relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29 ]

Temat: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Od niedawna jestem w małżeństwie. Dla męża jest to trzecie małżeństwo, dla mnie pierwsze. Oboje mamy dorosłe już dzieci, męża córka z pierwszego jego małżeństwa. Mój syn mieszka w innym mieście, córka męża mieszka niedaleko nas, praktycznie po sąsiedzku, i ma 18 lat. Z mężem mieszkamy w moim domu, głównie z uwagi na moją niepełnosprawność ruchową (dom rodzinny męża nie jest dla mnie dostępny architektonicznie), z tego samego powodu nie bywam w tamtym domu.
Córkę męża znałam już przed małżeństwem, około 2 lat, nasza relacja wydawała mi się prawidłowa, fajna, starałam się by taka była, zależało mi na tym, by była jak najlepsza. W okolicach ślubu zraziłam się do tej dziewczyny i nie potrafię nabrać dystansu do niej, kierują mną emocje, niedobre emocje, z którymi nie potrafię sobie poradzić. Mam poczucie że jestem niesprawiedliwa, że przesadzam, ale ta świadomość niczego nie zmienia. Przychodzą takie chwile, że na samą myśl o tej dziewczynie wzbiera we mnie wściekłość. Kiedy mam z nią kontakt przebiega on "normalnie", nie odczuwam tych emocji, a nawet jeśli to nie okazuję ich w relacji z nią, nie są też na tyle intensywne żebym musiała się powstrzymywać od jakichś zachowań itd. Czuję to przede wszystkim kiedy o niej myślę. Kontakt mamy obecnie rzadko (raz na 2-3 miesiące), mąż codziennie tam bywa i ich relacja jest stała.
To "zrażenie się" do niej ... kilka sytuacji w krótkim czasie, każda niby drobna, ale doprowadziły w mojej głowie jakby do efektu domina - zburzyły moją sympatię do tej dziewczyny. 2 godziny przed ceremonią ślubu, do którego była świadkiem, zamiast pomóc mi zrobić włosy (na co się umawiałyśmy od dawna przed ślubem) chciała żebym jej depilowała nogi woskiem na ciepło (WTF?), włosy zrobiłam sobie sama, bo ona nie miała czasu jak stwierdziła w dzień ślubu, w biegu doprostowała mi włosy z tyłu, w 2 minuty. Uzgodniliśmy z mężem, że jedyna kreacja która na mnie dobrze wyglądała i w której dobrze się czułam, bo do mnie pasowała - jest zbyt, nazwijmy to frywolna, ustaliliśmy, że ubierzemy się wszyscy "na galowo", jak do urzędu (ślub cywilny), żeby ewentualnych babć nie gorszyć - ona o tym wiedziała, ale mimo to (a ja mam wrażenie że właśnie dlatego?) założyła kreację bardzo podobną do tej, z której ja zrezygnowałam. Po ślubie wyjechaliśmy na weekendową, krótką podróż poślubną. Mamy psa, poprosiłam ją, żeby na 2 noce spała u nas i pobyła z psem. Odmówiła, zasłaniając się tym, że ma pracę w weekend i nie ma czasu, prosiłam, że chodzi tylko o noce, żeby pies nie czuł się samotny - nie chciała. Następnego dnia po odmówieniu napisała do mnie wiadomość, czy może u nas pomieszkać jak nas nie będzie bo by się chciała pomoczyć w wannie, która jest fajna i jej się podoba.
Zaczęłam postrzegać ją jako egoistkę, manipulującą ludźmi, w tym moim mężem a jej ojcem. Widzę jaki ona miała ogromny wpływ na rozpad drugiego małżeństwa swojego ojca (widziałam to już wcześniej, ale do póki miałam do niej pozytywne podejście - wiele kwestii bagatelizowałam), widzę jaki ma wpływ na funkcjonowanie całej rodziny, boją się jej powiedzieć jeśli coś im nie pasuje w jej zachowaniu - bo może "zareagować". A te reakcje to demonizowanie wroga, robienie z osoby do której "coś ma" najgorszego, sprawcy całego zła świata. Niszczenie danej osoby.
Mam odczucie jakiejś komitywy między mężem a jego córką, co sprawia, że nastawiam się negatywnie także do niego. On przyznaje, że dane jej zachowania są nieakceptowalne, ale nic, totalnie nic z tym nie robi. Zwracałam mu uwagę w jakich zachowaniach mnie uraziła - on oczekuje ode mnie, że przejdę z tym do porządku dziennego. Twierdzi, że jak jej powiem szczerze co myślę, to "może być różnie". Spytałam co dokładnie ma na myśli - powiedział, że mogę stać się jej wrogiem. Myślenie o tym w taki sposób sprawia, że ja czuję ogromne napięcie wewnętrzne! Z natury jestem szczera i dość waleczna, nie jestem ustępliwa jeśli coś jest dla mnie ważne. Tu muszę powstrzymywać się od szczerości - w imię czego? Nie sprowokowania pannicy do ataku?
Oni (mąż i rodzina męża, przede wszystkim teściowa) jak ognia boją się "stania wrogiem" tej dziewczyny. A mnie szlag trafia, bo w moim światopoglądzie jest to gówniara, która czuje się królową. Do mnie zwraca(ła) się tylko na zasadzie "pomóż, ratuj" odnośnie kwestii szkolnych, które bardzo zaniedbuje. Z uwagi na moje wykształcenie i kompetencje - mogę jej pomóc w szkole, co też robiłam, a właściwie starałam się robić. Ale ona oczekiwała, że będę ją wyręczać - a dla mnie wyręczanie to nie pomoc (nie będę za nią pisać prac domowych; mogę nakierować, pomóc obrać drogę, sprawdzić czy nie ma błędów itd. - ale nie robić to za nią!). Dodatkowo np. obwiniała nauczyciela o swoje problemy szkolne, okazało się (co widziałam od razu), że to wierutna bzdura, że niby ten człowiek (jak twierdziła) niesprawiedliwie ją ocenia. Przestała do mnie po "pomoc" przychodzić (bo nie dostała tego co chciała?). I tak nasz kontakt praktycznie przestał istnieć.
I problemu by nie było, gdyby nie plany jakie mamy od dawna, a dotyczące docelowego naszego zamieszkania w tym domu, w którym mieszka m.in. córka męża. Mąż czuje się związany zarówno z rodziną, jak i z tamtą lokalizacją. Ma tam m.in. warsztat, w którym spędza dużo czasu. Nieruchomość ma być własnością tej dziewczyny (podobno takie plany są "od zawsze"). Wszystko w środku mi się skręca na myśl, że mam mieszkać w "jej domu". Mąż mnie zapewnia, że to co tam sobie stworzymy (przybudówka) będzie niezależne i że zostanie ustalone, że jest to jedynie do naszej dyspozycji.
Mam tyle negatywnych emocji do tej dziewczyny, że zaczynam siebie postrzegać jako jakąś paranoiczkę. Czuję ogromną potrzebę przedstawienia jej w czym mnie uraziła, licząc na jakieś uzdrowienie sytuacji, ale równocześnie boję się, że jej reakcja będzie ... jak zwykle gdy ktoś jej mówi coś, co jej nie pasuje. Ale mam tez ogromny żal do męża, że jej nie zwrócił uwagi po moim "zgłoszeniu", co czuję. Mam zupełnie inne podejście do kwestii relacji w rodzinie, rodzic-dziecko. Jestem z "zimnego chowu", ale mam świadomość, że rodziny są różne, że relacje w nich są różne. Ale ta świadomość w żaden sposób nie wpływa na moje podejście do tej dziewczyny. Czuję do niej niechęć, bo się na niej zawiodłam. Mam żal do siebie, że sobie wyobraziłam, jak będzie wyglądać nasza relacja i teraz się wściekam, że odbiega od wyobrażeń. I nim dłużej trwa ta sytuacja, tym ta moja niechęć jest większa, zwiększa się też napięcie które odczuwam i żal do męża. Coraz częściej mam poczucie, że mogłabym mieć fajniejsze życie będąc bliżej syna, że tu nie zrealizuję swojej potrzeby "rodziny".
Wylałam tu dużo myśli, odczuć. Mam nadzieje, że nie nazbyt chaotycznie. Proszę o wypowiedzi, nakierowanie mnie co mogę zrobić, żeby sobie pomóc. Chcę ją polubić, ale nie umiem. Nie umiem też., by stała mi się obojętna. Czuję się jak między młotem a kowadłem.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Po pierwsze, drugie, trzecie: odzłościć się.
Po czwarte: odpłakać po straconych marzeniach o bardzo dobrej relacji z pasierbicą.
Po piąte: zaprzestać hodowania złości, żalu i wszystkich innych nieprzyjemnych uczuć wobec pasierbicy
Po szóste: uzmysłowić sobie, że Twą "przeciwniczką" jest młoda osoba, która wita się z drugą - wybacz - macochą i uświadomić sobie uczucia, które się w związku z tym kotłują.
Po siódme: zastanowić się nad tym, czego w nowym związku Ty chcesz, czego Ty potrzebujesz.
Po ósme: porozmawiać z mężem o tym co macie zrobić, by wasze potrzeby były zaspokojone.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

