Hej
kiedy wyzbyliście się takiego zachowania, że mówicie rodzicom o wszystkim? Mam 25 lat i do tej pory mieszkam z rodzicami. Czasem czuję, że to mi wadzi, a czasem po prostu mi wygodnie. Studiuję, pracuję, ogarniam swoje życie, hobby- jest trudno. Jednak mam takie wrażenie, że moi rodzice są zbyt opiekuńczy? Tzn nie wiem jak powinni zachowyać się rodzice w stosunku do osoby 25 letniej.
Ale czasem po prostu mi się nic nie chce.
Po prostu czasem mam tak, że wolę podzielić się czymś z rodzicami niż ze znajomymi- mam pełno kolegów, ale 1-2 przyjaciółki. Ludzie , dużo ludzi mówi o mnie, że jestem wyobcowana, że mnie nie znają. A to wynika z faktu że ja nie dzielę się z ludźmi tyloma sprawami iloma dzielę się z rodzicami. - do tej pory.
Myslicie, że powinnam już zacząć żyć inaczej? Nie mówić o wszystkim? Mimo, że rodzice to moi przyjaciele i od zawsze tak było? Bardzo im ufam i czuję się po prostu najlepiej na świecie w swoim domu rodzinnym. Jednak mam coś takiego, że czasem po prostu mi się nie chce nic innego robić, że czuję się mało odpowiedzialna, że w względach prywatnych nic się u mnie od 2-3 lat nie zmieniło.Jedną nogą jestem na studiach, jedną w dorosłym życiu. Niby wiem co chcę robić a później jak wracam do domu nie mam czasu na nic- rodzice mają pretensje że z nimi nie rozmawiam, że unikam ich- a wtedy wlasnie realizuję siebie, wychodzę codziennie.
Mam takie straszne jakieś mysli, ze powinnam sie wyprowadzić, aby miec juz WLASNE życie, nawet glodować ale miec wlasny kąt, a do rodziców dzwonic codziennie, jezdzic w weekendy?
Widze, że bardzo różnię się od znajomych , którzy mieszkają sami. Oni sa bardziej dorośli i odpowiedzialni niż ja. Co z tego, że mieszkam w tym samym mieście co studiuję, ale mam chyba potrzebę zmiany otoczenia.
Widzę, że moi znajomi zupełnie inaczej też podchodzą do spraw związanych ze związkami- ja jestem zbyt starościewcka- bo zamiast znajomym mówię o sprawach prywatnych mamie, babci.
Co wg Was mogę zrobić?
PS aha jeszcze coś. Nie ufam moim znajomym na tyle ile bym chciała. Zawsze coś muszę skonsultować, obgadać z mamą. Jakby jej opinią jest dla mnie ponad inne opinie- nie wiem czy czasem nie najważniejsza. Dlatego też w wielu sprawach się jej pytam- zwykle jeśli chodzi o związki nie wypala. Czuję, że żyję w jakimś limbo, w jakiejś kuli, bo z jednej strony np po pracy, uczelni ide do znajomych na piwo czy posiadówke do północy ( w dzien powszedni) pogadać, a później wracajac do domu slysze, że rodzice na mnie czekali, że nigdy w domu mnie nie ma, że pewnie ZA DUŻO mówię o sobie innym ludziom. Kiedy mówię o czym rozmawiam ze znajomymi mama uważa, że nie powinnam mówić osobie bo każdy jest ciekawski i zawistny. Nie że mam nie mówić nic, ale mało. Wiecie o co chodzi. Zawsze jakaś ochrona i bezpieczeństwo. Poza tym do tej pory teksty w stylu, że nie ma mnie w domu przez tydzień ( w znaczeniu, że oni mnie nie widzą, bo uczelnia, znajomi, imprezy, praca) i to mnie dołuje.