Otóż, ponad pół roku temu poznałam na zajęciach sportowych bardzo fajnego mężczyznę, niestety ma żonę. Mówię niestety, bo jako facet jest dla mnie skreślony, ale bardzo go lubię jako kolegę. Super się dogadujemy, lubimy swoje towarzystwo można powiedzieć, że nadajemy na tych samych falach. Do tej pory nie było żadnych sytuacji, które wskazywałyby na to, że ma do mnie coś więcej, albo liczy na romans. Rozmawiamy w sumie o wszystkim, też o moich facetach. Nie piszemy do siebie setek czułych smsów, nie flirtujemy, choć jest wesoło zwykle jak się widzimy to jednak nie spotykamy się w innych miejscach.
No ale do sedna. Po ostatnich zajęciach weszliśmy na jakiś temat i chcąc sobie podyskutować dłużej zaproponował, żebyśmy się czegoś razem napili w kawiarni obok. Zgodziłam się. Było sympatycznie, koleżeńsko choć dopiero wtedy zauważyłam, że dziwnie na mnie patrzy. To znaczy ja coś tam mówię, opowiadam a on patrzy i się lekko uśmiecha choć nie opowiadałam żadnej zabawnej historii akurat. Zapytałam więc, czemu tak na mnie patrzy, o co chodzi? Na co on uśmiechną się jeszcze bardziej i położył swoją rękę na mojej. Zareagowałam jak na rażenie prądem. Zmieniłam temat jakby nigdy nic i specjalnie coś tam wspomniałam o facecie. Wtedy on zaproponował żebyśmy nie rozmawiali o swoim prywatnym życiu, bo on się czuje NIESWOJO kiedy ja mówię o innym. Na co ja, dlaczego czuje się nieswojo, przecież ma żonę więc o co chodzi? Powiedział tylko że bardzo mnie lubi i w sumie nic więcej, ale też wyraźnie się obruszył jak przypomniałam mu że ma żonę. Byłam w szoku! O co mu chodzi?
Nie chcę popadać w paranoję, że wszyscy faceci myślą tylko o jednym, ale też szkoda mi tej przyjaźni, bo z niewieloma osobami tak dobrze się dogaduję. Po prostu też go lubię.
Podobne tematy
Przyjaźń damsko-męska może istnieć tylko w 2 przypadkach:
#1 oboje jesteście homoseksualni
#2 oboje jesteście dla siebie 100% aseksualni
wtedy można mówić o czystej przyjaźni damsko-męskiej, w każdym innym przypadku prędzej czy później ktoś będzie cierpiał.
liczy na romans z tobą.
/.../ Wtedy on zaproponował żebyśmy nie rozmawiali o swoim prywatnym życiu, bo on się czuje NIESWOJO kiedy ja mówię o innym.
W tym momencie jego przyjaźń się skończyła... Zaczęło się parcie na romans...
5 2015-01-18 16:45:48 Ostatnio edytowany przez batszeba (2015-01-18 16:49:24)
Powiedział tylko że bardzo mnie lubi i w sumie nic więcej, ale też wyraźnie się obruszył jak przypomniałam mu że ma żonę. Byłam w szoku! O co mu chodzi?
Bo wyartykułowałaś to, co jemu w głowie (a raczej w główce) chodzi, a on myślał, że będziecie się tak "przyjaźnić", a Ty nie wspomnisz o fakcie posiadania żony, tylko będziesz UDAWAĆ ŻE JEJ NIE MA ![]()
Jaki to trening i czy przypadkiem on nie jest prowadzącym?
BTW; wiesz dlaczego tak się obruszył? Bo bardzo chce uchodzić w oczach kobiet za wolnego ptaka bez żony, dzieci i rachunków. A Ty mu bezczelnie o tym przypomniałaś, zamiast pokornie zamknąć buzię i kontynuować tokowanie....
liczy na romans z tobą.
Od początku na to liczył, a Twoją propozycję pogaduszek przy kawie uznał za zachętę do tokowania.
Przyjaźń damsko-męska może istnieć tylko w 2 przypadkach:
#1 oboje jesteście homoseksualni
#2 oboje jesteście dla siebie 100% aseksualniwtedy można mówić o czystej przyjaźni damsko-męskiej, w każdym innym przypadku prędzej czy później ktoś będzie cierpiał.
Przesada. Jestem żonaty od kilku lat a mimo to mam wciąż kilka koleżanek(bardziej przyjaciółek). I mimo że z niektórymi rozmawiam o sexie nawet dość odważnie to nie dochodzi do niczego więcej.
