Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2018-10-19 10:37:45)

Temat: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Obawiałam się tego od zawsze-wspólnych,wakacyjnych wyjazdów.Wtedy tak naprawdę poznajesz człowieka.Kiedy wyjechaliśmy z bratem męża,jego zoną i dzieckiem nasze relacje zdecydowanie się ochłodziły.Im pewnie było fajnie-nam-niekoniecznie.W sumie wspólny wyjazd przetrwała w stanie nienaruszonym jedna znajomość.
Ale do rzeczy-w końcu nadeszła ta chwila i wybraliśmy się na wakacje z moją przyjaciółką i jej dziećmi.
Znamy się i przyjaźnimy od dawna-od studiów ale nigdy nie byliśmy tyle czasu razem-dwa tygodnie.Były to raczej spotkania parodniowe-oni u nas,my-u nich.
Odkąd wróciliśmy nie mam zwyczajnie ochoty ani na jej wizyty u nas ani na nasze u niej.
Zauważyłam to już wcześniej,przed wyjazdem,że więcej nas dzieli niż łączy i że ten stan się pogłębia.
Na pewne tematy nie możemy rozmawiać bo dochodzi do konfliktów.A są to w sumie fundamentalne tematy:religia,polityka i wychowanie dzieci.
Nie wiem zupełnie co z tym zrobić,ona z wyjazdu z nami była zadowolona,jej dzieci-raczej średnio.My natomiast przeżyliśmy kryzys i małżeński i rodzinny z powodu wyjazdu.Mam to cały czas w głowie a ona proponuje jakiś wypad wspólny z dziećmi do Piwnicy Pod Baranami.I włos mi się jeży.
Nie wiem co z tym robić,nie wiem jak z nią rozmawiać by mnie zrozumiała i nie obraziła się.
W zasadzie to w ogóle nie wiem co mam z tą całą sytuacją zrobić by nie stracić przyjaźni.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Gary (2018-10-19 10:41:24)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Kryzys małżeński z takiego powodu że byliście w towarzystwie innej rodziny, która ma inny sposób życia?
Musiałabyś może wyjaśnić to lepiej.

Czy to było tak, że w niedzielę wy zaplanowaliście wycieczkę, tzn twoj mąż, aby nie tracić niedzieli,  a znajomi muszą iść do kościoła, więc zrezygnowali z wycieczki, więc Ty powiedziałaś mężowi że nie będize wycieczki, bo idziemy do kościoła, zatem on się na Ciebie obraził?

Czy może chodziło o to, że Wy nie kupujecie dzieciom słodyczy, a dzieci przyjaciółki ciągle z watą cukrową i goframi chodziły?

A może o to, że znajomi się ciągle całują i ona siedzi mu na kolanach, a Was to krępuje, bo Wy tak nie robicie?

Jeży się włos, bo macie razem iść do Piwnicy Pod Baranami? Boisz się powiedziec "Eeee... nie mam ochoty..."?

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

3

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Witam. Ja wiem, że może Ci się nie spodobać to co napiszę, ale nie pomyślałaś, że to z Wami coś jest nie tak ? Po każdych wakacjach z kimś macie jakiś niesmak. Dlaczego ? Kryzys małżeński z powodu innych ludzi ? Chyba, że chodzi o jakiś romans. Wtedy to zrozumiałe.
Przecież jadąc z kimś na wakacje nie musisz z nim siedzieć 24/7. Bierzesz auto, wsiadasz w autobus a znajomym mówisz, że dziś wasz dzień i spędzacie go sami. Rodzinnie.
Już nie będę wspominać o dyskusjach, które wywołują konflikty. Każdy ma prawo do swojego zdania. Przedstawia swoje argumenty i ma prawo się mylić. Ale żeby aż konflikty powstawały ?

4

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Gary napisał/a:

Kryzys małżeński z takiego powodu że byliście w towarzystwie innej rodziny, która ma inny sposób życia?
Musiałabyś może wyjaśnić to lepiej.

Czy to było tak, że w niedzielę wy zaplanowaliście wycieczkę, tzn twoj mąż, aby nie tracić niedzieli,  a znajomi muszą iść do kościoła, więc zrezygnowali z wycieczki, więc Ty powiedziałaś mężowi że nie będize wycieczki, bo idziemy do kościoła, zatem on się na Ciebie obraził?

Czy może chodziło o to, że Wy nie kupujecie dzieciom słodyczy, a dzieci przyjaciółki ciągle z watą cukrową i goframi chodziły?

A może o to, że znajomi się ciągle całują i ona siedzi mu na kolanach, a Was to krępuje, bo Wy tak nie robicie?

Jeży się włos, bo macie razem iść do Piwnicy Pod Baranami? Boisz się powiedziec "Eeee... nie mam ochoty..."?

Zupełnie nie tak,Gary smile
Moja przyjaciółka przez ostatni rok zmagała się z ze śmiertelną chorobą swego męża.Jako,że nie jestem katoliczką a ona i jej mąż bardzo po katolicku do problemu podeszli czyli: leczenie w jakimś szpitalu prowadzonym prze księdza,sytuacja gdy facet był już bardzo słaby a chemia nie przynosiła skutku ale byli umówieni na terapię eksperymentalną ale lekarz w tym szpitalu powiedział po prostu,że trzeba dać mu umrzeć i najlepiej zabrać go domu.Ja kiedy to słyszałam chciało mi się krzyczeć,że trzeba próbować.Ale on-nie bardzo już świadomy bo na silnych plastrach morfinowych a ona i jej dzieci (15 i 17 lat) stwierdzili: Bóg wie lepiej kiedy tatę zabrać.
No,w każdym razie w związku z taką sytuacją moja przyjaciółka utrzymywała ze mną głownie kontakt telefoniczny w ostatnich tygodniach życia męża.Mieszkamy 300 km od siebie i jeśli trzeba było zorganizować łóżko ortopedyczne,czy w trudnej chwili poprosiła by przywieźć garnitur do szpitala-zawsze byłam.Ale rozmawiał z nią najczęściej mój mąż-katolik bo ona opowiadała o wspólnocie w tym szpitalu,która udzielała jej wsparcia,o jakichś mszach w intencji jej męża.O tym ze mną nie rozmawiała bo założyła,że skoro nie wierzę to może jakoś nieodpowiednio zareaguję?
No,w każdym razie po pogrzebie płakałam z nią i deklarowałam-zresztą jak i wcześniej,że jestem z nią i zawsze będę kiedy tylko zadzwoni,że mnie potrzebuje.W ferie zimowe chcieliśmy zaprosić dzieci do nas.Ona także przyjechała.Były takie chwile kiedy dziękowała,ze może tu być,że zapomina o tym wszystkim,że czuje się u nas dobrze.
Wiedzieliśmy z mężem,ze w wakacje musimy ją zabrać z dziećmi.To było już planowane od śmierci jej męża.
Okazało się jednak,że nasz wyjazd musimy dopasować do terminów obozów jej dzieci.Nie było to łatwe bo wyjeżdżaliśmy dość daleko,za granicę i kiedy ona się już ostatecznie zadeklarowała,że jedzie był początek maja i problem ze znalezieniem porządnego pensjonatu z dwoma  apartamentami.Ale ok,nie ma problemu,znalazłam coś,dałam jej namiary by obejrzała i się zdecydowała.
Dzieci były napalone bo nigdy wcześniej nie nie były za granica.
Jazda już była problemem-ona sama jako kierowca z dziećmi a my-kierujący we dwoje.Ale jechaliśmy spokojnie,bez spiny,na wieczór stawaliśmy w hotelu na nocleg.Myślałam,że dzieci w tym wieku inaczej zachowują się w podróży a oni-fochy bo tyle trzeba jechać,bo nie ma internetu w restauracji,w której stanęliśmy na obiad,bo rodzeństwo się pokłóciło.Moja córka nie bardzo się z nimi dogaduje więc raczej trzymała się z nami.
Dzieci totalnie nie rozumiejące,że matka prowadząca 10 godzin auto,mająca problem kręgosłupem potrzebuje by jej dać spokój jak jesteśmy w hotelu.Ona prosi dzieci by jej ładowarkę z auta przynieśli-nie ma chętnych.Syn kicha i smarka bez opamiętania-trzeba iść do auta po chusteczki.Mama jest zmęczona,syn siedzi i czeka aż ciocia pójdzie do swojego auta.Klapki pod prysznic dzieci mają w aucie-nikt po nie pójdzie więc można wziąć cioci.Podobnie szampon,ręczniki.No,szlag mnie trochę trafiał.Maż spał z chłopaczkiem a my we trzy w drugim hotelowym pokoju.Mąż wpadł do nas z winkiem,chwilę posiedzieliśmy a jej 17 latka do nas-idźcie stąd bo ja chcę spać! Moją 14 latka w życiu by się tak nie odezwała.Mamusia 17 latki-zero reakcji.
Właściwie ciągle jakieś akcje były z powodu tego,że ta dwójka dorosłych koni totalnie jest niewychowana i przyzwyczajona,że mamusia w domu wszystko za nich robi.Nie podobał się państwu hotel-bo nie mają zasięgu w pokoju.bo łóżko niewygodne,bo śniadania monotonne.Kiedy szliśmy na obiad też były fochy bo któreś w całym menu nie znajduje nic dla siebie do jedzenia.Dwa razy zmieniliśmy knajpę,ja wkurzoną,mąż także,moja przyjaciółka zakłopotana bo któreś z dzieci będzie przecież głodne i umrze niechybnie.
Dzieci nie zainteresowane zwiedzaniem a naprawdę staraliśmy się pokazać im fantastyczne miejsca bo to był nasz już ósmy pobyt w tym kraju.Wiecznie jakiś foch,tak że nie można było spokojnie siąść w knajpie i napić się piwa.
Ja rozumiem i większość rzeczy kładłam na karb tego,że dzieci miały traumatyczne przeżycia z powodu śmierci ojca przez ostatni czas.Kiedy coś takiego powiedziałam,moja przyjaciółka stwierdziła,że dzieci tak naprawdę nie miały jakiegoś dobrego kontaktu z ojcem bo ojciec ciągle był nieobecny-pracował od lat za granicą.Starałam się rozumieć sytuację ale po prostu codziennie wychodził brak wychowania dzieci ich chamstwo i wieczne darcie się.
Mój mąż był wkurzony na maksa a że nie miał odwagi tego powiedzieć przyjaciółce, odreagowywał na mnie i na córce.Była jatka,za chwile przepraszanie a następnego dnia od nowa sad
Dwa razy wybraliśmy się do pobliskiego miasteczka osobno i cały dzień spędziliśmy każdy ze swoją rodziną.
Moja przyjaciółka widziała fochy mego męża ale była przekonana,że wychodzi jego charakter po prostu.Nie powiedziałam ani razu,że to najczęściej z jej powodu lub z powodu jej dzieci.
Co do Piwnicy pod Baranami-uwielbiam tam jeździć ale hmm,jak mamy ciągnąć jej wiecznie jęczące i foszące się dzieci i matkę na nich krzyczącą albo one krzyczące na nią to po prostu nie mam ochoty.Dziwi Cię to ? smile
Wszystko chyba wyjaśniłam...

