog na kasjerke tak szybko nie wskoczy, malo komu jej studia beda tam potrzebne.

Co do wojska to chyba od paru lat conajmniej nie obowiazuje sluzba z poboru tylko zawodowa.

Sa nastolatki, ktore maja jasnosc tego co chca robic juz w wieku 15 lat a sa dorosle i niedojrzale osoby, tzw. wieczni studenci nawet kolo 30chy. Tylko z kogo wiekszy pozytek dla kraju i gospodarki? Zwlaszcza tej przepelnionej magistrami i profesorami?

Niech kazdy wybiera sobie zawod jaki chce ale nie sadze, ze wyksztalcenie wyzsze czyni z czlowieka madrego a zawodowka tepaka.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

35

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

ja jestem po zawodówce sprzedawcy i nie widzę w tym nic złego tym bardziej nie byłam "zdesperowana" czy "głupia" poszłam bo sama chciałam .... liceum kończę za rok mam 21 lat ( mała przerwa na macierzyństwo była) no i co nie da się ? DA ... nie rozumiem niektórych tu wypowiedzi żałuje że poszłam do takiej czy innej szkoły ,, hallo mieliśmy po ile 15 16 lat i co? w jednych sprawach nastolatek "nie jest wystarczająco dorosły aby wiedzieć co chce robić w życiu " natomiast w innym nastolatek ma we wszystkim racje i gra dorosłego .. no chyba pamiętamy każdy z nas tak miał ?:D a jak ktoś z was szedł do jakieś tam szkoły bo rodzice kazali czy znajomi czy inny powód niekierowany WASZĄ decyzją ...to współczuje naprawdę ;D robić coś bo ktoś tak mówi....masakra i nieważne że sie ma po 15-17 lat . umiemy podejmować swoje własne decyzje chyba nie? trafne lub nie ale SWOJE

;**

36 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-11-12 13:28:36)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Większość osób wybiera spośród zawodów mu dostępnych.
Co to znaczy, ze nie mam szacunku do pracy fizycznej? Praca to praca. Nie mam szacunku do szkol zawodowych jako systemu nauczania zawodu.

Kiedyś był sens istnienia tych szkol, bo w większości to były szkoły przyzakładowe.

Ale w obecnych czasach to przeżytek.

Powinny być szkoły rzemieślnicze - uczace konkretnego zawodu na WYSOKIM poziomie. Właśnie szewstwa, kalętnictwa, jubilerstwa, krawiectwa lub szkoły techniczne - elektryki, stolarstwa, mechaniki, murarstwa itp.
A to, co daje zawodowka powinno być ograniczone do kursów. Bo nie trzeba się uczyć 3 LAT po to, żeby zostać operatorem tokarki czy fryzjerem na poziomie podstawowym.

Ilu znacie szewców po zawodowce którzy USZYJA wam buty? Ilu znacie kowali po zawodowce którzy wykuja bramę?
Ilu znacie kaletnikow którzy uszyja piękny, skórzany płaszcz? Rymarzy po zawodowce którzy uszyja siodlo? Stolarzy mebłowych, którzy po zawodowce potrafią zrobić szafę z prawdziwego zdarzenia, a nie drewnopodobne pudło? Fryzjera po zawodowce, który wykona peruke? Zresztą perukarz to inny chyba zawód.
Ggorseciarke po zawodowce?

Takich zawodowek w ogóle NIE MA. A to, o czym rozmawiamy - posądzkarz, kafelkarz, sprzedawca, manikiurzystka - od tego sa KURSY, a nie szkoły. Bo takich kursów w ciągu 3 lat można sobie zrobić 5 i być wszechstronnym, a nie "fachowcem" po 3 latach wątpliwej nauki.

Prawdziwy zawód to LATA nauki pod okiem FACHOWCA a nie praktyki zawodowe u kogo się trafi.

37

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Tak czytam Wasze posty na temat wykształcenia i przypomina mi się cytat z kabaretu "Potem":
- Jakie masz wykształcenie?
- Inżynierskie
- No cóż, żadne wykształcenie nie hańbi.... wink

"W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask."

