Doradźcie mi, bo nie wiem co mam robić. Mój brat ma 28 lat, nigdy nigdzie nie pracował. Jego dzienna aktywność ogranicza się do spania, jedzenia i siedzenia przy komputerze. Utrzymują go rodzice. Ostatnio dostałam nową pracę, w związku z tym chciałam mojemu bratu przekazać swoją dotychczasową pracę na umowę o dzieło. Nikt nie miał nic przeciwko temu, szef się zgodził, brat niby też chciał pracować. Poszliśmy kilka razy, pokazałam mu co i jak. Był przestraszony, nie potrafił rozmawiać ze współpracownikami, jak go zagadywali, robił minę w stylu "idę na ścięcie" i nic nie mówił. Ale myślałam, ze moze się wyrobi, że zdziczał od siedzenia w domu i jak zacznie pracować, to się zmieni. Wczoraj się trochę pokłóciliśmy, on obraził się na cały świat i powiedział, że do żadnej pracy nie pójdzie. Zrobił ze mnie idiotkę. Teraz musze dzwonić do szefa i wszystko odkręcać. Najgorsze, że ma niecały tyzień na znalezienie kogoś na moje miejsce, bo ja zacznę nową pracę we wtorek.
Chciałabym, żeby on pracował, żeby sobie ułożył życie. Ja pracuję od 18 roku życia nie licząc praktyk zawodowych, które zaczęłam w wieku 14 lat. A on nigdy nie pracował nawet nie dorabiał nigdzie. Wygodnie mu siedzieć w domu i tłumaczyć się swoimi nerwicami, jakimiś zaburzeniami psychicznymi. Rozumiem, że nie jest mu łatwo, bo ma jakieś nerwice i coś tam jeszcze, dokładnie nie wiem. Ale czy aż tak ciezko isć na 3 godziny dziennie do pracy? Ja miałam depresję, nerwice, miałam próby samobójcze, byłam w takim stanie, że płakałam kasując ludziom towar w biedronce, a zaciskałam zęby i pracowałam, bo wiedziałam że muszę. Nawet psychiatra zachęcał mnie do starania się o rentę na moją nerwicę, depresję, ale nie chciałam, bo jednak wolę pracować i jakoś sobie radzić niż mieć marną rentę i odizolowac się od świata. Nie wiem czy to jego wymówka, żeby nie pracować, czy co. Najgorsze jest to że rodzice go utrzymują, a jak rodzice już poumierają, to ja będę musiała go utrzymywać. Założę rodzinę, będe miała męża i dzieci może i brata na utrzymaniu... ;/. Chciałam mu pomóc, może taka szansa mu się nie powtórzy, to pogardził tym, obraził się na mnie. Nie rozumie że sam sobie w stopę strzela. Rodzice mają już po 60 lat i są schorowani, martwię się o nich. A brat? W niczym im nie pomoże. Tata sam remontuje dom, po 12 godzinach pracy wraca i bierze się za budowę, nosi cięzkie cegły, choć już ledwo chodzi bo ma chore nogi, nadciśnienie. Jak mówię bratu, żeby pomógł, bo przecież nie pracuje to co ma do roboty, to on mówi, ze mam się odwalić, że jestem idiotką, że mu każę coś robić. Ja w miarę możliwości pomagam, ale teraz wyjadę do pracy do innego miasta i nie będe mogła. Rodzice wszystko za niego robią i tłumaczą go chorobami, że on nic nie musi, bo jest taki bardzo chory i pokrzywdzony przez los. Węgla nie wrzuci do piwnicy, cegieł nie ponosi, nawet naczyń po sobie nie zmyje, bo on jest taki schorowany. Ale na siłownię może iść, prawo jazdy zdał za pierwszym razem, na rowerze jezdzi codziennie, więc może się wysilać... tylko po prostu nie chce. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać i jak mu przetłumaczyć, że sam sobie niszczy życie. On zwala winę na innych, oczywiście inni mu życie niszczą, nie on sam. On czeka na cudowną chwilę w której jego los się odmieni nagle. Ale nie wie, że ta chwila nie nadejdzie jeśli jej sam nie pomoże. Tj. jeśli sam nie zacznie czegoś robić. Najbardziej mi szkoda rodziców, ja wyjadę i zostaną praktycznie sami. Młodszy brat chodzi do szkoły, w tym roku zdaje maturę i jeszcze gdzieś sobie dorabia, więc nie ma czasu. Siostra pracuje na pełny etat i też niedługo planuje się wyprowadzić. A oni zostaną z problemem i jak ich już zabraknie, to problem spadnie na nas.
