Dawno mnie tutaj nie było. Wracam bo mam problem sama ze sobą z którym sobie nie radzę.
Jestem z M już 4,5 roku. Mieszkamy razem od 2 lat. Ja 28 lat on 33lata.
Oboje mamy stałą pracę zarobki w miarę spoko. Własnościowe mieszkanie małe bo małe ale swoje.
Jesteśmy szczęśliwi dogadujemy się mamy już jasny podział obowiązków w domu.
Oboje pokończone szkoły, ja w tym roku uzyskałam tytuł mgr więc super.
żyjemy sobie sami dla siebie z dnia na dzień od weekendu do weekendu od wolnego do wolnego od świąt do świąt.
Ogólnie żyć nie umierać super związek, wszystko pięknie........ ALE.....
Czuję że nasz związek osiadł na mieliźnie, chce jakiejś zmiany marzę o ŚLUBIE już od zeszłego roku czekam aż mi się oświadczy.
Myślałam że to nastanie w ostatnią gwiazdkę, ale nie.
Ale on tego nie robi. rozmawialiśmy ze sobą on chce ślubu i dzieci ale nie mówi kiedy ..... a to ważne !! zbliżam się do 30 on ma już 33.
nie chcę być starą mamuśką która leży na podtrzymaniu ciąży bo facet się lenił kilka lat. albo co gorsza spędzić najlepsze lata w związku który nie dąży do niczego.
Pękłam w maju kiedy na naszym wspólnym wyjeździe do Pragi z przyjaciółmi, jedna para naszych przyjaciół się zaręczyła na moich oczach.
w styczniu 2 ciąża kuzynki, W lutym zaręczyny jego 2 kolegów. Maj nasi przyjaciele zaręczyny na moście karola, w maju też urodziła nasza koleżanka u której byliśmy na weselu rok temu, lipiec kolejne zaręczyny kolegi, lipiec ślub znajomych, sierpień kolejny ślub, no i teraz ślub jego wujka żeni się drugi raz. A MY ???
Pękłam była rozmowa gruba rozmowa. Doszliśmy do porozumienia że od września zbieramy na wesele. Bo nikt nam nie da na przyjęcie musimy sami na to zarobić. Mówił mi że on nie ma takiego ciśnienia na ślub jak ja, jak on to stwierdził "żaden facet nie ma ciśnienia na ślub". Zatem zbieramy na wesele, "a zaręczyny będą po drodze". Serio ? czyli kiedy ? Zbierać można a wesele nawet 10 lat.
Czy ja przesadzam ?? czy ja mam coś z głową ?
czuje się czasami jak durna blondynka która tupie nóżkami że nie ma ślubu ani pierścionka na palcu i szansy na dzieci.
I wstyd mi momentami że tak rozpaczam, ale to naprawdę dla mnie bardzo ważne. Czuję wewnętrznie że dłużej takiej stagnacji nie wytrzymam.