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

5 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2018-10-19 11:57:27)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
kanouga napisał/a:

Witam. Ja wiem, że może Ci się nie spodobać to co napiszę, ale nie pomyślałaś, że to z Wami coś jest nie tak ? Po każdych wakacjach z kimś macie jakiś niesmak. Dlaczego ? Kryzys małżeński z powodu innych ludzi ? Chyba, że chodzi o jakiś romans. Wtedy to zrozumiałe.
Przecież jadąc z kimś na wakacje nie musisz z nim siedzieć 24/7. Bierzesz auto, wsiadasz w autobus a znajomym mówisz, że dziś wasz dzień i spędzacie go sami. Rodzinnie.
Już nie będę wspominać o dyskusjach, które wywołują konflikty. Każdy ma prawo do swojego zdania. Przedstawia swoje argumenty i ma prawo się mylić. Ale żeby aż konflikty powstawały ?

Tak z nami jest coś nie tak.Bo ja nie pozwalam na to tzw "wspólną kasę" z rodzina brata męża i finansowanie leków dla ich dziecka,które na wyjeździe zachorowało oraz tego,że mam też im pomóc w opiece nad póltoraroczniakiem -bo oni chcą odpocząć.I powinniśmy generalnie słuzyć im za profesjonalnych rezydentów i zapewniać im rozrywką,wiedzieć gdzie jest dobra i tania knajpa i generalnie wszystko ma być na spółę.
Godzisz się na takie rzeczy? Serio?
Sytuację z przyjaciółką opisałam powyżej.Gdyby nie fakt,że była w kiepskiej formie psychicznej i nie miała żadnego wsparcia od dzieci na pewno częściej byśmy sobie sami robili wypady.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

6 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-10-19 11:59:21)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
kanouga napisał/a:

Witam. Ja wiem, że może Ci się nie spodobać to co napiszę, ale nie pomyślałaś, że to z Wami coś jest nie tak ? Po każdych wakacjach z kimś macie jakiś niesmak. Dlaczego ? Kryzys małżeński z powodu innych ludzi ? Chyba, że chodzi o jakiś romans. Wtedy to zrozumiałe.
Przecież jadąc z kimś na wakacje nie musisz z nim siedzieć 24/7. Bierzesz auto, wsiadasz w autobus a znajomym mówisz, że dziś wasz dzień i spędzacie go sami. Rodzinnie.
Już nie będę wspominać o dyskusjach, które wywołują konflikty. Każdy ma prawo do swojego zdania. Przedstawia swoje argumenty i ma prawo się mylić. Ale żeby aż konflikty powstawały ?


Szczerze to tez o tym pomyslalam. Ja ogolnie wole wyjezdzac na urlopy z mezem parenascie razy zdarzylo sie nam wyjechac ze znajomymi i bylo ok. Pewnie ze ludzie sa rozni, niektorzy robia rozne rzeczy "nie po naszemu" itp ale my wtedy zwyczajnie mowilismy - nie obrazcie sie ale nas wyjscie do muzeum X nie kreci, idzcie a my spedzimy sobie ten czas inaczej, wieczorem sie spotkamy. Dzieci nie mamy ale tez nie widze problemu w tym ze ktos wychowuje swoje inaczej (no chyba zeby ewidentnie nie dogadywalyby sie z moimi i bylby problem z ciaglymi klotniami miedzy nimi). A juz calkiem niepotrzebne wydaje mi sie klocenie sie o religie i polityke na wyjezdzie smile To ma byc fajnie i mile spedzony czas a nie proba wzajemnego przekonywania ze partia czy religia X jest lepsza. Serio nie szkoda wam bylo czasu na takie sprawy? My jezdzilismy z naprawde roznymi ludzmi, jak nam ktos srednio odpowiadal albo jego wizja urlopu to "laczylismy" sie z nimi w czasie wyjazdu tylko na te momenty ktore wszystkim pasowaly:)
Edit: doczytalam o co chodzi i w sytuacji z przyjaciolka rozumiem ze mieliscie zagwostke i nie chcieliscie wyjsc na niedelikatnych. Jednakze serio z innymi tez jest tak zle?
Co do wspolnej kasy to sie mowi wprost ze sorki ale kazda z naszych rodzin ma inne potrzeby wiec chyba bez sensu jest na sile laczyc nasze budzety wyjazdowe. W kwestii opieki nad dziecmi tez miewalismy takie zapedy znajomych (wkoncu jak nie mamy wlasnych dzieci to pewnie "marzymy" by nianczyc na urlopie cudze) ale temat ucieto krotko... Ok jeden wieczor nie ma sprawy zajmiemy sie waszymi pociechami ale na kolejne dni mamy wlasne plany/chcemy odpoczac itp.

7

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
feniks35 napisał/a:

Szczerze to tez o tym pomyslalam. Ja ogolnie wole wyjezdzac na urlopy z mezem parenascie razy zdarzylo sie nam wyjechac ze znajomymi i bylo ok. Pewnie ze ludzie sa rozni, niektorzy robia rozne rzeczy "nie po naszemu" itp ale my wtedy zwyczajnie mowilismy - nie obrazcie sie ale nas wyjscie do muzeum X nie kreci, idzcie a my spedzimy sobie ten czas inaczej, wieczorem sie spotkamy. Dzieci nie mamy ale tez nie widze problemu w tym ze ktos wychowuje swoje inaczej (no chyba zeby ewidentnie nie dogadywalyby sie z moimi i bylby problem z ciaglymi klotniami miedzy nimi). A juz calkiem niepotrzebne wydaje mi sie klocenie sie o religie i polityke na wyjezdzie smile To ma byc fajnie i mile spedzony czas a nie proba wzajemnego przekonywania ze partia czy religia X jest lepsza. Serio nie szkoda wam bylo czasu na takie sprawy? My jezdzilismy z naprawde roznymi ludzmi, jak nam ktos srednio odpowiadal albo jego wizja urlopu to "laczylismy" sie z nimi w czasie wyjazdu tylko na te momenty ktore wszystkim pasowaly:)

Ale ja nigdzie nie napisałam,że na wyjeździe "kłóciliśmy się " o politykę czy religię.
Ja wychowana byłam w innym wyznaniu ale nie wierzę.Moja przyjaciólka sama zaczynała niepotrzebną dyskusję,że skoro ona z dziećmi jedzie do kościoła do może też mój mąż pojedzie z córką.No i wypada bym ja także pojechała.Trzeba w końcu się przemóc,bóg jest naszym zbawieniem,by wierzyć trzeba mieć wyobraźnię,której mi brakuje-to były jej słowa.Ale ja nie reaguję bo kiedy parę razy zareagowałam na takie zaczepki było niefajnie.
Prosiłam tylko by skończyła bo ja toleruję jej religijność,nie wyśmiewam,nie neguję i wymagam tego samego w mojej kwestii od niej.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

8 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-10-19 12:02:02)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Szczerze to tez o tym pomyslalam. Ja ogolnie wole wyjezdzac na urlopy z mezem parenascie razy zdarzylo sie nam wyjechac ze znajomymi i bylo ok. Pewnie ze ludzie sa rozni, niektorzy robia rozne rzeczy "nie po naszemu" itp ale my wtedy zwyczajnie mowilismy - nie obrazcie sie ale nas wyjscie do muzeum X nie kreci, idzcie a my spedzimy sobie ten czas inaczej, wieczorem sie spotkamy. Dzieci nie mamy ale tez nie widze problemu w tym ze ktos wychowuje swoje inaczej (no chyba zeby ewidentnie nie dogadywalyby sie z moimi i bylby problem z ciaglymi klotniami miedzy nimi). A juz calkiem niepotrzebne wydaje mi sie klocenie sie o religie i polityke na wyjezdzie smile To ma byc fajnie i mile spedzony czas a nie proba wzajemnego przekonywania ze partia czy religia X jest lepsza. Serio nie szkoda wam bylo czasu na takie sprawy? My jezdzilismy z naprawde roznymi ludzmi, jak nam ktos srednio odpowiadal albo jego wizja urlopu to "laczylismy" sie z nimi w czasie wyjazdu tylko na te momenty ktore wszystkim pasowaly:)

Ale ja nigdzie nie napisałam,że na wyjeździe "kłóciliśmy się " o politykę czy religię.
Ja wychowana byłam w innym wyznaniu ale nie wierzę.Moja przyjaciólka sama zaczynała niepotrzebną dyskusję,że skoro ona z dziećmi jedzie do kościoła do może też mój mąż pojedzie z córką.No i wypada bym ja także pojechała.Trzeba w końcu się przemóc,bóg jest naszym zbawieniem,by wierzyć trzeba mieć wyobraźnię,której mi brakuje-to były jej słowa.Ale ja nie reaguję bo kiedy parę razy zareagowałam na takie zaczepki było niefajnie.
Prosiłam tylko by skończyła bo ja toleruję jej religijność,nie wyśmiewam,nie neguję i wymagam tego samego w mojej kwestii od niej.

Sorry ale nie uscislilas wiec pomyslalam ze o to moglo chodzic. Rozumiem ze ten wyjazd byl trudny i ze dyplomacja was wiele kosztowala. Tez bym miala ochote potrzasnac takimi "dzieciaczkami" wink

9 Ostatnio edytowany przez Gary (2018-10-19 12:11:55)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Ech... tyle prywatnego wyrzuciłaś na forum? 
Jeszcze przyjaciłłka przeczyta i co będzie?

Odpiszę Ci, a jak chcesz to skasuję.


gojka102 napisał/a:

... trzeba dać mu umrzeć i najlepiej zabrać go domu.Ja kiedy to słyszałam chciało mi się krzyczeć,że trzeba próbować.Ale on-nie bardzo już świadomy bo na silnych plastrach morfinowych a ona i jej dzieci (15 i 17 lat) stwierdzili: Bóg wie lepiej kiedy tatę zabrać.