Nie wiem już co robić. Być moze miał jedyną szansę w życiu, żeby się ogarnąć i nią pogardził. Nikt go przecież nie weźmie do pracy jak on nie ma nic w CV w swoim wieku i do tego gdziekolwiek nie pójdzie, to ma minę jakby chciał wszystkich pozabijać. Ani się nie usmiechnie, ani nie pogada. Rozumiem że to wieloletnia izolacja zrobiła z niego to kim jest teraz, kiedyś taki nie był. Ale chciałam właśnie dac mu pracę, żeby wyszedł z tej izolacji. A tu nic z tego.
Jak mam z nim rozmawiać? Jak go przekonać, żeby wziął się za swoje życie? Do psychiatry też nie chce iść.
Podobne tematy
Czy brat jest niepełnosprawny?Chory na cos,bo nie bardzo rozumiem ![]()
Jak to 'niechce' iść do pracy?
3 2014-12-03 13:27:57 Ostatnio edytowany przez takatam (2014-12-03 13:30:02)
Ma nerwicę i depresję. Fizycznie jest w pełni sprawny.
Nie chce pracować po prostu. Nie wiem dlaczego. Według mnie po prostu się zasiedział w domu i teraz się boi. Im dłużej siedzi, tym bardziej wszystko wydaje się przerażające i trudne.
"a jak rodzice już poumierają, to ja będę musiała go utrzymywać. Założę rodzinę, będe miała męża i dzieci może i brata na utrzymaniu... " problem jest w tym ze nie musisz!!!! Uswiadom to sobie w koncu raz na zawsze, ze nie musisz byc odpowiedzialna za dorosla osobe, bo w tym przypadku bedzie to oznaczalo nieodpowiedzialnosc za swoja rodzine. Byl tu watek osoby, ktora wziela kredyt dla rodzicow ale zapomniala ze w ten sposob zniszczyla swoja rodzine, dzieci, meza ekonomicznie. Dla mnie zachowala sie jak gowniara. I tak przyjmuje Twoje tlumaczenia. Moze zaboli widok brata "na ulicy" ale jakie jest inne wyjscie? Rodzice robia krzywde dziecku nie reagujac na obecna sytuacje a przeciez moga odciac prad, internet, itp. Ja np,. mam taki ostateczny sposob na dzieci, ze w przyszlosci, jak pojda na studia, moze sprzedamy mieszkanie i przeniesiemy sie do malego albo na wies. Nie beda mialy wiec gdzie wracac. Brutalne? Ale skuteczne. A przeciez chodzi o ich dobro, czyz nie? A przekonac to trzeba rodzicow bo to oni go utrzymuja. A nic tak nie pomaga jak terapia szokowa. Bo jak bedziecie nanczyc dzidziusia (ktory jest doroslym czlowiekiem) to czego sie spodziewacie? Uzyskac w rezultacie doroslego czlowieka czy dzidziusia? Odpowiedz jest chyba oczywista. Podam inny przyklad. Czy narkomana leczy sie podajac mu narkotyki, czy alkoholika raczy alkoholem? To dlaczego rodzice postepuja odwrotnie, a Ty myslisz i zakladasz odwrotnie niz jak powinno w normalnosci byc? Zastanow sie nad tym.