3 Ostatnio edytowany przez stara-młoda-żona (2021-11-29 15:29:27)

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
Wielokropek napisał/a:

Po pierwsze, drugie, trzecie: odzłościć się.
Po czwarte: odpłakać po straconych marzeniach o bardzo dobrej relacji z pasierbicą.
Po piąte: zaprzestać hodowania złości, żalu i wszystkich innych nieprzyjemnych uczuć wobec pasierbicy
Po szóste: uzmysłowić sobie, że Twą "przeciwniczką" jest młoda osoba, która wita się z drugą - wybacz - macochą i uświadomić sobie uczucia, które się w związku z tym kotłują.
Po siódme: zastanowić się nad tym, czego w nowym związku Ty chcesz, czego Ty potrzebujesz.
Po ósme: porozmawiać z mężem o tym co macie zrobić, by wasze potrzeby były zaspokojone.

1-5 dotyczą jakby podobnych kwestii ... od czego proponujesz zacząć moją drogę w tym temacie, tych tematach? "odzłościć się", pracuję nad tym, nieskutecznie. Nakieruj proszę ...
6 - jakie uczucia się w niej kotłują twoim zdaniem? Mam jakieś wyobrażenie na ten temat, ale jestem ciekawa twoich?
7,8 - dziękuję za te pkty, pomyślę, porozmawiam ...

Ad.6 - "przewciwniczka", kurczę, tak to wygląda, ale czemu tak się stało? czy tak musi być? co... "królowa jest tylko jedna"?? tak wyglądało drugie małżeństwo męża, walka między córką a żoną o to, która jest ważniejsza dla niego. Nie chcę uczestniczyć w takich potyczkach.
"macocha"? przecież to dorosła dziewczyna, nie mieszkamy razem. Nie wchodzę w rolę "zastępstwa matki", Jestem "żoną ojca" a nie macochą. Dlaczego po "macocha" napisałaś "wybacz"?

4

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Mogę napisać tylko, co zrobiłabym na twoim miejscu. Otóż na pewno nie zmieniłabym miejsca zamieszkania na dom należący do męża czy jego córki już właściwie.
Wydaje mie się, że twój mąż trochę lekceważy twoje negatywne odczucia i próbuje je umniejszać, chcąć pewnie w ten sposób przekonać ciebie że przesadzasz.