No to skoro tak uznali, to co się wtrącasz? Ich sprawa. Pomoc można oferować, a nie wymuszać. Co gorsze -- gdyby skorzystali z twojej pomocy, a on by umarł, to by było żeś go do grobu zaprowadziła.



... jakichś mszach w intencji jej męża.O tym ze mną nie rozmawiała bo założyła,że skoro nie wierzę to może jakoś nieodpowiednio zareaguję?

Dobrze robiła, bo byś jej nie zrozumiała.



Okazało się jednak,że nasz wyjazd musimy dopasować do terminów obozów jej dzieci.Nie było to łatwe bo wyjeżdżaliśmy dość daleko,za granicę i kiedy ona się już ostatecznie zadeklarowała,że jedzie był początek maja i problem ze znalezieniem porządnego pensjonatu z dwoma  apartamentami.Ale ok,nie ma problemu,znalazłam coś,dałam jej namiary by obejrzała i się zdecydowała.

Jak komuś pomagasz, to tak abyś się nie poświęcała.
Jeśli mogłaś się dopasować, to okej. Jak nie mogłaś to się nie dopasowuj.
Bo potem masz doła i obciążasz ją winą za twój dyskomfort/niedogodności/nieszczęście/ ... a tymczasem to wynika z faktu, że Ty się poświęcasz a ona pasożytuje.
Rozumiem, że jej źle, ale zasady są proste.


Jazda już była problemem-ona sama jako kierowca z dziećmi a my-kierujący we dwoje.Ale jechaliśmy spokojnie,bez spiny,na wieczór stawaliśmy w hotelu na nocleg.Myślałam,że dzieci w tym wieku inaczej zachowują się w podróży a oni-fochy bo tyle trzeba jechać,bo nie ma internetu w restauracji,w której stanęliśmy na obiad,bo rodzeństwo się pokłóciło.Moja córka nie bardzo się z nimi dogaduje więc raczej trzymała się z nami.

Nooo.. jedne dzieci są dobrze w dyscyplinie wychowane, a inne rozpuszczone i robią fochy. Nie dziwi mnie to w ogóle.



Dzieci totalnie nie rozumiejące,że matka prowadząca 10 godzin auto,mająca problem kręgosłupem potrzebuje by jej dać spokój jak jesteśmy w hotelu.

Te dzieci nie rozumieją, bo ich matka nie nauczyła. Zatem to jest wina matki.
Nie przejmuj się tym. Jak się wtrącisz, to bedizesz agresorem.
Akceptuj te ich wady, a nie zmieniaj.


Ona prosi dzieci by jej ładowarkę z auta przynieśli-nie ma chętnych.Syn kicha i smarka bez opamiętania-trzeba iść do auta po chusteczki.Mama jest zmęczona,syn siedzi i czeka aż ciocia pójdzie do swojego auta.

Nie, nie -- tak ich matka wychowała.
Ciocia czyli Ty? I poszłaś? Poświęciłaś się, cooooo?


Klapki pod prysznic dzieci mają w aucie-nikt po nie pójdzie więc można wziąć cioci.Podobnie szampon,ręczniki.No,szlag mnie trochę trafiał.

Znam to, znam. Takie są dzieci rozpuszczone dzisiaj.
Też by mnie szlag trafiał.



Maż spał z chłopaczkiem a my we trzy w drugim hotelowym pokoju.Mąż wpadł do nas z winkiem,chwilę posiedzieliśmy a jej 17 latka do nas-idźcie stąd bo ja chcę spać! Moją 14 latka w życiu by się tak nie odezwała.Mamusia 17 latki-zero reakcji.

Wina matki. Rozpuściła dzieci.


Właściwie ciągle jakieś akcje były z powodu tego,że ta dwójka dorosłych koni totalnie jest niewychowana i przyzwyczajona,że mamusia w domu wszystko za nich robi.

smile smile Znam to znam.



Nie podobał się państwu hotel-bo nie mają zasięgu w pokoju.bo łóżko niewygodne,bo śniadania monotonne.Kiedy szliśmy na obiad też były fochy bo któreś w całym menu nie znajduje nic dla siebie do jedzenia.Dwa razy zmieniliśmy knajpę, ja wkurzoną,mąż także,

To wasz błąd. Ja bym usiadł i powiedział "Dzisiaj jemy tutaj. Idźcie sobie gdzie indziej, spotkamy się za 2 godz".



moja przyjaciółka zakłopotana bo któreś z dzieci będzie przecież głodne i umrze niechybnie.

Ona całe życie tak niszczy dzieci.


Dzieci nie zainteresowane zwiedzaniem a naprawdę staraliśmy się pokazać im fantastyczne

Żle rozumujesz. To wasz egoizm... "JA bedę super ciocią i JA zaprezentuję tym dzieciom co JA uważam że powinny zobaczyć, bo przy okazji JA też chcę to zobaczyć".
One mają to w d... -- wolą tablety i telefony.



miejsca bo to był nasz już ósmy pobyt w tym kraju.Wiecznie jakiś foch,tak że nie można było spokojnie siąść w knajpie i napić się piwa.
Ja rozumiem i większość rzeczy kładłam na karb tego,że dzieci miały traumatyczne przeżycia z powodu śmierci ojca przez ostatni czas.

Pomyliłąś się w ocenie.
Dzieci takie sa bo matka je takimi zrobiła. Dla swojej wygody. Aby łątwo wychować.



Kiedy coś takiego powiedziałam,moja przyjaciółka stwierdziła,że dzieci tak naprawdę nie miały jakiegoś dobrego kontaktu z ojcem bo ojciec ciągle był nieobecny-pracował od lat za granicą.Starałam się rozumieć sytuację ale po prostu codziennie wychodził brak wychowania dzieci ich chamstwo i wieczne darcie się.

Niepotrzebnie wciskasz nos w nie swoje sprawy. I tak ich nie wychowasz. Ani z przyjaciólki nie zrobisz mądrej mamy.




Mój mąż był wkurzony na maksa a że nie miał odwagi tego powiedzieć przyjaciółce, odreagowywał na mnie i na córce.Była jatka,za chwile przepraszanie a następnego dnia od nowa sad

Twój mąż dobrze zrobił, że nic nie powiedizał przyjaciółce. Tylko Ty albo on na siebie nałożyliście presję "zbawicieli świata", którzy to uratują.
NIe uratujecie.
Twój mąż źle zrobił że Was atakował. Po prostu jak na drodze leży kupa, to się ją omija, a nie czyści chodnik, aby przejść.



Dwa razy wybraliśmy się do pobliskiego miasteczka osobno i cały dzień spędziliśmy każdy ze swoją rodziną.
Moja przyjaciółka widziała fochy mego męża ale była przekonana,że wychodzi jego charakter po prostu.Nie powiedziałam ani razu,że to najczęściej z jej powodu lub z powodu jej dzieci.

Oooooo... i tutaj był właśnie moment aby powiedziec przyjaciółce coś wazneogoo o sobie   "Wiesz... jestem zmęczona zachowaniem twoich dzieci, musimy ten dzień być osobno...".



Co do Piwnicy pod Baranami-uwielbiam tam jeździć ale hmm,jak mamy ciągnąć jej wiecznie jęczące i foszące się dzieci i matkę na nich krzyczącą albo one krzyczące na nią to po prostu nie mam ochoty.Dziwi Cię to ? smile
Wszystko chyba wyjaśniłam...

NIC mnie nie dziwi. To normalka.   

Widzę dwa wyjścia:

1. Odseparuj się Ty i mąż od JEJ dzieci EMOCJONALNIE. Ale czy dacie radę nie denerwować się jak one będą jej fochy robić, a ona biedna mama beðzie cierpieć z poczuciem winy, że dziecko ma focha?

2. Jeśli nie dacie rady się emocjoanlnie odseparować, to trzeba powiedzieć wprost "Chętnie z Tobą pójdę/pójdziemy do knajpy, ale jeśli to miałoby by być dla nas przyjemne, to nie dam rady zdzierżyć fochów twoich dzieci."


Wg mnie jeśli chcesz naprawdę moralnie działać, to musisz bardzo, bardzo dbać o to, aby przyjaciółka+dzieci na Was nie pasożytowały, a jednocześnie jej pomagać. To jest trudne, łatwo się pomylić.

Łatwe działanie jest takie że się od niej odetniesz, ale wtedy jej nie pomożesz tak jak byś mogła.

Kolejne złe rozwiązanie to poświęcanie się dla niej (tak jak Wy na wczasach).


Dzieci przyjaciółki są złe, ale to nie ich wina. Jeśli miałabyś ochotę cokolwiek w tym zakresie zdziałać czy pomóc, to musisz działać na matkę tych dzieci. To jedyna droga. Ale ona jest dorosła i jej nie wychowasz.

Te dzieci będą miały trudne życie. Jeśli założą rodizny, to ich dzieci będą miały trudne życie. Trudne życie zrobi silnych ludzi. Silni ludzie będą mieli dzieci. Te dzieci beðą miały łatwe życie. I koło się zamyka.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

10

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Gary napisał/a:

Ech... tyle prywatnego wyrzuciłaś na forum? 
Jeszcze przyjaciłłka przeczyta i co będzie?

trudno,niech czyta smile

Gary napisał/a:

No to skoro tak uznali, to co się wtrącasz? Ich sprawa. Pomoc można oferować, a nie wymuszać. Co gorsze -- gdyby skorzystali z twojej pomocy, a on by umarł, to by było żeś go do grobu zaprowadziła.


A wspomniałam gdziekolwiek,że się wtrącałam? Napisałam jej,że będę czekać na telefon,że jestem do jej dyspozycji ale nie chcę się narzucać bo wiem,ze na pewno odbiera kupę takich telefonów od rodziny: a jak on się czuje,a czy bardzo z nim źle.Po jego śmierci moja przyjaciółka podziękowała mi za to,że nie dzwoniłam,nie pytałam tylko w ciszy czekałam na jej telefon.Ja naprawdę potrafię być empatyczna,serio smile


Gary napisał/a:

Dobrze robiła, bo byś jej nie zrozumiała.

A skąd ta pewność? Znasz mnie na tyle by tak śmiało twierdzić?

