Zacznę od tego, że czuję się bardzo samotna będąc w związku. Od kilku miesięcy spotykam się ze starszym ode mnie o 6 lat chłopakiem. Niby wszystko jest ok, rozmawiamy codziennie przez telefon lub skypa, głównie on inicjuje kontakt, nasze rozmowy trwają nawet kilka godzin i zawsze znajdujemy tematy, jednak spotykamy się średnio co 2 tygodnie. Ja osobiście zamiast rozmawiać z nim przez cały tydzień przez neta lub komórkę wolałabym się spotkać któregoś dnia na kilka godzin, co nie raz już mówiłam. Dzieli nas 100 km, ja pracuję od pn do pt, on ma własny interes i w zasadzie może pracować przez internet z każdego miejsca i w godzinach, w jakich mu pasuje. Na początku kiedy się poznawaliśmy myślałam, że z biegiem czasu się to zmieni, ale nie widać żadnej poprawy. Ja zawsze mogłabym znaleźć dla niego czas, nawet w tygodniu , zwłaszcza że pracuję tylko i wyłącznie na pierwszą zmianę, jednak on jest zdania, że nie opłaca się spotkać, ponieważ chciałby mnie widzieć dłużej. Nie widujemy się więc wcale w dni, kiedy moglibyśmy spędzić ze sobą te kilka godzin (lub nawet dłużej jeśli wytrzymałby jakiś poranek sam na sam z moją rodzinką). On wie, że chciałabym go częściej widywać. Mówił, że coś do mnie czuje, ale nigdy nie stwierdził, że mnie kocha, raczej używał stwierdzeń, że jeśli tak dalej będzie między nami to się we mnie zakocha. Często pisze, że brakuje mu moich pocałunków, mnie obok niego, ma czas, ale nie przyjedzie. Odległość nie jest takim problemem bo oboje mamy samochód a te 100 km możemy pokonać w ciągu 1,5h. On tłumaczy nasze rzadkie spotkania brakiem czasu, chociaż to tylko wymówka, bo rozmawiać przez komórkę przez kilka godzin ma czas. Mówię mu co jakiś czas, że mi to przeszkadza i że chciałabym go zobaczyć, jednak nigdy nie robiłam mu zbyt wielkich wyrzutów z tego powodu. To głównie ja jeżdżę do niego. On był u mnie tylko 2 razy. Nie sądzę, aby kogoś miał, bo zawsze mnie odbierze a jak byłam 2 tygodnie na chorobowym to rozmawialiśmy przez skypa prawie całe dnie. Poza tym jak się widzimy to spędzamy cały weekend ze sobą i żadna dziewczyna do niego nie wydzwania. Wiem, że facet zaliczył kilka nieudanych związków i mógłby mieć powód, aby być lekko zniechęcony do kobiet... Obawiam się jednak, że taka sytuacja się nie zmieni szybko, jeśli w ogóle się zmieni...
Czy możecie się wypowiedzieć o tym co myślicie na ten temat?