Witajcie
Zacznę od początku. Z P. spotykamy się prawie 2 lata. Nie mieszkaliśmy razem na stale ale u niego pomieszkiwałam wiec widywaliśmy się praktycznie codziennie. Wspólne zamieszkanie było dopiero w planach. Nasz związek nigdy nie był idealny oboje mamy trudne charaktery i bardzo często się kłóciliśmy. Często przez niego płakałam i czułam się nic nie warta i beznadziejna. Sama tez nie byłam święta, zdarzało mi się go zaniedbywać. Raz nawet się rozstaliśmy (on ze mną zerwał ponieważ uważał ze do siebie nie pasujemy, ale ja go przepraszałam, błagałam i jakoś do siebie wróciliśmy). Po tym kryzysie było jak by trochę lepiej ale jednak nadal nie było idealnie, zaczął się na mnie wściekać i obrażać bez powodu (czasem przy ludziach i znajomych). Zdarzało mu się mówić że nie wie czemu ze mną jest przecież ja jestem taka i taka. W tym okresie miał problemy rodzinne, wiec tłumaczyłam sobie ze dlatego taki jest. Cały czas go bardzo kochałam wiec starałam się jak mogłam, uważałam na to co robię i mowie byle by tylko se nie zdenerwował i był zadowolony.
W trakcie poznałam innego faceta K. Najpierw starałam się go zbyć ale jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy ze sobą pisać. K. jest całkowitym przeciwieństwem mojego P. Bardzo dobrze nam się pisze i widzę że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Mimo że jesteśmy tylko znajomymi a widzieliśmy się tylko raz to wydaje mi się ze on się o mnie troszczy, stara się pomagać i tak jak by mu na mnie zależało. Ale wie że mam P. i nic nie próbuje więcej mimo ze by bardzo chciał.
W między czasie mój P otrzymał propozycje pracy w innym mieście. Bardzo się ucieszył bo to była jego wymarzona posada jaką od zawsze pragnął. Mnie to załamało, że wyjedzie na stałe, ale nie miałam serca go poprosić aby został ze tutaj mną, gdzie nie miał żadnych perspektyw rozwoju zawodowego, wiec pojechał a ja zostałam. W planach jest że jak się już urządzi i uporządkuje wszelkie sprawy to ja się do niego przeprowadzę i tam zamieszkamy razem. A do tego czasu będziemy ze sobą na odległość. Przez ten czas rozłąki przemyślałam to wszystko i naszły mnie wątpliwości. Musiałabym wszystko rzucić rodzinę( z którą jestem bardzo blisko) i zaczynać tam od nowa. Nie mam pewności czy nasz związek przetrwa ( bo było już kilka chwil kryzysowych).Mam dylemat jechać w nieznane czy zostać i spróbować z K.
Pomóżcie co robić?
Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji?