Rozstanie po ponad 10 latach związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Strony 1 2 3 30 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 1,121 ]

1

Temat: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Długo zastanawiałam się nad tym czy w ogóle zakładać tak osobisty temat na forum, ale ostatnio czuję się do tego stopnia bezsilna, że chyba już próbuję wszystkiego po kolei - a nuż coś pomoże.

Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że mój mąż zakochał się w kimś innym. Banał, ale naprawdę nie sądziłam, że spotka to i mnie. Podobno ich romans/związek trwa już od roku. A jeszcze w pierwszej połowie minionego roku mój mąż mówił mi, że mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Jakoś od ubiegłych wakacji zauwazyłam, że coś się dzieje, że on już nie chce ze mną rozmawiać i unika mnie. Naiwnie zakładałam, że to chwilowe - tłumaczył się dużą ilością pracy. Nie miałam żadnego powodu, by mu nie ufać, bo wcześniej było między nami super. Byliśmy szczęśliwi. Widziałam też, że on był ze mną szczęśliwy - chciał ze mną rozmawiać, szukał mojego dotyku, dbał o mnie. Nawet pytałam postronnych, obiektywnych osób czy coś mi się czasem nie uroiło i może on był ze mną nieszczęśliwy. No nie wygląda na to. Nagle chyba zapragnął nowości, poznał kogoś i wszystko się zmieniło. Zaczął kłamać i oszukiwać mnie, choć nigdy wcześniej tego nie robił. Zaczęliśmy się kłócić, choć wcześniej nie mieliśmy z tym problemów. Twierdził że przesadzam i dramatyzuję, a ja nawet nie robiłam mu awantur, ani go nie obrażałam - po prostu chciałam spokojnie porozmawiać. Po kilku miesiącach walki sama ze sobą, wyprowadziłam się. Nawet wtedy nie powiedział mi prawdy, że już kogoś ma. Ciągle kłamał, że coś mi się wydaje. Dowiedziałam się od postronnych osób. Ostatnio poznałam jego nową miłość - znają już swoich rodziców, planują razem zamieszkać, jeżdżą na wspólne wakacje itp. Mamy razem dzieci, a on w ogóle nie odbiera moich telefonów, nie jestem w stanie się z nim skontaktować. Olewa każdą moją wiadomość albo jest agresywny w stosunku do mnie. Jak pomyślę o nim i jego nowej miłości, to dosłownie robi mi się słabo, 2 razy musiałam wyjść wcześniej z pracy, bo zaczęłam mieć coś, co przypominało atak paniki. Jak go wczoraj zobaczyłam, to patrzył na mnie z kompletną pustką w oczach. Nic nie zostało po jego wielkiej miłości. Miałam wrażenie, że stoi przede mną zupełnie obca osoba. Na niczym nie mogę się skupić. Wcześniej znałam swoją wartość i dobrze mi szło w życiu, a teraz mam wrażenie, że on zrobił ze mnie kogoś żałosnego i słabego. W pracy jak na razie odcinam kupony od tego, że wcześniej dobrze mi szło i jeszcze nikt się nie połapał, że moja wydajność spadła, ale to potrwa zapewne tylko do pierwszej poważnej wtopy.

Najgłupsze i najbardziej żałosne jest to, że emocjonalnie i psychicznie nie potrafię odpuścić. Ciągle zadaję sobie pytania, na które nie dostaję odpowiedzi. Trzymam się tych dobrych wspomnień, wizji naszej wspólnej przyszłości. Nie umiem wyobrazić sobie kolejnych lat - to dla mnie pustka. Nie potrafię zamknąć rozdziału, bo on nawet nigdy mi nie powiedział, że już mnie nie kocha i że nie chce ze mną być. Przez tyle lat byliśmy sobie bardzo bliscy, a on nawet nie potrafi się ze mną pożegnać i w ogóle powiedzieć czegokolwiek. Cały ciężar rozstania spoczął na mnie, bo on ucieka się jedynie do ghostingu - olewa mnie, nie odzywa się. Tak właśnie wyglądał koniec naszego 10-letniego związku - żałosny ghosting. Zapewne robi to dla własnej wygody. Zrzuca na mnie całą odpowiedzialność za to, że już razem nie jesteśmy. Powiedział mi to ostatnio - "no przecież już nie chcesz ze mną być, więc co ja biedny mogę zrobić? Przez Ciebie to wszystko staje się smutne i trudne". Tymczasem to ja cały czas wyciągałam do niego rękę, którą on ciągle odrzucał. Sam nie zrobił niczego - po prostu o mnie zapomniał i żyje sobie dalej. Jeśli kiedykolwiek było mu ze mną źle, to nigdy nie próbował o tym rozmawiać i tego naprawić. Po prostu wyrzucił wszystko do kosza. Mam teraz wrażenie, że inna kobieta ukradła mi moje życie i żyje tak, jak ja powinnam. Nie rozumiem jak można potraktować w ten sposób drugiego człowieka. Głupia jestem, bo nie potrafię do końca pozbyć się nadziei, nie umiem odpuścić i zacząć żyć na nowo. Jak sobie pomyślę, że niedługo będziemy musieli jakoś się razem spotykać (święta i tego typu okazje, bo mamy dzieci), to mam ochotę krzyczeć.

Rozumiem, że można kogoś przestać kochać - ludzie się zmieniają i ja też nie chciałabym nikogo trzymać przy sobie na siłę. Jednak nie rozumiem tego, że tak szybko można o wszystkim zapomnieć i bez żadnego zawahania ułożyć sobie życie od nowa. Przede wszystkim - że można ignorować kogoś, kogo kiedyś się kochało i uważać, że żadne wyjaśnienia ani żadna przyzwoitość nie obowiązują. Chciałam jedynie, żeby on miał odwagę powiedzieć mi wprost, że odchodzi i że już mnie nie kocha. Żeby w ogóle powiedział mi cokolwiek. Ostatnie miesiące to była tortura, bo nie wiedziałam co się dzieje. Jestem wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Najprostsze czynności sprawiają mi duży problem. Wiem, co w danym dniu muszę zrobić i po prostu to robię, więc wyglądam na w miarę poukładaną. Natomiast nie widzę w tym żadnego sensu. Nie umiem sobie wyobrazić, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa. Nie wiem, co zrobiłam, żeby sobie na to zasłużyć. Staram być dobrym człowiekiem, wydaje mi się, że inni ludzie mogą na mnie liczyć - natomiast i tak coś robię źle, skoro moje życie osobiste to ruina. Myślałam, że udało mi się zbudować z nim fajną, zdrową relację - gadaliśmy ze sobą godzinami, nawet po tylu wspólnych latach. Zarywaliśmy noce, bo nie mogliśmy się nagadać. Myślałam, że naprawdę mamy coś wyjątkowego. Nie oceniałam go, dawałam mu przestrzeń, nie było w naszym związku niczego toksycznego. On przede wszystkim był moim najlepszym przyjacielem. Myślałam, że świetnie się rozumiemy. Natomiast i tak nie wyszło - widocznie to było za mało. Albo coś mi się uroiło - już nawet nie wiem, co jest prawdą, a co nie. Kwestionuję całe może życie, wszystkie moje wybory.

