Poznałem niedawno kobietę (4 tygodnie temu) dużo pisaliśmy i w końcu umówiliśmy się na "randkę" - było świetnie. Później już ciągle wymienialiśmy się sms'ami, aż zaczęliśmy dzwonić. Miałem jej pomóc, ale sobie poradziła, była niby chora z gorączką. Wieczorem zadzwoniła do mnie wykorzystując mój jakiś podtekst i zaprosiła do siebie. Próbowałem się wymigać i sie obraziła: później mówiła, że mam żałować bo gdybym widział jak jest ubrana itp. Chciałem przyjść, ale już nie chciała. Poszedłem do niej i mnie wpuściła. Dała mi coś do picia włączyła film i skąpo ubrana (w takim lekkim szlafroku i majtkach) legła mi na okolicach przyrodzenia - patrzyliśmy przytuleni. W końcu weszliśmy pod kołdrę pieściła mnie po twarzy a ja ją dotykałem i pieściłem (po nogach brzuchu), ona nadal mnie próbowała rozkręcić. Wtedy zacząłem ją całować po szyi i wchodzić w okolice piersi w końcu pieściłem jej piersi - było jej przyjemnie i tak sobie leżeliśmy. Kiedy dalej próbowałem lekko zbliżać się do majteczek dotykała mnie tak jakby zabierała, więc nie wchodziłem w te rejony, ale masowałem jej sutka. Chciałem pocałować, ale też jakoś nie upraszczała mi zadania.
Później sprawdzała jeszcze plan czy ma na pewno na wcześnie i się pożegnaliśmy - ona sie przytulała. W kolejnym dniu napisałem smsa ale nie odpisała, zacząłem sie zastanawiać dlaczego na kolejny dzień dzwoniłem, ale nie odbierała. W końcu napisała, że bardzo źle się czuje. I po mojej propozycji spotkania dobiła mnie tekstem: że nie umawia się z facetami, którzy dobierają sie do zaspanych i pod wpływem leków kobiet. Odpisałem, przeprosiłem i się wytłumaczyłem, że nie zależy mi na jej wykorzystaniu itp. Jednak nie trzyma mi się to kupy, bo ona sama mnie prowokowała itp. i normalnie się pożegnaliśmy. Czy to są znowu jakieś gierki z jej strony, czy po prostu przyjść do niej i pogadać o tym jak ludzie. Głupio się czuję, bo zależało mi na niej...