38

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Iceni tak,tyle że 15 lat temu takich kursów nie było
i mimo że zawodówki dla ciebie to głupi wymysł
to znam osoby które osiągnęły coś koncząc tylko taką szkołę

mam w rodzinie krawcową,co szyje ubrania na pokazy w Paryżu itd ciuchy takie że mało kogo na nie stać w Polsce,a jest tylko po zawodówce
druga znajoma też tylko krawcowa a ma swój zakład bardzo dobrze prosperujący i na zadupiu się on znajduje,a też po zawodówce

i nie prawda że zawodówki to przeżytek,bo własnie teraz zawodówki znowu wracają

39 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-11-12 13:42:24)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Iceni napisał/a:

Ilu znacie szewców po zawodowce którzy USZYJA wam buty? Ilu znacie kowali po zawodowce którzy wykuja bramę?
Ilu znacie kaletnikow którzy uszyja piękny, skórzany płaszcz? Rymarzy po zawodowce którzy uszyja siodlo? Stolarzy mebłowych, którzy po zawodowce potrafią zrobić szafę z prawdziwego zdarzenia, a nie drewnopodobne pudło? Fryzjera po zawodowce, który wykona peruke? Zresztą perukarz to inny chyba zawód.
Ggorseciarke po zawodowce?

Prawdziwy zawód to LATA nauki pod okiem FACHOWCA a nie praktyki zawodowe u kogo się trafi.

ja nie znam ani jednego lekarza, ktory samodzielnie wystawi diagnoze albo wykona zabieg prosto po zakonczeniu studiow. Nie znam tez adwokata, ktory skonczyl studia i przeprowadza sam sprawy w sadzie. Ani inzyniera budowlanego, ktoremu pierwszego dnia po uzyskaniu dyplomu ktos powierzy samodzielny odcinek na budowie.

Nawet studia wyzsze nie oznaczaja pelnej gotowosci i doskonalosci w wykonywanym zawodzie. To podstawa teoretyczna a mistrza czyni dopiero praktyka, cale lata praktyki.

Ten najwiecej mowi o przeszlosci, kto nie ma planow na przyszlosc

40

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Jakbym miała cofnąć czas może nie poszłabym na studia ale do zawodówki, było to dobrych kilkanaście lat temu. Wtedy była inna sytuacja ekonomiczna, rodzice mieli więcej pieniędzy, żeby mnie wspierać i mi pomóc. Poza tym zawsze dopingowani byliśmy dobrymi ocenami i człowiek nie chciał wypaść z rankingu, ale dalej się "wspinać po szczeblach kariery"..W sumie ja już wypadłam jakby z tej drabiny, czy jak to inni nazywają "wyścigu szczurów"..moja decyzja była podyktowana sytuacją osobistą oraz potrzebą dostosowania się do otaczającej rzeczywistości..Jakbym teraz miała cofnąć czas to poszłabym na fyzjerkę albo protetyka, a tak po studiach licencjackich pracuję w handlu...Ogólnie mogę też przestrzec jakby młodych ludzi, że czasami takie na siłę coś, jakby nie na miarę swoich możliwości oraz jakby na siłę udowadnianie, że da się radę, pomimo że człowiek się z tym męczy, nie jest dobre. Trzeba być naprawdę zdesperowanym żeby tak działać.

Nie wegetujmy - żyjmy !

41

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Dlatego szkoła zawodowa to dla mnie przeżytek. Owszem, 20 lat temu to miało jeszcze sens, ale to były inne czasy.

Zawodowka to taka szkoła, ktorra ani nie daje wykształcenia szkolnego - bo to tylko trochę więcej niż gimnazjum, ale znacznie mniej niż liceum ani nie daje konkretnych umiejętności zawodowych. Bo te zdobywa się praktyka pod okiem fachowca - a tę można zdobyć zupełnie bez szkoły tylko ucząc się zawodu.

Ze znajomych mi mechaników czy krawcowych po szkole mogę z cała pewnością powiedzieć, ze dla ich umiejętności zawodowych ważniejsze było u kogo mielli praktyki i kto ich uczył zawodu niż to czy uczyli się w zawodowce, czy później zmieniając zawód.

Patrząc po swoich znajomych ze szkoły widzę, ze zawodowka się nie sprawdza, bo to, co daje zawodowka można osiągnąć szybciej i skuteczniejsza droga.  I tyle.