Na pewno się  mocno uprzedziłaś do swojej pasierbicy, ale ona też nie wysililała się zbytnio aby mieć z tobą poprawne relacje.

Może potrzebny jest wam obu czas, aby emocje trochę zelżały i wtedy spróbować od nowa? W tej chwili ona wygląda na osobę mocno niedojrzałą a ty srodze nią zawiedzioną i zrażoną do niej.
To niezbyt dobry moment, aby robić cokolwiek w kierunku budowania z nią  kontaktu.

5

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Przede wszystkim, ja bym się nie przeprowadzała, jak to jest po sąsiedzku, to nie przeszkadza pracy męża w warsztacie.

Nie masz szans, żeby cokolwiek zmienić w relacjach z dziewczyną.
Masz rację, ona rozwaliła drugie małżeństwo ojca, ale to jego wina, jesli rozwiódł się z jej matką, a nawet jeśli zmarła, to on chcąc jej wynagrodzić brak mamy, pozwalał na wszystko, "rozpuścił" mówiąc wg starszej nomenklatury, weszła mu tym samym na głowę i daremny Twój trud na jakąkolwiek poprawę, wręcz będzie, jak już, grała na wasz rozwód.

Dlatego zdynsansuj się, pogódź się, że nie da się z tą dziewczyną mieć normalnych relacji.

Masz rację, że jakbyś się przeprowadziła, to przy okazji by Ci wypomniała, że nie masz tam nic do gadania, bo to jej dom.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
Salomonka napisał/a:

Mogę napisać tylko, co zrobiłabym na twoim miejscu. Otóż na pewno nie zmieniłabym miejsca zamieszkania na dom należący do męża czy jego córki już właściwie.
Wydaje mie się, że twój mąż trochę lekceważy twoje negatywne odczucia i próbuje je umniejszać, chcąć pewnie w ten sposób przekonać ciebie że przesadzasz.

Na pewno się  mocno uprzedziłaś do swojej pasierbicy, ale ona też nie wysililała się zbytnio aby mieć z tobą poprawne relacje.

Może potrzebny jest wam obu czas, aby emocje trochę zelżały i wtedy spróbować od nowa? W tej chwili ona wygląda na osobę mocno niedojrzałą a ty srodze nią zawiedzioną i zrażoną do niej.
To niezbyt dobry moment, aby robić cokolwiek w kierunku budowania z nią  kontaktu.

Dziękuję za wpis. Ciekawi mnie, dlaczego na pewno nie zmieniłabyś miejsca zamieszkania na ich nieruchomość?
Mąż nie próbuje mnie przekonać, że przesadzam. On chce mieć "święty spokój" i mu daje ten spokój nie ruszanie tematów, które mogą doprowadzić do konfliktu. Chce, by nie było otwartego konfliktu między mną a jego córką. Liczy na to, że ja będę tą "mądrzejszą" i wrzucę na luz.

Ona zdaje się nie przeżywać żadnych emocji do mojej osoby. Zresztą do wszystkich ludzi - jest zimna jak lód. Jedyna osoba, z którą się liczy to jej ojciec (a mój mąż) i względem niego jest uległa aż do przesady (szczególnie w obliczu kontrastu - jak zachowuje się względem innych osób). Mam odczucie, czuję pod spórą, że czeka na pretekst żeby mnie zaatakować. Mąż też ma takie wrażenie i nie chce tego ataku, jw. uff absurdalna sytuacja..

7 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-11-29 15:50:39)

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
stara-młoda-żona napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Mogę napisać tylko, co zrobiłabym na twoim miejscu. Otóż na pewno nie zmieniłabym miejsca zamieszkania na dom należący do męża czy jego córki już właściwie.
Wydaje mie się, że twój mąż trochę lekceważy twoje negatywne odczucia i próbuje je umniejszać, chcąć pewnie w ten sposób przekonać ciebie że przesadzasz.

Na pewno się  mocno uprzedziłaś do swojej pasierbicy, ale ona też nie wysililała się zbytnio aby mieć z tobą poprawne relacje.

Może potrzebny jest wam obu czas, aby emocje trochę zelżały i wtedy spróbować od nowa? W tej chwili ona wygląda na osobę mocno niedojrzałą a ty srodze nią zawiedzioną i zrażoną do niej.
To niezbyt dobry moment, aby robić cokolwiek w kierunku budowania z nią  kontaktu.

Dziękuję za wpis. Ciekawi mnie, dlaczego na pewno nie zmieniłabyś miejsca zamieszkania na ich nieruchomość?
Mąż nie próbuje mnie przekonać, że przesadzam. On chce mieć "święty spokój" i mu daje ten spokój nie ruszanie tematów, które mogą doprowadzić do konfliktu. Chce, by nie było otwartego konfliktu między mną a jego córką. Liczy na to, że ja będę tą "mądrzejszą" i wrzucę na luz.

Ona zdaje się nie przeżywać żadnych emocji do mojej osoby. Zresztą do wszystkich ludzi - jest zimna jak lód. Jedyna osoba, z którą się liczy to jej ojciec (a mój mąż) i względem niego jest uległa aż do przesady (szczególnie w obliczu kontrastu - jak zachowuje się względem innych osób). Mam odczucie,czuję pod spórą, że czeka na pretekst żeby mnie zaatakować. Mąż też ma takie wrażenie i nie chce tego ataku, w. uff absurdalna sytuacja..


Z takimi odczuciami wobec niej, chciałabyś zamieszkać z nią na jednym podwórku? Bo ja nigdy w życiu! Najbardziej co sobie cenię, to święty spokój i poczucie bezpieczeństwa. Będąć u siebie, na swoim, nie będziesz musiała wciąż  oczekiwać "ataku", bo może do n iego nigdy nie dojść. Będziesz jakby poza jej zasięgiem.
Nie śpiesz się przynajmniej z tą przeprowadzką.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
wieka napisał/a:

Przede wszystkim, ja bym się nie przeprowadzała, jak to jest po sąsiedzku, to nie przeszkadza pracy męża w warsztacie.