Gary napisał/a:

Jak komuś pomagasz, to tak abyś się nie poświęcała.
Jeśli mogłaś się dopasować, to okej. Jak nie mogłaś to się nie dopasowuj.
Bo potem masz doła i obciążasz ją winą za twój dyskomfort/niedogodności/nieszczęście/ ... a tymczasem to wynika z faktu, że Ty się poświęcasz a ona pasożytuje.
Rozumiem, że jej źle, ale zasady są proste.

Tu już nie chodzi o to,że mnie bolało dopasowywanie terminu.Raczej o fochy dzieci,że hotel nie był wystarczająco komfortowy.Niestety,wiedzieliśmy jaką kasą dysponuje ich mama i nie chcieliśmy jej na i tak duży wydatek narażać.Więc w zasadzie te pretensje powinni mieć do mamy bo my chętnie też wzięlibyśmy hotel o wyższym standardzie.


Gary napisał/a:

Te dzieci nie rozumieją, bo ich matka nie nauczyła. Zatem to jest wina matki.
Nie przejmuj się tym. Jak się wtrącisz, to bedizesz agresorem.
Akceptuj te ich wady, a nie zmieniaj.

Była taka sytuacja,że dzieci nie chciały mamie przynieść tabletki z auta.Siedzimy w knajpce,na postoju pijemy kawę a mama prosi.I żadne się nie ruszy,W końcu oboje z mężęm jednocześnie nieco głośniej zasugerowaliśmy dzieciom,że mama się źle czuje bo jedzie już osiem godzin i potrzebuje odpocząć a do tego boli ją głowa więc jak chcą gdzieś dojechać to muszą swojego kierowcę szanować.

Gary napisał/a:

Nie, nie -- tak ich matka wychowała.
Ciocia czyli Ty? I poszłaś? Poświęciłaś się, cooooo?

Owszem,poszłam.Gdybym została pewnie jakas k...wa by poleciała.

Gary napisał/a:

Znam to, znam. Takie są dzieci rozpuszczone dzisiaj.
Też by mnie szlag trafiał.

No patrzaj żesz! Też mam dziecko i jest normalne smile


Gary napisał/a:

Żle rozumujesz. To wasz egoizm... "JA bedę super ciocią i JA zaprezentuję tym dzieciom co JA uważam że powinny zobaczyć, bo przy okazji JA też chcę to zobaczyć".
One mają to w d... -- wolą tablety i telefony.

W zasadzie to wyglądało tak,że zarówno mama jak i dzieci liczyły chyba na to,że pokażemy im fajne rzeczy skoro znamy trochę ten kraj.Zresztą takie rozmowy były z ich strony.Ja naprawdę mam gdzieś bycie super ciocia bo te dzieci codziennie mnie wkurzały.Nie mam ochoty być super w takiej sytuacji.Generalnie super wolę być jedynie dla swego dziecka smile
Mama chciała by robić wszystko by ich od tabletów i smartfonów oderwać i to nam tez sugerowała.Ale te dzieci nie mają takiej ciekawości świata jak nasza córka.


Gary napisał/a:

Pomyliłąś się w ocenie.
Dzieci takie sa bo matka je takimi zrobiła. Dla swojej wygody. Aby łatwo wychować.

Wcale nie uważam,że zrobiła to dla swojej wygody,Dla ich-owszem.Od zawsze na przykład był problem byśmy sobie przez telefon porozmawiały-bo dzieci coś ciągle chcą.Tak jest do tej pory-15 latek chce kolację to mamusia musi kończyć rozmowę.Biegnie z pracy na łeb na szyję by dzieciom obiad zrobić-bo dwójka nastolatków nie da rady zrobić.


Gary napisał/a:

Niepotrzebnie wciskasz nos w nie swoje sprawy. I tak ich nie wychowasz. Ani z przyjaciólki nie zrobisz mądrej mamy

Ale gdzie ja napisałam,ze się wtrącam? To było w sytuacji gdy ona na dzieci sobie skarżyła,że sobie nie radzi,że są wredne,że nie rozumieją,ze ona też cierpi.Powiedziałam wtedy,że one też na pewno cierpią,tęsknią i nie mogą się z tym pogodzić.I taką odpowiedź otrzymałam wtedy.


Gary napisał/a:

Twój mąż dobrze zrobił, że nic nie powiedizał przyjaciółce. Tylko Ty albo on na siebie nałożyliście presję "zbawicieli świata", którzy to uratują.
NIe uratujecie.
Twój mąż źle zrobił że Was atakował. Po prostu jak na drodze leży kupa, to się ją omija, a nie czyści chodnik, aby przejść.

Sytuacja była ciężka i chyba chcieliśmy zrobić za dużo.Za dużo by przez te dwa tygodnie żyli czym innym niż tą tragedią.


Gary napisał/a:

Oooooo... i tutaj był właśnie moment aby powiedziec przyjaciółce coś wazneogoo o sobie   "Wiesz... jestem zmęczona zachowaniem twoich dzieci, musimy ten dzień być osobno...".

Ona sama była tym zmęczona i załamana.Nie musiałam jej mówić,że ja także.


Gary napisał/a:

NIC mnie nie dziwi. To normalka.   

Widzę dwa wyjścia:

1. Odseparuj się Ty i mąż od JEJ dzieci EMOCJONALNIE. Ale czy dacie radę nie denerwować się jak one będą jej fochy robić, a ona biedna mama beðzie cierpieć z poczuciem winy, że dziecko ma focha?

2. Jeśli nie dacie rady się emocjoanlnie odseparować, to trzeba powiedzieć wprost "Chętnie z Tobą pójdę/pójdziemy do knajpy, ale jeśli to miałoby by być dla nas przyjemne, to nie dam rady zdzierżyć fochów twoich dzieci."


Wg mnie jeśli chcesz naprawdę moralnie działać, to musisz bardzo, bardzo dbać o to, aby przyjaciółka+dzieci na Was nie pasożytowały, a jednocześnie jej pomagać. To jest trudne, łatwo się pomylić.

Łatwe działanie jest takie że się od niej odetniesz, ale wtedy jej nie pomożesz tak jak byś mogła.

Kolejne złe rozwiązanie to poświęcanie się dla niej (tak jak Wy na wczasach).


Dzieci przyjaciółki są złe, ale to nie ich wina. Jeśli miałabyś ochotę cokolwiek w tym zakresie zdziałać czy pomóc, to musisz działać na matkę tych dzieci. To jedyna droga. Ale ona jest dorosła i jej nie wychowasz.

Te dzieci będą miały trudne życie. Jeśli założą rodizny, to ich dzieci będą miały trudne życie. Trudne życie zrobi silnych ludzi. Silni ludzie będą mieli dzieci. Te dzieci beðą miały łatwe życie. I koło się zamyka.

Nie dam rady mieć wpływu na ich matkę.Bo rozmowa o wychowaniu to temat tabu.Kiedy widzę,że sobie nie radzi i czasem wyrwie mi się coś ona wtedy mówi:wiesz,ja wiem co ma powiedzieć swojemu dziecku.Wie ale nie powie,ukarze ale za chwilę karę odwoła,powie,że jak nie zje tu obiadu to będzie do kolacji głodował a za godzinę idzie z nim do barku by kupić hamburgera.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

11 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2018-10-19 13:13:58)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
feniks35 napisał/a:

Sorry ale nie uscislilas wiec pomyslalam ze o to moglo chodzic. Rozumiem ze ten wyjazd byl trudny i ze dyplomacja was wiele kosztowala. Tez bym miala ochote potrzasnac takimi "dzieciaczkami" wink

I potrząsnęłabyś? Nawet w takiej sytuacji w jakiej one były? Przyznam,że tylko to mnie przed tym potrząśnięciem powstrzymywało.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

12 Ostatnio edytowany przez Gary (2018-10-19 13:43:50)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:
Gary napisał/a:

Znam to, znam. Takie są dzieci rozpuszczone dzisiaj.
Też by mnie szlag trafiał.

No patrzaj żesz! Też mam dziecko i jest normalne smile

Niektóre są dobrze wychowane, a niektóre nie. Twoje pewnie dobrze.
Dzieci przyjaciółki po prostu są rozpuszczone.



Gary napisał/a:

Pomyliłąś się w ocenie.
Dzieci takie sa bo matka je takimi zrobiła. Dla swojej wygody. Aby łatwo wychować.

Wcale nie uważam,że zrobiła to dla swojej wygody,Dla ich-owszem.Od zawsze na przykład był problem byśmy sobie przez telefon porozmawiały-bo dzieci coś ciągle chcą.Tak jest do tej pory-15 latek chce kolację to mamusia musi kończyć rozmowę.Biegnie z pracy na łeb na szyję by dzieciom obiad zrobić-bo dwójka nastolatków nie da rady zrobić.

To wszystko wina twojej przyjaciółki, ich matki. Ona będzie twierdzić, że robi to dla dobra dzieci, a tak naprawdę ich bardzo krzywdzi.
Ciekaw jestem jak historia potoczy się przez następne 20 lat.


Nie dam rady mieć wpływu na ich matkę.Bo rozmowa o wychowaniu to temat tabu.Kiedy widzę,że sobie nie radzi i czasem wyrwie mi się coś ona wtedy mówi:wiesz,ja wiem co ma powiedzieć swojemu dziecku.Wie ale nie powie,ukarze ale za chwilę karę odwoła,powie,że jak nie zje tu obiadu to będzie do kolacji głodował a za godzinę idzie z nim do barku by kupić hamburgera.

Tak ich wyniszcza przez całe życie.

Nic nie dasz rady zrobić. Pozostaje odseparować się emocjonalnie.


"Wstrząsanie" dziećmi nic nie da. Co najwyżej konflikt.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

13

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

No widzę że Wy to w ogóle jesteście naj naj.
Lepszy hotel byście wzięli, widzieliście już wszystko , możecie zorganizować czas, zawsze uczynni, pomocni, masz normalną córkę, tylko jakoś Wy się z ludźmi dogadać nie możecie.
I jakoś wszyscy was doją z emocji, z czasu i czego tam jeszcze.
Koleżanka powinna Was po stopach całować za tę pomoc okraszoną potem wyrzutami (oczywiście ukrytymi).

14 Ostatnio edytowany przez Gary (2018-10-19 15:17:59)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Też myślałem, że u gojki coś nie gra, bo jak można popaść w kłopoty w swoim małżeństwie z powodu wspólnego wyjazdu.
Z ostrożności zapytałem.