42

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Iceni napisał/a:

Powinny być szkoły rzemieślnicze - uczace konkretnego zawodu na WYSOKIM poziomie. Właśnie szewstwa, kalętnictwa, jubilerstwa, krawiectwa lub szkoły techniczne - elektryki, stolarstwa, mechaniki, murarstwa itp.

W moim mieście Cech Rzemiosł Różnych otworzył własną szkołę zadowową, w której kształci się prawdziwych fachowców w swojej dziedzinie. To rzeczywiście ma sens!

Iceni, no to ja chyba jestem jakimś wyjątkiem i obalę wszystkie Twoje sterotypy wink.
Ja rozumiem, że zawodówki nigdy nie cieszyły się dobrą sławą, ale sama jestem po takiej szkole. Z jednej strony głupota (sama dyrektorka zaproponowała mi przejście do technikum, z którego nie skorzystałam), z drugiej nieumiejętność podjęcia decyzji. Moja szkoła była jednak szkołą z tradycjami, na bardzo wysokim poziomie, z wielkimi aspiracjami i takimi samymi wymaganiami.  Dzięki niej jestem mistrzem w swojej dziedzinie, bo naprawdę nauczyłam się zawodu, to ona dała mi umiejętności i pasję, nigdzie nie otrzymałam tyle, co właśnie tam. To dzięki zawodówce, nie szkole średniej, umiem szyć na tyle dobrze, że prowadziłam swój własny zakład, uczyłam zawodu w liceum odzieżowym, miałam też okazję uczestniczyć w pokazie mody. To dzięki niej, posiadając już konkretną wiedzę i umiejętności (w tym umiejętność tworzenia konstrukcji i projektowania), mogłam kształcić się dalej i osiągać jakieś wymierne sukcesy.   

Moja ścieżka edukacji była długa i kręta. Najpierw wspomniana zawodówka, potem czteroletnie studium, zakończone maturą oraz dwoma dyplomami - pedagoga i technika odzieżowego. Następnie miałam dwa lata przerwy, w czasie których uczyłam w szkole, po czym zdecydowałam się pójść na studia. Szkoła zawodowa dała mi jednak najwięcej, bo to była prawdziwa szkoła życia, a umiejętności z niej wyniesione wykorzystuję do dzisiaj. Tego nie nauczą na żadnym kursie! Niemniej przyznaję, że już na starcie wiedziałam, że będę edukować się dalej i nawet przez minutę tej myśli nie odrzuciłam.

Edit: Nie wiem jak kształcą dzisiejsze zawodówki, odnoszę się wyłącznie do mojej własnej, z przeszłości.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj smile 
Dzieląc się swoją opinią zawsze pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

43

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
czasymira napisał/a:

Jakbym miała cofnąć czas może nie poszłabym na studia ale do zawodówki, było to dobrych kilkanaście lat temu. Wtedy była inna sytuacja ekonomiczna, rodzice mieli więcej pieniędzy, żeby mnie wspierać i mi pomóc. Poza tym zawsze dopingowani byliśmy dobrymi ocenami i człowiek nie chciał wypaść z rankingu, ale dalej się "wspinać po szczeblach kariery"..W sumie ja już wypadłam jakby z tej drabiny, czy jak to inni nazywają "wyścigu szczurów"..moja decyzja była podyktowana sytuacją osobistą oraz potrzebą dostosowania się do otaczającej rzeczywistości..Jakbym teraz miała cofnąć czas to poszłabym na fyzjerkę albo protetyka, a tak po studiach licencjackich pracuję w handlu...Ogólnie mogę też przestrzec jakby młodych ludzi, że czasami takie na siłę coś, jakby nie na miarę swoich możliwości oraz jakby na siłę udowadnianie, że da się radę, pomimo że człowiek się z tym męczy, nie jest dobre. Trzeba być naprawdę zdesperowanym żeby tak działać.

A dlaczego nie możesz zostać fryzjerka? Na pewno znalazłabyś zakład, w którym mogłabyś praktykowac, pewnie najpierw za darmo, ale jakbyś się podszkolila to mogła byś już pewnie dostawać minimalna pensje potem tylko egzamin czeladniczy i jesteś fryzjerka.