Nie wiem co teraz zrobić ze sobą i jak w ogóle można się po czymś takim pozbierać. Dziś rano przez pierwsze 2-3 minuty byłam jeszcze lekko nieprzytomna i obudziłam się z takim błogim uczuciem, że to będzie dobry dzień. A potem cała rzeczywistość mnie uderzyła i przygniotła. We wtorek mam w pracy imprezę zorganizowaną specjalnie dla mnie, świętującą mój sukces. Zamiast się cieszyć najchętniej wcale bym na nią nie poszła, bo mam wrażenie, że jak będę musiała publicznie powiedzieć cokolwiek, to jedynie się rozpłaczę. Każdego dnia jak tylko wracam do domu, to ostatkiem sił siadam gdziekolwiek i próbuję złapać oddech. Wszystko teraz wymaga ode mnie nieludzkiego wysiłku, żeby w ogóle normalnie funkcjonować, choć na zewnątrz tego nie widać. Tydzień temu mój teść miał okrągłe urodziny, dziś ma je teściowa. Nie mogłam tam nawet przyjść, choć po tylu latach to są bliskie dla mnie osoby. Nie umiem pojąć co się stało z moim życiem. Czuję, że już nad niczym nie mam kontroli.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Twoja sytuacja nie jest łatwa. ..Mieliście problemy w związku, siadła komunikacja między Wami, Ty się wyprowadzasz nie mając wiedzy że jest już kochanka. I co ? Dałaś mężowi sygnał : że masz go gdzieś i poszedł w długą już na całego.  A co z Waszymi dziećmi? W jakim są wieku, czy mieszkają z Tobą, czy mąż je odwiedza? Jakoś nic o nich nie napisałaś i dlaczego?

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

A złożyłaś pozew o rozwód? Zrób to jak najszybciej zanim on to zrobi. Najlepiej z orzekaniem o winie. Może to go otrzeźwi. 2 kontakty z dziećmi i alimenty. 3 musisz się ogarnąć nie ma rady. Może jakiś psycholog, zaufana osoba, żeby wszystko przegadać.  5. musisz odpocząć i się zresetować. Powinnaś gdzieś wyjechać, choć na weekend.

4

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Przede wszystkim potrzeba Ci czasu, o ile przekaz z forum jest realny, to jesteś twardą babą, więc dasz sobie radę. Co do niego, szykuj się na wojnę.

Edit. O ile mam dobrą pamięć, to nie obraź się, ale w jego przypadku nie jest zaskoczeniem.

5 Ostatnio edytowany przez nudny.trudny (2019-03-23 16:49:17)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

hej cslady na forum spotykam Cię pierwszy raz, ale tekst jest długi i pozwala mieć jakieś wyobrażenie o tym jak wasza relacja mogła wyglądać, i czytanie całości to duże niemiłe zaskoczenie. Znalazłem tylko jeden znak zapytania i był to cytat pytania męża, więc postaram się odnieść do tych rzeczy które piszesz w trybie oznajmującym. Jako chłopak nie umiem racjonalnie wytłumaczyć jego zachowania, wokół właściwie nie spotyka się takich dziewczyn, które byłyby w takim stopniu jak opisałaś, zorientowane na drugą osobę i nastawione na rozwiązywanie problemów w związku czy w małżeństwie. Nie potrafię racjonalnie wyjaśnić chęci odejścia i związania się z kimś nieznanym

cslady napisał/a:

Twierdził że przesadzam i dramatyzuję, a ja nawet nie robiłam mu awantur, ani go nie obrażałam - po prostu chciałam spokojnie porozmawiać. Po kilku miesiącach walki sama ze sobą, wyprowadziłam się

Tak, autorka wyprowadziła się, ale nastąpiło to po bardzo długim okresie prób rozwiązania tej sytuacji, gdy relacja z kimś innym miała już miejsce mimo że jeszcze nie wyszła na jaw. Kiedyś miałem podobnie i trwało to bardzo krótko, ale wiem po sobie i czasem doradzam innym, że jest pewien moment gdy pozostaje tylko odpuścić bo wszystkie podjęte próby mimo wielkich wysiłków nie przynoszą żadnego efektu.

cslady napisał/a:

Zrzuca na mnie całą odpowiedzialność za to, że już razem nie jesteśmy. Powiedział mi to ostatnio - "no przecież już nie chcesz ze mną być, więc co ja biedny mogę zrobić? Przez Ciebie to wszystko staje się smutne i trudne". Tymczasem to ja cały czas wyciągałam do niego rękę, którą on ciągle odrzucał

jeśli przez całe życie wszystko było dobrze, a zmiany w jego zachowaniu zaczęły się nagle, to trudno byłoby obciążać odpowiedzialnością za to kogoś innego. Czytanie było bardzo smutne zwłaszcza porównanie tego opisu miłych chwil ze stanem obecnym. Tylko jeśli było tak dobrze, dlaczego teraz jest tak źle - wątpliwe czy racjonalne wyjaśnienie może istnieć. Nie wiem czy jest inne wyjście, niż zadbanie o siebie i dzieci m.in. w taki sposób jak już napisali użytkownicy wyżej. Pozdrawiam i powodzenia:(
edycja

LullyMilly napisał/a:

Umów się do psychologa jeśli jeszcze nie byłaś, nawet na konsultacje jedna czy dwie. Kup sobie melise i pij 2 lub 3 razy dziennie albo coś ziolowego na lekkie uspokojenie

też mógłbym to dodać, wprawdzie szersze wypowiadanie się wymagałoby wiedzy, ale wizyta w poradni może być warta rozważenia. Miałem okres korzystania z zaleconych lekarstw w związku z kilkumiesięczną chorobą osoby z rodziny i pomagało to w codziennym funkcjonowaniu.