Nie masz szans, żeby cokolwiek zmienić w relacjach z dziewczyną.
Masz rację, ona rozwaliła drugie małżeństwo ojca, ale to jego wina, jesli rozwiódł się z jej matką, a nawet jeśli zmarła, to on chcąc jej wynagrodzić brak mamy, pozwalał na wszystko, "rozpuścił" mówiąc wg starszej nomenklatury, weszła mu tym samym na głowę i daremny Twój trud na jakąkolwiek poprawę, wręcz będzie, jak już, grała na wasz rozwód.

Dlatego zdynsansuj się, pogódź się, że nie da się z tą dziewczyną mieć normalnych relacji.

Masz rację, że jakbyś się przeprowadziła, to przy okazji by Ci wypomniała, że nie masz tam nic do gadania, bo to jej dom.

"Pogódź się, że nie da się z tą dziewczyną mieć normalnych relacji" - to jest klucz do tego, bym poczuła ulgę. Bardzo trudno mi się z tym pogodzić.

Jestem praktycznie pewna, że by mi wypominała, albo pokazywała swoją postawą "kto rządzi". Widzę, jak zachowuje się względem członków rodziny, dalszej i bliższej. Ale widzę też, że to wynika z jej problemów. Z braku satysfakcjonującej dla niej relacji ze swoją biologiczną matką (która żyje). Rodzice są dla niej "dobry i zły glina". Matka zła, ojciec dobry. Matka wymagała, ojciec pozwalał lub milczał (czym dawał cichą zgodę, ja tak widzę "milczenie"). Z relacji męża i członków rodziny - zawsze tak było. Dlatego chciała mieszkać z ojcem i jak miała naście lat to tak się stało, wyprowadziła się od matki i wprowadziła do ojca i jego ówczesnej żony - automatycznie drugie małżeństwo męża zaczęło się sypać i po ok. roku rozpadło się z przytupem.
Kiedy ja się pojawiłam, córka męża była mną zachwycona, lgnęła do mnie. Traktowałam ją podobnie jak swoje dziecko. Potem w miarę jak nie dostawała tego, co ode mnie chciała (poparcia w jakichś kwestiach z którymi się nie zgadzałam, wyręczania w szkole itd.) zaczęła się do mnie dystansować. W okolicach naszego ślubu w moim odczuciu chciała zademonstrować swoją jakąś jakby wyższość, ogromnie to upraszczając.
Mój mąż to widzi. Przy mnie zaczął też widzieć jaki był wpływ córki na jego drugie małżeństwo (nie weszłam w lincz na jego drugiej żonie, przedstawiałam pewne kwestie wydaje mi się obiektywnie, oczy mu się otwarły).

Mojemu mężowi bardzo zależy na mieszkaniu tam. Są to argumenty głównie emocjonalne, ale to nie znaczy, że mniej istotne niż te racjonalne. Ja chciałabym mu dać to, na czym mu tak zależy.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
Salomonka napisał/a:

Z takimi odczuciami wobec niej, chciałabyś zamieszkać z nią na jednym podwórku? Bo ja nigdy w życiu! Najbardziej co sobie cenię, to święty spokój i poczucie bezpieczeństwa. Będąć u siebie, na swoim, nie będziesz musiała wciąż  oczekiwać "ataku", bo może do n iego nigdy nie dojść. Będziesz jakby poza jej zasięgiem.
Nie śpiesz się przynajmniej z tą przeprowadzką.

Mam 2 wyjścia. 1 - nie zmieniać podwórka 2 - zmienić podejście do córki męża. Z uwagi na to, że mężowi bardzo zależy na "zmianie podwórka", chciałabym zmienić podejście do córki męża.
Moim celem jest poradzić sobie z emocjami, które odczuwam. "Odzłościć się" (rada z pierwszego wpisu) - nad tym pracuję od jakiegoś czasu, z marnym skutkiem. Wręcz bym powiedziała jest gorzej.
W moim odczuciu problem mam ja. Ona jest jaka jest. Nie mam na to wpływu, albo ten wpływ mam bardzo ograniczony. Mam za to wpływ na to co ja czuję, co przeżywam. Teoretycznie. Bo w praktyce mimo, że się staram podejście do niej zmienić, na takie bez oczekiwań - to czuję żal. Nie umiem się zdystansować.

10

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

"Ja chciałabym mu dać to, na czym mu tak zależy."

No tak, tylko on nie patrzy na Ciebie tylko na siebie, więc w imię czego masz się poświęcać, co ma równać się końcowi waszego związku.

Ty się jej nie podporządkowałaś i dobrze, bo też by Ci weszła na głowę, ojciec to co innego, pozwolił na to, bo od początku była córeczką tatusia, on był i jest w niej zakochany z wzajemnością, a dzieci się kocha, nie zakochuje się w nich, ale to się niestety zdarza.Dlatego żadna rozmowa z mężem nic nie da, on uważa, że jesteś mądrzejsza, to powinnaś spełniać jej wszelki zachcianki, żeby tylko nie było konfliktu, tylko jakby nie zdawał sobie sprawy, że to niemożliwe, tym bardziej mieszkając pd jednym dachem.



Czy Ty sobie wyobrażasz mieszkanie z tą dziewczyną pod jednym dachem, bo ja nie

11

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Dlaczego "macocha"? Bo nią jesteś, niezależnie od wieku swej pasierbicy. Jesteś żona ojca, czyli macochą, czy się Tobie to podoba, czy nie. Dlaczego "wybacz"? Bo słowo to wiąże się u wielu z nieprzyjemnymi skojarzeniami, czego dowodem Twój protest.

