Od jakiegoś czasu zmagam się z trudnym wyzwaniem. Mój narzeczony od prawie roku jest na świadczeniach rehabilitacyjnych, miał operacje na kręgosłup, ale wszystko jest ok już. Stwierdził, że on w Polsce nie będzie pracował za 2 tys zł i wymyślił sobie, że wyjedzie do kolegi, który siedzi już w Anglii. Nic w tym by nie było złego gdyby nie to, że mamy 3 letnią córeczkę. On sobie wymyślił najpierw, że chce jechać na 3 lata żeby odkładać pieniądze i do Polski zjeżdżać ok 2 razy w roku tylko. Później wymyślił ze sciagnie mnie tam z mała. Ale ja tu mam dobra pracę w biurze, swoje mieszkanie, samochód, rodzinę z którą jestem bardzo zżyta. Powiedziałam mu swoje wątpliwości, że ja nie dojadę do niego, tu jest mój dom w Polsce. Jadąc tam będę nieszczęśliwa, odpowiedział mi, że on tu jest nieszczęśliwy. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli on wyjedzie będzie mi bardzo ciężko z dzieckiem samej, gdzie jeszcze mała trochę chorowita więc to już totalnie zdezorganizuje mi pracę. Ale najgorsze jest to, że obawiam się że to nie przetrwa. Widząc kogoś 2 razy w roku po parę dni ???
Podobne tematy
2 2015-05-01 19:56:18 Ostatnio edytowany przez życiejestkrotkie (2015-05-01 19:57:40)
Trochę to nie fair z jego strony żeby zostawiać Ciebie i córkę . Może po prostu jak chce wyjechać to razem a nie osobno bo związki na odległość są różne niektórzy przetrwają niektórzy nie.. ciężko jest tak na dłuższą metę, i trzeba mieć ogromne zaufanie do siebie.. osobiście wolałabym na twoim miejscu wyjechać z partnerem
Jak mu praca za dwa tysiące nie odpowiada, to niech znajdzie lepszą...
Jak chce jechać za granice, to niech sobie jedzie... tylko po co założył rodzinę...
A zresztą dużo rodzin tak robi... ale Ciebie rozumiem, jak ktoś ma tu pracę, to czemu ma to wszystko rzucić. Z drugiej strony.. on jeśli faktycznie miałby dobrą tam pracę i tobie załatwił także, to owszem, warto jechać... ale jeżeli nie znajdzie to w trygi migi będzie wracał do kraju...
Dam Ci radę, puść go, daj mu szanse... ale jeśli zacznie nie odbierać telefonów... brak relacji.... to spokojnie możesz założyć rozwód...bo w 100% cię zdradził...
Dominiko
Są małżeństwa które żyją wiele lat w takich dwóch światach.
Są małżeństwa które radzą sobie z rozłąką.... pytanie przez jaki czas.
Ja jestem od niedawna przeciwniczką wyjazdów za granicę.
Dlaczego?
Dlatego że mój mąż przed świętami Bożego Narodzenia zeszłego roku stwierdził że "to bez sensu" i on chce żyć.
Chce ale już beze mnie bez córki która "skomplikowała by mu życie".
Przyczyną jest panna co przez 38 lat zajmowała się ni mniej ni więcej lecz wyłącznie baletami i lizaniem swojego zada.
Mniejsza o to.
Emigrantom ciężko jest wracać bo po pierwsze przyzwyczajają się do wolności
braku obowiązków, mogą chodzić na imprezy itd
Tracą relacje z dziećmi
Wygodnie im zrzucać obowiązki domowe na małżonka który został w kraju.
Związują się z krajem w którym żyją , robią się zarozumiali i dumni - no bo zarabiają, i potem okazuje się że nie chce im się wracać.
Bo do czego ? do pracy za 2 tys ? Do żony i dziecka które nie pozwolą wyjść i się zabawić.
Pozamiatane małżeństwo jest gdy mąż zaczyna odcinać swój świat od waszego.
Tak to wyglądało w moim przypadku.
Ani się nie obejrzałam a nie mam dostępu do jego konta ..nie wiem ile ma telefonów ...wiem już z kim sypia i nie jestem to ja.
Wiem do kogo i z kim jeździ do Polski ale nie jestem to ani ja ani córka.
Dodam tylko że byliśmy naprawdę zgranym i szanującym się małżeństwem.
Znajomi wręcz nie mogą w to uwierzyć że przykładowe małżeństwo jest już tylko na papierze i to pewnie nie potrwa zbyt długo.