Przeczytałem co napisała i włosy na głowie dęba stają -- to jakaś patologia z tą matką i wcale się nie dziwię, że zepsuła wakacje:


gojka102 napisał/a:

dzieci w tym wieku ... fochy bo tyle trzeba jechać,bo nie ma internetu w restauracji,w której stanęliśmy na obiad,bo rodzeństwo się pokłóciło. ... Ona prosi dzieci by jej ładowarkę z auta przynieśli-nie ma chętnych.Syn kicha i smarka bez opamiętania-trzeba iść do auta po chusteczki.Mama jest zmęczona,syn siedzi i czeka aż ciocia pójdzie do swojego auta.Klapki pod prysznic dzieci mają w aucie-nikt po nie pójdzie więc można wziąć cioci.Podobnie.... Mąż wpadł do nas z winkiem,chwilę posiedzieliśmy a jej 17 latka do nas-idźcie stąd bo ja chcę spać! Moją 14 latka w życiu by się tak nie odezwała.Mamusia 17 latki-zero reakcji.... mamusia w domu wszystko za nich robi... fochy bo któreś w całym menu nie znajduje nic dla siebie do jedzenia....
przyjaciółka zakłopotana bo któreś z dzieci będzie przecież głodne i umrze niechybnie....
.... wpływu na ich matkę.Bo rozmowa o wychowaniu to temat tabu...... wyrwie mi się coś ona wtedy mówi:wiesz,ja wiem co ma powiedzieć swojemu dziecku. Wie ale nie powie,ukarze ale za chwilę karę odwoła,powie,że jak nie zje tu obiadu to będzie do kolacji głodował a za godzinę idzie z nim do barku by kupić hamburgera.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

15 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-10-19 15:41:59)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

I

gojka102 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Sorry ale nie uscislilas wiec pomyslalam ze o to moglo chodzic. Rozumiem ze ten wyjazd byl trudny i ze dyplomacja was wiele kosztowala. Tez bym miala ochote potrzasnac takimi "dzieciaczkami" wink

I potrząsnęłabyś? Nawet w takiej sytuacji w jakiej one były? Przyznam,że tylko to mnie przed tym potrząśnięciem powstrzymywało.

Pewnie nie potrzasnelabym przez wzglad na zalobe i psychiczna kondycje  kolezanki chociaz nie wiem czy takie cos by im sie nie przydalo. Nie w sensie doslownym oczywiscie ale powiedzenia im paru konkretnych zdan zeby w piety im poszlo. Tyle ze pewnie mialyby to gdzies a tylko kolezanka jak juz poczulaby sie zle z tym ze ma niewychowane dzieci/przyjaciolke ktora jej dzieci nie lubi.
Jedno co uwazam ze zrobilas zle to ze je wyreczalas w ich roznych obowiazkach. Jakie branie rzeczy cioci?? Macie swoje i prosze zebscie sobie po nie poszly do auta a jak nie to nie bedziecie miec i to jest wasz problem.
Przyjaciolka jest nieobiektywna i niemadrze wychowuje swoje dzieci ale Ty nie masz obowiazku jej w tym pomagac.

16

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Ally napisał/a:

No widzę że Wy to w ogóle jesteście naj naj.
Lepszy hotel byście wzięli, widzieliście już wszystko , możecie zorganizować czas, zawsze uczynni, pomocni, masz normalną córkę, tylko jakoś Wy się z ludźmi dogadać nie możecie.
I jakoś wszyscy was doją z emocji, z czasu i czego tam jeszcze.
Koleżanka powinna Was po stopach całować za tę pomoc okraszoną potem wyrzutami (oczywiście ukrytymi).

Wzięlibyśmy lepszy hotel bo nas to stać.Coś w tym dziwnego? Wiedzieliśmy,że moja przyjaciółka kasy tyle nie a chciała z nami jechać więc ja sama osobiście dwa dni szukałam hotelu,który by pasował.Napisałam coś takiego,że widzieliśmy wszystko? Czy może to,że osiem razy w tym kraju już byliśmy?
My się z ludźmi nie możemy dogadać? To,ciekawe bo moja przyjaciółka stwierdziła,że wakacje były świetne i dziękowała nam,że pojechaliśmy razem.
Tylko,że mi nie było tak świetnie.
Moja przyjaciółka też jest pomocna i uczynna.To jednak nie jest kwestią problemu.Kwestią jest akurat ten wyjazd a nie to jaka ona jest a jaka ja jestem.
Nie wiem co koleżanka-a właściwie przyjaciółka powinna.
Ale Ty oczywiście jesteś przekonana,że jestem wredna,chwalę się kasą ubolewam,że muszę się zadawać z ludźmi nieodpowiednio sytuowanymi smile
Jak Ci będzie lepiej w życiu jak poziejesz troszkę jadem-nie ma sprawy.
Myślę,że jeśli w realu tak traktujesz ludzi to Ty masz problem nie-ja smile

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

17 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2018-10-19 16:02:54)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
feniks35 napisał/a:

I

gojka102 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

Sorry ale nie uscislilas wiec pomyslalam ze o to moglo chodzic. Rozumiem ze ten wyjazd byl trudny i ze dyplomacja was wiele kosztowala. Tez bym miala ochote potrzasnac takimi "dzieciaczkami" wink

I potrząsnęłabyś? Nawet w takiej sytuacji w jakiej one były? Przyznam,że tylko to mnie przed tym potrząśnięciem powstrzymywało.

Pewnie nie potrzasnelabym przez wzglad na zalobe i psychiczna kondycje  kolezanki chociaz nie wiem czy takie cos by im sie nie przydalo. Nie w sensie doslownym oczywiscie ale powiedzenia im paru konkretnych zdan zeby w piety im poszlo. Tyle ze pewnie mialyby to gdzies a tylko kolezanka jak juz poczulaby sie zle z tym ze ma niewychowane dzieci/przyjaciolke ktora jej dzieci nie lubi.
Jedno co uwazam ze zrobilas zle to ze je wyreczalas w ich roznych obowiazkach. Jakie branie rzeczy cioci?? Macie swoje i prosze zebscie sobie po nie poszly do auta a jak nie to nie bedziecie miec i to jest wasz problem.
Przyjaciolka jest nieobiektywna i niemadrze wychowuje swoje dzieci ale Ty nie masz obowiazku jej w tym pomagac.

Feniks-miękka jestem jak kocyk niemowlaka w tych kwestiach smile
Przyjaciółka coś tam mi o depresji swej córki mówiła a ze ja lekarzem nie jestem to nie wiem,być może dziewuszka ma depresję.Choć mój mąż mówił,że depresja depresją ale ta dziewczyna odkąd pamiętamy wiecznie się na wszystkich darła-no może prócz mnie.Ale parę "miłych" tekstów dostało mi się od niej na tym wyjeździe.Pamiętam sytuację gdy już wyjeżdżamy z hotelu,ja wsiadam idę do auta a tam woła mnie moja przyjaciółka,która w aucie już dziećmi siedzi.I prosi mnie bym odniosła klucz na recepcję.Klucz daje mi jej córka.Ja naprawdę nie chciałam awantury ale się we mnie zagotowało.Myślę,że okres karencji się raczej skończył i dzieciaczki będą już normalnie traktowane.
Ja nie planuję pomagać przyjaciółce w wychowywaniu dzieci i wtrąciłam się może ze dwa razy w życiu-raz gdy jej syn może wtedy z pięcioletni zrzucił moją córkę-czteroletnią ze zjeżdżalni a potem kiedy  ją wzięłam na ręce płaczącą biegł za mną i próbował mnie kopać.Drugi raz gdy wyzywał mnie i swoja mamę od idiotek  i ostatnio na tym wyjeździe gdy nie było chętnych by mamie przynieść tabletkę.Ja się nie wtrącam bo wiem,że to nic nie da-ona się obrazi i tak to się skończy.Temat wychowania dzieci to tabu w naszych relacjach smile
To jak się dzieci zachowują w stosunku do mamy nie jest moją sprawą

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

18

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:
feniks35 napisał/a:

I

gojka102 napisał/a:

I potrząsnęłabyś? Nawet w takiej sytuacji w jakiej one były? Przyznam,że tylko to mnie przed tym potrząśnięciem powstrzymywało.

Pewnie nie potrzasnelabym przez wzglad na zalobe i psychiczna kondycje  kolezanki chociaz nie wiem czy takie cos by im sie nie przydalo. Nie w sensie doslownym oczywiscie ale powiedzenia im paru konkretnych zdan zeby w piety im poszlo. Tyle ze pewnie mialyby to gdzies a tylko kolezanka jak juz poczulaby sie zle z tym ze ma niewychowane dzieci/przyjaciolke ktora jej dzieci nie lubi.
Jedno co uwazam ze zrobilas zle to ze je wyreczalas w ich roznych obowiazkach. Jakie branie rzeczy cioci?? Macie swoje i prosze zebscie sobie po nie poszly do auta a jak nie to nie bedziecie miec i to jest wasz problem.
Przyjaciolka jest nieobiektywna i niemadrze wychowuje swoje dzieci ale Ty nie masz obowiazku jej w tym pomagac.

Feniks-miękka jestem jak kocyk niemowlaka w tych kwestiach smile
Przyjaciółka coś tam mi o depresji swej córki mówiła a ze ja lekarzem nie jestem to nie wiem,być może dziewuszka ma depresję.Choć mój mąż mówił,że depresja depresją ale ta dziewczyna odkąd pamiętamy wiecznie się na wszystkich darła-no może prócz mnie.Ale parę "miłych" tekstów dostało mi się od niej na tym wyjeździe.Pamiętam sytuację gdy już wyjeżdżamy z hotelu,ja wsiadam idę do auta a tam woła mnie moja przyjaciółka,która w aucie już dziećmi siedzi.I prosi mnie bym odniosła klucz na recepcję.Klucz daje mi jej córka.Ja naprawdę nie chciałam awantury ale się we mnie zagotowało.Myślę,że okres karencji się raczej skończył i dzieciaczki będą już normalnie traktowane.
Ja nie planuję pomagać przyjaciółce w wychowywaniu dzieci i wtrąciłam się może ze dwa razy w życiu-raz gdy jej syn może wtedy z pięcioletni zrzucił moją córką-czteroletnią ze zjeżdżalni a potem kiedy  ją wzięłam na ręce płaczącą biegł za mną i próbował mnie kopać.Drugi raz gdy wyzywał mnie i swoja mamę od idiotek  i ostatnio na tym wyjeździe gdy nie było chętnych by mamie przynieść tabletkę.Ja się wtrącam bo wiem,że to nic nie da-ona się obrazi i tak to się skończy.Temat wychowania dzieci to tabu w naszych relacjach smile
To jak się dzieci zachowują w stosunku do mamy nie jest moją sprawą

Piszac o braku obowiazku nie mam na mysli doslownego  wychowywania dzieci kolezanki tylko utwierdzania ich w przekonaniu ze tak jest ok poprzez ich wyreczanie podobnie jak to robi mama. Jej moga nawet na glowe narobic i przyklepac jesli jej to pasi i w sumie Tobie nic do tego ale na to by Ciebie traktowaly jak sluzaca nie musisz sie godzic. W sytuacji z kluczem powiedzialabym z czarujacym usmiechem "nic nie stoi na przeszkodzie (imie corki psiapsi) bys sama odniosla Wasz klucz do recepcji. Chyba trafisz?