Skoro nie chcesz uczestniczyć o palmę pierwszeństwa, to zrealizuj pierwsze pięć punktów i zrezygnuj z podnoszenia rzucanej przez pasierbicę (jeśli faktycznie jest ona rzucana) rękawicy.

Jak nie hodować złości? Nie przypominać sobie i nie rozpamiętywać sytuacji, które opisałaś powyżej. Nie rozmyślać o tym, że rzeczywista relacja z pasierbicą jest inna od wyobrażonej przez Ciebie, bo to kolejny sposób na powiększanie swej złości, żalu, niechęci, itp.

Jak "odpłakać"? Tak, jak w przypadku każdej żałoby (Ty przeżywasz ją po niezrealizowanym marzeniu).

Jak się odzłościć? Są różne sposoby. Niektórzy złości pozbywają się podczas wysiłku fizycznego, inni przy pracach domowych, jeszcze inni na siłowni, są też tacy, którzy nie podsycając jej żyją dniem dzisiejszym i spokojnie czekają aż złość minie (bo ona, jak każde uczycie, mija).




Skoro pasierbica jest jaka jest, to dlaczego masz kłopot z zaakceptowaniem rzeczywistości? Żałujesz, że ona odbiega od wyobrażeń? Hm... .

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12 Ostatnio edytowany przez stara-młoda-żona (2021-11-29 16:36:41)

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
wieka napisał/a:

od początku była córeczką tatusia, on był i jest w niej zakochany z wzajemnością, a dzieci się kocha, nie zakochuje się w nich, ale to się niestety zdarza.Dlatego żadna rozmowa z mężem nic nie da

O!!! to to! zakochanie... tak właśnie to czuję, widzę. Jakby byli w sobie zakochani. Nie nazwałam tego tymi słowami, ale gdy zastanawiałam się nad podłożem zazdrości, którą zaczęłam w pewnym momencie czuć (i której nie mogłam w sobie zaakceptować, gdy sobie uświadomiłam, że ją czuję) - to okazało się kluczem. Ona traktuje ojca jak swojego mężczyznę. On tą nadmierną ( w moim odczuciu) uległością także tak ją traktuje - jak mężczyzna zakochany w kobiecie i to na samym początku relacji, w "różowych okularach".
Bardzo trafnie, prostymi słowami, to nazwałaś. Zakochanie.
I to jest też to, co budzi moją wrogość do niej.
Hmmm... jestem zazdrosna. Bo mój mąż jest zakochany w innej kobiecie. I to nieważne, że są spokrewnieni (albo właśnie to jest ważne, dla napięcia które odczuwam, bo dla mnie to jest zarezerwowane dla partnera - zakochanie)

13

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

"Mam 2 wyjścia. 1 - nie zmieniać podwórka 2 - zmienić podejście do córki męża"

Nie zmieniać podwórka i nie ingerować w stosunki ojciec-córka, bo jeszcze trochę, to ona będzie Tobą rządzić, możesz stawać na rzęsach, nigdy jej nie dogodzisz, dlatego najlepiej mieć takie chłodne stosunki jak teraz
Sama widziałaś, że ona chciała Cię wykorzystać w pomocy, nawet wbrew Tobie, jest bezkompromisowa.

14

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

A co robi ona w kierunku poprawy waszych relacji? Ja chciałabym wiedzieć, jakie rady ona dostaje od twojego mężą a swojego ojca na ten temat?

Ty jesteś mądrzejsza więc masz ustąpić (rada męża) a co ona ma zrobić? Zdaje się, że ona jest już dorosła i za traktowanie jej jak rozkapryszonego dziecka któremu się zawsze ustępuje ktoś musi niestety płacić; w tym wypadku płacisz ty; stresem, strachem o przyszłość, rozterkami, a tylko patrzeć, jak zaczniesz płacić zdrowiem.

Spora cena za to, aby uszczęśliwić męża.

15

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
stara-młoda-żona napisał/a:
wieka napisał/a:

od początku była córeczką tatusia, on był i jest w niej zakochany z wzajemnością, a dzieci się kocha, nie zakochuje się w nich, ale to się niestety zdarza.Dlatego żadna rozmowa z mężem nic nie da

O!!! to to! zakochanie... tak właśnie to czuję, widzę. Jakby byli w sobie zakochani. Nie nazwałam tego tymi słowami, ale gdy zastanawiałam się nad podłożem zazdrości, którą zaczęłam w pewnym momencie czuć (i której nie mogłam w sobie zaakceptować, gdy sobie uświadomiłam, że ją czuję) - to okazało się kluczem. Ona traktuje ojca jak swojego mężczyznę. On tą nadmierną ( w moim odczuciu) uległością także tak ją traktuje - jak mężczyzna zakochany w kobiecie i to na samym początku relacji, w "różowych okularach".
Bardzo trafnie, prostymi słowami, to nazwałaś. Zakochanie.
I to jest też to, co budzi moją wrogość do niej.
Hmmm... jestem zazdrosna. Bo mój mąż jest zakochany w innej kobiecie. I to nieważne, że są spokrewnieni (albo właśnie to jest ważne, dla napięcia które odczuwam, bo dla mnie to jest zarezerwowane dla partnera - zakochanie)

Tylko to jest zakochanie, bez podtekstów seksualnych, tak że nie powinnaś być zazdrosna jak o inną kobietę. Wiadomo, że nigdy nie będziesz dla niego ważniejsza niż córka, tylko taka relacja między nimi może być dla Ciebie irytująca, nawet ta sama uległość wobec córki ma prawo Cię wkurzać.
Ale nic w tej materii nie jesteś w stanie zrobić.