Masz wybór ..albo jedziesz z nim albo skończysz jak ja .
W wielkim pustym domu, który pewnie i tak pójdzie pod młotek a o którym kiedyś marzyliśmy oboje.
Przeczytaj ten post mężowi ..niech się zastanowi nad tym co może stracić a co zyskać.
Fachowo bilans to się nazywa.
czy pieniądze są warte tego by stracić z Wami więź?
Dodam że mój mąż też miał wyjechać zarobić na dom i trochę odłożyć.
Ale priorytety mu się zmieniły.
Teraz stwierdził że "on się w tym domu nie czuje" i że on ma swój w swoich czterech odrapanych ścianach, które wynajmuje.
Wiele osób mnie przestrzegało przed emigracją ale nie słuchałam.
Dlaczego? Bo się kochamy nic nie może się przecież stać !
I co? I zong ![]()
I jeszcze jedno Dominiko
Jeśli człowiek decyduje się na małżeństwo to ważne decyzje powinny być podejmowane przez obie strony.
Ty nie możesz zmusić męża by nie wyjechał
A on nie może cię zmusić być pojechała z nim.
Powinniście wypracować kompromis.
I szanować swoje zdanie i się go bezwzględnie trzymać.
Mnie już kilka lat temu oczy się otwarły ze zdziwienia gdy usłyszałam jak mój mąż mówi że chce tam zostać do emerytury.
Wtedy powinnam była mu spakować manatki i wykopać za drzwi.
może wtedy bym go odzyskała.
A druga strona medalu na co mnie mąż co się nie liczy z moim zdaniem?
Odkąd pamiętam mój ojciec 'od zawsze' pracowała za granicą, bywał tam raz krócej raz dłużej, na dzień dzisiejszy jego praca na emigracji trwa dobre 10 lat, bywa w domu dość często, ale z tego co ja obserwuję moi rodzice jakoś nie ciekawie się dogadują, jak on jest daleko to jest okej (rozmowy telefoniczne, skype), ale jak wraca do domu to zaczyna się: sprzeczki, wzajemne dogryzanie, jeden na drugiego coś zwala, po prawie 30 latach małżeństwa wydaje mi się, że to normalne, ale jestem pewna, że ta rozłąka dokłada do tego wiele. Ja osobiście bym mojego faceta nie puściła za granicę i na odwrót - chyba, że razem - da się żyć na odległość oczywiście, ale ja uważam, że na krótki czas, zwłaszcza gdy ludzie są jeszcze młodzi, to źle wpływa na relację a bliskość, która kiedyś łączyła chyba zaczyna zanikać, nie byłam nigdy w takiej sytuacji, piszę jedynie o tych co zaobserwowałam. W Waszym przypadku to także źle dla córeczki, ona brak ojca zauważy i odczuje najbardziej, Twój partner postępuję troszkę nie fair wobec Ciebie, bo takie decyzje podejmuje się we dwoje, bo to nie są jakieś tam błahostki. Z jednej strony go rozumiem, bo sama nie widzę przyszłości w tym kraju, ale to żadne usprawiedliwienie i Twoje zdanie też musi się liczyć.
Pozdrawiam.
Puściła bym go ale pod warunkiem że on odrazu szuka dla was mieszkania i max za miesiąc ty do niego dojeżdżasz inaczej nie ma opcji...
8 2015-05-03 22:25:11 Ostatnio edytowany przez kiedyś.... (2015-05-03 22:26:30)
ja żyję w takim związku już 14 lat. Nie jest łatwo, ale to jest wykonalne.
ja żyję w takim związku już 14 lat. Nie jest łatwo, ale to jest wykonalne.
Słonko ale powiedz uczciwie co to za życie?
Nie czujesz się samotna?
Nie czujesz się opuszczona?
Więź nie zanika?
Nie chciałabyś się wtulić w ramiona męża i po prostu mieć koło kogo się budzić i dzielić troski i radości na dwa?
Ja ci powiem kochana ..przepraszam za brutalność ale dłuższe wyjazdy rujnują związki .
Czy nie jest tak że sama siebie oszukujesz?
Bo ja tak wiele lat się oszukiwałam aż do teraz.
Teraz mam oczy ze zdumienia szeroko otwarte i zbieram te wszystkie złe zdarzenia w jedną całość ...
jakby mi ktoś klapki z oczu zdjął.
