Witajcie, jestem tu nowa :-)
Znalazłam się tutaj ponieważ przechodzę ciężki okres w swoim życiu.
Może na początek kilka słów o mnie jestem 34 letnią rozwódką (od 2 lat) mam synka w wieku 7 lat.
W minionym tygodniu zakończył się mój 8 miesięczny "związek" z 40letnim mężczyzną, też rozwodnikiem z dwójką dzieci.
Znajomość ta co prawda nigdy nie dawała mi pełnej radości, były wątpliwości, brak zaufania, czasem oszukiwałam samą siebie że będzie dobrze. On jest ciepłym, symapatycznym mężczyzną i tatą (na tyle ile go poznałam), ale tez jest bardzo sympatyczny i miły dla innych koleżanek, spotyka się czasem z nimi a nawet je odwiedza w domu!!!!
Pomimo, że nie do końca było ok odczuwam straszny smutek że to się skończyło i sposób w jaki to nastąpiło....
Pomieszkaliśmy razem przez tydzień na koniec sierpnia, w ostatnim dniu zrobiłó się niemiło, powiedzieliśmy sobie wzajemnie o rzeczach, które chcieliśmy razem zrobić ale nic z tego nie wyszło i ze chyba nasze oczekiwania się trochę rozmijają, dodam jeszcze że nie chciał by mnie widzieli jego sąsiedzi, czyli generalnie przez tydzień czasu jakby byliśmy w domu nawet na taras nie wyszłam... tak wiem głupia byłam zę w ogóle się na to zgodziłam. generalnie z jednej strony było mi z nim dobrzez a drugiej nie czułam się swobodnie, no bo jak po ośmiu miesiącach znajomości ukrywa się kobietę z która się spotyka!!!! z drugiej strony poznałam jefo dzieci, mamę, dużo zankóe zapytania i moja nadzieja, że to się wyjaśni....
W końcu po tym wspólnym tygodniu w o, statnim dniu oboga nas coś gryzło, ale on nie chciał wieczorem się rozmawiać na takie tematy, z jednje strony ok.
PO tygodniu spotkaliśmy się porozmawialiśmy powiedził mi że nie mogłby ze mną mieszkać, bo oczekiwał że przez ten tydzień będę ze ścierką latac i wszystko sprzątać a ja chciałam po prostu spędzić z nim trochę czasu, pobyć razem.... Nigdy nie traktował mnie po partnersku a po tym tygodniu oczekiwał, że będę zachowywać się jak jego partnerka, stwiedzil, że kobiety, które on poznawał zawsze starały się pokazywać jako najlepsze gospodynie domowe... Gdy robiliśmy zakupy na wspólny tydzień nie chciał zębym się dołożyła mówiąc zę jestem jego gościem, więc czułam się jak gość....
Generalnie po tym tygodniu stwierdził że chce się dalej ze mną spotykać ale tak jak by lo do tej pory, będziemy sobie razem wychodzić gdzieś, a on będzie mnie przez sąsiadami ukrywał!!!!
Jak się go spytałam co robił ciekawego w piątek i sobotę napisał zę w piątek wieczorem zadzwoniła do niego koleżanka i przyszła do niego na film, a w sobotę on był u jakiejś koleżanki w domu na kawie bo miała wobec niego dług wdzięczności i to jest według niego normalne, że chyba nie jestem zazdrosna.... jak ku...a nie jestem, co to ma być!!!!!
następnego dnia zadzwoniłam do niego i powiedziałam zę jak nie wyobrażam sobie byśmy się spotykali a on będzie utzrymywał tak bliskie kontakty z innymi kobietami (koleżanakami) powiedział zę nie chce kończyć znajomości i że jest teraz zdenerwowany i że rozmowa przez tel nie jest najlepszym rozwiązaniem, więc zaprponowała mu spotkanie w tę środę (wówczas był poniedziałek) lub w następną, zgodził się....
W środę pisze do mnie sms czy przyjadę dziś do niego, bo ma popsuty samochód i może jeździć max 40km.h (mieszkamy 50 km od siebie) napisałam mu że myślałam ze spotkamy się w neutralnym miejscu, więc zaproponował spotkanie w pizzerii 6 km od niego albo w lesie!!! więc napisałam mu ze jak chce pogadać to zapraszam do mnie w tę srodę lub w następną a proponowanie mi spotkanie w lesie jest poniżające.... po godz napisał mi ze po mojej reakcji na spotkanie u niego jest nimal pewien że nie mamy o czym rozmawiać i że kieruje mną złość, duma, zazdrość itp. ze nadajemy na innym poziomach świadomości i że dziękuje mi za wspólną podróż...
A ja pomimo ze potraktował mnie byle jak i tak nie mogę się z tym pogodzić, obwiniam siebie.... mam wrażenie zę straciłam coś ważnego i jest mi z tym źle... chwilami jest dobrze a chwialmi jak wracają wspomnienia mam doła... budze się czasem w nocy i popłakuje....nie umiem sobie z tym poradzić...
Musiała się wygadać, trochę chaotycznie ale jest późna godzina albo wczesna....
Ona