Proszę o radę. W końcu po 8 latach zostałam swiekrą. Synową zaakceptowałam bez zastrzeżeń (pomimo, ze jestem matką jedynaka). Mam problem z zaakceptowaniem Jej rodziców. Gatunek ludzi, którzy zawsze mają rację.
Dzieci moje podjęły decyzję o ślubie po namowie teściów. Nim oswoiłam się z myślą, że syn się żeni, juz drukowały się zaproszenia, zlecone, nie przez młodych, a przez mamusię. Sala, orkiestra, samochód, menu - wybrane przez mamusię, mimo, ze koszty po połowie. Milczałam taktownie. Ulało mi się nieco, gdy dowiedziałam się, że synowa nie wie, jaką będzie miałam wiązankę, bo mamusia się uparła, że ona załatwi ("bo ja tak chcę"). Załatwiła. Zdechniętą, padniętą, bo jaka miała być, gdy była wieziona w upale ponad 60 km? Ale i tak wg synowej "jest piękna".
Kulminacja nastąpiła pod kościołem, kiedy to mamusia (a nie świadkowe) zbierała prezenty. Zapakowała je do swojego samochodu, a po weselu zawiozła do swojego domu, mimo, ze mlodzi zostali u nas. Przywiozła następnego dnia, swietnie zorientowana, co kto dał. I nastąpiła publiczna inwentaryzacja, która polegała na tym, ze synowa otwierała prezenty, a mamusia liczyła.
Cała ta i poprzednie sytuacje spowodowały, że mój stosunek do rodziców synowej stał się, delikatnie mówiąc - negatywny.
Jeszcze przed slubem teściowa stwierdziła: w tym małżeństwie ma rządzić moja córka (bo ja tak chcę)", a córka tańczy, jak jej mamusia zagra, więc w tym małżeństwie będzie rządzić teściowa. Zaczyna do mnie docierać, że to małżeństwo skazane jest na niepowodzenie.
Jak spowodować, żeby synowa zauważyła, że czas odciąć pępowinę? Jak postąpić, żeby nie utrzymywać kontaktów z teściami, a jednocześnie nie spowodować zakłócenia relacji z synową?
I jak grzecznie i taktownie wyłuszczyć teściowej, że jej zachowanie dot. prezentów było nietaktowne. Bo tak naprawdę, uświadomiłam sobie, że dała do zrozumienia, że Mlodzi nie zasługuja na prezenty, a my, rodzice Pana Młodego na zaufanie, że prezenty w naszym domu będą bezpieczne.
Proszę mi wierzyć, że sytuacja ta wywołuje moją wściekłość i nie uspokoję się, dopóki im nie powiem, co o tym myślę.
A może to ja jestem ta zła....?
Podobne tematy
Masz problem z zaakceptowaniem rodziców synowej. Z zaakceptowaniem czyli...? Nie musisz ich lubić. Złości Cię to, że teściowa Twego syna decydowała w sprawach młodych. Nic jednak nie wspomniałaś o tym, jakie zdanie na ten temat mieli właśnie oni. Być może im nie przeszkadzały decyzje teściowej (gdyby było inaczej porozmawialiby z nią). Po co masz się wtrącać? Tylko po to, by pozbyć się złości? Są inne, lepsze sposoby, które nie spowodują konfliktu.
Chyba bym przypier... jej, jakby jakaś obca stara wredna baba wpływała a życie mojego syna a wrrrrr....
Delikatność, taktowność tu absolutnie nic nie pomoże. Do takich wrednych mamusiek trzeba ostro, w stylu ,,słuchaj małpo....'' i w 4 oczy żeby jakby co świadków nie było.
Ja bym raczej była za tym, żeby zacząć kopać grunt pod rozwód. Z taką teściową twój syn idzie na zmarnowanie. Ona dokąd będzie żyć to będzie mu życie zatruwać. Jedyna opcja to się odciąć całkowicie. Tylko dyplomatycznie, wiesz kropla draży skałę. A potem jest świetne alibi, cała winę za rozwód zwalcie na teściową. Przy dobrych wiatrach to jeszcze syn dostanie rozwód z orzeczeniem o winie żony.
Mówię Ci, szkoda syna, a pokojowo rozmowami nic nie da się zmienić, będzie tylko coraz gorzej, z takimi trzeba ostro.
Chyba bym przypier... jej, jakby jakaś obca stara wredna baba wpływała a życie mojego syna a wrrrrr....
Delikatność, taktowność tu absolutnie nic nie pomoże. Do takich wrednych mamusiek trzeba ostro, w stylu ,,słuchaj małpo....'' i w 4 oczy żeby jakby co świadków nie było.
Ja bym raczej była za tym, żeby zacząć kopać grunt pod rozwód. Z taką teściową twój syn idzie na zmarnowanie. Ona dokąd będzie żyć to będzie mu życie zatruwać. Jedyna opcja to się odciąć całkowicie. Tylko dyplomatycznie, wiesz kropla draży skałę. A potem jest świetne alibi, cała winę za rozwód zwalcie na teściową. Przy dobrych wiatrach to jeszcze syn dostanie rozwód z orzeczeniem o winie żony.
Mówię Ci, szkoda syna, a pokojowo rozmowami nic nie da się zmienić, będzie tylko coraz gorzej, z takimi trzeba ostro.
Ostra rozmowa z synowa.skutek wielka kłótnia.