Jak najbardziej popieram to co piszesz. Już bratu mówiłam, ze nie zamierzam go utrzymywac i jak on się nie ogarnie, to po prostu wyląduje na ulicy. On na to, że go to nie obchodzi, że wszystko mu jedno. Owszme, widok brata na ulicy będzie bolał, jak również to że na pewno znajomi i rodzina nie zostawią na mnie suchej nitki i nazwą mnie wyrodną siostrą, która się bratem nie zajmie. Możliwe nawet że ktoś go przygarnie, a ja będę tą gorszą w tym wypadku. Trudno. Chciałabym mu teraz pomóc, żeby przede wszystkim odciążyć rodziców i potem nie oglądać go właśnie na ulicy. Jestem zbyt wrażliwa, mam zbyt dużo empatii i znając mnie, predzej czy pozniej ulegnę, zlituję się nad nim i będę mu pomagać. Wiem, ze to mnie zrujnuje nie tylko finansowo, ale także psychicznie, bo zawsze biorę na siebie problemy innych ludzi, nawet teraz się popłakałam jak pomyślałam o tym, ze on mogłby być na ulicy zupełnie sam. Dlatego chciałabym jak najszybciej coś zrobić, żeby w przyszłości on się nie męczył jak również i ja, bo jeśli mu nei pomoge, to będę miała do konca zycia wyrzuty sumienia, a tego nie chcę. Jak ja miałam 18 lat, matka siłą wygoniła mnie do pracy i jestem jej za to wdzięczna. Być może gdyby nie to, skończyłabym tak jak on, bo także bałam się iść do pracy, miałam chyba jakąś fobię społeczną i bałam się do ludzi odzywać, dlatego dobrze rozumiem położenie mojego brata. Naprawdę się bałam, byłam przyzwyczajona do tego, że matka całe zycie mnie chroniła i wszystko za mnie załatwiała. A ona się złamała i przestała mnie chronić, zamiast tego za moimi plecami załatwiła mi pracę i od razu bez rozmowy kwalifikacyjnej kazali przyjechać podpisac umowę. Byłam naprawdę wystraszona tą sytuacją, ale nie dałam się emocjom, po prostu pojechałam, zaczęłam pracować i już. I jestem naprawdę jej za to wdzięczna, bo dzięki temu teraz nie boję się życia i potrafię sobie radzić w każdej sytuacji, kiedyś byłam naprawdę nieśmiała i nie umiałam nawet w sklepie sprzedawcy o pomoc poprosić, ale walczyłam z tym i udało się. Mojej siostrze zrobiła to samo, otworzyła sklep i kazała jej po prostu w nim pracować. Siostra się bała, ale w końcu się przełamała i teraz pracuje w markecie, mimo ze sklep matki już od 7 lat nie istnieje. Siostra też miała tego typu problemy, depresję, nerwice, izolowała się, bała się ludzi, bała się rozmawiać z obcymi (to chyba u nas rodzinne). Terapia szokowa była naprawdę bardzo dobrym rozwiązaniem. Szkoda że matka nie potraktowała tak samo brata, to pewnie dziś by pracował. Ja jestem w stanie zrozumieć przez co on przechodzi, ale nie rozumiem czemu odrzuca pomoc, gdy mu ją oferuję. Pomoc któa mogłaby się okazać decydująca w jego przypadku.
Niestety, decyzja o utrzymywaniu lub nie brata należy do rodziców.
Jeśli depresja i nerwica nie przeszkadzają bratu siedzieć w sieci, chodzić na siłownię i jeździć na rowerze, to znaczy że raczej jego stan psychiczny nie jest na tyle ciężki, żeby uniemożliwić mu kompletnie pracę.
Masz rację, brat przyzwyczaił się do obsługi, jest mu wygodnie, pomimo że pewnie nie jest szczęśliwy, a samodzielność i podejmowanie decyzji go przerażają - to się nazywa "wyuczona bezradność".
Rodzice robią mu krzywdę, chcąc dla niego jak najlepiej wychowują życiową kalekę i gruncie rzeczy pogłębiają jego zły stan.
Może spróbuj od tej strony, że jeśli chcą mu pomóc, to inaczej niż do tej pory, bo stosowane do tej pory "oszczędzanie go" jakoś go nie uzdrowiło.
Nie wiem jak wygląda możliwość, żeby po śmierci rodziców brat wystąpił np. o alimenty od rodzeństwa ze względu na swoją chorobę i zły stan materialny, ale zorientowałabym się czy coś takiego jest możliwe i jak temu ewentualnie zapobiec.
