Błagam pomóżcie mi to zrozumieć i podjąć decyzje co zrobić…
Poznajesz faceta, pierwsze spotkanie… iskrzy tak, że sami nie wiecie co się dzieję… jakbyście się znali od lat… niesamowita chemia… dosyć częste spotkania, wypady na tańce, pierwsze namiętne pocałunki, przytulanie… masz wrażenie, że znalazłaś drugą połowę… zakochujesz się na zabój…
do momentu gdy on zaczyna zauważać, że zaczyna mi zależeć, że chciałabym czegoś więcej (czyt. związku) tak, też odebrałam jego sygnały, które mi dawał… sam mówił, że chciałby ale nie ma się co z niczym śpieszyć… przyznałam racje… (znamy się od 2 miesięcy)
Podczas tej poważnej rozmowy, prosił mnie żebyśmy się z niczym nie śpieszyli, trochę się otworzył i opowiadał o swoich byłych, za każdym razem został zdradzony… on się w pełni poświęcał związkowi a one robiły co chciały i z kim chciały… ta jego ostatnia mówiła mu że jest beznadziejny w łóżku i ogólnie…(podobno się jej odwidziało i zaczęła o niego zabiegać – ale on mówi, że się nią brzydzi, że już nic nie czuje do niej) spadła jego samoocena mówił, że to coś w nim wypaliło, że nie wie czy byłby w stanie mi dać szczęście, że kiedyś był bardzo zazdrosny teraz już chyba nie potrafi, że raczej jest „zimny”, że już nawet nie potrafi być romantyczny…
ehhhh ta rozmowa, poczułam się jak by mi ktoś w twarz dał, zrzucił z chmury na twardy grunt… byłam pewna, że chcemy tego samego (wcześniej pojawiały się rozmowy, może głupie ale jednak on sam zaczynał, że chciałby żebym była blisko, że może kiedyś wynajmiemy wspólne mieszkanie, wspólne gotowanie itd – luźna gadka, trochę z żartem ale jednak dawała nadzieje…)
Po tej rozmowie, on się cofnął o przynajmniej 3 kroki do tyłu… nie wiedziałam czy mam zniknąć czy co zrobić bo strasznie mi na nim zależy… było i jest mi źle… zapytałam tylko ostatnio, czy jest jakaś szansa żeby było coś między nami – odpowiedział, że jest „bardzo duża”… więc zostałam… znowu prośba żeby się nie śpieszyć, żeby się to toczyło samo…
Jednakże, on stał się jakiś taki bardziej oschły, obojętny… przyznam szczerze, że nie rozstaliśmy się w miłej atmosferze po tej rozmowie, ja po prostu zgłupiałam co się stało… byłam trochę zła on to zauważył… ale ja nie wiedziałam jak się mam zachować… powiedział, że zrozumie jak zakończę znajomość i będzie się musiał z tym pogodzić…. ale, że bardzo dobrze się przy mnie czuje, że dziwnie by mu było jakby się to tak teraz miało skończyć…
Nie wiedzieliśmy się od tego czasu a minął ponad tydzień… kontaktowaliśmy się ze sobą codziennie od tego czasu smsowo… ale ten kontakt nie był taki jak wcześniej… zbudowało się napięcie, co dało się odczuć czasami w smsach… ja także zaczęłam się wycofywać i mieć bardziej obojętny stosunek wobec niego, przestałam pokazywać, że mi zależy on jakby cały czas liczył na moją inicjatywę… jednakże jest między nami bardzo duże pożądanie, dość często piszemy luźno o seksie, pojawiają się podteksty – zawsze on zaczyna temat… jest to dla mnie o tyle dziwne, że niby się wycofał ale rzuca jednak takimi tematami przykładowo pytając co lubie jak lubie… (oboje byliśmy i jesteśmy zdania, że z seksem nie należy się śpieszyć (choć przyznam że nie raz ciężko było nam sie opanować) … ale nie zrobilibyśmy tego w obawie, że mogłoby zniszczyć tą relacje (czy rzeczywiście?) jednakże on wie, że ja bez uczucia, dla samego seksu tego nie zrobię…
jutro mamy się spotkać po tym wszystkim jechać posiedzieć gdzieś w górach pogadać na luzie…
Sama jestem ciekawa jak się będzie zachowywał… czy przytuli pocałuje… ja wiem, że sama już z taka inicjatywą nie wyjdę… nie chce naciskać… to teraz wygląda jak taka luźna znajomość… nie wiem, nie wiem co teraz jak to tego podejść, jak rozmawiać, czy zabiegać czy nie, jak się zachowywać względem niego, żeby było dobrze…
Jeszcze taki szczegół: Nie jestem brzydką dziewczyną (ale pięknością tez nie
), mam paru kolegów , zwrócił raz uwagę, że mam dużo komentarzy od facetów na portalu społecznościowym, sprawdzał to…
Nie wiem czy on mnie teraz jakoś, próbuje testuje a może się bawi?… ehhhh co myślicie o tym wszystkim?
Nie wiem czy się angażować w tą znajomość, bardzo (jak nigdy) zależy mi na tym facecie… nic na siłę ale cholernie się boje, że będzie mi się strasznie ciężko podnieść jak to nie wyjdzie, będę ogromnie cierpieć...
P.S.Przepraszam za chaotyczność wypowiedzi ale ciężko to w skrócie tak było opisać… z góry dziękuję za wszelkie rady