19

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

20 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-10-19 16:15:19)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Rajmunda napisał/a:

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

A kto pisze ze Gojka ma sie ladowac komus pod ogon?? Bo wiekszosc zdaje sie pisze dokladnie odwrotnie.

21

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:

Pamiętam sytuację gdy już wyjeżdżamy z hotelu,ja wsiadam idę do auta a tam woła mnie moja przyjaciółka,która w aucie już dziećmi siedzi.I prosi mnie bym odniosła klucz na recepcję.Klucz daje mi jej córka.Ja naprawdę nie chciałam awantury ale się we mnie zagotowało....
... jej syn może wtedy z pięcioletni zrzucił moją córkę-czteroletnią ze zjeżdżalni a potem kiedy  ją wzięłam na ręce płaczącą biegł za mną i próbował mnie kopać. Drugi raz gdy wyzywał mnie i swoja mamę od idiotek  i ostatnio na tym wyjeździe gdy nie było chętnych by mamie przynieść tabletkę.

Ręce opadają... nadaje się to film. To chyba nawet gorsze niż w filmach "Kochanie zabijamy dzieciaki".



Ja się nie wtrącam bo wiem,że to nic nie da-ona się obrazi i tak to się skończy.Temat wychowania dzieci to tabu w naszych relacjach smile

Wcale się nie dziwię, że tabu.

Chyba nic już ich nie uratuje.

A gdyby opieka społeczna wkroczyła w wychowanie to by wszystkich skrzywdzili.

Mniejszą zdradą jest chwila seksu z nieznajomym niż wiele lat życia razem bez miłości. Życie bywa kolorowe, ale w większości jest szare i właśnie w tych odcieniach szarości powinnaś odnajdować szczęście. "Chciałabym to znowu poczuć... to antidotum na śmierć duchową, znowu czuć że żyję...".

22

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
feniks35 napisał/a:
Rajmunda napisał/a:

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

A kto pisze ze Gojka ma sie ladowac komus pod ogon?? Bo wiekszosc zdaje sie pisze dokladnie odwrotnie.

Ale że mam się tłumaczyć? To do Gojki post był.

23

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Rajmunda napisał/a:

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

Nie,to nie jest problem,że mamy inne poglądy.Tylko widzisz,ja obserwuję to już od jakiegoś czasu,że nam ze sobą nie po drodze...Nie chcę jednak skreślać tak definitywnie tej przyjaźni.Moja przyjaciółka zawsze mówi,że byliśmy blisko w różnych ,trudnych dla niej chwilach,docenia to,ze się przyjaźnimy.Pamiętam jak opowiadała,że jej mąż przed śmiercią z nią rozmawiał i tłumaczył by nie bała i wstydziła się prosić o pomoc i że my na pewno jej we wszystkim pomożemy.Wiesz,nie sądzę by grała na uczuciach-jest moją przyjaciółką przecież i my z mężem czujemy,że nie możemy zawieść oczekiwań jej męża...I tu nie chodzi,że uszy po sobie...Chodzi raczej o to,że nie czas i nie miejsce na wygarnianie co mnie wkurza.
Ratunek w tym,że jej dzieci są coraz starsze,mają swoje sprawy,może nie bedą chciały do nas przyjeżdżać? Może ona sama będzie nas odwiedzać?
Z tą kartką-och jak Ty masz rację ! Zważywszy,że mąż zaproponował swojemu przyjacielowi by wraz z żoną pojechali z nami zimą do Włoch.
Ja do ludzi nic nie mam-są porządku.Z tym przyjacielem to nawet z jakieś 20 lat temu jeździliśmy na narty,razem we trójkę mieszkaliśmy i nie było źle.Więc człowieka znam.Ale kto wie co wyjdzie jak pojedziemy we czwórkę? Zwłaszcza,ze jego żona nie jeździ nartach. Może będzie wkurzona i klimat się zwarzy? Muszę o tym z mężem pogadać-zwłaszcza mając w pamięci nasz wakacyjny wyjazd.
Co do mojej przyjaciółki-mamy wciąż wiele wspólnego.Lubimy tę samą muzykę,literaturę,na te same filmy chodzimy.Pamiętam jak po wspólnych sylwestrach słuchaliśmy w południe koncertu noworocznego filharmoników wiedeńskich i ile razy marzyliśmy sobie,że wylosujemy te bilety i pojedziemy tam razem.Ech...ale to już nierealne...

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

24

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Gary napisał/a:
gojka102 napisał/a:

Pamiętam sytuację gdy już wyjeżdżamy z hotelu,ja wsiadam idę do auta a tam woła mnie moja przyjaciółka,która w aucie już dziećmi siedzi.I prosi mnie bym odniosła klucz na recepcję.Klucz daje mi jej córka.Ja naprawdę nie chciałam awantury ale się we mnie zagotowało....
... jej syn może wtedy z pięcioletni zrzucił moją córkę-czteroletnią ze zjeżdżalni a potem kiedy  ją wzięłam na ręce płaczącą biegł za mną i próbował mnie kopać. Drugi raz gdy wyzywał mnie i swoja mamę od idiotek  i ostatnio na tym wyjeździe gdy nie było chętnych by mamie przynieść tabletkę.

Ręce opadają... nadaje się to film. To chyba nawet gorsze niż w filmach "Kochanie zabijamy dzieciaki".



Ja się nie wtrącam bo wiem,że to nic nie da-ona się obrazi i tak to się skończy.Temat wychowania dzieci to tabu w naszych relacjach smile

Wcale się nie dziwię, że tabu.

Chyba nic już ich nie uratuje.

A gdyby opieka społeczna wkroczyła w wychowanie to by wszystkich skrzywdzili.

Ale co opieka społeczna zrobi w kwestii,ze mama rozpuszcza swoje dzieci?
Rodzina bardzo religijna,dzieci są w jakichś katolickich wspólnotach,chodzą co niedzielę na mszę.Z zewnątrz postrzegane jako mądre,dojrzałe,samodzielne,oczytane.Jak posiedzisz z nimi w domu pół dnia to wychodzi... co innego...

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

25

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:
Rajmunda napisał/a:

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

Nie,to nie jest problem,że mamy inne poglądy.Tylko widzisz,ja obserwuję to już od jakiegoś czasu,że nam ze sobą nie po drodze...Nie chcę jednak skreślać tak definitywnie tej przyjaźni.Moja przyjaciółka zawsze mówi,że byliśmy blisko w różnych ,trudnych dla niej chwilach,docenia to,ze się przyjaźnimy.Pamiętam jak opowiadała,że jej mąż przed śmiercią z nią rozmawiał i tłumaczył by nie bała i wstydziła się prosić o pomoc i że my na pewno jej we wszystkim pomożemy.Wiesz,nie sądzę by grała na uczuciach-jest moją przyjaciółką przecież i my z mężem czujemy,że nie możemy zawieść oczekiwań jej męża...I tu nie chodzi,że uszy po sobie...Chodzi raczej o to,że nie czas i nie miejsce na wygarnianie co mnie wkurza.
Ratunek w tym,że jej dzieci są coraz starsze,mają swoje sprawy,może nie bedą chciały do nas przyjeżdżać? Może ona sama będzie nas odwiedzać?
Z tą kartką-och jak Ty masz rację ! Zważywszy,że mąż zaproponował swojemu przyjacielowi by wraz z żoną pojechali z nami zimą do Włoch.
Ja do ludzi nic nie mam-są porządku.Z tym przyjacielem to nawet z jakieś 20 lat temu jeździliśmy na narty,razem we trójkę mieszkaliśmy i nie było źle.Więc człowieka znam.Ale kto wie co wyjdzie jak pojedziemy we czwórkę? Zwłaszcza,ze jego żona nie jeździ nartach. Może będzie wkurzona i klimat się zwarzy? Muszę o tym z mężem pogadać-zwłaszcza mając w pamięci nasz wakacyjny wyjazd.
Co do mojej przyjaciółki-mamy wciąż wiele wspólnego.Lubimy tę samą muzykę,literaturę,na te same filmy chodzimy.Pamiętam jak po wspólnych sylwestrach słuchaliśmy w południe koncertu noworocznego filharmoników wiedeńskich i ile razy marzyliśmy sobie,że wylosujemy te bilety i pojedziemy tam razem.Ech...ale to już nierealne...

Ha! Super, że kartka Ci się podoba. Ja zawsze metodę kartki stosuję. Bo ludzi nie da się zmienić. Mało tego, ja nie chciałabym żeby mnie ktoś zmieniał - więc nie w porządku by było gdybym ja próbowała zmieniać jego/ ją.

Inną sprawą jest wychowanie dzieci - dla wielu rodziców, matek chyba szczególnie ( bo one są najczęściej odpowiedzialne "w większej połowie" i dlatego czują się rozliczane/atakowane ) to bardzo wrażliwy, a wręcz intymny temat. Dam sobie rękę uciąć, że koleżanka świetnie zdaje sobie sprawę z faktu że ma niewychowane dzieci. Dlatego pewnie tak bardzo chce żeby Wasze pociechy wspólnie spędzały czas - może jej niewychowane wychowają się przy Tobie rykoszetem. A ona..... nie będzie musiała. I na zawsze pozostanie zgadzającą-się-na-wszystko-matką-cierpiętnicą. Taka popularna manipulacja. Jak jej tym walniesz (nawet delikatnie) między oczy, to będziesz miała przyjaciółkę-wroga. Mało tego, zostaniesz oprawcą wdowy i półsierot.