No problem jest i to nie mały
.
Mam parę pytań:
1. Czy zauważyłaś, aby Twój brat kiedykolwiek szukał pracy?
2. Czy robi cokolwiek w domu?
3. Czy usługują Mu rodzice (np. posiłki pod nos) i czy dostaje praktycznie wszystko na co ma ochotę?
4. Czy ma jakichkolwiek bliższych znajomych?
5. Czy musiał kimkolwiek się opiekować?
6. Czy lubi przebywać wśród ludzi, czy raczej woli zwierzęta?
7. Czy robił Sobie test osobowości MTBI lub jakiś inny test predyspozycji zawodowych?
8. Czy jak gra to szybko "odchodzi" od komputera, gdy ktoś coś się Jego zapyta?
9. Czy skończył studia (kursy itp.)?
10. Czy udzielał się w wolontariacie?
Do tego chciałam Ci pogratulować, że pomimo Swoich dużych problemów (depresja i nerwica) dałaś Sobie w życiu radę
.
1. Niby szukał pracy, ale to raczej było na zasadzie, że wysłał jedną czy dwie CV mailem i to wszystko. Mówiłam mu, ze najlepiej iść osobiście, pokazac się, bo mailem to 10000 ludzi wysyła CV-ki i mają w czym wybierać, no ale bez skutku. Poza tym on szuka idealnej pracy. tj. takiej z ambicjami, byle czego robić nie chce. Najlepiej jakby od razu wzieli go do biura i na start dali 3 tys. wypłaty... Ja tam każdą pracę biorę, swego czasu zamiatałam chodniki i się tego nie wstydzę. Według niego nie mam ambicji...
2. Zdarzy mu się raz na miesiąc odkamienić czajnik albo odetkać umywalkę w łazience. A tak to nic poza tym nie robi.
3. Nie, raczej pod tym względem jest samodzielny, jedzenie robi sobie sam. Matka tylko wszystko za niego załatwia, jesli chodzi o jakieś formalności, sprawy urzędowe itp, wozi go do lekarza jak jest chory, bo sam nie pójdzie. Nie wymaga też od niego żeby np. posprzątał w domu. Mi każe odkurzyć, a jak proponuję, by on to zrobił, to mówi, że on jest chory i nie może.
4. Nie ma znajomych. Nie ma kolegów, nie ma dziewczyny. Nikt do niego nie przychodzi. Kiedyś przychodzili koledzy, ale wszystkich po kolei spławiał, bo chciał spać (siedzi całą noc przy kompie, a dzień przesypia i potem na jakiekolwiek wizyty znajomych jest po prostu zbyt zmęczony).
5. Opiekował się kotem, ale w pewnym momencie zaczął go zaniedbywać i musieliśmy sami się tym kotem zająć.
6. Raczej się izoluje od ludzi i ciężko mu wyjść. Woli zwierzęta albo po prostu jakieś samotne jazdy na rowerze. W tym względzie go rozumiem, bo sama nie lubię spędzać czasu z ludźmi i mam całą mase gryzoni, z którymi spędzam czas
.
7. Nie wiem.
8. On ma takie jakby opóźnienie, jeśli chodzi o odpwoiadanie na pytania. Ale to chyba ma po ojcu. Tj. pyta się go raz, zero odpowiedzi, trzeba powtórzyć kilka razy, żeby się doczekać reakcji. Ojciec ma tak samo, czasami odpowiada na pytanie po 10 minutach. Wydaje mi sie, że to wynika z tego, że obydwoje lubią trzymać w napięciu albo zastanawiać się nad odpowiedzią idealną. Ogólnie jest małomówny. Od komputera odchodzi niechętnie, jeśli w ogóle. Ostatnio jak wstaję w nocy do toalety, to widzę go przy kompie i czuję zapach kawy....
9. Skończył bodajże szkołę średnią no i prawo jazdy zdał za pierwszym razem test i jazdę, co mi się na przykład nie udało i czwartą jazdę już oblałam, a test zdałam dopiero za drugim
Także jest inteligentny chyba bardziej ode mnie i wiem że jak chce to potrafi. Nieraz naprawiał mi komputer, bo się na tym dobrze zna, rower też mi naprawia, zmienia dętkę itp. Ale muszę go prosić o to tygodniami, ostatecznie mu zapłacić, żeby to zrobił.