"Poznacie ich po ich owocach":D https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php … 9&p=91 wszystko o randkach i związkach, a także wszystkie pytania do mnie, zapraszam:D

6

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Przyznam, że czytałam Twój post z ogromnym smutkiem. Mężczyźni, a przynajmniej ich większość już tak mają... Poznają kogoś i nagle zmienia się ich podejście, nagle wszystko im nie pasuje, to klasyka. Twój był i jest wyjątkowym tchorzem bo po tylu latach razem mógłby przynajmniej porozmawiać a on woli zrzucić odpowiedzialność na Ciebie mówiac, że to Ty nie chciałaś być razem.
Jesteś bardzo silna skoro funkcjonujesz w miarę normalnie chociaż to pozory. Ja bym zrobiła tak: weź sobie urlop, ile możesz. Przez pierwsze dni wywal ta żałobę, wykrzycz, wyplacz, upij się. Oczywiście dzieci zawiez na ten czas do kogoś zaufanego. Umów się do psychologa jeśli jeszcze nie byłaś, nawet na konsultacje jedna czy dwie. Kup sobie melise i pij 2 lub 3 razy dziennie albo coś ziolowego na lekkie uspokojenie. A potem kochanie zbierz się w sobie. Potem musisz wziąć się w garść. Zabierz dzieci gdzieś na weekend. Umów się gdzieś. Ja polecam squasha lub boks. Idź i wyzyj się. Tlumisz w sobie emocje. Musisz je uwolnić. Im dłużej będą się w Tobie kisic to będzie trudniej.

7

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Saba88 napisał/a:

Twoja sytuacja nie jest łatwa. ..Mieliście problemy w związku, siadła komunikacja między Wami, Ty się wyprowadzasz nie mając wiedzy że jest już kochanka. I co ? Dałaś mężowi sygnał : że masz go gdzieś i poszedł w długą już na całego.  A co z Waszymi dziećmi? W jakim są wieku, czy mieszkają z Tobą, czy mąż je odwiedza? Jakoś nic o nich nie napisałaś i dlaczego?

Z tym się nie zgadzam. Zaczęłam z nim rozmawiać już w momencie, kiedy zauważyłam, że coś jest nie tak. Tylko on nie chciał ze mną rozmawiać, ani powiedzieć mi prawdy - nie mogłam tego na nim wymusić. Miałam mu grozić, stosować szantaże, płaszczyć się przed nim? Wyprowadziłam się po kilku miesiącach, gdy on WCALE się do mnie nie odzywał. Nawet jak próbowałam rozmawiać z nim o dzieciach, a nie o mnie. Żyliśmy jak obcy sobie ludzie. Nie nocował w domu, nie miałam pojęcia, gdzie jest i co robi. Nie byłam pewna czy jest inna kobieta, ale ta pewność to w zasadzie była formalność. Poza tym nie zamierzałam go śledzić czy sprawdzać mu telefonu, by tę pewność uzyskać. Wyszłam z założenia, że jeśli dorosły facet przez kilka miesięcy nie jest w stanie ze mną porozmawiać (choć ciągle mi to obiecywał), to już tego nie zrobi. Jak widać nie porozmawiał ze mną do dziś i pewnie już tego nie zrobi, więc mogłabym sobie czekać i czekać.

Co do dzieci to wyprowadziły się ze mną. Mają prawie 2 lata. Aktualnie mąż ich u mnie nie odwiedza - to głównie teściowa dba o to, by mieli jakiś kontakt. Zabiera je do siebie na weekend i tam mój mąż spędza z nimi czas. A tak poza tym to ostatnio więcej czasu spędzał na wakacjach za granicą, niż w Polsce, więc dzieci widywał rzadko. Głównie to ja i teściowa zabiegamy o to, by dzieci miały kontakt z ojcem. Tzn. ja przynajmniej próbuję, bo moje próby kontaktu są ignorowane.

czekoladazfigami napisał/a:

A złożyłaś pozew o rozwód? Zrób to jak najszybciej zanim on to zrobi. Najlepiej z orzekaniem o winie. Może to go otrzeźwi. 2 kontakty z dziećmi i alimenty. 3 musisz się ogarnąć nie ma rady. Może jakiś psycholog, zaufana osoba, żeby wszystko przegadać.  5. musisz odpocząć i się zresetować. Powinnaś gdzieś wyjechać, choć na weekend.

Pozew złożyłam niedawno - kiedy dowiedziałam się, że on dawna jest z kimś innym. Zapytałam go jeszcze czy chce coś między nami naprawić i czy ja mogę zrobić cokolwiek - nie odpowiedział, więc już nie było sensu czekać.

Wyjeżdżać na razie nie chcę, bo praca to jedyne, co mnie teraz jako tako trzyma przy zdrowych zmysłach.

Co do psychologa, to umówiłam się na przyszły tydzień do 2 różnych - pójdę na konsultację i zobaczę co z tego będzie.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

8

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

To nie mógł być taki dobry związek jak ci się wydaje, gdzieś rozmijaliście się w swoich oczekiwaniach wobec siebie.
Ale najważniejsze jest teraz abyś mądrze przeszła ten okrutnie trudny okres.
Przede wszystkim nie wyczekuj jego powrotu, zorganizuj sprawy rozwodowo-finansowe. Oddawaj mu (jeśli to możliwe) jak najczęściej dzieci.
To twój mąż zdecydował o nagłym odejściu, on jest odpowiedzialny za rozpad waszego małżeństwa, nikt go nie porwał, nie zmusza- to znaczy, że tak dobrze go nie znałaś.

9 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-03-23 17:03:53)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady, przepraszam, że mocno pokroję Twój post.



cslady napisał/a:

(...) Najgłupsze i najbardziej żałosne jest to, że emocjonalnie i psychicznie nie potrafię odpuścić. (...)

Nie potrafisz czy nie chcesz odpuścić? I na czym to odpuszczenie miałoby polegać? Co stałoby się gdybyś odpuściła?


(...) Trzymam się tych dobrych wspomnień, wizji naszej wspólnej przyszłości. (...)

Po co sobie to robisz?


(...) Nie umiem wyobrazić sobie kolejnych lat - to dla mnie pustka. (...)

Przestań być aż tak ambitną. Po 10 latach dopiero niedawno zobaczyłaś, że wasze drogi rozeszły się. Daj sobie czas na przeżycie żałoby po związku, nadziejach, marzeniach. Nie układaj sobie życia, żyj dniem dzisiejszym i... nie spoglądaj w tył.


(...) Nie potrafię zamknąć rozdziału, bo on nawet nigdy mi nie powiedział, że już mnie nie kocha i że nie chce ze mną być. (...)

Ważniejsze dla Ciebie są słowa, nie czyny? 


(...) Przez tyle lat byliśmy sobie bardzo bliscy, a on nawet nie potrafi się ze mną pożegnać i w ogóle powiedzieć czegokolwiek. (...)

Często poczucie winy skutecznie zamyka usta i powoduje ucieczkę od jakiegokolwiek kontaktu.


(...) Ostatnie miesiące to była tortura, bo nie wiedziałam co się dzieje. (...)

Teraz już wiesz, już nie musisz podejrzewać, już nie musisz pytać. Wiesz. Chce być i jest z inną. Dlaczego? Bo... tak.