Teraz jeszcze coś innego. Czy mając wiedzę jaką masz, będziesz potrafiła się z nią przyjaźnić tak jakbyś chciała. Czy jej toksyczna  i wieszcząca dobrą nowinę osobowość ma wpływ na te aspekty przyjaźni które chcesz celebrować. Mało tego, czy pomagając jej, często (nie zawsze oczywiście, bo przecież jesteś porządnym człowiekiem), nie czujesz się wykorzystywana i wpuszczana celowo w maliny. A na to jeszcze wkurzony Gojkowy mąż. No i przychówek, który dając dobry przykład obserwuje jak złe zachowanie uchodzi płazem albo jest nagradzane.

Przekichane. W dowolnym wypadku - ściskam Cię wirtualnie.

26

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Rajmunda napisał/a:
feniks35 napisał/a:
Rajmunda napisał/a:

A czy to naprawdę jest problem, że wyznaje się takie a nie inne zasady i ludzie się nie zgadzają? Gdzie jest napisane, że Gojka ma się znajomym pod ogony ładować i absolutnie się nie wkurzać na coś co ją wkurza? Uszy po sobie i "lubta mie lubta"?

Weź se Gojka kartkę i napisz: ZA i PRZECIW wspólnym wypadom. Co one dają Tobie i Twojej rodzinie, co zabierają Tobie i Twojej rodzinie. Na rodzinę koleżanki nie patrz. Na SWOJĄ rodzinę patrz.

I tak jak Garego czytam i w duchu się z jego podejściem do małżeństwa nie zgadzam, tak muszę przyznać, że jego wypowiedzi tutaj to jakby moje były. Co tylko potwierdza, że można się z kimś w jednym temacie zgadzać (studenckie przyjaźnie i inne pierdoły) a w innych mieć zdanie totalnie inne (wychowanie dzieci, spędzanie czasu, etc).

NIC Gojka nie musisz. Albo chcesz i robisz albo nie chcesz i nie robisz. Sprawa Twoja i Twojej rodziny. Podejmujesz decyzję, masz dane - ponosisz konsekwencje i ponosi je Twoja rodzina.

A kto pisze ze Gojka ma sie ladowac komus pod ogon?? Bo wiekszosc zdaje sie pisze dokladnie odwrotnie.

Ale że mam się tłumaczyć? To do Gojki post był.

Zadalam Ci poprostu pytanie. Nie chcesz nie musisz przeciez odpowiadac. Zdziwil mnie zwyczajnie wydzwiek posta sugerujacy ze inny twierdza iz Gojka cos musi.

27

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Gojko, po przeczytaniu pierwszego postu obawiam się, że tej przyjaźni już nie ma...
Bo prawdziwa przyjaźń polega między innymi na tym, że się akceptuje wady drugiej strony, na trudne tematy można rozmawiać bez zahamowań i mimo różnic, dalej chce się spędzać czas razem.
U Was tego nie ma. Przykre.

Nie wiem, czy to z Wami jest coś nie tak, czy z koleżanką. Ale przyjaźni nie ma i już nie będzie.

28

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Przyznam, że nie doczytałam wszystkich wypowiedzi do końca, ale na tyle co przeczytałam, to dziwię się dlaczego Ty masz problem?. Chciałaś być w porządku, pomóc przyjaciółce ale ...nie wyszło , no i trudno, miałaś dobre intencje. Problem powstał na pewno nie z Twojej winy. Kto by tolerował takie zachowanie - tym bardziej na wakacjach ! Jakiś koszmar. No ale niestety, dzieci jak mają  naście lat  potrafią strzelić irytującego focha i okropnie się zachowywać. .  Dlatego musisz to zrozumieć i odpuścić sobie trochę, bo nastolatki tak mają. Nie ma co obrażać się na przyjaciółkę, bo nie jej to wina. Nie wiesz co za 2 lub 3 lata "odmaluje" Ci Twoja córka - czego oczywiście nie życzę. Wyluzuj trochę, nie wiem skąd ten kryzys małżeński.

29

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:

Nie,to nie jest problem,że mamy inne poglądy.Tylko widzisz,ja obserwuję to już od jakiegoś czasu,że nam ze sobą nie po drodze...Nie chcę jednak skreślać tak definitywnie tej przyjaźni.Moja przyjaciółka zawsze mówi,że byliśmy blisko w różnych ,trudnych dla niej chwilach,docenia to,ze się przyjaźnimy.Pamiętam jak opowiadała,że jej mąż przed śmiercią z nią rozmawiał i tłumaczył by nie bała i wstydziła się prosić o pomoc i że my na pewno jej we wszystkim pomożemy.Wiesz,nie sądzę by grała na uczuciach-jest moją przyjaciółką przecież i my z mężem czujemy,że nie możemy zawieść oczekiwań jej męża...I tu nie chodzi,że uszy po sobie...Chodzi raczej o to,że nie czas i nie miejsce na wygarnianie co mnie wkurza.
Ratunek w tym,że jej dzieci są coraz starsze,mają swoje sprawy,może nie bedą chciały do nas przyjeżdżać? Może ona sama będzie nas odwiedzać?
Z tą kartką-och jak Ty masz rację ! Zważywszy,że mąż zaproponował swojemu przyjacielowi by wraz z żoną pojechali z nami zimą do Włoch.
Ja do ludzi nic nie mam-są porządku.Z tym przyjacielem to nawet z jakieś 20 lat temu jeździliśmy na narty,razem we trójkę mieszkaliśmy i nie było źle.Więc człowieka znam.Ale kto wie co wyjdzie jak pojedziemy we czwórkę? Zwłaszcza,ze jego żona nie jeździ nartach. Może będzie wkurzona i klimat się zwarzy? Muszę o tym z mężem pogadać-zwłaszcza mając w pamięci nasz wakacyjny wyjazd.
Co do mojej przyjaciółki-mamy wciąż wiele wspólnego.Lubimy tę samą muzykę,literaturę,na te same filmy chodzimy.Pamiętam jak po wspólnych sylwestrach słuchaliśmy w południe koncertu noworocznego filharmoników wiedeńskich i ile razy marzyliśmy sobie,że wylosujemy te bilety i pojedziemy tam razem.Ech...ale to już nierealne...

Gojka, moim zdaniem dobrze byłoby rozdzielić zwykłe spotkania od wakacyjnych wyjazdów i żebyś ustaliła sobie pewne reguły kontaktów z przyjaciółką, a potem je konsekwentnie realizowała.
Jeżeli lubiłyście obie wspólne wyjścia np. do teatru, na koncerty czy na kawę, to może na tym należy poprzestać. Zostawić tylko takie formy spotkań, które się sprawdziły i sprawiały Wam przyjemność. Spróbowałyście wyjazdu i nie wyszło z tego nic dobrego, więc może tę formę spędzania wspólnego czasu lepiej sobie odpuścić.
To nie jest tak, że tylko Wam się nie udało. Myślę, że to dość częsty przypadek, że krótkie spotkania są OK, ale dłuższe wspólne przebywanie rodzi konflikty.
Nie widzę też nic dziwnego w tym, że kłóciłaś się o to z mężem. Nie każdy jest odporny na wysokie napięcie i czasem po prostu ludzi ponoszą nerwy. Myślę, że Wasza rodzina (bo Twojej córce na pewno też nie było przyjemnie) znalazła się w trudnym położeniu, ale teraz kiedy emocje opadły, należy znaleźć dobre rozwiązanie.

Ja bym się zastanowiła dobrze nad kolejnym wspólnym wyjazdem ze znajomymi. Zadałabym sobie pytanie czy ja chcę pojechać i wypocząć psychicznie oraz nacieszyć się rodziną czy kolejny raz spędzić kilka dni w mało komfortowych (emocjonalnie) warunkach. Może zanim nie poukładacie sobie z mężem na spokojnie spraw między sobą i między przyjaciółką lepiej kolejny wyjazd spędzić we troje.

Jeśli chodzi o dzieci Twojej przyjaciółki to moja rada jest taka - zostaw ten temat. Żadne Twoje uwagi nie naprawią tego, co było psute przez kilkanaście lat. Życie ich nauczy, tak jak każdego uczy. No i w przyszłości lepiej nie brać udziału w tym psuciu, czyli nie ulegać ich fanaberiom w stylu - pożycz mi klapki bo mi się nie chce iść po swoje. Zresztą jak słusznie zauważyłaś te nastolatki wkrótce już będą miały swoje życie, a więc ich kontakty z Wami ulegną ograniczeniu w sposób naturalny.

Życzę spokojnych i owocnych przemyśleń smile

Któż jak Bóg!

30

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
Rajmunda napisał/a:

Ha! Super, że kartka Ci się podoba. Ja zawsze metodę kartki stosuję. Bo ludzi nie da się zmienić. Mało tego, ja nie chciałabym żeby mnie ktoś zmieniał - więc nie w porządku by było gdybym ja próbowała zmieniać jego/ ją.

Teraz jeszcze coś innego. Czy mając wiedzę jaką masz, będziesz potrafiła się z nią przyjaźnić tak jakbyś chciała. Czy jej toksyczna  i wieszcząca dobrą nowinę osobowość ma wpływ na te aspekty przyjaźni które chcesz celebrować. Mało tego, czy pomagając jej, często (nie zawsze oczywiście, bo przecież jesteś porządnym człowiekiem), nie czujesz się wykorzystywana i wpuszczana celowo w maliny. A na to jeszcze wkurzony Gojkowy mąż. No i przychówek, który dając dobry przykład obserwuje jak złe zachowanie uchodzi płazem albo jest nagradzane.

Przekichane. W dowolnym wypadku - ściskam Cię wirtualnie.