10. Nie.
Wiesz ja w pewnym momencie postanowiłam przestać się nad sobą użalać. Po prostu. Pomyslałam, ze dam radę choćby nie wiem co choćby było bardzo ciężko. Naprawdę było źle ze mną, cięłam się, przeszłam anoreksję i bulimię, mało nie umarłam z wygłodzenia. Ale postanowiłam walczyć, udało mi się w ciągu dwóch lat wypracować siłę psychiczną i teraz po prostu nic nie jest w stanie mnie zniszczyć, nawet to że w lipcu po pieciu latach zostawił mnie facet, którego bardzo kochałam, 3 dni płakałam, a potem się pozbierałam i idę dalej
. Szkoda, ze on nie jest tak silny jak ja.
"się nad nim i będę mu pomagać. Wiem, ze to mnie zrujnuje nie tylko finansowo, ale także psychicznie, bo zawsze biorę na siebie problemy innych ludzi"
To dobrze ze pomagasz ale nie zrozumialas nic z tego co napisalem o innym przykladzie. Kiedys, byc moze bedziesz miala do wyboru dobro swojej rodziny i pseudodobro (tylko egzystencjalizm) Twojego brata. To co wybierzesz. Ty piszesz ze wybierzesz brata a porzucisz swoja rodzine? Bo tak w istocie bedzie jesli nie bedzie zgody z Twoim mezem, jesli nie bediesz sie opiekowac swoimi dziecmi, jesli Twoj stan psychiczny przekazesz swoim dzieciom, jesli nie zapewnisz im mozliwosci rozwoju w spokoju, jesli ktos zabierze Ci czas przeznaczony dla nich (meza i dzieci). To mnie SZOKUJE poniewaz oznacza skrajna nieodpowiedzialnosc. Pomoc tak, ale w ramach tego ze na pierwszym miejscu jest moja rodzina, a jak jest na 1, to jest na 1 i nie mozna tego godzic z 2gim jesli to na 1 jest wazniejsze i to 2 mocno przeszkadza. Problem jest w Twojej glowie. Bo od razu zakladasz cos. Zaloz sobie sposob postepowania. Np. ze absolutnie brat nie moze mieszkac w Twoim domu, co pewnie nie bedzie mozliwe bo pokoj dla dzieci, sypialnia. Ze absolutnie nie bediesz placic jego rachunkow. Wyznacz sobie bariere pomocy zywieniowej, np. 200zl na chleb i maslo, wazywa (tez tak mozna zyc) ale pod warunkiem ze szuka pracy, nie gra w domu. Jesli nie spelnia, nie dajesz nic. Proste wymagania w przyszlosci, ktore pozwola Ci zachowac altruizm ale i odpowiednia hierarchie rzeczy waznych ale i najwazniejszych.
Ile to osob, z wlasnej glupoty czy checi pomocy zeruje porzyczki, porzycza a potem ich rodziny, nie tylko oni przez lata placza nas swoim losem. Losem, ktory sami wybrali. To tylko przyklad.
Albo z innej manki. Jesli pomagasz alkoholikowi dajac pieniadze na wodke, piwo to czy w istocie pomagasz? Pomagajac bezrobotnemu w sytuacji kiedy nic z tym nie robi, jest taka sama pomoca jak 2zl dla alkoholika na piwo.
Zastanawiam się,na ile w twoim bracie jest choroby a ile lenistwa i lekkomyślności?Piszesz,ze ma nerwice i depresje.Czy on się leczy ,czy po prostu kiedyś to zostało stwierdzone i tyle?
Odchodząc od tego tematu,spotkała w życiu na parę podobnych przypadków.Praca dorywczą albo w ogóle,i utrzymanie na garnuszku rodziców.Osoby nie były chore,stwierdziły,ze brak im motywacji,ze maja gdzie mieszkać,co jeść tyle nim starczy.Terapia szokowa zmuszała je dopiero do działania.
