Co znaczy zachowanie faceta w mojej obecnosci? Od lat moi rodzice powtarzali mi ze się mu podobam, często pytał ich o mnie, co u mnie słychać itp. Ale ja wtedy byłam z moim byłym i na tamtego nie zwracałam uwagi, no bo jeden mi wystarczył
Jestem rok po rozstaniu z byłym i pora pomyslec o nowym związku.
Wiem ze tamten nie ma aktualnie dziewczyny no i zaczął mi się podobać. Problem jest w tym, ze dziwnie się zachowuje, gdy mnie widzi i sama juz nie wiem czy nadal mu się podobam, czy co. Nie widzieliśmy się z dobre 3 lata, a teraz widzimy się minimum 2 razy w tygodniu.
Kątem oka widzę, że na mnie patrzy, ale gdy spojrzę na niego, od razu się odwraca. Gdy się mijamy, patrzę na niego z zamiarem uśmiechnięcia się do niego choćby, ale on nie daje mi na to szansy, albo patrzy w ziemię albo gdzieś w bok, jakby nie miał ochoty na kontakt wzrokowy ze mną. Nie zauważyłam, aby zachowywał się tak w stosunku do innych znajomych, niezależnie od płci, do wszystkich zagaduje, uśmiecha się, a gdy widzi mnie, to wygląda na spiętego albo tak mi się wydaje. Nic mu nie zrobiłam, nie pokłóciliśmy się ani nic z tych rzeczy. Trzy lata temu jak widzieliśmy się ostatni raz, to tylko oboje życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego tak po koleżeńsku i od tamtej pory go nie spotkałam aż do teraz (byłam w innym mieście za pracą, ale miesiąc temu wróciłam do rodzinnego miasta). A teraz nawet się do mnie nie odezwie. Sama boję się zagadać, bo nie wiem, czy nie ucieknie. Nie chcę się narzucać, jeśli faktycznie coś mu nie pasuje. Nie jesteśmy jakimiś bliskimi przyjaciółmi, nie mam jego numeru telefonu ani nic, po prostu znamy się przez to, że często spotykamy się we wspólnym gronie znajomych. Kiedyś przy takich spotkaniach zdarzało nam się trochę porozmawiać o pogodzie a teraz nic.
Było kilka takich sytuacji, które mnie niepokoją i nie wiem jak to interpretować.
Raz stałam z moją mamą na parkingu, mama w odległości 2 metry ode mnie. On szedł, gdy mnie mijał pochylił głowę, patrzyłam na niego wtedy tak niby od niechcenia i miałam wrażenie że pod moim spojrzeniem się jeszcze bardziej jakby kurczy (jest mojego wzrostu), a gdy już mnie minął dosłownie o krok, to od razu głowę podniósł, uśmiechnął się do mojej mamy i poszedł.
Innego dnia stałam przy drzwiach do pewnego budynku i czekałam na mamę, on był wewnątrz budynku i powoli kierował się do wyjścia (drzwi przeszklone, więc ja widziałam jego jak szedł, a on widział mnie). Stałam może 2 metry od drzwi i gdy mnie zobaczył, to przystanął na parę sekund, a potem się cofnął i zrezygnował z wychodzenia na zewnątrz (czekał na kolegę, który też był jeszcze w środku, bo z kimś rozmawiał). Weszłam więc do srodka, bo myślałam, ze może wtedy zagada, czy coś, jak zobaczył, ze wchodzę (nawet nie szłam w jego stronę, tylko weszłam i zatrzymałam się przy drzwiach, wyjęłam telefon, bo akurat dostałam sms), to cofnął się jeszcze bardziej wgłąb holu, stanął pod ścianą i odwrócił się. Zaraz potem podszedł do niego ten kolega i razem skierowali się do wyjścia. Patrzyłam na niego gdy szedł, żeby złapać jakiś kontakt wzrokowy, a on się odwrócił w drugą stronę i udawał że mnie nie ma. I nie to, ze gapiłam sie jakoś chamsko, intensywnie, tylko tak niby od niechcenia. Wiecie. Podniosłam wzrok znad telefonu, ze niby patrzę kto koło mnie przechodzi. A ten nawet na mnie nie spojrzał, a przeciez stałam centralnie przy drzwiach, gdybym zrobiła jeden krok w przód, to by się o mnie potknął.
Nie wiem jak to rozumieć i się wciąż zastanawiam. Wiem, że jest on bardzo nieśmiały i trochę zakompleksiony. Nigdy nie miał dziewczyny (znam jego rodziców, stąd wiem).
Wątpię, żeby był na mnie o coś zły, bo serio nic mu nie zrobiłam. Zastanawiam się, czy nadal mu się podobam i jest po prostu onieśmielony przy mnie tak bardzo, że boi się spojrzeć mi w oczy, czy ja sobie to po prostu wmawiam.
Wiem, że nie siedzicie w jego głowie i nie zgadniecie, co on myśli. Ale może pomozecie mi to jakoś zinterpretować.
Nasuwa mi się jedna rzecz. Gdy jakiś facet kiedykolwiek mi się podobał, byłam tak onieśmielona przy nim, że unikałam go jak mogłam, bo bałam się, że źle wypadnę czy coś. Czy faceci też tak mają? Podkreślam, ze on jest naprawdę nieśmiały. Tak jak i ja z resztą. Czy gdybym mu się podobała, to uciekałby aż tak ode mnie? Nie widzę żadnego innego powodu, by miał to robić, bo przecież się znamy od 10 lat, wczesniej normalnie rozmawialismy i naprawdę nic mu nie zrobiłam, żeby miał być aż tak obrażony na mnie. Nigdy mu się też nie narzucałam, nie próbowałam go nawet podrywać ani nie gapię się na niego w sposób nachalny, ktory miałby go skłonić do unikania mnie. Staram się zachowywać normalnie i naturalnie. Po moim powrocie, gdy po raz pierwszy się zobaczyliśmy po tych trzech latach, ani razu nie rozmawialiśmy.
Na razie nie myślę o tym, by się z nim związać, bo w zasadzie go za dobrze nie znam. Podoba mi się, to fakt, ale na ten moment chciałabym tylko go lepiej poznać, żeby wiedzieć, czy coś z tego mogłoby być. Tyle że on mi nie daje na to szansy no i nie wiem, czy w ogóle próbować...