(...) Jestem wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Najprostsze czynności sprawiają mi duży problem. Wiem, co w danym dniu muszę zrobić i po prostu to robię, więc wyglądam na w miarę poukładaną. Natomiast nie widzę w tym żadnego sensu. Nie umiem sobie wyobrazić, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa. (...)

To czas żałoby, nie wybiegaj naprzód, nie kryj przed światem emocji, nie udawaj, nie zakładaj masek. Pozwól sobie na kontakt z własnymi, niełatwymi, emocjami, nie trzymaj ich w sobie.


(...) Nie wiem co teraz zrobić ze sobą i jak w ogóle można się po czymś takim pozbierać. (...)

Pozwól sobie na niepozbieranie, wbrew pozorom to najlepsza droga na "danie sobie rady". Rozważ, czy nie warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Nie. Nie po to, by doszukiwać się traum wczesnego dzieciństwa, tylko po to, by w bezpiecznych warunkach poradzić sobie z kłębiącymi się emocjami i ogarnąć rzeczywistość.


(...) Czuję, że już nad niczym nie mam kontroli.

A kontrola jest Ci potrzebna?



***
Literówki hmm

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

10

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Wielokropek napisał/a:

Po co sobie to robisz?

Nie wiem po co, chyba po to, by się torturować. Inna sprawa jest taka, że wszystko mi go przypomina - od tego nie ucieknę. Mogę próbować myśleć o czymś innym, ale te wspomnienia pojawiają się mimowolnie. Tak do końca nie jestem w stanie nad nimi zapanować. Przynajmniej na razie.


Wielokropek napisał/a:

Ważniejsze dla Ciebie są słowa, nie czyny?

Racjonalnie zdaję sobie sprawę z tego, że to czyny są decydujące i on w zasadzie już niczego nowego nie jest w stanie dodać. Nie wiem, może jeszcze się łudzę, że jak porozmawiamy, to uda się coś zmienić.


Wielokropek napisał/a:

Pozwól sobie na niepozbieranie, wbrew pozorom to najlepsza droga na "danie sobie rady". Rozważ, czy nie warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Nie. Nie po to, by doszukiwać się traum wczesnego dzieciństwa, tylko po to, by w bezpiecznych warunkach poradzić sobie z kłębiącymi się emocjami i ogarnąć rzeczywistość.

Spróbuję z psychoterapeutą.


Wielokropek napisał/a:

A kontrola jest Ci potrzebna?

W sumie to tak. Dla poczucia bezpieczeństwa.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-03-23 17:16:26)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

A kontrola jest Ci potrzebna?

W sumie to tak. Dla poczucia bezpieczeństwa.

Podczas którejś z sesji zajęłabym się i tym tematem.




***
Bardziej potrzebujesz stosu chusteczek czy worka treningowego?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Wielokropek napisał/a:

Bardziej potrzebujesz stosu chusteczek czy worka treningowego?

Chyba stosu chusteczek, chociaż już nie mam siły płakać. Gdybym czuła złość, to umiałabym ją konstruktywnie wykorzystać lub znaleźć dla niej jakieś ujście. Natomiast ze smutkiem, przygnębieniem i bezsilnością nie wiem co zrobić.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

13

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Bardziej potrzebujesz stosu chusteczek czy worka treningowego?

Chyba stosu chusteczek, chociaż już nie mam siły płakać. Gdybym czuła złość, to umiałabym ją konstruktywnie wykorzystać lub znaleźć dla niej jakieś ujście. Natomiast ze smutkiem, przygnębieniem i bezsilnością nie wiem co zrobić.

Płacz, płacz, płacz.
Jeśli nie masz już siły, to może... źródełko łez wyschło? Może pora zobaczyć, jakie uczucia są głębiej i skonfrontować się z nimi? Ale wówczas istnieje groźba, że sił będziesz miała w nadmiarze.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

14

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

10 lat to szmat czasu i współczuje Ci strasznie . Nie chce tutaj pisać jakiś przykazań które i tak nic nie pomogą . W takich sytuacjach szkoda ze nie można przyspieszyć czasu bo on będzie teraz Twoim wrogiem . Koleś ma wylane bo się bawi w dobre i nie interesuje go to co czujesz teraz . Szacunek ze odszedł a nie bawił się w romans kilku letni oszukując Cię przy okazji . Takie teraz czasy ze ludzie maja w tyłku czyjes uczucia . Znam to z życia . Chce Ci życzyć dużo zdrowia i wytrwałości bo tego teraz będziesz bardzo potrzebowała .

15

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Współczuję cslady, bardzo przykra sytuacja :-((
Z niemal każdego zdania kipi Twoje cierpienie. Myślę, że to cierpienie jeszcze nie pozwala Ci realnie spojrzeć na sytuację. Bardzo idealizujesz swój związek, ale w idealnych związkach nie ma miejsca na zdrady, długomiesięczne oszukiwanie partnera. Z tego, co piszesz wynika, że masz dwójkę malutkich dzieci, więc pewnie opieka nad nimi nie pozwoliła Ci dostrzec, jak Twój mąż zaczął oddalać się od Ciebie, stąd teraz ten szok i niedowierzanie, że to naprawdę się dzieje. Pewnie to kiedyś minie.
Twój mąż? Jesteś pewnie teraz Ty i dzieci dla niego wyrzutem sumienia, łyżką dziegciu w beczce miodu, w której się pławi z nową miłością. Też kiedyś będzie musiał się ogarnąć, a może i nie, bo jak ktoś zdradza, to przeważnie jest egocentryczny i zrobi dużo, żeby nie zobaczyć winy w sobie. Próbki tego, co Cię jeszcze może czekać już doświadczyłaś, gdy zrzucał na Ciebie odpowiedzialność za rozstanie.
Dużo siły i zdrowia Ci życzę :-)

16

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Bardzo Ci współczuję Cslady, masz teraz ciężki emocjonalnie okres i faktycznie chęć płaczu może Ci się przytrafiać w najmniej oczekiwanym momencie

Szary80= źle zrozumiałeś: on nie odszedł, ona odeszła z dziećmi, gdyby nie dowiedziała się od postronnych osób to pewnie nadal tkwiłby w kłamstwie.
Jeśli dobrze zrozumiałam to on swój romans musiał nawiązać kiedy ich dzieci były malutkie a więc dodatkowo coś o nim mówi, a ta jego obecna oblubienica to już
całkiem nie nadążam jaki ma rozumek jeśli w coś takiego wkroczyła, może teraz to już takie czasy nastały że nie ma wartości, zasad, świętości a jak żyć to wygodnie, miło i fascynująco, widzę że czas umierać smile