44 Ostatnio edytowany przez Iceni (2013-11-12 14:19:17)

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Olinka napisał/a:
Iceni napisał/a:

Powinny być szkoły rzemieślnicze - uczace konkretnego zawodu na WYSOKIM poziomie. Właśnie szewstwa, kalętnictwa, jubilerstwa, krawiectwa lub szkoły techniczne - elektryki, stolarstwa, mechaniki, murarstwa itp.

W moim mieście Cech Rzemiosł Różnych otworzył własną szkołę zadowową, w której kształci się prawdziwych fachowców w swojej dziedzinie. To rzeczywiście ma sens!

Iceni, no to ja chyba jestem jakimś wyjątkiem i obalę wszystkie Twoje sterotypy wink.
Ja rozumiem, że zawodówki nigdy nie cieszyły się dobrą sławą, ale sama jestem po takiej szkole. Z jednej strony głupota (sama dyrektorka zaproponowała mi przejście do technikum, z którego nie skorzystałam), z drugiej nieumiejętność podjęcia decyzji. Moja szkoła była jednak szkołą z tradycjami, na bardzo wysokim poziomie, z wielkimi aspiracjami i takimi samymi wymaganiami. Dzięki niej jestem mistrzem w swojej dziedzinie, bo naprawdę nauczyłam się zawodu, to ona dała mi umiejętności i pasję, nigdzie nie otrzymałam tyle, co właśnie tam. To dzięki zawodówce, nie szkole średniej, umiem szyć na tyle dobrze, że prowadziłam swój własny zakład, uczyłam zawodu w liceum odzieżowym, miałam też okazję uczestniczyć w pokazie mody. To dzięki niej, posiadając już konkretną wiedzę i umiejętności (w tym umiejętność tworzenia konstrukcji i projektowania), mogłam kształcić się dalej i osiągać jakieś wymierne sukcesy. 

Moja ścieżka edukacji była długa i kręta. Najpierw wspomniana zawodówka, potem czteroletnie studium, zakończone maturą oraz dwoma dyplomami - pedagoga i technika odzieżowego. Następnie miałam dwa lata przerwy, w czasie których uczyłam w szkole, po czym zdecydowałam się pójść na studia. Szkoła zawodowa dała mi jednak najwięcej, bo to była prawdziwa szkoła życia, a umiejętności z niej wyniesione wykorzystuję do dzisiaj. Tego nie nauczą na żadnym kursie! Niemniej przyznaję, że już na starcie wiedziałam, że będę edukować się dalej i nawet przez minutę tej myśli nie odrzuciłam.

Edit: Nie wiem jak kształcą dzisiejsze zawodówki, odnoszę się wyłącznie do mojej własnej, z przeszłości.

Olinko, faktycznie, tu mnie masz. Istnieją szkoły z tradycjami ksztalcace naprawdę dobrych fachowców, ale moim zdaniem nazywanie ich "zawodowkami" to umniejszanie ich prestiżu.
W moim rodzinnym mieście odziezowka kształcila na takim poziomie jaki był potrzebny przy taśmach produkcyjnych pobliskiego  zakładu odzieżowego. (bo była to szkoła przyzakladowa) i większość dziewczyn po tej szkole miała trudności ze zrobieniem wykroju czy uszyciem bardziej wymyślnych spodni.

Druga oblegana zawodowka była klasa wielozawodowa oblegana głównie przez fryzjerki, miasto nimi było przepełnione oraz technikum handlowe wypluwajace corocznie kilkadziesiąt sprzedawców.


Jedyna w miarę dobra szkoła zawodowa była ta przy Zespole Szkol Mechanicznych gdzie była zawodowka, technikum i technikum na podbudowie zawodówki. W 95% uczniami byli faceci.

Zawodowka nie dawała praktycznie nic, bo co roku wypychali po kilkaset kolejnych osób. Ile zatrudnienia może dać 70 tys miasto?

Dopiero jak zawodówki polikwidowali i skończyła się masowa produksja "fachowców" po zawodowkach pewne zawody nabrały wartości.

Łatwo przewidzieć co się stanie jeżeli te zawodówki powrócą.

Ale owszem, istnieją szkoly które powinny przetrwać - bo po prostuu sa dobre. Tylko ile jest takich dobrych zawodowek w kraju?