Ich relacji nie zmienisz, ale możesz swój stosunek do tej całej sprawy, czyli dystans do ich relacji, patrzenie na swój komfort, a nie męża i jego córki.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
wieka napisał/a:

Ich relacji nie zmienisz, ale możesz swój stosunek do tej całej sprawy, czyli dystans do ich relacji, patrzenie na swój komfort, a nie męża i jego córki.

Muszę nad tym się zastanowić. Dziękuję Ci bardzo za te słowa do mnie napisane. Przerwały błędne koło myśli, w które wpadłam.
Zastanawiam się, czy nie przenoszę na córkę męża złości, którą czuję tak naprawdę przede wszystkim względem niego. Chyba właśnie tak jest. Muszę nad tym się zastanowić.

17

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

"Zastanawiam się, czy nie przenoszę na córkę męża złości, którą czuję tak naprawdę przede wszystkim względem niego. "

Może częściowo przenosisz, tylko też ta złość na męża niczego nie wnosi, bo jego też nie zmienisz, więc pozostaje go zaakceptować, ale nie pozwolić narzucać sobie jego zdania i nie robić nic wbrew sobie, czyli być sobą.

Tylko zdaje sobie sprawę jak to jest trudne do zaakceptowania, bo różne sytuacje stresujące dla Ciebie będą na bieżąco się powtarzały.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Akceptacja. Muszę nad tym popracować. Tzn. nie muszę, ale powinnam, jeśli chcę funkcjonować w tym układzie, w tej rodzinie, możliwie komfortowo i bez spiny (wewnętrznej i w interakcjach).
Inaczej niż mąż i jego rodzina postrzegam szereg kwestii. Inaczej rozumiem np. pojęcie miłości, w moim pojmowaniu nie jest ona bezwarunkowa, ślepa. Także w relacji ze swoim rodzonym synem jestem wymagająca równolegle kochając. Nie oczekuję i nigdy nie oczekiwałam, że mąż będzie "kochać mnie bardziej" niż swoją córkę. Ale w moim spostrzeganiu miłości - te miłości, do partnera i dziecka, są diametralnie różne. A w relacji męża i jego córki to się jakby momentami zlewa, szczególnie jej stosunek do niego jest w moim odczuciu pomieszany. Czasem zachowuje się jak jego kobieta, czasem jak jego matka, czasem jak małe dziecko, a czasem jest jak beton. Bez żadnego ale wypełnia jego ewentualne prośby, jak żołnierz rozkazy (a względem innych osób zawsze ma jakieś ale, nie jest skłonna pomagać, nie ma odruchów altruistycznych itd.), jakby mu udowadniała swoje oddanie. Nie wiem, może to jakiś etap w jej rozwoju, może tak sobie radzi z jakimiś swoimi problemami. Nie wiem tak naprawdę co ona ma w głowie, wiem tylko co okazuje swoim zachowaniem, ale to mogą być manifestacje, choćby buntu okresu dorastania (z tego co wiem nie buntowała się wcześniej, mam wrażenie jakby teraz zaczynała robić pewne rzeczy, które mój syn robił w wieku np. 15 lat), albo faktycznie reakcje na "krzywdę" wynikającą z wychowywania się w niepełnej rodzinie, w której wynagradzano jej tę "krzywdę" nadskakiwaniem i dogadzaniem (bo tak było, to fakty, widzę to i też mój mąż otwarcie tak to nazywa i teściowa o tym mówi - tyle że to nadal trwa, mimo że oni to widzą, dalej to robią - i to już jest dla mnie trudne do zaakceptowania, bo w wielu sytuacjach mam do wyboru albo udawać że to akceptuję, albo się męczyć konfrontując się ze swoimi refleksjami, albo wchodzić w sytuacje, z którymi się nie zgadzam, czyli robić coś wbrew sobie, albo mówić otwarcie co uważam = czyli rodzić konflikty).

19

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc
stara-młoda-żona napisał/a:

Akceptacja. Muszę nad tym popracować. Tzn. nie muszę, ale powinnam, jeśli chcę funkcjonować w tym układzie, w tej rodzinie, możliwie komfortowo i bez spiny (wewnętrznej i w interakcjach).
Inaczej niż mąż i jego rodzina postrzegam szereg kwestii. Inaczej rozumiem np. pojęcie miłości,
(...)


i to już jest dla mnie trudne do zaakceptowania, bo w wielu sytuacjach mam do wyboru albo udawać że to akceptuję, albo się męczyć konfrontując się ze swoimi refleksjami, albo wchodzić w sytuacje, z którymi się nie zgadzam, czyli robić coś wbrew sobie, albo mówić otwarcie co uważam = czyli rodzić konflikty).

Jesteś tak naprawdę na takim etapie, który powinnaś przejść PRZED ślubem. I to byłby etap, w którym zadecydowałabyś, czy chcesz brać ślub z tym facetem czy nie.
Ty ten etap masz teraz, już po ślubie.
Pytanie czy zaakceptujesz to, że jesteście inni i dasz im postępować z nie Twoim dzieckiem tak, jak oni chcą, czy będziesz robić konflikt dla zasady, bo wg Ciebie powinno być inaczej.

A nad akceptacją to musisz popracować. Bo jak nie, to Wam się zaraz to małżeństwo i tak sypnie.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

20

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

"to już jest dla mnie trudne do zaakceptowania, bo w wielu sytuacjach mam do wyboru albo udawać że to akceptuję, albo się męczyć konfrontując się ze swoimi refleksjami, albo wchodzić w sytuacje, z którymi się nie zgadzam, czyli robić coś wbrew sobie, albo mówić otwarcie co uważam = czyli rodzić konflikty)."

Nie da się na siłę uniknąć konfliktów, czasem można zaakceptować, czasem powiedzieć co się myśli, czasem przemilczeć.

Córka słucha ojca, jak ktoś słyszy, bo inaczej to by ojciec ją ustawiał, nie Ciebie.