17

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zapewne narodziny dzieci były tym punktem zwrotnym, bo tak się ponoć facetom zdarza. Przestają być najważniejsi, są spychani na boczny tor, nawet jeśli dzieje się to tylko w ich głowach. W pobliżu jest ktoś fajniejszy, atrakcyjniejszy. Szczerze mówiąc zawsze w takich sytuacjach bardziej mnie frapuje ta druga kobieta, a nie niedobry facet. Jak to jest, że zawsze bez problemu znajduje się jakaś kobieta, która bez skrupułów zabiera innej kobiecie męża i ojca małych dzieci? To już wasz kobiecy świat więc pewnie wiecie lepiej. Późniejsze zachowanie faceta jest po prostu racjonalne. Jemu jest łatwiej skreślić, wymazać, obarczyć winą i w głowie ma już wszystko poukładane. Ty odeszłaś dokonując cięcia więc zapewne uniknęłaś czytania za jakiś czas jako moderator tematu biednego żuczka, który się męczy, bo znalazł prawdziwą miłość, a w domu jakaś baba, której nigdy nie kochał i nie szanował.
Nic już nie rozkminisz. Nie zmusisz do kontaktu ze sobą, ani do kontaktu z dziećmi. Im prędzej to zrozumiesz i po prostu odetniesz tym dla ciebie lepiej.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

18

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Wielokropek napisał/a:

Płacz, płacz, płacz.
Jeśli nie masz już siły, to może... źródełko łez wyschło? Może pora zobaczyć, jakie uczucia są głębiej i skonfrontować się z nimi? Ale wówczas istnieje groźba, że sił będziesz miała w nadmiarze.

Czy wyschło to nie wiem. Jak się wypłaczę, to przynajmniej na krótką chwilę daję radę rozładować stres. Jak nie mogę płakać, to non stop czuję ciężar, jakby ktoś mi usiadł na klatce piersiowej. Częściowo pewnie się nad sobą użalam, zamiast zacząć coś robić. Problem w tym, że nie wiem, co mam zrobić i od czego w ogóle zacząć, żeby poukładać moje życie. Nie jestem w stanie zdefiniować sobie tego najprostszego kroku. Wszędzie widzę przytłaczające mnie czarne dziury - nie mam pojęcia jak będzie wyglądał najbliższy rok mojego życia i jak chcę, aby wyglądał. Jeśli nie wiem, czego chcę i do czego dążę, to nie jestem w stanie zacząć działać. Do tego jestem małostkowa - porównuję się z tą drugą kobietą, myślę o tym jakie fajne oni teraz mają życie itp. Oczywiście to jest żałosne - jak takie myśli się pojawiają, to staram się czymś zająć lub pomyśleć o czymś innym. Jednak pojawiają się bardzo często i nad tym do końca nie panuję.

Myślę o tym, co napisało kilka osób - że myliłam się co do mojego związku i mojego męża. Obiektywnie wygląda na to, że tak właśnie było. Jak zatem mogę ufać swoim decyzjom, skoro co do mojego związku byłam bardzo pewna? Nawet jak teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to nie widzę żadnych sygnałów ostrzegawczych. Mąż zawsze dobrze mnie traktował, nie oszukiwał mnie, był moim najlepszym przyjacielem. Czułam przecież jego miłość, a teraz okazuje się, że ją sobie wymyśliłam. Nie wiem zatem jak mogę podejmować dobre decyzje dla moich dzieci, skoro w najważniejszej kwestii się myliłam.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

19

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

No  cóż. Przypominam sobie wiele z twoich odpowiedzi (i nie tylko twoich), które spowodowały, że wycofałem się z forum, bo po co dyskutować z wiatrakami. Dzisiaj tylko jestem biernym obserwatorem. Twoje odpowiedzi, często bardzo surowe, kąśliwe, wiele wniosków wyssanych z palca. Można powiedzieć, że karma do ciebie wróciła. Zanim Ty, i twoje koleżanki, zaczną kolejną krucjatę, zamiast zwyczajnie pogadać, niech pomyślą o Tobie. Moim zdaniem, ktoś wybrał święty spokój i odnalazł swoją przystań.

20 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-03-24 10:42:09)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Najbardziej boli nie to, że obdarzył uczuciem inną, ale to, że nie potrafił zachować się fair w tej sytuacji. Niczego nawet nie próbował wyjaśniać, nie podał powodu, nic.
Wydaje mi się, że wiem, co czujesz. Łatwiej byłoby to przełknąć, gdybyście mieli nieudane małżeństwo i to od dłuższego czasu.

Bardzo Ci współczuję. Trzymaj się.

——————
Przemo, forum to nie realne życie, niektórzy potrafią te dwie płaszczyzny rozgraniczyć.
A swoją kąśliwą wypowiedź naprawdę mogłeś sobie darować - w jaki sposób miała ona pomóc? No chyba, że tylko chciałeś dokopać, to rozumiem...takie to ludzkie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

21

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

Najbardziej boli nie to, że obdarzył uczuciem inną, ale to, że nie potrafił zachować się fair w tej sytuacji. Niczego nawet nie próbował wyjaśniać, nie podał powodu, nic.
Wydaje mi się, że wiem, co czujesz. Łatwiej byłoby to przełknąć, gdybyście mieli nieudane małżeństwo i to od dłuższego czasu.

To prawda. Ja rozumiem, że on nie był moją własnością i miał prawo przestać mnie kochać. Jednak po tylu wspólnych latach sądziłam, że przynajmniej potraktuje mnie jak człowieka. Tym bardziej, że sama NIGDY nie byłam wobec niego nie fair i nigdy nie zrobiłam niczego, by go skrzywdzić. I mówię to z pełną świadomością i odpowiedzialnością. On natomiast poddał się bez żadnej walki, nawet nie pomyślał o dzieciach. No nic, pozostaje mi tylko przetłumaczyć sobie, że to był jego wybór i niczego nie można z tym zrobić.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

22

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Najbardziej boli nie to, że obdarzył uczuciem inną, ale to, że nie potrafił zachować się fair w tej sytuacji. Niczego nawet nie próbował wyjaśniać, nie podał powodu, nic.
Wydaje mi się, że wiem, co czujesz. Łatwiej byłoby to przełknąć, gdybyście mieli nieudane małżeństwo i to od dłuższego czasu.

To prawda. Ja rozumiem, że on nie był moją własnością i miał prawo przestać mnie kochać. Jednak po tylu wspólnych latach sądziłam, że przynajmniej potraktuje mnie jak człowieka. Tym bardziej, że sama NIGDY nie byłam wobec niego nie fair i nigdy nie zrobiłam niczego, by go skrzywdzić. I mówię to z pełną świadomością i odpowiedzialnością. On natomiast poddał się bez żadnej walki, nawet nie pomyślał o dzieciach. No nic, pozostaje mi tylko przetłumaczyć sobie, że to był jego wybór i niczego nie można z tym zrobić.