Sorry za niespojnosc big_smile ale pisałam trochę w pośpiechu wink

45

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Interesujący temat, już napisano prawie wszystko więc nie będę powtarzał. Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną sprawę.
W szkole (szkołach) nie uczy się dzieci "jak żyć" smile. Oczywiście to powinni zrobić rodzice, ale kiedy sobie przypomnę jakie badziwie musiałem wbijać do głowy to mi się niedobrze robi. Na dodatek szkoła totalnie nie potrafiła wydobyć z ucznia to co najlepsze, nie potrafiła doradzić (nie mówę o tych pseudo zajęciach, które niby pomagały wybrać zawód). Jedyne co szkoła potrafiła to tłamsić ucznia (no trochę przesadziłem, ale sporo w tym prawdy).

Druga sprawa. Ludzie są bardzo rozczeniowi. Zewsząd słychać lament, że po szkole psychologii nie ma pracy. Ludzie dalej się na to pchają i... dalej narzekają smile Nie wiem ale komuna chyba ciągle w nas siedzi, i to bardzo głęboko.

Ktoś kiedyś fajnie powiedzał, dawniej weryfikacja następowała na egzaminie na studia, teraz następuje przy wejściu na rynek pracy.

46

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Jeszcze jedna sprawa przyszła mi do głowy. Na rynku nie tyle brakuje szkol zawodowych co ośrodków kształcenia zawodowego dla dorosłych.

Jest mnóstwo ludzi, którzy w wieku lat 30 czy nawet pozniej chcieliby zmienić zawod. Ot, chociażby zmęczona stresem nauczycielka chcę zostać krawcową, bo to jej hobby i chciałaby zamienić to w zawód.

Nie zna się na krawiectwie na tyle, żeby mogła otworzyć swój zakład, ale już zna się na tyle, ze wie, ze to jej pasja.
W jaki sposób ma nauczyć się krawiectwa? Od czego zacząć?

Albo na przykład stolarz specjalizujący się w boazeriach i podłogach chciałby również umieć kłaść kafełki i posadzki, bo często ludzie robią remont całościowo i miałby wwieksze możliwości.

Gdzie ma szukać kursów?

A czy na przykład nie można by prowadzić takich kursów w systemie zaocznym, intensywnych, bo tylko uczono by zawodu?

Czy zamiast finansowania szkol dla nastolatków, gdzie wątpliwy jest świadomy wybór zawodu - ośrodki typowo zawodowe, dofinansowywane przez państwo?

Człowiek z 3 zawodami o wiele szybciej znajdzie prace, ale trzeba mu dać możliwośc nauki w tych zawodach w każdym wieku.

Czy na przykład pani po 50, która ma dość bycia ksieggowa nie mogłaby zostać fryzjerka i otworzyć salonu fryzjerskiego dla starszych pan? Gdzie klientki nie będą przychodzić po kosmiczne fryzury i najnowsze ońdulacje, ale po to, żeby ułożyć fryzurę i wypić herbatke w towarzystwie innych pan?

A gdzie taka pani miałaby możliwośc zdobyć podstawy zawodowe fryzjerki?

To jest problem. Społeczeństwo nam się starzeje - trzeba wymyślać możliwośc rozwoju zawodowego dla osób starszych, żeby jak najdłużej utrzymać ich na rynku pracy, a nie stwarzać nastoletnich bezrobotnych.

47

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
marek_romek napisał/a:

dawniej weryfikacja następowała na egzaminie na studia, teraz następuje przy wejściu na rynek pracy.

Dokładnie i jeszcze raz dokładnie!

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

48

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Dodam też swoje 3 grosze.
Osobiście skończyłam LO i gdybym mogła cofnąć czas poszłabym do technikum. To samo zamierzam w przyszłości doradzić mojemu dziecku. Studia w tej chwili nic nie dają jeśli się nie ma tzw. "pleców". Ja w tej chwili pracuję w handlu i przyznam szczerze nie lubię tej pracy. Niestety nie wiem co dalej ze sobą robić. Chciałabym iść do jakiejś szkoły/na jakiś kurs i coś zmienić. Niestety po prostu brakuje mi czasu ;( Załamka...

