Czesc,
Pisze do Was z prośbą o poradę.
Wczoraj mój chłopak powiedział mi po kłótni, że mam nerwicę natręctw. On robił obiad, co się raczej nie zdarza, a ja parę razy wtraciłam mu się, że to czy tamto zrobił nie tak. Zaczęłam spokojnie, ale widziałam że ewidentnie robi mi na złość i im więcej mowie tym bardziej on robi na odwrót, żeby pokazać że w tej chwili on tam zarządza. Z jednej strony to rozumiem a z drugiej zachlapal mi olejem całe kafelki, bałagan był nieziemski a że to ją zazwyczaj robię porządki w domu, zwróciłam mu np uwagę żeby zmniejszył gaz, itp itd. Potem jak już zrobił ten obiad to żeby się nie kłócic (ostatnio często się klocimy), rozmawiałam z nim normalnie. No i powiedział mi że jestem chwiejna emocjonalnie i że mam nerwicę natręctw. Zabolalo mnie to, bo ja po prostu jak przychodze do domu z pracy a np on ma wolne, chciałabym mieć względny porządek skoro miał czas sprzatnac kubek że stołu czy blat w kuchni po śniadaniu. Nie mam idealnego porządku bo nie mam czasu, ucze się, pracuje, mam zycie poza domem itp. On jest balaganiarzem a ja wymagam od niego podstawowych rzeczy, a że proszę się o to by je robił na bieżąco od półtorej roku to już mi wybija, i faktycznie robię awantury, czasem wybuchne płaczem, bo ile można komuś powtarzać jedno i to samo. To ją muszę umyć łazienkę żeby umyć się w czystej, posprzatac kuchnię żeby mieć gdzie ugotować obiad a on jak ma wolne i jak mi w ogóle pomoze, to i tak zrobi to byle jak. Czy te moje reakcje oznaczaja nerwice natręctw? Nie wiem, może faktycznie powinnam się zgłosić do lekarza:/