Wcale nie są aseksualne dla mnie ani ja dla nich. Zwyczajnie można opanować chęć pójścia z kimś do łóżka i nie trzeba od razu zrywać znajomości. Moje znajomości po za jedną trwają już od kilku lat i niektóre kobiety znam dłużej niż własną żonę. Nie rozumiem dlaczego dużo ludzi uważa że damsko-męskie przyjaźnie są niemożliwe.
Nie, nie jest trenerem. Poznałam go jak tam przyszłam pierwszy raz, więc mi poopowiadał jak tu jest, które zajęcia i u kogo są najlepsze itd.
Dodam, że tu gdzie teraz jestem nie wychowałam się, ani nie studiowałam tylko skierowano mnie tu z pracy, także nie znam tu zbyt wiele osób, dlatego zawsze mnie cieszy jak kogoś poznaje, jak ktoś mi coś mówi, doradza gdzie warto pójść co zobaczyć itd. albo zwyczajnie, że mam z kim pogadać.
Poza tym ja wiem jakie mam granice i romans mnie absolutnie nie interesuje a to, że zgodziłam się na tą kawę i dłuższe pogaduchy, no ja w tym nic złego nie widzę, szczególnie że już go znam jakieś 8 msc. i nigdy nie dałam do zrozumienia, że mi się podoba czy coś w tym stylu. Traktowałam go jak starszego brata czy kumpla.
Nie, nie jest trenerem. Poznałam go jak tam przyszłam pierwszy raz, więc mi poopowiadał jak tu jest, które zajęcia i u kogo są najlepsze itd.
Dodam, że tu gdzie teraz jestem nie wychowałam się, ani nie studiowałam tylko skierowano mnie tu z pracy, także nie znam tu zbyt wiele osób, dlatego zawsze mnie cieszy jak kogoś poznaje, jak ktoś mi coś mówi, doradza gdzie warto pójść co zobaczyć itd. albo zwyczajnie, że mam z kim pogadać.
Poza tym ja wiem jakie mam granice i romans mnie absolutnie nie interesuje a to, że zgodziłam się na tą kawę i dłuższe pogaduchy, no ja w tym nic złego nie widzę, szczególnie że już go znam jakieś 8 msc. i nigdy nie dałam do zrozumienia, że mi się podoba czy coś w tym stylu. Traktowałam go jak starszego brata czy kumpla.
Nie ma dla faceta chyba nic "gorszego" niż atrakcyjna kobieta traktująca go jako kolegę a już broń panie jak starszego brata ![]()
Nie, nie jest trenerem. Poznałam go jak tam przyszłam pierwszy raz, więc mi poopowiadał jak tu jest, które zajęcia i u kogo są najlepsze itd.
Dodam, że tu gdzie teraz jestem nie wychowałam się, ani nie studiowałam tylko skierowano mnie tu z pracy, także nie znam tu zbyt wiele osób, dlatego zawsze mnie cieszy jak kogoś poznaje, jak ktoś mi coś mówi, doradza gdzie warto pójść co zobaczyć itd. albo zwyczajnie, że mam z kim pogadać.
Poza tym ja wiem jakie mam granice i romans mnie absolutnie nie interesuje a to, że zgodziłam się na tą kawę i dłuższe pogaduchy, no ja w tym nic złego nie widzę, szczególnie że już go znam jakieś 8 msc. i nigdy nie dałam do zrozumienia, że mi się podoba czy coś w tym stylu. Traktowałam go jak starszego brata czy kumpla.
Rozumiem, ale myślę, że akurat ten pan miał ochotę na drobny romans. Sama miałam okazję kumplować się z chłopakiem mającym dziewczynę, w przerwach na lunch chodziliśmy razem jeść, na kawę itp. i podtekstów nie było, rozmawialiśmy normalnie, nigdy nie ukrywał że ma kogoś - ale i ja nie szukałam szczęścia u niego.
Przesada. Jestem żonaty od kilku lat a mimo to mam wciąż kilka koleżanek(bardziej przyjaciółek). I mimo że z niektórymi rozmawiam o sexie nawet dość odważnie to nie dochodzi do niczego więcej.
Wcale nie są aseksualne dla mnie ani ja dla nich. Zwyczajnie można opanować chęć pójścia z kimś do łóżka i nie trzeba od razu zrywać znajomości. Moje znajomości po za jedną trwają już od kilku lat i niektóre kobiety znam dłużej niż własną żonę. Nie rozumiem dlaczego dużo ludzi uważa że damsko-męskie przyjaźnie są niemożliwe.
A mnie ciekawi, czy Twoja żona tak samo uważa jak Ty... Ma pełną wiedzę o koleżankach-przyjaciółkach?