Nie jest to przyjemne uczucie. Bo rozpad związku nie dzieje się z dnia na dzień.
Są krople które po sobie drążą tą skałę.
Któregoś dnia otwierasz oczy i zauważasz że ze skały został tylko popiół.
Jeśli obie strony chcą to ratować super gorzej jak jedna już wybrała wygodniejsze życie bez zobowiązań i rodziny.
Ja równiez zyję w takim związku.
I też to jest już ponad 10 lat.
Nie zawsze jest łatwo. Czasami sa wątpliwości, tęsknota, wkurzenie, wiele różnych emocji.
Uważam jednak, ze pewne sygnały, że związek sie sypie widać już wczesniej i wtedy decyzja czy ratujemy i oboje chcemy czy dajemy sobie spokój i się nie meczymy.
Z wypowiedzi wynika, że to facet jest zły, to on szuka odskoczni i zabawy zaraz zacznie zdradzać i szukać wrażeń.
Powiem wam kochani, ze jesli miałby zdradzać to moze to robić za rogiem bloku pod domem a nie musi jechac tysiące km od domu. Nie wie w jakich warunkach będzie musiał mieszkać.
Nikt nie pisze o tym, ze temu facetowi też moze być cięzko.. ze też tęskni, że też chciałby odwalić 8 godzin , pokosić trawkę pod domem cyz pogrilować z rodziną..
To nie jest proste, ale jesli to jest ich wspólna deczja to powinni się wspierac, rozmawiać ze sobą, próbować się wczuć w sytuację drugiej strony a nie tylko wymagać...
11 2015-05-04 08:58:14 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2015-05-04 09:05:42)
Mozna isc na kompromis, my tak zyjemy ponad 4 lata, ja jestem w pl. A moj "prawie" maz pracuje za granica, do domu jezdzi co poltorej tygodnia na weekend, firma wysyla ich w rozne miasta niemiec i zdarza sie ze do innego kraju, gdy pracuje w Berlinie to do domu jezdzi co kilka dni, gdy pracowal w Szwajcarii to tez przyjezdzal co poltorej tygodnia, ostatnio chcieli ich wyslac do Anglii i mieli do domu wracac co 3 tygodnie ale grupa mojego narzeczonego sie nie zgodzila i wyslali ich do pewnego miasta w Niemczech, moze poszukalby pracy w podobnej firmie? Firma znajduje im mieszkania i do pracy jezdza firmowymi autami wiec o takie sprawy nie musza sie martwic. Wiadomo ze wolalabym miec go codziennie w domu ale nie ma tak zle, poltorej tygodnia szybko zleci, na pewno bym sie nie zgodzila gdyby chcial do domu zjezdzac tylko dwa razy w roku, wydaje mi sie ze taki zwiazek by nie przetrwal, ze oddalalibysmy sie od siebie i ze w koncu kazde z nas by mialo swoje zycie, on tam ja tu i ze w koncu nawet tematow rozmow by nie bylo.
Ja równiez zyję w takim związku.
I też to jest już ponad 10 lat.
Nie zawsze jest łatwo. Czasami sa wątpliwości, tęsknota, wkurzenie, wiele różnych emocji.
Uważam jednak, ze pewne sygnały, że związek sie sypie widać już wczesniej i wtedy decyzja czy ratujemy i oboje chcemy czy dajemy sobie spokój i się nie meczymy.
Z wypowiedzi wynika, że to facet jest zły, to on szuka odskoczni i zabawy zaraz zacznie zdradzać i szukać wrażeń.
Powiem wam kochani, ze jesli miałby zdradzać to moze to robić za rogiem bloku pod domem a nie musi jechac tysiące km od domu. Nie wie w jakich warunkach będzie musiał mieszkać.
Nikt nie pisze o tym, ze temu facetowi też moze być cięzko.. ze też tęskni, że też chciałby odwalić 8 godzin , pokosić trawkę pod domem cyz pogrilować z rodziną..
To nie jest proste, ale jesli to jest ich wspólna deczja to powinni się wspierac, rozmawiać ze sobą, próbować się wczuć w sytuację drugiej strony a nie tylko wymagać...
Zgodzę się że jeśli ktoś chce zdradzić to zdradzi .
Zgodzę się w tej kwestii że jemu może być ciężko ..że tęsknił
ale w tej kwestii że chciałby odwalić 8 godzin i pokosić trawę już nie. Zamiast tego odwalał swoje godziny i hulaj duszo ...