Wiem, że to marne pocieszenie, ale z czasem będzie lepiej.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

23

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Cyngli napisał/a:

Najbardziej boli nie to, że obdarzył uczuciem inną, ale to, że nie potrafił zachować się fair w tej sytuacji. Niczego nawet nie próbował wyjaśniać, nie podał powodu, nic.
Wydaje mi się, że wiem, co czujesz. Łatwiej byłoby to przełknąć, gdybyście mieli nieudane małżeństwo i to od dłuższego czasu.

Bardzo Ci współczuję. Trzymaj się.

——————
Przemo, forum to nie realne życie, niektórzy potrafią te dwie płaszczyzny rozgraniczyć.
A swoją kąśliwą wypowiedź naprawdę mogłeś sobie darować - w jaki sposób miała ona pomóc? No chyba, że tylko chciałeś dokopać, to rozumiem...takie to ludzkie.

Nie przypominam sobie, aby o wiele bardziej kąśliwe uwagi w moją stronę (również autorki), swego czasu, były ganione. Solidarność kobieca? Jeżeli jest forum o życiu, to albo gadamy sobie szczerze, albo zwyczajnie udajemy. Ja nie lubię udawać. W jaki sposób miała ona pomóc? A kto powiedział, że ona miała pomóc? Może tylko w tym, aby autorka sobie przypomniała to i owo, przemyślała swoje życie, swoje decyzje, być może swoje postępowanie wobec męża. Mam dziwne wrażenie, że to nie On jest winny. To takie coś, jak osoba, która wobec znajomych, kolegów w pracy, w towarzystwie, podczas spotkań rodzinnych jest wspaniała bez skazy, a jak tylko zamykają się drzwi domu, zmienia się w wampira.
Tak, to bardzo ludzkie, nie dostrzegać, prawda? Dzisiaj mi wisi, co Panie sobie pomyślą na mój temat. W wielu swoich wnioskach się nie pomyliłem.

24

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady, czułaś miłość męża? Jasne. Przestałaś ją czuć i zauważyłaś zmianę w jego zachowaniu wobec siebie, pytałaś i zostawałaś zbywana. Nie widziałaś żadnych sygnałów ostrzegawczych? Przecież w pierwszym swym poście o nich napisałaś, przecież prosiłaś jeszczemęża (jm) o wyjaśnienia. Niczego sobie nie wymyśliłaś, kochał Cię długo, ale... inną kobietę pokochał (lub nie pokochał, ale jest nią zafascynowany) bardziej i nie poinformował Cię o tym. Dlaczego miałabyś mu nie wierzyć, skoro przez dekadę był też Twym przyjacielem? Dlaczego miałaś mu nie ufać? To, że nie powiedział prawdy, nie świadczy źle o Tobie lecz o nim.


Wybacz truizm, ale jesteśmy (my - ludzie) omylni, więc takie rozważania

(...) Nie wiem zatem jak mogę podejmować dobre decyzje dla moich dzieci, skoro w najważniejszej kwestii się myliłam.

sensu nie mają. Ich celem, wybacz, jest chęć kolejnego dokopania sobie. Po co to sobie robisz? Po co z uporem godnym lepszej sprawy wchodzisz w rolę ofiary? Jakie czerpiesz z niej korzyści?


To, że jesteś jeszcze w szoku, że nie widzisz jeszcze perspektyw, jest - dla mnie - zupełnie normalne. Twe dotychczasowe życie legło w gruzach, wobec tego... daj czasowi czas, sobie także i przestań aspirować do roli 'debeściary'.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
przemo_polo napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Najbardziej boli nie to, że obdarzył uczuciem inną, ale to, że nie potrafił zachować się fair w tej sytuacji. Niczego nawet nie próbował wyjaśniać, nie podał powodu, nic.
Wydaje mi się, że wiem, co czujesz. Łatwiej byłoby to przełknąć, gdybyście mieli nieudane małżeństwo i to od dłuższego czasu.

Bardzo Ci współczuję. Trzymaj się.

——————
Przemo, forum to nie realne życie, niektórzy potrafią te dwie płaszczyzny rozgraniczyć.
A swoją kąśliwą wypowiedź naprawdę mogłeś sobie darować - w jaki sposób miała ona pomóc? No chyba, że tylko chciałeś dokopać, to rozumiem...takie to ludzkie.

Nie przypominam sobie, aby o wiele bardziej kąśliwe uwagi w moją stronę (również autorki), swego czasu, były ganione. Solidarność kobieca?

Nie śledziłam tamtych wypowiedzi, więc nie wiem. Ale widzę wyraźnie, że Ci dopiekło, więc teraz przyleciałeś korzystając z okazji, żeby dorzucić swoje trzy grosze. Też wolę szczerość. To, co zrobiłeś, jest dziecinne i niedojrzałe. Triumfujesz, bo jej się dzieje krzywda? Wstydź się.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

26

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Niewiele wniesie mój głos, bo wypowiedziały się już tu mądre osoby. Jednak się odezwę.
Tegoroczna zima była dla mnie koszmarem. Nagromadziło się wyzwań i trudności, odreagowałam iście szalony rok (a właściwie kilka ostatnich lat). Nie miałam siły na nic, dbałam tylko o to, by moje dziecko nie umarło z głodu, a dom nie zamienił się w całkowity chlew. Obwiniałam się, że tak kiepsko funkcjonuję. I wtedy usłyszałam, że nie muszę być siłaczką. Niby oczywiste, ale jakoś trudno było dać sobie przyzwolenie na "lenistwo" i niemoc. Te wszystkie nauki wyniesione z domu i presja społeczna...
Kochana, wszystko minie, ale teraz płacz, płacz, płacz. Wielokropek mądrze mówi.
Ślę ciepłe wyrazy współczucia. Też kiedyś zakończyłam małżeństwo.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

27

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Cslady,
Bardzo Ci współczuję. Wiem, jak to jest, kiedy z dnia na dzień, nasze życie po prostu rozpada się na milion kawałków. Tamtego życia już nie ma i nie będzie. Twój mąż wybrał najgorsza możliwa ścieżkę. Ale on teraz jest najmniej ważny. Masz dzieci, malutkie, jeszcze nic nie rozumieją ale czują emocje. To dla nich znajdź w sobie siłę. Tak jak ktoś pisał wyżej, weź urlop, radzę psychologa, taka rozmowa bardzo pomaga i oczyszcza. Jakieś tabletki ziołowe na uspokojenie. Jeśli możesz poproś o pomoc, kogoś z rodziny, nie bądź sama. Ale najważniejsze. Jeśli olewa dzieci, to najgorsze co może zrobić, przepraszam za określenie, dla mnie jest nieodpowiedzialnym gówniarzem! Złóż wniosek o alimenty. Jeśli nie masz siły na rozwód, to przynajmniej idź na konsultacje do prawnika, niech doradzi, żebyś widziała jak postępować. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości.  Naprawdę doskonale wiem co czujesz, ale wiedz, że kiedyś i dla Ciebie zaświeci słonko. Trzymaj się.

Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.
Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego, co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia. /Kathleen Norris /

28 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-24 15:40:07)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:

Nie jestem w stanie zdefiniować sobie tego najprostszego kroku. Wszędzie widzę przytłaczające mnie czarne dziury - nie mam pojęcia jak będzie wyglądał najbliższy rok mojego życia i jak chcę, aby wyglądał. Jeśli nie wiem, czego chcę i do czego dążę, to nie jestem w stanie zacząć działać.

Zabrzmi może niedobrze, ale póki co to chyba wystarczy, że żyjesz z dnia na dzień.
Przecież to normalne, że jak się rozleciał świat, w którym żyłaś, czułaś się bezpiecznie a przyszłość była określona i w miarę przewidywalna, to utrata tego wszystkiego powoduje chaos i zagubienie. Powoli trzeba będzie się zacząć odgruzowywać, ale spieszyć się też nie ma po co. Może najpierw ogarnij ten widok po życiowym huraganie, zobacz na czym stoisz, jakie masz możliwości, czego najpilniej potrzebujesz, kto może Ci pomóc, gdzie szukać wsparcia, jak najbliższy przyjaciel zawiódł. Porozglądaj się.

29

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
RangeRove'a napisał/a:

Cslady,
Bardzo Ci współczuję. Wiem, jak to jest, kiedy z dnia na dzień, nasze życie po prostu rozpada się na milion kawałków. Tamtego życia już nie ma i nie będzie. Twój mąż wybrał najgorsza możliwa ścieżkę. Ale on teraz jest najmniej ważny. Masz dzieci, malutkie, jeszcze nic nie rozumieją ale czują emocje. To dla nich znajdź w sobie siłę. Tak jak ktoś pisał wyżej, weź urlop, radzę psychologa, taka rozmowa bardzo pomaga i oczyszcza. Jakieś tabletki ziołowe na uspokojenie. Jeśli możesz poproś o pomoc, kogoś z rodziny, nie bądź sama. Ale najważniejsze. Jeśli olewa dzieci, to najgorsze co może zrobić, przepraszam za określenie, dla mnie jest nieodpowiedzialnym gówniarzem! Złóż wniosek o alimenty. Jeśli nie masz siły na rozwód, to przynajmniej idź na konsultacje do prawnika, niech doradzi, żebyś widziała jak postępować. Życzę Ci dużo siły i wytrwałości.  Naprawdę doskonale wiem co czujesz, ale wiedz, że kiedyś i dla Ciebie zaświeci słonko. Trzymaj się.

Co do rozwodu, to kroki zostały podjęte.

A dzieci oczywiście są teraz priorytetem. Niestety nie jestem w stanie sprawić, żeby mój jeszcze mąż się ogarnął i chciał częściej z nimi widywać lub ogólnie wziąć większą odpowiedzialność.

Pomimo tego jak on się teraz zachowuje i że ciężko go za to szanować, to niestety strasznie za nim tęsknię. A przecież okazał się zupełnie innym człowiekiem, niż myślałam, że jest. Dziś mieliśmy 10 minut "normalnej" rozmowy przez telefon. Chyba się zapomniał, bo zaczął z entuzjazmem opowiadać mi o swoim dniu. Przez chwilę miałam wrażenie jakby ostatnie miesiące były tylko złym snem, a przecież to głupie.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

30

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:

. . .

Dziś mieliśmy 10 minut "normalnej" rozmowy przez telefon. Chyba się zapomniał, bo zaczął z entuzjazmem opowiadać mi o swoim dniu. Przez chwilę miałam wrażenie jakby ostatnie miesiące były tylko złym snem, a przecież to głupie.

Witaj.
Twój mąż to taki duży chłopczyk. Znudziła mu się "zabawa w męża i ojca", więc poszedł "pobawić się" do innej piaskownicy.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

31

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Prawda, zachowuje się niedojrzale. Kiedyś bardzo ceniłam jego charakter - postępowanie zgodnie z zasadami, rozsądek itp. Teraz to wszystko się rozsypało i okazało nieprawdą.

Zawsze sądziłam, że jeśli nawet będę musiała przeżyć rozstanie, to jakoś lepiej sobie z tym poradzę. Piszecie, żebym pozwoliła sobie na to, by być słabą i kiepsko funkcjonować. Tylko mnie to przeszkadza. Zwykle nie muszę na nic marudzić, bo po prostu zmieniam to, co mi się nie podoba. Jestem przyzwyczajona do tego, że wszystko można osiągnąć i sobie wypracować. A w tym przypadku się nie da, bo druga strona tego nie chce. Mogę jedynie zmienić swoje myślenie, zaakceptować itp. No ale to jest bardziej proces, a nie działanie, które mogę sobie wrzucić na listę rzeczy do zrobienia.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

32

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Heraklit z Efezu napisał/a:

Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo.

Czy nam to się podoba, czy nie.


cslady napisał/a:

(...) Piszecie, żebym pozwoliła sobie na to, by być słabą i kiepsko funkcjonować. Tylko mnie to przeszkadza. Zwykle nie muszę na nic marudzić, bo po prostu zmieniam to, co mi się nie podoba. Jestem przyzwyczajona do tego, że wszystko można osiągnąć i sobie wypracować. (...)

W takim razie dla Ciebie to lekcja... pokory. Nie wszystko od Ciebie zależy, nie wszystko możesz mieć pod kontrolą (ale o tym napisałam wyżej - to temat na sesję).

Dlaczego, w swoim mniemaniu, nie możesz być słabą?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

33

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
Wielokropek napisał/a:

W takim razie dla Ciebie to lekcja... pokory. Nie wszystko od Ciebie zależy, nie wszystko możesz mieć pod kontrolą (ale o tym napisałam wyżej - to temat na sesję).

Dzięki za celne uwagi, na pewno przedyskutuję te tematy. Co do pokory, to mam z nią problem. Nawet teraz gdy patrząc na swoje życie z boku wiem, że nie mam wpływu na to, czy ktoś mnie kocha, to jednak moja nieracjonalna głowa ciągle myśli, że wystarczy znaleźć jakiś algorytm, powiedzieć coś odpowiedniego lub zrobić coś odpowiedniego i wszystko mogłabym odzyskać. Tylko to bez sensu, bo najlepsze dla mnie jest zakończenie tego związku w swojej głowie i rozpoczęcie życia od nowa. Inna kobieta inną kobietą, ale jak w ogóle mogę chcieć być z osobą, która tak mnie potraktowała - chodzi o całą otoczkę po zdradzie, nie o samą zdradę. Jestem zła nie na niego czy na nią, a na siebie, że mi jeszcze zależy.