"Terapia szokowa zmuszała je dopiero do działania." - tak bylo w Twoim i siostry przypadku autorko. Dlaczego z bratem mialoby byc inaczej?
A brat się martwi o Ciebie ???????. Chyba nie , to wiejjjjjjj z tego domu , jak masz dokąd i pozbędziesz się depresji i nerwicy .
No i co przyjdzie Mu z tej inteligencji, jak jest leniwy
. Niestety prawda jest taka, że nic.
Dlatego zasugerowałabym Twojemu bratu zrobić test MTBI, może zachęci to go do działania. Moim zdaniem zatracił się w wirtualnym świecie. Ograniczenie siedzenia przy komputerze może to rozwiązanie? Zmusiłoby brata do refleksji nad własnym życiem, bez możliwości ucieczki.
Dobrze by było, aby rodzice zaczęli działać. Dlaczego za Ciebie tak szybko mama się "wzięła", a brat ma już 28 lat? Dziwne nieprawdaż. Tutaj ważna jest rozmowa opowiedz o Swoich obawach i chęciach pomocy. Niestety jednak masz bardzo małe pole do działań. Bo Twój brat odpowiada za Siebie.
Nie sądzę, aby kiedykolwiek miał możliwość alimentów. Po 1. nigdy nie pracował, a nie ma tak zagłębionej depresji i nerwicy, jeśli może grać
(czyli SAM się doprowadził do tego stanu). Po 2. Jego siostra musiałaby być w bardzo dobrej sytuacji finansowej.
"
Albo z innej manki. Jesli pomagasz alkoholikowi dajac pieniadze na wodke, piwo to czy w istocie pomagasz? Pomagajac bezrobotnemu w sytuacji kiedy nic z tym nie robi, jest taka sama pomoca jak 2zl dla alkoholika na piwo.
Jak najbardziej się zgadzam. Post dał mi dużo do myślenia. W każdym razie nie zamierzam utrzymywac człowieka który jest nastawiony na bierność.
"Czy on się leczy ,czy po prostu kiedyś to zostało stwierdzone i tyle?"
Jego leczenie wyglada tak, ze on pójdzie do lekarza jak ktoś go zmusi (czyt. matka), a jak nie zmusi, to nie pójdzie. Leków nie bierze, uważa że mu szkodza, czyta ulotki od nich i mówi, że te leki mu zrobią to czy tamto, po czym je wyrzuca. Ma stwierdzone zaburzenia i tyle. Ale leczyć nie chce. Ze szpitala psychiatrycznego ucieka, bo twierdzi, ze mu tam nie pomogą. Nigdy nie wytrzymal tam do końca wyznaczonego pobytu, zawsze wracał po kilku dniach.
"Dlaczego z bratem mialoby byc inaczej?"
Bo mama się nad nimi lituje, bo on taki chory i biedny, bo jak coś nie po jego myśli, to on wszystkich straszy, że się zabije. Matka wtedy się o niego boi i mu ulega, nic nie każe mu robic, bo on chce się zabijać jeśli ktoś mu narzuci jakieś obowiązki, czy nakazy.
No raczej o alimenty by się nie starał nawet jakby mógł. On po prostu nie potrafi sam załatwić spraw urzędowych, boi się odezwać, wątpię więc, że umiałby to załatwić i w ogóle wiedział, ze coś takiego można uzyskać.
Rozmawiałam z matką i powiedziałam jej, ze powinna się za neigo zabrać i to natychmiast. Nie wspierać jego nieróbstwa i pogrązania się. Powiedziałam, że trzeba mu znaleźć pracę, jak nie jedną to drugą, może w końcu do jakiejś pójdzie. Bo on sam pracy sobie nie znajdzie. Powiedziałam, żeby zrobiła z nim to samo co zrobiła ze mną. Niby się zgodziła, ale co wyjdzie w praniu to nie wiem. To już druga praca, którą chciałam mu załatwić i którą odrzucił. Za każdym razem ten sam scenariusz, przyszedł, zobaczył jak praca wygląda, potem się obraził o jakąs głupotę i nie będzie pracował.