Sorki ale skoro wychowywałam córkę pracowałam jakiś czas, zajmowałam się mieszkaniem, budową nowego domu , 4 lata jedna sprawa spadkowa , trochę krócej druga sprawa spadkowa...
A król przyjeżdża i mnie zarzuca że się dla niego nie maluje sorki wysiadam.
W moim przypadku widzę że zrzucił na mnie wszystkie obowiązki.
Do tego doszła wredna teściowa i brak wsparcia z jego strony.
Jak teściowa JEDNYM sms stwierdziła że nie chcę jej wpuścić do jej matki (bo zajęłam się też jego babcią po szpitalu) co było totalną bzdurą - dodam że teściowa notoryczna kłamczucha o czym wiedział !!! UKARAŁ MNIE 2 TYGODNIOWYM MILCZENIEM.
Nie zapytał jak było ...nawet nie próbował sytuacji wyjaśnić.
A ja? spowiadałam się zawsze z dnia codziennego. A on co? Zbrzydło mu o sobie nie mówił nic.
Król raz przyjechał i miał pretensje że pajęczyny wiszą w KOTŁOWNI !!!
Czy król był choćby raz na wywiadówce? czy robił z dzieckiem lekcje?
Nawet jak go prosiłam by przez skypa wytłumaczył dziecku algebrę ..stwierdził że zasnął. A ja niestety wiem co robił w tym czasie.
Jak córka była chora prosiłam by choć przez skypa dotrzymał jej towarzystwa by się zainteresował i co ? Dwa smsy.
Więc nie mów mi proszę że mój pan jako jeden z wielu nie nabył przykrej przypadłości wolnego ptaka bez zobowiązań.
Dodam ci że gdy usiłowałam ratować to małżeństwo i pytać go o tą nową kobietę...
Stwierdził że "znalazł sobie coś i to mu się spodobało, poświęcanie się dla rodziny jest bez sens bo nie ma z tego profitów...a co do panny to nie zamierza mieć z nią dzieci nie zamierza się z nią żenić.. i jak nie ta to będzie inna bo on chce żyć"
A gdy straszyłam że teraz ja ucieknę za granicę stwierdził że "córka skomplikowała by mu życie"
Bo co ? Bo by musiał godzić pracę z zajmowaniem się dzieckiem.
A jak kur*** a daję radę i mnie dziecko życia nie komplikuje!!!!!!!!!
WIĘC BEZ KOMENTARZA
I dodam tylko że nie wyszłam za maż za egoistę to był dobry chłopak ..zmieniła go emigracja i dwoje ludzi z porypanymi priorytetami.
13 2015-05-06 09:32:18 Ostatnio edytowany przez dwa w jednym (2015-05-06 09:33:27)
Smutny Motylek
dużo w Tobie złości, rozgoryczenia, poczucia odrzucenia.
Masz rację, kobieta, która godzi sie na takie życie w ogromnym stopniu bierze na siebie bardzo duzo, czasami za dużo..
Jesli zauważałaś, ze coś sie zle dzieje to czy chciałaś, żeby zjechał???
Może wtedy była szansa na uratowanie związku.
Wybacz, ale to ze twój mąż wypowiada sie tak o waszym wspólnym dziecku to tego nie można wytłumaczyć emigracją....
Mój mąż codziennie wieczorem rozmawia z dziećmi, gdy jest stara sie jak najwięcej czasu z nimi spędzac.
Znam pary, koledzy mojego męża, którzy piją, szastają kasą na prawo i lewo...
Ja mam dostęp do naszych kont, w sumie częstszy niż on sam. Widze na co wydaje kasę, ile, w jakim sklepie..
Ale obserwuję coś niepokojacego jak obserwuję pary zyjące w takim związku..
kobiety napalone tylko na kasę. Chcące wiecej i więcej. Nowy dom, dobre auto, wydają kupę kasy na ciuchy, chcą chodzenia do restauracji, nie gotują często w domu bo jak mąż w domu to przecież świeto prawda?
Ja swojemu męzowi gotuję to co lubi, piekę szarlotkę, którą lubi, nie furiacze jak rozhisteryzowana lala.
Stawiam przede wszystkim na ROZMOWĘ
bez niej nasz związek już dawno by przepadł..
acha i jeszcze jedno..
dbamy o siebie, wyczuwamy intuicyjnie jak się czujemy, jakie mamy samopoczucie, troska.. to jest ważne w związku
Ciężka sprawa. Musicie jakoś dojść do kompromisu. A może tam też znajdziesz dobrą pracę? Jeżeli ty tu będziesz mieć pracę, a on nie to też nie będzie super. Musisz wziąć wszystko pod uwagę.