Wielokropek napisał/a:

Dlaczego, w swoim mniemaniu, nie możesz być słabą?

Bo słabość nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Słabością nie zmienię swojego życia. Nie wiem co słabość zrobiłaby dla mnie dobrego. Jak na razie nic dobrego nie robi. Wkurza mnie to, że nagle z osoby pewnej siebie popadłam w jakieś kompleksy i porównuję się z kimś innym. A przecież nie jestem inną osobą niż kilka miesięcy temu. Robię sobie rzeczy, których nie powinnam robić, a mimo to nie mogę przestać.

"I guess all I can do is embrace the pandemonium; find happiness in the unique insanity of being here, now."

34

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Nie wiesz widocznie że wyjście z jakiegokolwiek uzależnienia zaczyna się od uznania swojej słabości względem tegoż właśnie uzależnienia i zapewne ta słabość jest konstruktywna jeśli ją uznać a brak pokory w życiu musi zostać w jakimś momencie zweryfikowany choćby w trosce coby człowiek nie pękł

35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-03-25 09:02:35)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Złościsz się, bo masz uczucia? Hm... . Możesz się zamrozić i nie przeżywać ich, ale kasując niechciane, kasujesz też pozostałe. Z uczuciami, jak z ciążą, nie można mieć ich trochę. Na pewno chcesz być robotem?

Ciągle jesteś i będziesz tą samą osobą, a że czasem Twe zachowanie jest inne od dotychczasowego... Panta rhei...
Dla swego dobra przestań używać słów "powinnam", "muszę" - one pochodzą ze słownika groźnego rodzica i do niczego dobrego nie prowadzą, świetnie jednak wzbudzają poczucie winy.
Twierdzisz, że robisz rzeczy, których nie chcesz. Kto (w Twej głowie) do nich Cię zmusza? Jakie, wybacz, masz z nich korzyści?

Czy chcesz, czy nie chcesz słabość jest też Twoją cechą - nie ma nic w tym złego. Przecież nie można być ciągle spiętym, stać na palcach i robić wszystko, bo wytrzymałość organizmu jest ograniczona i w najmniej spodziewanym momencie człek pada.
Odrobinę luzu życzę.
Co stałoby się, gdybyś przyznała, że (czasem) jesteś słabą?


Proponuję, byś opuściła klub 'debeściaków", będzie to z korzyścią i dla Ciebie, i Twych bliskich.
Nie musisz być najlepszą, byś była lubiana, kochana, szanowana... . Powiem więcej, zyskasz w oczach wielu, bo ludzie nie lubią tych, którzy aspirują do siedzenia na lodowym szczycie



***
Literówki hmm

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

36

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku
cslady napisał/a:

Piszecie, żebym pozwoliła sobie na to, by być słabą i kiepsko funkcjonować. Tylko mnie to przeszkadza. Zwykle nie muszę na nic marudzić, bo po prostu zmieniam to, co mi się nie podoba. Jestem przyzwyczajona do tego, że wszystko można osiągnąć i sobie wypracować. A w tym przypadku się nie da, bo druga strona tego nie chce. Mogę jedynie zmienić swoje myślenie, zaakceptować itp. No ale to jest bardziej proces, a nie działanie, które mogę sobie wrzucić na listę rzeczy do zrobienia.

A wiesz, że taki typ jest często na dłuższą metę wkurzający? Kobieca intuicja podpowiada mi, że w którymś momencie twój mąż mógł przekroczyć jakąś linię graniczną wytrzymałości i udał się na wewnętrzną emigrację. Stąd wcześniej pisałem o pojawieniu się dzieci, bo wtedy najczęściej następuje natężenie różnych negatywnych zjawisk, a z powodów naturalnych dużo łatwiej je wtedy przeoczyć. Mąż unika kontaktu, bo jak już z wewnętrznej emigracji udał się na emigrację zewnętrzną, to musiał cię obciążyć za to całą winą. Obiektywnie z zewnętrznego punktu widzenia to on nawalił, a że nikt nie lubi być zły bez powodu, to te powody trzeba uwypuklić, czasem wymyśleć, a przede wszystkim pielęgnować. Druga rzecz, że patrz początek on po prostu nie widzi szans na porozumienie z tobą, więc po co coś wyjaśniać.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

37

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

"On, co prawda, nic złego mi nie zrobił, ale za to ja zrobiłem mu ohydne świństwo, a jak tylko zrobiłem, zaraz go za to właśnie znienawidziłem.”-cytat z powiesci Fiodora Dostojewskiego" Bracia Karamazow. Moim zdaniem najlepiej oddaje mechanizmy ktore rzadza czlowiekiem w sytuacji gdy wyrzadzi komus wielka krzywde. Nie kazdy potrafi wtedy stawic temu czolo, Twoj maz rowniez nie potrafi. Ty i dzieci jestescie jego wyrzutem sumienia, cierniem ktory nie pozwala mu w pelni cieszyc sie nowym szczesciem. Dlatego ucieka, unika, dlatego wzbudzasz w nim zlosc i agresje. Jest poprostu tchorzem. Nie zmienisz tego.
Co do slabosci i tego co ona daje. Daje wiele. Pisze Ci to kobieta ktora przez lata byla silna, zbyt silna, na sile silna, gardzaca wrecz slaboscia jako czyms nieatrakcyjnym, bezuzutecznym, synonimem kleski. Co mi to dalo? Problemy zdrowotne, stan ciaglego napiecia ktory przeksztalcil sie w nerwice, problemy z okazywaniem emocji, dystans w wielu relacjach bo nie potrafilam zrozumiec rowniez slabosci innych. Dzis powoli ukladam sie na nowo, nie jest prosto pozwolic sobie po tylu latach na delikatnosc, na pokazanie miekkiego podbrzusza. Pomaga mi psycholog. Tobie rowniez goraco polecam psychoterapie. Mozna naprawde zrozumiec duzo wiecej, zmienic na lepsze... jesli tylko sie chce. Pozdrawiam serdecznie cslady.

38 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-25 10:26:19)

Odp: Rozstanie po ponad 10 latach związku

Mam taka refleksję o sile i słabości: człowiek naprawdę silny nie musi chronić się pancerzem i udowadniać swojej siły całemu światu. Moja ulubiona A. Krzysztoń śpiewa: "jest taka moc, która w słabości tylko mieszka".
Też się uczę być słabą bez poczucia winy. Z akcentem na drugą połowę zdania. Z pomocą w nauce przyszła mi... choroba.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

Posty [ 1 do 38 z 1,121 ]

Strony 1 2 3 30 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po ponad 10 latach związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018