49

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Mnie pewna osoba (bez matury) zapytała, po co mi były studia, skoro nie mam pracy. Poprosiłam, by wytłumaczyła mi związek przyczynowo-skutkowy między tym, że skończyłam studia a tym, że nie pracuję. Oczywiście nie potrafiła. To że nie miałam pracy nie miało związku z tym, że mam skończone studia. Nie straciłam jej, ponieważ jestem magistrem.

Ukończenie studiów ma wiele rozlicznych zalet, a osoby ograniczone, a za takie uważam te jak opisana powyżej nie są w stanie ani wyobrazić sobie czym jest studiowanie, jak wiele satysfakcji daje, ani że nauka jest przyjemna, ani tego, jak bardzo poszerza ona horyzonty. Jasne, że osoba po zawodówce będzie sporo zarabiać, ale wolę mieć mniej pieniędzy i wiedzieć to wszystko co wiem, niż być niedouczona, niemal niepiśmienna (widziałam takich ludzi), nieobyta i zarabiać te kilka tysięcy. Ja z takimi osobami nie mam o czym rozmawiać. One nie rozumieją słów, które używam na co dzień, nie czytają książek, a w kręgu ich zainteresowań leży wyłącznie zaspokajanie prostych fizjologicznych potrzeb i czysty konsumpcjonizm.

50

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Emilia napisał/a:

Mnie pewna osoba (bez matury) zapytała, po co mi były studia, skoro nie mam pracy. Poprosiłam, by wytłumaczyła mi związek przyczynowo-skutkowy między tym, że skończyłam studia a tym, że nie pracuję. Oczywiście nie potrafiła. To że nie miałam pracy nie miało związku z tym, że mam skończone studia. Nie straciłam jej, ponieważ jestem magistrem.

Ukończenie studiów ma wiele rozlicznych zalet, a osoby ograniczone, a za takie uważam te jak opisana powyżej nie są w stanie ani wyobrazić sobie czym jest studiowanie, jak wiele satysfakcji daje, ani że nauka jest przyjemna, ani tego, jak bardzo poszerza ona horyzonty. Jasne, że osoba po zawodówce będzie sporo zarabiać, ale wolę mieć mniej pieniędzy i wiedzieć to wszystko co wiem, niż być niedouczona, niemal niepiśmienna (widziałam takich ludzi), nieobyta i zarabiać te kilka tysięcy. Ja z takimi osobami nie mam o czym rozmawiać. One nie rozumieją słów, które używam na co dzień, nie czytają książek, a w kręgu ich zainteresowań leży wyłącznie zaspokajanie prostych fizjologicznych potrzeb i czysty konsumpcjonizm.

Witam

Emilio czyli osoby po zawodówce to dla ciebie są "nikim" ? Czyli nie mam matury
to jestem "Zerem" ?

Niekoniecznie ,tak dodam od siebie osoby bez matury studiów  itd nie umieją
rozmawiać z Magistrami.... chyba również wrzuciłaś wszystkich do jednego wora.
Ja bym np mogła dać przykład odwrotności  co do zachowań Pań nauczycielek
np w ośrodku zdrowia, jak to się pchają bez kolejki...... ok  ale nie o to w tym
temacie chodzi. Bo jak wiemy oprócz Szkoły....jest  jeszcze coś  jak kultura
osobista.

Ja jestem po Szkole Zawodowej i wcale mi nie wstyd,a nie mam problemu
z komunikacją z ludzmi , którzy są Lekarzami....itd. W owym czasie kiedy
ja powiedzmy wybrałam Zawodową Szkołę,nie było dużego wyboru...więc
pozostała mi właśnie ta Szkoła. Czy czuję się gorsza wcale nie... bo zawód
mam , i w ciągu tych kilkunastu pracowałam i w swoim zawodzie,jak i też
mogłam pracować w innym,który jest moją pasją. Fakt  chciałam iść
wyżej czyli do Technikum,ale niestety nie dostałam się,a to znowu z innych
względów....... a mogłabym wtedy otworzyć własny Zakład ....