Smutny Motylek
dużo w Tobie złości, rozgoryczenia, poczucia odrzucenia.
Masz rację, kobieta, która godzi sie na takie życie w ogromnym stopniu bierze na siebie bardzo duzo, czasami za dużo..
Jesli zauważałaś, ze coś sie zle dzieje to czy chciałaś, żeby zjechał???
Może wtedy była szansa na uratowanie związku.
Wybacz, ale to ze twój mąż wypowiada sie tak o waszym wspólnym dziecku to tego nie można wytłumaczyć emigracją....
Mój mąż codziennie wieczorem rozmawia z dziećmi, gdy jest stara sie jak najwięcej czasu z nimi spędzac.
Znam pary, koledzy mojego męża, którzy piją, szastają kasą na prawo i lewo...
Ja mam dostęp do naszych kont, w sumie częstszy niż on sam. Widze na co wydaje kasę, ile, w jakim sklepie..
Ale obserwuję coś niepokojacego jak obserwuję pary zyjące w takim związku..
kobiety napalone tylko na kasę. Chcące wiecej i więcej. Nowy dom, dobre auto, wydają kupę kasy na ciuchy, chcą chodzenia do restauracji, nie gotują często w domu bo jak mąż w domu to przecież świeto prawda?
Ja swojemu męzowi gotuję to co lubi, piekę szarlotkę, którą lubi, nie furiacze jak rozhisteryzowana lala.
Stawiam przede wszystkim na ROZMOWĘ
bez niej nasz związek już dawno by przepadł..
acha i jeszcze jedno..
dbamy o siebie, wyczuwamy intuicyjnie jak się czujemy, jakie mamy samopoczucie, troska.. to jest ważne w związku
Tak to prawda...
Wiele we mnie złości, rozgoryczenia, poczucia odrzucenia
Czy zauważyłam że się coś złego dzieje? Owszem nawet obstawiałam zafascynowanie inną kobietą.
Czy nie prosiłam żeby wrócił? OWSZEM !!!
Nawet błagałam by się opamiętał i wrócił do kraju.
Tłumaczyłam że ma ratować to małżeństwo ...że nikt mu drzwi do tamtego kraju nie zamuruje, że jeśli po pół roku stwierdzi że jednak nam nie wychodzi rozejdziemy się w zgodzie .
Ale nie !!! OLAŁ WSZYSTKO bo po prostu tak mu wygodnie.
Czy byłam zachłanna? Nie oszczędzałam na materiałach budowlanych ale na sobie owszem.
Zaniedbałam się nie kupowałam ciuchów bo wpierw chciałam schudnąć.
A gdy zapisałam się na kurację odchudzającą w listopadzie a w grudniu miałam już 6 kg mniej ...wszyscy to widzieli prócz jego.
BO JEMU JUŻ WTEDY NA MNIE NIE ZALEŻAŁO
I tak : noszę w sobie wielkie poczucie krzywdy że dawałam z siebie wszystko a teraz gdy praktycznie moglibyśmy z życia korzystać bo osiągnęliśmy stabilność to on chce korzystać z życia ale już z tą panną z najniższej półki co balowała całe życie i nie osiągnęła nic przez 38 lat.
Ja się poświęcałam dla dobra rodziny wielu rzeczy sobie odmawiałam więc jestem murzyn do roboty.
A ta pusta lalka prócz rozwalenia swojego małżeństwa, długotrwałego związku jaki się niby wg niej rozpadł bo dwoje dorosłych osób nie miało dla siebie czasu (bułahahaha śmiech na sali) teraz ma balować z moim mężem za nasze wspólne pieniądze?
Więc jak do cholery mam nie być rozgoryczona?
Gdy widzę że tej k*** sponsoruje przyjazdy do PL i rozrywki a córce nie kupi roweru?
Mówisz że stawiasz na rozmowę ...też rozmawiałam ...tyle że on przestał .
Stwierdził później że mu już dawno ZBRZYDŁAM!!!
Bo co? Bo mówiłam o tym co mnie otaczało...czyli wg niego NUDA
No jasne ja na imprezy czasu nie miałam więc o niczym innym mówić nie mogłam.
Któregoś razu powiedział córce "ty czekasz za prezentami a matka za przelewami"
I powiem Wam tak - wtedy to nie była prawda. Czekałyśmy za nim. Tęskniłyśmy obie.