W każdym razie nie ma sensu, żebyś mężowi uskarżała się na jego córkę, jak będziesz miała coś do niej, to powiedz jej, jak będzie konieczne, przecież nie możesz skakać jak zagra jego córka, wszystko trzeba wyważyć.

W każdym razie najważniejsze, żebyś została u siebie, bo psychicznie byś się wykończyła mieszkając u nich. Taki argument przedstaw mężowi, niech tak zostanie jak jest.

21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-11-29 22:24:00)

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

ja myślę, że córka męża buntuje się przeciwko zostaniu Twoją córką jak umie.
Rozumiem że nie masz córki?
Do fryzjera musisz chodzić, nie rób z niej fryzjerki- miły czuły gest między córkami i matkami. ale Ty nie jesteś jej matką
hah, wyobraziłam sobie jak moja córka w podobnym wieku czesze jakąś kobietę swojego ojca i wyobraziłam sobie jej minę.
Albo jak tamta nakazuje jej co ma nosić.  big_smile
Nie rób takich rzeczy, to moze pomału się wam ułozy.
I faktycznie ja demonizujesz lekko, zwłaszcza jak na kogoś kogo widujesz ze 4 razy w roku.
Myślę że mniej oczekiwań wobec niej przełożyłoby sie na mniejszy poziom stresu

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

22 Ostatnio edytowany przez Ajko (2021-11-30 11:27:53)

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Jakbym czytała zwierzenia, jakiejś teściowej big_smile. Bardzo podobne mechanizmy i emocje. Jesteś osobą mocno kontrolującą, w sumie sama tak siebie opisujesz. Nie akceptujesz spontaniczności, odmienności, oryginalności, nieprzewidywalności.  Coś co jest po prostu miłością córki i ojca nazywasz zakochaniem, strachem przed nią. Lubisz planować, lubisz zawłaszczać. Gdzieś tam przebija ci się rozsądne myślenie, ale chyba na zasadzie zysków i strat. Chociaż mam wielką nadzieję, że się mylę.
W sumie w opisie tego jak widzisz tę dziewczynę, widzę ciebie. To coś takiego jak człowiek, który zdradza, zawsze bedzie uważał, że inni są nieuczciwi i zdradzają, albo człowiek który kradnie będzie widział w innych złodzieja, kombinatora.

23

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Radzę się nie przeprowadzać, nie ulegać i stawiać granice.

Dziewczyna moim zdaniem powinna trafić do psychologa, może u niej się rozwijać zaburzona osobowość. Terapia nie zaszkodzi, w końcu ma trudne relacje z matką, może chciałaby o nich porozmawiac.

To nie jest normalne, żeby akceptować tylko uległe zachowania a wszystkich innych uważać za wrogów.

Ta dziewczyna z zachowania przypomina mi moją siostrę z borderem za czasów szkolnych. Też nikt nie rozumiał z czym mam problem, a mnie nakazywano "bycie mądrzejszą" i ustępowanie. Teraz wszyscy już widzą problem, ale nikt nie widzi rozwiązania.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

24

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Tak jak tutaj niektórzy Ci pisali, nie rób z dziewczyny fryzjera i nie narzucaj jej jak ma się ubierać, to jej sprawa.

Po ślubie wyjechaliśmy na weekendową, krótką podróż poślubną. Mamy psa, poprosiłam ją, żeby na 2 noce spała u nas i pobyła z psem. Odmówiła, zasłaniając się tym, że ma pracę w weekend i nie ma czasu, prosiłam, że chodzi tylko o noce, żeby pies nie czuł się samotny - nie chciała.

W czym problem? Mogła odmówić, czy nie? Prośba to jest wtedy jak kogoś prosisz i ten ktoś może odmówić. Jak zakładasz, że ktoś nie może odmówić, to jest to rozkaz i nie ma znaczenia jak miło i uprzejmie został wyrażony.

Jeśli nawet dziewczyna manipuluje, to jest produktem wychowania przez Twojego męża, więc moim zdaniem problem to masz tutaj z mężem, który może boi się urazić córkę i stawia ją na pierwszym miejscu.

I małżeństwo poprzednie Twojego męża nie mogło rozpaść się przez dziecko. Jakby Twój mąż stanął na wysokości zadania jako ojciec i mąż, to pewnie nie miałby wielu problemów w poprzednim małżeństwie, tamta kobieta też mogła swoje dorzucić do problemów. Natomiast przerzucanie odpowiedzialności na dziecko jest słabe i uznaję to za nieudaną próbę wybielenia tatusia i zdjęcia z niego odpowiedzialności jako dorosłego człowieka. Biedny dorosły misiu co nie potrafił sobie poradzić z nastolatką i z tego co piszesz dalej nie potrafi.