Nie,nie czuję się wpuszczana w maliny pomagając jej.Raczej nie nadużywa swojego wpływu na mnie.Może raz była taka sytuacja,że poprosiła mego męża o ścięcie drzew w ogrodzie jej mamy.Ale jej syn pomagał drzewo układać i generalnie mój mąż się nie skarżył.Mąż był wkurzony-jak potem gadaliśmy-bo liczył,że będzie inaczej.Ze oni będą przeszczęśliwi,że wyjechali,że będą ciekawi nowych miejsc i że będą to wakacje ich zycia smile A tu zonk-chłopak mówił,że on woli wakacje nad polskim morzem bo mu tu za ciepło,dziewczyna generalnie nieszczęśliwa bo oderwana od koleżanek.Pamiętam nawet jak mąż mnie spytał:to czego oni po tym wyjeździe oczekiwali,że nic im się nie podobało? W sensie-dzieciom. Hmmm
ja spytałabym:czego Ty się po nich spodziewałeś,skoro znamy ich nie od dziś?
Jeśli o naszą córkę chodzi-ona widzi jak się dzieci do matki odzywają i ma świadomość,że u nas to nie przejdzie po prostu.I tego się trzyma smile

Cyngli napisał/a:

Gojko, po przeczytaniu pierwszego postu obawiam się, że tej przyjaźni już nie ma...
Bo prawdziwa przyjaźń polega między innymi na tym, że się akceptuje wady drugiej strony, na trudne tematy można rozmawiać bez zahamowań i mimo różnic, dalej chce się spędzać czas razem.
U Was tego nie ma. Przykre.

Nie wiem, czy to z Wami jest coś nie tak, czy z koleżanką. Ale przyjaźni nie ma i już nie będzie.

Liczę jednak,że może to jakiś inny etap.Nigdy nie wyobrażałam sobie tak idealnej przyjaźni o jakiej piszesz i nigdy takiej nie oczekiwałam.
Ja akceptuję jej wady i dlatego pewnie nie dąże do rozmowy na tematy,które ją denerwują.Trudno,akceptuję to,że jest mało tolerancyjna w kwestii religii na przykład a w kwestii zachowania jej dzieci-wyjątkowo bardzo tolerancyjna.

justa_pl napisał/a:

Przyznam, że nie doczytałam wszystkich wypowiedzi do końca, ale na tyle co przeczytałam, to dziwię się dlaczego Ty masz problem?. Chciałaś być w porządku, pomóc przyjaciółce ale ...nie wyszło , no i trudno, miałaś dobre intencje. Problem powstał na pewno nie z Twojej winy. Kto by tolerował takie zachowanie - tym bardziej na wakacjach ! Jakiś koszmar. No ale niestety, dzieci jak mają  naście lat  potrafią strzelić irytującego focha i okropnie się zachowywać. .  Dlatego musisz to zrozumieć i odpuścić sobie trochę, bo nastolatki tak mają. Nie ma co obrażać się na przyjaciółkę, bo nie jej to wina. Nie wiesz co za 2 lub 3 lata "odmaluje" Ci Twoja córka - czego oczywiście nie życzę. Wyluzuj trochę, nie wiem skąd ten kryzys małżeński.

Ja się na przyjaciółke nie obrażam-nigdzie tak nie stwierdziłam.Ja po prostu ze względu na jej dzieci jakoś tak średnio mam ochotę na kontakt.
Ja wiem jedno-gdyby moja córka odwalała takie numery to na pewno nie przechodziłabym nad tym do porządku.Ja po prostu bym córki nie zabierała nigdzie bo nie chciałabym by swoim niewyparzonym językiem albo zachowaniem sprawiła komuś przykrość-zwłaszcza na wakacjach.
Moja córka to rozumie i sądzę,że z wiekiem będzie raczej więcej rozumieć niż mniej smile
Kryzys już pisałam skąd.Mąż nie mógł zdzierżyć takich zachowań ale z tyłu głowy miał wizję,że dzieci straciły ojca.Jednak codziennie działo się coś mega wkurzającego.Ponosiły go emocje,mnie także.

Lilka787 napisał/a:

Gojka, moim zdaniem dobrze byłoby rozdzielić zwykłe spotkania od wakacyjnych wyjazdów i żebyś ustaliła sobie pewne reguły kontaktów z przyjaciółką, a potem je konsekwentnie realizowała.
Jeżeli lubiłyście obie wspólne wyjścia np. do teatru, na koncerty czy na kawę, to może na tym należy poprzestać. Zostawić tylko takie formy spotkań, które się sprawdziły i sprawiały Wam przyjemność. Spróbowałyście wyjazdu i nie wyszło z tego nic dobrego, więc może tę formę spędzania wspólnego czasu lepiej sobie odpuścić.
To nie jest tak, że tylko Wam się nie udało. Myślę, że to dość częsty przypadek, że krótkie spotkania są OK, ale dłuższe wspólne przebywanie rodzi konflikty.
Nie widzę też nic dziwnego w tym, że kłóciłaś się o to z mężem. Nie każdy jest odporny na wysokie napięcie i czasem po prostu ludzi ponoszą nerwy. Myślę, że Wasza rodzina (bo Twojej córce na pewno też nie było przyjemnie) znalazła się w trudnym położeniu, ale teraz kiedy emocje opadły, należy znaleźć dobre rozwiązanie.

Ja bym się zastanowiła dobrze nad kolejnym wspólnym wyjazdem ze znajomymi. Zadałabym sobie pytanie czy ja chcę pojechać i wypocząć psychicznie oraz nacieszyć się rodziną czy kolejny raz spędzić kilka dni w mało komfortowych (emocjonalnie) warunkach. Może zanim nie poukładacie sobie z mężem na spokojnie spraw między sobą i między przyjaciółką lepiej kolejny wyjazd spędzić we troje.

Jeśli chodzi o dzieci Twojej przyjaciółki to moja rada jest taka - zostaw ten temat. Żadne Twoje uwagi nie naprawią tego, co było psute przez kilkanaście lat. Życie ich nauczy, tak jak każdego uczy. No i w przyszłości lepiej nie brać udziału w tym psuciu, czyli nie ulegać ich fanaberiom w stylu - pożycz mi klapki bo mi się nie chce iść po swoje. Zresztą jak słusznie zauważyłaś te nastolatki wkrótce już będą miały swoje życie, a więc ich kontakty z Wami ulegną ograniczeniu w sposób naturalny.

Życzę spokojnych i owocnych przemyśleń

Tak postanowiłam,że raczej już razem nie wyjedziemy.No chyba,że bez dzieci.Moja córka tez była pokrzywdzona wyjazdem.Powiedziała nawet coś takiego,że ten wyjazd zamiast nas zbliżyć (znaczy nasze rodziny) to nas bardzo oddalił. Ona właściwie nawet nie bardzo chciała jechać z nimi na wakacje.Oni są od niej starsi,traktują ją z góry bo mieszkają w większym mieście i za każdym razem gdy są u nas nie omieszkają na spacerze z psem (na który wypycha ich mama a moja córka twierdzi,że ona sama by wolała pójść) stwierdzić,że tu straszna wiocha.
Dzieci,które nigdzie nie były i nic nie widziały.To prawda,że podróże kształcą-moje dziecko nigdy nie komentowało czyjegoś pochodzenia,miejsca zamieszkania.I gdybym się dowiedziała,że kiedykolwiek tak skomentowała-spaliłabym się ze wstydu.

Tylko czasem wśród mroku,straszy i krąży wokół zamyślony marabut, w lepkich błotach błądzący ptak
Lecz dzień lęki wymiecie,wiec spokojnie możecie drzwiami trzasnąć i zasnąć gdy "dobranoc" powiemy wam

31

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Nie uważam, żebyś akceptowała jej wady.

32

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje
gojka102 napisał/a:

Mąż był wkurzony-jak potem gadaliśmy-bo liczył,że będzie inaczej.Ze oni będą przeszczęśliwi,że wyjechali,że będą ciekawi nowych miejsc i że będą to wakacje ich zycia smile A tu zonk-chłopak mówił,że on woli wakacje nad polskim morzem bo mu tu za ciepło,dziewczyna generalnie nieszczęśliwa bo oderwana od koleżanek.Pamiętam nawet jak mąż mnie spytał:to czego oni po tym wyjeździe oczekiwali,że nic im się nie podobało? W sensie-dzieciom. Hmmm

Jeśli wyjazd miał nie Was, nie przyjaciółkę, ale dzieci uszczęśliwić (takie można odnieść wrażenie na podstawie powyższych słów), to trzeba je było przedtem zapytać jak go sobie wyobrażają. Teraz niestety wygląda to tak, jakby były uszczęśliwiane na siłę. Twój mąż wyraźnie popełnił kardynalny błąd zakładając, że jego wyobrażenie 'wakacji życia' pokrywa się z wyobrażeniem tych dwojga nastolatków.

Pomijając jednak tę kwestię, to masz trudny orzech do zgryzienia. Ja na Twoim miejscu oczywiście nadal służyłabym przyjaciółce emocjonalnym wsparciem, ale w temacie przyszłych wyjazdów uważam, że na pewno nic wbrew sobie i nic na siłę, bo to wcześniej czy później, ale i tak w końcu odbije się na Waszej wzajemnej relacji.

Teraz to rzeczywiście nie jest dobry moment, jednak za jakiś czas warto porozmawiać na temat Waszych minionych wakacji, bo wydaje mi się, że udawanie, że wszystko było w porządku, w dłuższej perspektywie może okazać się strzeleniem sobie w kolano. Sama wspomniałaś, że przyjaciółka była zadowolona, a skoro tak, to być może nawet do głowy jej nie przyszło, że Wasze odczucia są inne, tym samym może być bardzo zdziwiona odmową, kiedy zasugeruje powtórkę za rok. Zresztą już macie tego namiastkę. Z kolei robienie uników czy wykręcanie się może się sprawdzić na chwilę, o ile w ogóle, a potem sytuacja zacznie robić się coraz bardziej kłopotliwa i niezręczna. Warto więc, aby miała świadomość, że w towarzystwie jej dzieci nikt z Was nie czuje się komfortowo. Możesz nawet wprost zaznaczyć, że dzieci, przynajmniej z tego co zauważyłaś, też nie były specjalnie zadowolone, dlatego zdrowiej dla wszystkich będzie sobie takich 'atrakcji' w przyszłości oszczędzać, a przyjaźń pielęgnować w inny sposób.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)
[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu wink]

33 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2018-10-24 08:22:01)

Odp: Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Szczerze mówiąc, to wakacje z 16, 17 latkami to proszenie się o kłopoty. One żyją już w zupełnie innym świecie, inne zainteresowania, inne priorytety. W tym wieku zwiedzanie, zabytki są na trzecim planie.....wieje nudą.
To potem nie dziwota, że fochy stroją. Jeszcze jakby z większą grupą rówieśników.....ale ze starymi?

Ja w tym wieku już sobie sam organizowałem wakacje. Oczywiście za wiedzą i przyzwoleniem rodziców.....ale sam.
Z rodziną to już jedynie krótkie wypady.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Wakacyjny wyjazd z przyjaciółką i jego konsekwencje

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021