A teraz ? Teraz jest tak jak nam wtedy zarzucał.
Pozamiatał cały szacunek jaki do niego miałyśmy.
Własnym dzieckiem manipulował i oszukiwał by wydobyć od niej swoje zdjęcie w kąpielówkach.
Okłamał ją że odzyskał zdjęcia z jej starej nokii z wczasów w Grecji.
I że da jej jak ona też mu przyśle coś co ona ma na swoim telefonie.
Włamałam mu się później na pocztę i co?
Wysłał tej swojej wywłoce to zdjęcie w gaciach z dopiskiem "coś na sen".
A córce po otrzymaniu tego co chciał nawet dobranoc nie odpisał.
Żeby było żałośniej te zdjęcia które córce przesłał w zamian nie były odzyskane z jej starej nokii tylko były zrobione jego telefonem.
Córka gdy zobaczyła jak patrzę na tą jego pocztę tylko skwitowała "brzydzę się nim"
Mógł po prostu poprosić o swoje zdjęcie w kąpielówkach..wysłałaby mu.
Ale nieeee trzeba było kręcić i dzieciaka oszukiwać...
Kroję go ile wlezie na czym popadnie ale zaczęłam to robić dopiero gdy zorientowałam się że on tak robi wobec nas.
Że mnie oszukuje na każdym kroku.
Że opon z felgami nie kupił 12-go w Norwegii a 30-go w Polsce że nie kosztowały 2 tys tylko 1340 .
Że nie mógł być z autem u mechanika w Norwegii i za to płacić skoro wrócił do Polski i poduszki tak śmierdziały że nie mogły być tam naprawione.
Więc? JAK KUBA BOGU TAK BÓG KUBIE.
16 2015-05-08 10:31:07 Ostatnio edytowany przez SmutnyMotylek (2015-05-08 11:05:56)
Czy jestem roszczeniowa?
Teraz owszem!!!
I będę
Bo pod moją opieką jest córka i dom.
Im więcej w obecnej sytuacji go skroję tym mniej będzie miał na pannę karierowiczkę.
Skoro panna karierowiczka wpoiła mu "że ludzie niepotrzebnie otaczają się rzeczami zamiast żyć"
nooo to niech go bierze gołego.
Ja chętnie przytulę wszystkie dobra którymi się nie chcą przecież otaczać.
Skoro go kocha to jego wypłata nie powinna być jej potrzebna ..a mnie owszem przyda się .
W domu jest sporo do zrobienia więc mnie pieniądze nie śmierdzą O!
Nie mam jego nie mam męża to na otarcie łez kasą nie pogardzę .
Wredne? Owszem ale jest skutkiem jego czynów i jego wyborów.
Mnie nikt nie pozostawił żadnego wyboru.
Nic innego już nie mam na otarcie łez.
Nawet złudzeń już nie mam.
Trochę egoistyczne ma podejscie. Jak ktoś kocha, to nie chce z własnej woli wyjezdzac od bliskich...szczegolnie, że pracę jakąś ma, nie jest bezrobotny. Przekonuj go, żeby zrobił jakieś kursy, szkolenia. Coś, co umożliwi mu znalezienie lepszej pracy na miejscu. Bo jak bedziecie się widywac kilka razy do roku, to na pewno oddalicie się od siebie i będzie to początek końca
Witam Was, dziękuję za odpowiedzi. Ja nie jestem po ślubie , niektóre Panie nie doczytały, ale praktycznie jesteśmy ze sobą ponad 4 lata więc czuję się tak jakbyśmy byli po
Ja do niego nie moge wyjechać, tak jak niektóre proponują. Mam tu pewne zobowiązania. Dzięki dziadkom dostałam prace, dzięki nim mam samochód, mieszkanie. Dlatego nie mogę wyjechać, bo mam obowiązek zostać i zająć się nimi na starość
mają po 78lat , babcia jeszcze na dodatek pomaga mi się dzieckiem zajmować ( z matką kontaktu nie mam jakby kto chciał napisać, a dlaczego moja mama mi nie pomaga )Po prostu nie mogę wyjechac i zostawić ich, za dużo im zawdzięczam. A on wyjechał 16 maja, chce wrócić na tydzień w styczniu. Dopiero. A mi już brakuje tej bliskości, nawet tego bałaganu w domu.