Jak wychowalas syna?ma chłopak charakter?jak on zacznie rozmowę i walkę to może się uda.jeżeli nie przeszkadza mu to; to musisz się nastawic ze nikt nie zareaguje.
Gdzie mieszkają młodzi.jak daleko od mamusi?
Uważam, że nie warto wtrącać się i komentować zachowania teściowej syna. Dzieci same z czasem "przejrzą na oczy" i sobie z tym poradzą. Synowa może dojrzeje do przecięcia pępowiny ze swoją matką pod wpływem twojego syna- jej męża, ale na to potrzeba czasu i jeszcze paru podobnych sytuacji i zachowań teściowej.
Jako matka swojego syna czujesz się nie komfortowo w całej tej sytuacji, ale to bezpośrednio ciebie nie dotyczy a twój syn jest dorosły i to był jego wybór, więc pozwól mu doświadczać zycia na jego sposób.
Jeżeli młodzi nie maja swojego M, to sa w trudnej sytuacji jako małżeństwo i warto bardziej nad tym się zastanowić by pomóc im w uniezależnieniu się od wszystkich by mogli funkcjonować jako rodzina na którą nikt nie wywiera presji i kontroli.
Dzięki wielkie.
Młodzi mieszkają sami, w mieszkaniu teściów, którzy tam dosyć często bywają. Teście uzurpują sobie prawo do decydowania, jak ma być urządzone mieszkanie. Córunia wpatrzona jak w święte obrazki, synowi wszystko jedno (jak na razie).
Boję się, że jak zrozumieją, już będzie za późno. Nie wtrącam się póki co, ale...
Złoszczą mnie, to fakt. Właściwie teściowa, bo tylko ona w większości rządzi. Mają syna, który był tylko rok żonaty i małżeństwo się rozpadło. Oni twierdzą, że winna była dziewczyna, ale teraz to już nie jestem o tym przekonana. Prawdy się nie dowiem i nawet nie chcę, bo jeśli mamusia mieszała i się wtrącała, to tylko usiąść i płakać.
Co do akceptacji: długi czas ich akceptowałam, ale to drugie ja wyszło z nich dopiero w trakcie przygotowań. A ja wciąż słyszałam "mama powiedziała...", "tata powiedział".... Dobra, niech sobie mówią. Ale jak usłyszałam, że w tym małżeństwie ma rządzić córka, szlag mnie trafił. Chyba nie ona o tym powinna decydować. Świerzbi mnie język, żeby jej powiedzieć parę słów, ale, tak, jak pisałam, boję się, żeby to nie zakłóciło relacji m-dzy młodymi.
Czyli co, czekać i się przyglądać - tylko to pozostaje.
renatko!
2,5 roku zajelo zrozumienie mojej patologii w związku.
slepa i glupia bylam jak malo kto.
syn przejrzy, a synowa...jak nie przejrzy to bedzie rozwód.
wiem, ze i tak nie wytrzymasz i sie wtrącisz. od syna, potem do tesciowej syna zaczniesz gadac.
tez bym zaczela.
bo kto by zniósł takie zachowanie...
I syn, i synowa są dorosłymi ludźmi, układają sobie swoje życie według swoich standardów. Twoja ingerencja będzie dowodem na rozpoczęcie walki między Tobą a teściową syna o władzę, o to która z was jest lepsza, która ma rację.
Żyj swoim życiem.
Zyję, ale co to za życie? Teściowa wybrała młodym (czytaj: sobie) mebelki do kuchni, a mnie przyszła do głowy taka myśl: Urządzą mieszkanie za pieniążki ze ślubu, a potem poszukają okazji, żeby syna wykopać z niczym. Czy to możliwe? Pewnie tak.
Na weselu było 2 x więcej naszych gości, niz ich, więc czemu się rządzą?
Tiaaaa, chyba głupieję....
10 2015-08-15 00:28:21 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-15 00:40:24)
Renatakam23, przeszkadza Ci, że tamta się wtrąca, a sama wtrącasz się w ich życie. To oni mogą jej zwrócić uwagę, nie Ty - bo to nie Twoja sprawa, co z teściową robią.
Ona sprawdza prezenty - Ty wyliczasz kto ilu gości zaprosił, przecież Wy więcej.
Ona wiązankę - Ty że płaciliście po połowie.
Ona o czymś decyduje za młodych - Ty chcesz decydować za młodych, kto ma decydować.
Ja nie widzę różnicy. Jedynie taką, że ona ma więcej jaj i swoje wtrącanie się uprawia publicznie, a Ty nie jesteś jeszcze pewna, czy zacząć, tylko gromadzisz argumenty "za". Poza tym te Twoje argumenty sugerują, że uważasz, że Ty masz większe prawo do wtrącania się - bo w końcu wy więcej płaciliście, bo ona ma nie decydować, bo Ty po prostu wiesz lepiej, co jest dla nich dobre. Wiesz lepiej, że bez wtrącania się tamtej teściowej, będzie im... lepiej. A tamta teściowa też pewnie uważa, że jak doradzi, zadba, wybierze, będzie lepiej.
Żeby było jasne - nie uważam, że ona postępuje właściwie. Tylko że to nie znaczy, że Ty masz zacząć robić to samo i właściwie pod tym samym pretekstem. Bo ona im "pomaga" i Ty też chcesz zacząć. ![]()