Pozdrawiam smile

51

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Emilia nie wkładaj wszystkich do jednego wora
To ze ktoś skończył zawodówkę nie znaczy że jest nieobyty,że to prostak i że nie ma pojęcia o niczym
pewnie nie jeden z nich wie więcej niż Ty
własnie takie podejście i myślenie jak Twoje świadczy o człowieku nienajlepiej

52

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Osobiście uważam, że L.O to strata czasu- jestem nawet za tym by całkowicie licea OGÓLNOKSZTAŁCĄCE zlikwidować i zastąpić je liceami zawodowymi, które:
- dają maturę (gdyby ktoś chciał iść na studia)
- dają konkretne umiejętności typu: mechanik, kafelkarz, spawacz itp.

53

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
lena812 napisał/a:

Emilia nie wkładaj wszystkich do jednego wora
To ze ktoś skończył zawodówkę nie znaczy że jest nieobyty,że to prostak i że nie ma pojęcia o niczym
pewnie nie jeden z nich wie więcej niż Ty
własnie takie podejście i myślenie jak Twoje świadczy o człowieku nienajlepiej

Milionek napisał/a:

Emilio czyli osoby po zawodówce to dla ciebie są "nikim" ? Czyli nie mam matury
to jestem "Zerem" ?

Nie generalizuję, odwołałam się do własnych doświadczeń tylko i wyłącznie. Ja spotkałam takie osoby jak opisałam, w znakomitej większości przypadków, które leczyły swoje kompleksy poniżaniem tych ludzi, którzy skończyli studia.

Nie napisałam, że osoba po zawodówce to prostak albo zero. Nauczcie się czytać ze zrozumieniem. I popracujcie nad poczuciem własnej wartości, bo wasze kompleksy przesłaniają wam prawdziwy sens mojej wypowiedzi.

54

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!
Emilia napisał/a:
lena812 napisał/a:

Emilia nie wkładaj wszystkich do jednego wora
To ze ktoś skończył zawodówkę nie znaczy że jest nieobyty,że to prostak i że nie ma pojęcia o niczym
pewnie nie jeden z nich wie więcej niż Ty
własnie takie podejście i myślenie jak Twoje świadczy o człowieku nienajlepiej

Milionek napisał/a:

Emilio czyli osoby po zawodówce to dla ciebie są "nikim" ? Czyli nie mam matury
to jestem "Zerem" ?

Nie generalizuję, odwołałam się do własnych doświadczeń tylko i wyłącznie. Ja spotkałam takie osoby jak opisałam, w znakomitej większości przypadków, które leczyły swoje kompleksy poniżaniem tych ludzi, którzy skończyli studia.

Nie napisałam, że osoba po zawodówce to prostak albo zero. Nauczcie się czytać ze zrozumieniem. I popracujcie nad poczuciem własnej wartości, bo wasze kompleksy przesłaniają wam prawdziwy sens mojej wypowiedzi.

A co Ty wiesz o moich kompleksach i poczuciu wartości?
To że studia skonczyłas nie oznacza że jestes lepsza od ludzi z niższym wykształceniem
niekoniecznie zawodowym

55

Odp: Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Po części zgadzam się z Emilią. Opierając się tylko na własnych doświadczeniach i obserwacjach moich znajomych stwierdzam, że cieszę się, że studiuję. Już teraz wiem, że po skończeniu tych studiów nie będę mieć ani trochę łatwiej w znalezieniu pracy, więc już teraz czegoś szukam, bo mgr przed nazwiskiem ani w 1% mi w tym nie pomoże. Jednak przez to, że studiuję czuję się lepiej sama ze sobą - zdobyłam dużo wiedzy, obeznałam się w temacie, poznałam ludzi, którzy mogą mi służyć za przykład, poznałam życie studenckie (czyli również szybko się usamodzielniłam).

Gdybym miała się cofnąć o te 3 lata wstecz to nadal poszłabym na studia żeby przeżyć to wszystko jeszcze raz. Czasami tylko żałuję, że zamiast studiów nie wybrałam wojska, ale wtedy ominęłoby mnie życie studenckie, którego nie zapomnę do końca życia wink

"Nie bój się, uwierz w siebie, masz już wszystko, poczuj więc, że przed tobą cała przyszłość, przecież wiesz"
"Trzeba przecież kochać coś, by żyć. Mieć gdzieś jakiś własny ląd choćby o te dziesięć godzin stąd"

Posty [ 1 do 55 z 82 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Po co mi te studia, trzeba było iść do zawodówki!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018