Witam:)
Założyłam konto ,bo bardzo bym chciała prosić Was o radę/pomoc/subiektywną ocenę/ obiektywne spojrzenie na mój problem.
Jestem na V roku studiów, mieszkam z rodzicami. Są fajnymi ludźmi, czasem mamy spięcia ,ale bardzo ich kocham i zawsze myślałam,że będę z Nimi mieszkać . Mamy dom , miejsce jest.
Obecnie problem stanowi mój brat. Jest młodszy, właśnie zaczął studia.
To okropne ,ale nie mogę Go znieść kiedy wraca do domu. Rodzice chyba od zawsze jakoś tak nad Nim skakali. A On to wykorzystywał. Zdał maturę i od maja siedział na tyłku w domu. Przed komputerem albo ze znajomymi. Nie szukał pracy na wakacje, w sumie On nigdy nie pracował. Ja będąc w gimnazjum pracowałam na polu, żeby sobie na buty zarobić itp. Mój brat niestety chyba nie posiada kręgosłupa moralnego, bo najzwyczajniej w świecie ciągnie kasę od rodziców. Jakoś we wrześniu nie wytrzymałam. Kiedy kolejny raz usłyszałam jak odmawia mamie pomocy ( akurat wtedy poprosiła żeby rano pojechał Jej na targ po pomidory, odmówił,bo stwierdził,że za wcześnie musiałby wstać). Jak byliśmy sami to powiedziałam mu co myślę. W końcu oboje jesteśmy dorośli. Wiecie co zrobił? Poskarżył się mamie. Poszedł i powiedział,ze mu wygarnęłam ,że siedzi na dupie i tylko ciągnie od Nich kasę na wakacje, festiwale, koncerty, ciuchy. Oczywiście mama mnie wyzwała. Wojna była nie z tego świata.
No i jak wspomniałam, zaczął studia i pognał w świat. No i co? Tata regularnie dosyła mu kasę ,mama staje na rzęsach żeby jedzenia naszykować jak przyjeżdża. A On? Potrafi przyjechać w piątek, posiedzieć 5/10 minut ( i w tym czasie z reguły siedzi wpatrzony w komórkę) i pójść do siebie. Cały czas jest gburowaty, kiedy już odpowie coś więcej poza 'no' lub 'nie' Jego ton jest pretensjonalny. Siedzi przed komputerem , lub leży w łóżku a laptopa ma na kolanach. Nie robi kompletnie nic. Nie zapyta taty / mamy czy pomóc. Nie ma potrzeby żeby spędzić z Nimi czas. Baa, w momencie wyjazdu mówi mamie ,że On NIE weźmie tego co przygotowała. Bez uzasadnienia, konkretnych argumentów. NIE I KONIEC. Za to , zawsze w piątek mama dostaje wytyczne na temat zakupów jakie ma mu zrobić ( a wśród tego rzeczy , które sam może sobie kupić na miejscu). Przyjeżdża z Nim jeszcze sterta prania. Mama ostatnio chyba nie wytrzymała i zapytała dlaczego w przeciągu 3 tygodni nie może chociaż przeprać swojej bielizny. Zdziwił się, przyznaje. No ,bo po co On ma się babrać jak ma dużo i nie musi prać na bieżąco?
Ostatnio całą sobotę siedział u siebie. Zszedł do kuchni zrobić sobie kawę. No i akurat my też siadaliśmy do kawy. Na moje pytanie czemu nie może wypić z Nami wykrzyczał,że mam mu dać spokój i się odwalić.
Przykład kolejny: Wymyślił sobie wyjazd na narty ze znajomymi. No i trzeba było wszystko kupić. Buty za 200, kurtka za 200, spodnie za 100 itp itd. Oczywiście On nie wydał na to ani grosza ( a nadal ma całą kasę z 18nastki). Odezwał się do Nich w pierwszy dzień a potem cisza. A Oni od zmysłów odchodzili. Wojtkowi się po prostu nie chciało i tyle , miał to gdzieś. Myślicie ,że cokolwiek z tego potem wynikneło? Nieeee...
I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Że ja nie mogę się odezwać. A mnie krew zalewa. Rodzice od razu mają do mnie pretensje, momentalnie wychodzi z tego kłótnia. Ostatnio po obiedzie zapytałam czy On będzie zmywał czy ja mam to zrobić. Mama była wielce oburzona ,że śmiałam w ogóle zaproponować żeby On pozmywał i zrobiła to Ona. Czasem mówią między sobą ( a ja przypadkiem usłyszę) ,że Wojtek jest gburowaty, że nie wiadomo jak się odezwać do Niego ,bo wciąż mu coś nie pasuje. Ale przy mnie nie powiedzą,bo znają mój stosunek do całej sytuacji i jeszcze nie daj Bóg cokolwiek bym powiedziała.
Dziś znowu kłótnia. Wojtek wczoraj wracał na stancję późno wieczorem, samochodem z kolegą. Nie napisał ,że dotarł, nie odezwał się wcale. Oni jak zwykle się martwili. I dziś dzwoni do taty ( a tata z gorączką od wczoraj leży chory) ,że ma mu doładować konto ,bo coś tam mu zjadło kasę. Rozumiecie? Nie doładował sobie sam, nie kupił karty przez cały dzień ,bo tata ma mu doładować. Oczywiście po moim komentarzu mama wygarnęła jak to ja też kiedyś poprosiłam tatę żeby mi doładował ( nie miałam przy sobie wtedy pieniędzy żeby kupić kartę a wracałam do domu pociągiem po zajęciach i musiałam dać tacie znać o której będę na miejscu ) .
Nie mam już na to wszystko siły. Zachowują się jak idioci, naprawdę. Czuję się cholernie niedoceniona ,bo to na mnie mogą liczyć a nie na Niego a i tak nie mam prawa się odezwać na ten temat. Dostaję wielką burę i wychodzę na najgorszą ,bo ośmieliłam się powiedzieć na głos prawdę, którą notabene Oni znają doskonale. I coraz częściej chce się wyprowadzić,bo nie wytrzymam tych Jego 'odwiedzin'. Wiem,że pewnie przyjdzie taki moment ,że zrozumieją jaką sobie krzywdę zrobili traktując Go jak bóstwo. Mogło być między nami naprawdę fajnie ,a będę musiała ich zostawić samych albo z synkiem na garnuszku.
Powiedzcie jak się zachować?