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Kurczę, napisałam długą odpowiedź z ustosunkowaniem do wielu Waszych wypowiedzi cytując - ale mnie wywaliło, wylogowało i wszystko zniknęło bezpowrotnie. Szlag! Chyba odpuszczę sobie cytowanie itd. i tylko napiszę podsumowująco:
Wiele z Waszych wypowiedzi było w punkt, ale wiele było sorry bez urazy - wyssane z palca, raczej projekcja Waszych lęków, albo odnoszenie do swoich przeżyć. Wiem, że to wynika z formy forum, tego że nie jesteście specjalistami po terapiach własnych itd. Nie mam żalu, jest to dla mnie lekcja, czego oczekiwać na tym forum (miałam jakieś błędne wyobrażenie, że tu radzą specjaliści, no i są specjaliści, tylko chyba częściowo domorośli;).
Napisałam tu by rozwiązać swój problem (negatywnego nastawienia się do córki męża, lęków które się we mnie obudziły - że mnie znielubi jak moją poprzedniczkę i będzie mnie tak samo jak ją demonizować i tępić jak zarazę). Dlatego w ostatnim czasie zredukowałam z nią kontakt do totalnego minimum, żeby poukładać sobie w głowie to wszystko i wejść na powrót w tę relację z jakimś świeższym, zdrowszym, bardziej obiektywnym podejściem.
Aktualnie z różnych względów nie mogę skorzystać z pomocy specjalisty/psychologa/terapeuty. Google skierowało mnie na to forum. Chciałam zrobić sobie coś w rodzaju auto-psycho-analizy, co w jakiejś tam części się udało. Mam duży wgląd (efekt lat pracy nad sobą) i jestem świadoma swoich nazwijmy to deficytów czy nieprzystosowawczych reakcji w danych sytuacjach. Ta relacja aktualnie do nich należy. Ale kiedyś nie należała i uważam, że jak poradzę sobie z tymi oczekiwaniami, które miałam/mam i które okazały się moim myśleniem życzeniowym (muszę to rzeczywiście odżałować, odpłakać, bardzo mądra rada, dziękuję). To że teraz czegoś nie ma nie znaczy że kiedyś tego nie będzie, to że coś jest teraz nie znaczy że będzie w przyszłości.
Pisząc tu, analizując wsze odpowiedzi, myśląc nad ich treścią - uświadomiłam sobie, że czuję ogromne napięcie, lęk w relacji z córką męża. Paranoicznie boję się, że będzie ze mną jak z drugą żoną męża - która najpierw była przez jego rodzinę uwielbiana, potem stała się wrogiem nr 1. Reaguję histerycznie (nerwicowo), zaczęłam się jej bać i reagować pierwotnie "walka-ucieczka".
Nie jestem tępą dzidą, naprawdę wink (mam odczucie, ze niektóre wpisy to sugerują, trochę mnie to uraziło) widzę wiele, chyba za dużo, w sobie i innych, i tak, jestem krytyczna i wymagająca - względem siebie i innych, ale mam też sporo (czasem za dużo) empatii, to budzi ambiwalentne myśli, które mnie przerastają, gdy jest ich zbytnia kumulacja. Do niej zraziłam się z powodu braku wzajemności, bo jej pomagałam w wielu różnych sytuacjach i oczekiwałam, że jak będę potrzebować pomocy która będzie dla niej bułką z masłem (a pies tym był) to mogę liczyć na to samo. Z tym fryzjerem to stworzyłyście obraz wypaczony (nie wiem czemu, nie wnikam czy to były wasze lęki, czy wasze doświadczenie życiowe - w każdym razie, w tej sytuacji tak to nie wyglądało) - umówiłyśmy się na to spontanicznie, to nie było żadne zmuszanie czy tworzenie sztucznych sytuacji - miała zrobić mi włosy, nie zrobiła tego bez żadnego poważnego powodu, czym mi dała ful stresu (nie miałam czasu na znalezienie kogoś innego kto to zrobi, przed samym ślubem). Zresztą "tłumaczy się winny" prawda wink heh
A mój małż to cudowny człowiek, wrażliwy i nie chce nikomu zrobić przykrości (stąd jego wycofywanie się, unikanie konfrontacji). Wiem że otwarty konflikt żona-córka był dla niego nie do udżwignięcia, nie chcę powtórki z rozrywki. Są sytuacje w których jego postawa mnie drażni, ale może to etap cyklu i zespół napięcia? Poczekam parę dni, to się okaże.
W każdym razie, dziękuję. Postaram się zrobić pożytek z Waszych spostrzeżeń. Samo napisanie tego co mi leżało na wątrobie, wyrzyganie tych swoich odczuć - było leczące dla mnie + szereg trafnych uwag i sugestii = dziękuję. Zeszło ze mnie napięcie.
Ps. gdybyś nie napisała "jesteś - wybacz- macocha" nie zwróciłabym na to macocha uwagi wink ale samo macocha kojarzy mi się z żoną ojca któa wychowuje. Faktycznie chciałąm ją wychowywać, a to ani dziecko, ani tym bardziej moje dziecko. To co napisałaś było źródłem wielu moich refleksji, myślę konstruktywnych.

26

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Nie myślałaś o przegadaniu tego z psychologiem?

27

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

To jest forum dyskusyjne, a nie poradnia specjalistyczna. Tu nie ma profesjonalnych psychologów i terapeutłw, którzy doradzają ludziom w tematach życia. Więc nie nasz co oczekiwać czegoś takiego.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

28

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

"Są sytuacje w których jego postawa mnie drażni"

To jest normalna reakcja, tego nie da się uniknąć, wiele rzeczy w partnerze może nas drażnić, a jak widzisz jego zbytnią uległość wobec córki, to działa Ci na nerwy, tylko ważne jest Twoje podejście do ich relacji, czyli akceptacją, choć to trudne.
Wiesz już, że przyjaciółkami nie będziecie, pozostaje się tolerować.

Jak nie wprowadzisz się do nich, to raczej nie podzielisz losów poprzedniczki.

Co do pomocy specjalisty, jesli uważasz, z Ci pomoże, to jak najbardziej skorzystaj, ale dużo by Ci dało też przegadanie problemu z przyjaciółką.
Bo tak jak forum, też zawsze daje do myślenia, bo o to tu chodzi, nie trzeba wszystkigo brać do siebie.

29

Odp: relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Autorko, wpływ masz na swoje zachowanie i swój stosunek do pasierbicy (tak to się chyba nazywa?).
Starajmy się zmieniać siebie, swoje nastawienie, nie ludzi dookoła.
Jesli nie widujesz się z nią zbyt często, to wygląda na to, że raczej jakieś lęki są, ale głownie w twojej glowie.
Czujesz sie zagrożona? Co może się stać?

Posty [ 29 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » relacja z dorosłą córką męża - czuję niechęć, delikatnie mówiąc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021