córka miała wczoraj przedstawienie na dzień mamy i taty, tak go szukała wzrokiem, na końcu zapytała sie a gdzie jest tatuś
zabolało mnie to, powiedziałam mu o tym, to powiedział, że nie chce abym takie rzeczy mu mówiła. Dlaczego ?? tęskni , to napewno , ale dlaczego nie chce wiedzieć jak reaguje mała na jego wyjazd ? To jest dziecko 3 letnie, które za wiele nie rozumie. Cieżko wytłumaczyc jej że tatus wyjechal do pracy, codziennie prawie się pyta o niego i to mnie tak strasznie boli, chciałabym się podzielić tym z nim, ale nie, on nie chce tego słuchać. Troszkę to mnie dziwi takie podejście. Nie wiem jak on sobie wyobraża dalej nasze życie, ale jechał z myślą powrotu niby za 3 lata, ale do czego ?? Wtedy do czego chce wrócić?? Wtedy już nie będzie tej więzi z córką jaka jest teraz, a ze mną tym bardziej. Będziemy żyć w różnych światach. Rozumiem gdyby nas odwiedzał co miesiąc czy 2 inaczej by to wyglądało, ale 2 razy na rok ?? Wiem, ja mogę też polecieć, ale 4 razy w roku się widzieć na pare dni , to nie to czego bym chciała
Faktycznie, dziadkow w tej sytuacji nie możesz i nie powinnas zostawiac. Wydaje mi się, że Twój chłopak nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji swojego wyjazdu. Na pewno już tęskni. I będzie mu coraz gorzej. Szczerze, to nie wydaje mi się, żeby wytrzymal tak długo bez kontaktu z Tobą i córką. Na pewno częściej będzie przyjezdzal. I właśnie na tym powinniscie się skupić-na wyjazdach do siebie. Moglabys go odwiedzac w miarę mozliwosci, on Ciebie częściej niż 2 razy w roku i byłoby ok. Znam parę-dziewczyna jest w Hiszpanii. Chłopak obecnie szuka pracy w Polsce (nie jest Polakiem). Każdy się dziwi, czemu nie pojechał do niej i czemu tam nie szuka pracy. Nie wiadomo. Potem planuje wyjazd do Wiednia..ona nie zamierza wracać z Hiszpanii. Nie widzieli się już pół roku i nie mają w planach wyjazdu do siebie. A mimo to kochają się. Ten chłopak miał okazję ją zdradzić, ale nie zrobił tego, chociaz dziewczyna z Polski narzucala mu się. Był lojalny. Nie można więc generalizowac, że każdy związek na odleglosc bez częstych spotkań jest skazany na rozpad, zdrady itd. Może u Was będzie wszystko dobrze, pomimo odleglosci. Ale dbaj o częsty kontakt wirtualny, spotykajcie się w miarę mozliosci i jakoś zleci. Chociaż obstawiam, że aż 3 lat tam nie wytrzyma. Wróci jak zacznie mu być tam źle samemu
oczywiście ze związki na odległość są wykonalne, jets ciężko wiadomo, tęskni się, ale jeśli ktoś kocha i potrafi być wierny i lojalny to dla mnie problemu nie ma
Zobaczymy jak to będzie, bo od paru dni czuję jakby coś się urywało, psuło, mała nie chcę rozmawiać z tatusiem, podejrzewam, że na swój sposób jest obrażona, albo tak przezywa jegho wyjazd. On mysli, że ktos jej cos nagadał i błędne koło... jakoś nie mamy tak częstego kontaktu od paru dni, nie dzwoni sam z siebie,a o pisaniu moge zapomnieć, jedynie odpisuje mi półsłówkami, dziwnie sie czuje, ale może tez to jakas forma tesknoty, nie wiem jak mam to sobie tłumaczyc.
Staraj się mimo wszystko utrzymywac częsty kontakt-choćby na siłę (pytaj co u niego, jak mu tam jest, jak było w pracy itd.niech wie, że pamiętasz i się troszczysz). Bo inaczej człowiek szybko się odzwyczaja i później może być ciężko wrócić do dawnych relacji.
staram sie
chyba troche za bardzo panikuje, ale nigdy nie bylam w takiej sytuacji, ze zwiazek na odległość, taaaka odległosc.
