Witam,
muszę wysłuchać obiektywnych opinii, ponieważ sama już nie wiem co o tym wszystkim myslec. W marcu zamieszkalam zr swoim facetem, jestesmy razem ponad 3 lata w tej chwili. Oboje traktujemy się poważnie, ale nie jesteśmy fanami małżeństwa i dzieci. Ufam mu calkowicie, on mi tez. Oboje sie kochamy. Jednak jestesmy zupelnie innymi osobami...ja cale zycie poszukiwalam swojej drogi, podejmowałam miliony prac, wyprowadzalam sie kilka razy od rodzicow, zawsze ryzykowalam, podejmowałam odwazne decyzje...generalnie chaos. A on od zawsze wiedzial jaka droga chce podążać i co wiecej zawsze mu wszystko co zaplanowal wychodzilo. Obecnie podjal studia doktoranckiei wiaze swoja przyszlosc z uczelnia. Ja skonczylam mgr po prygodprzygodach, z opoznieniem 3 lat. Mam 27 lat, ale w koncu mi sie udalo. Przez cały okres studiow pracowałam i probowalam sie sama utrzymywać, zdobylam przez to spore doswiadczenie, jak i w pracy tak i w zyciu. Jednak...to byly przejsciowe prace, a teraz skonczylam studia i chcialabym pracowac na serio, czyli w zawodzie. Czas najwyzszy sie ustabilizować i obrać konkret kierunek. Sporo o tym myslalam. I w koncu odnalazlam swoja droge. Pierwszy raz w zyciu czuje ze to jest to, ze chce miec cos swojego, rozwijac sie, spełniać. ..chce zalozyc wlasny biznes w moim kierunku. Nie mam zadnych oszczędności, bo moje życie było zwykle mocno na krawędzi, zwykle ciągnęły się za mną jeszcze jakies długi z gorszych okresow zycia. Postanowilam ze pojade na rok za granice, zarobie i odloze odpowiednia ilosc gotowki. Wszystko wyliczylam , ile potrzebuje ile wezme dodatkowo z unii, zeby zalozyc wlasna dzialalnosc. To moje marzenie i chce miec cos swojego, na co sama zapracowlaam, bez pozyczek i kredytow.on jest czlowiekiem sukcesu, mlodszy ode mnie dwa lata, a ma ossczednosci, ktore pozwoliłyby mu juz teraz kupić kawalerke. Zaradny, rozważny...i ma dobra prace w ktorej zarabia spore pieniadze. A wszystkimi wydatkami w zwiazku dzielimy sie zawsze rowno na pol. Mimo moich dochodow i jego. Postanowilam ze nie chce zeby tak wygladalo moje dalsze zycie, nasze zycie i ze sobie i jemu chce dac w zyciu więcej. Niz praca u kogos za 1500 zl jak dobrze pojdzie. Majac wlasny biznes bede mogla zarabiac znacznir wiecej na tym samym i miec swiadomosc spelnienia ktorej jako człowiek bardzo potrzebuje. I nie chce byc przez cale dalsze zycie na jego utrzymaniu...
napatrzylam sie na sporo takich zwiazkow malzenskich w ktorych kobieta zarabia iles razy mniej od facrta i przez to jest automatycznie na gorszej pozycji j nie jest traktowana na rowni, niewiele ma do powiedzenia. ..np moich rodziców. Niestety ale tak to dziala.
a ja nie chce takiego zycia i przez cale zycie z facetem byc na gorszej pozycji bo on ma pieniądze wiec ja jestem od niego zalezna. Wiem tez, ze tak naprawde bedzie mnie za to podziwial i szanowal bardziej kiedy osiagne to co zaplanowalam. Ale...
Tu sie zsczynaja schody. Od poczatku nie akcepowal mojego pomyslu wyjazdu za granice, bo nie uznaje czegos takiego jak zwiazki na odleglosc, poza tym jest takim specyficznym typem czlowieka, ze nawiazuje bliska relacje tylko z jedna osoba. Wszystkie reszte sa powierzchowne i nie sa mu do niczego potrzebne. Ja tak nie mam. Jestem ekkstrawertykiem, lubie ludzi, otaczsc sie ludzmi, budować glebsze relacje z kolezankami, mam bardzo gleboka wiez z rodzenstwem. I teraz on sie czuje jakbym mu wymierzyla policzek i ze ja to wszystko jemu robie, i jak ja moge go tak traktowac, ze miec jego uczucia i jego zdanie w dupie, ze on tęskni, jego zycie nie ma sensu, stracil motywację do wszystkeo i cierpi...przypomina mi o tym w kazdej rozmowie. Jestem za granica dopiero dwa tygodnie...a on wciaz probuje we mnie wzbudzic poczucie winy ze go tak potraktowalam...ale ja...spelniam swoje marzenie, w koncu wiem czego w zyciu chce, jestem mocno zdeterminowana by to osiagnac. Powinien mnir wspierac, cieszyc sie z moich ambitnych planow, a on jeszcze wszystko utrudnia i okrasza martyrologia. Przez co mi jest ciezej...ale nie zrezygnuje ze swoich planow. Gdybym wrocila...mialabym mu za zle ze musialam zrezygnowac z siebie, ze swojej drogi i ta złość na pewno by wpłynęła na nasza relacje tak ze moglaby nawet rozwalic ten zwiazek bo ja zawsze bym sie czula niespełniona. A on nie moze trgo zrozumiec, nie moze sie pogodzic z ta sytuacja.
nie wiem jak mam mu wyjaśnić, ze to jest dla mnie tak bardzo wazne i zawazy na naszym calym zyciu i jego jakosci. Blagam....
jesli ma ktos jakis pomysl JAK mu to wyjaśnić, zeby zrozumial i zaczal mnie wspierac...a nie mi wymawial jaka to nie jestem zla i bez serca ze tak JEGO potraktowalam. ..
nie wiem co robic. Probowalam mu to wyjasniac na wiele sposobow...
nie chce tez takiego zwiazku na odleglosc w którym on ciagle probuje wzbudzac we mnie wyrzuty sumienia ze źle robie. Bo pierwszy raz w zyciu czuje ze to jedt wlasnie to i ze dobrze robie. Ale...nie tak powinny wygladac naze rozmowy. Na cały styczen wracam do pl, ale nie chce żeby bylo tak ze ja mam sie cxuc winna i "lizac mu dupsko", kajac sie....itd. nie tak to powinno wyglądać. ...
jak mam mu to wszystko wyjaśnić?
Zaczynam myslec...ze za bardzo sie różni nasze pojmowanie związku, miłości i świata. ..zeby to mialo szanse przetrwac.
co byscie zrobili na moim miejscu? Prosze...o pomoc.