Na pewno Wam nie jest teraz łatwo. Jednak najwazniejsze to nie doprowadzic teraz do sytuacji wzajemnych pretensji, konfliktow, podejrzen o nastawianie dziecka itd. On zapewne pojechał tam w dobrej wierze, chce by Wam się lepiej żyło. A jak zaczną się kłótnie, pretensje itd, to pomyśli, że trudzi się na darmo i wtedy zaczniecie się od siebie oddalać. Życzę Ci wytrwalosci oraz żeby udało Wam się przetrwac te trudne dni. Zawsze na początku rozłąki jest ciężko, ale później człowiek się przyzwyczaja do nowej sytuacji. A że czas szybko płynie, to nawet lepiej, szybko minie ten okres rozłąki
trzymaj się i myśl pozytywnie ![]()
Skoro chce pracowac zagranica to nie moze poszukac takiej pracy zeby byl czesciej w domu? Chociazby tak jak moj maz, co poltorej tygodnia
jakby miał latać z Anglii do Polski i z powrotem co 1,5 tygodnia to pracowałby tylko na bilety lotnicze ![]()
Tak sobie postanowił, Anglia, wyjazd zarobkowy.
no i sie posypało
nie z jego winy a z mojej
poznałam kogos ... mam ogromne wyrzuty sumienia, nie przestałam kochać byłego partnera... Mam mega kołowrotek w głowie
widze jak nowy partner podchodzi do mojego dziecka, ile mu czasu poswieca, jak sie z nim bawi... tatus nigdy tak nie robil. Możecie mnie wyzwac od najgorszej , ale musialam to napisac. musialam komus powiedziec . Serce mnie boli, bo widze jak sie zaangazował, mi z nim tez jest dobrze, czuje sie jak ksiezniczka, a nie mialam tego w poprzednim zwiazku
tylko czy aby napewno to dobry krok
moje serce na moje własne zyczenie jest rozdarte ogromnie ![]()
No brawo dziewczyno ...
30 kwietnia miałaś problem że narzeczony chce wyjechać ...a 18 sierpnia piszesz że już jest nowy i to angażuje się nawet w tatusiowanie.
Cóż najwyraźniej zbytnio stała w uczuciach nie jesteś.
Masz mętlik w głowie? Poczytaj może jak działa zauroczenie.
Twoje życie- twoja sprawa, ale nie myśl że poczucie winy Cię opuści kiedykolwiek ...zauroczenie minie i nawet z nowym partnerem kiedyś nadejdzie szara rzeczywistość ...
I nie oczekuj że Cię pogłaskam po głowie bo ja zostałam zdradzona ja twój narzeczony.
Więc wiem jaki to ból i jaki bagaż na całe życie . I ty mu to zrobiłaś .
Mętlik phi!!! to samo pisała do mojego męża jego dziw*a
A on mnie w domu mówił o niej że "znalazł sobie COŚ i mu się spodobało"
Współczuje twojemu narzeczonemu ...bo widać ten związek był faktycznie do bani ...tylko dziecka żal bo mu od małego komplikujecie życie.
Taki związek na odległość to najgorsze co może być... mało kiedy jest happy end ![]()
Współczuję
ciężka sytuacja ... ale faktycznie takie decyzje powinny być podejmowane wspólnie ? Jak sprawa się rozwinęła Dominiko ?
Sprawa wygląda tak:
wciąż jestem z tym kimś nowym, co go poznałam, jest ode mnie starszy o 11 lat, ma syna w wieku 14 lat, ja córke 4 latka. Mój rozum mówi, żebym została tam gdzie jestem, bo nie musze się martwić czy starczy do pierwszego (pomimo, że sama opłacam mieszkanie, przedszkole, bo prawdziwy ojciec dziecka wrócił do kraju, ale nie ma pracy i ma gdzieś płacenie na dziecko. Do szukania pracy też się nie kwapił zbytnio, bo u rodziców mieszkać, to jak u Pana Boga za miedzą), nie służę jako bankomat, a mój dom jako hotel. Ale serce wciąż jest przy ojcu dziecka
Pare razy chciał do mnie wrócić, w międzyczasie miał już z 5 partnerek sexualnych, potem stwierdził, że poznał miłośc życia i już nie chce wracać, a potem znów chce wracać itp....
z obecnym partnerem nie mieszkamy razem, mamy każdy swoje mieszkanie, ale jestem u niego ok . 4-5 nocy na tydzień. Widzę, że jest bardzo odpowiedzialny, kochany... Darzę go bardzo dużym szacunkiem i uczuciem, ale nie jest to miłość prawdziwa, nie wiem jak mogę to określić, mam wciąż w sercu innego, ale rozum mówi co innego ![]()