Traktowałam go jak starszego brata czy kumpla.
Co wcale nie znaczy, że Ty również tak byłaś przez niego traktowana... przynajmniej od momentu, gdzie wyraźnie zaznaczył jakich tematów Masz z nim nie poruszać.
Batszeba, ja jak dotąd miałam wrażenie że on też traktuje mnie jak siostrę. Zmyliło mnie jednak to że tak się uśmiechnął i wziął mnie za rękę, ale wtedy pomyślałam, że to może na zasadzie: oj dziewczyno, o czym ty mówisz, czy coś w tym stylu. I chciałabym by tak było ale to późniejsze jego stwierdzenie, że czuje się nieswojo jak mówię o innym mężczyźnie? Wcześniej sam mi o sobie opowiadał dużo, od razu pochwalił się że ma żonę, opowiadał o wcześniejszych związkach, przygodach. Nawet kiedyś padł pomysł, by gdzieś razem się wybrać, padło na kajaki ale w większym towarzystwie, on oczywiście z żoną ja ze swoim chłopakiem bo akurat miał do mnie przyjechać. W sumie nic z tego nie wyszło, ale to też dla mnie świadczyło o tym, że też traktuje mnie jak zwykłą koleżankę. A tu nagle taka zmiana!
Batszeba, ja jak dotąd miałam wrażenie że on też traktuje mnie jak siostrę. Zmyliło mnie jednak to że tak się uśmiechnął i wziął mnie za rękę, ale wtedy pomyślałam, że to może na zasadzie: oj dziewczyno, o czym ty mówisz, czy coś w tym stylu. I chciałabym by tak było ale to późniejsze jego stwierdzenie, że czuje się nieswojo jak mówię o innym mężczyźnie? Wcześniej sam mi o sobie opowiadał dużo, od razu pochwalił się że ma żonę, opowiadał o wcześniejszych związkach, przygodach. Nawet kiedyś padł pomysł, by gdzieś razem się wybrać, padło na kajaki ale w większym towarzystwie, on oczywiście z żoną ja ze swoim chłopakiem bo akurat miał do mnie przyjechać. W sumie nic z tego nie wyszło, ale to też dla mnie świadczyło o tym, że też traktuje mnie jak zwykłą koleżankę. A tu nagle taka zmiana!
Wiesz, uczucia ewoluują. Być może sposób, w jaki na Ciebie patrzył, stopniowo ulegał zmianie. Rozumiem to, ale raczej w tym przypadku wszystko poszłoby w stronę romansu; w sumie po co Ci to?
Tak naprawdę, to jest osoba z która tu się najlepiej zaprzyjaźniłam, jeśli to tak mogę nazwać. Fajnie było mieć takiego kumpla. W pracy o przyjaźnie ciężko. On czasem pisał do mnie ja do niego, ale zwykłe wiadomości. Ja go o coś pytałam czasem radziłam się, ale to nie było codzienne pisanie. Tylko wtedy kiedy coś się działo, czy potrzebowałam jakiejś informacji. Żadnych podtekstów, żadnego flirtowania. Wiadomości kończyły się zwykle słowem pozdrawiam, czy co najwyżej miłego dnia lub powodzenia. Potem zwyczajnie pytał np. czy mi się udało coś znaleźć albo jak mi się gdzieś podobało. Dla mnie kiedy tu jestem w nowym miejscu było to bezcenne. I nie chciałabym by ta znajomość się skończyła tak zwyczajnie po ludzku.
Prosta piłka. Mówisz Mu, że w grę wchodzi tylko przyjaźń nic więcej. Chyba, że bardzo dobrze CZUJESZ o co Mu chodzi i boisz się stracić dobrego kumpla (obawiasz się, że z Jego strony w grę wchodzi tylko taki rozwój znajomości). Z osobistego doświadczenia wiem, że postawienie sprawy w jasnym świetle jest kluczowe.
Tak naprawdę, to jest osoba z która tu się najlepiej zaprzyjaźniłam, jeśli to tak mogę nazwać. Fajnie było mieć takiego kumpla. W pracy o przyjaźnie ciężko. On czasem pisał do mnie ja do niego, ale zwykłe wiadomości. Ja go o coś pytałam czasem radziłam się, ale to nie było codzienne pisanie. Tylko wtedy kiedy coś się działo, czy potrzebowałam jakiejś informacji. Żadnych podtekstów, żadnego flirtowania. Wiadomości kończyły się zwykle słowem pozdrawiam, czy co najwyżej miłego dnia lub powodzenia. Potem zwyczajnie pytał np. czy mi się udało coś znaleźć albo jak mi się gdzieś podobało. Dla mnie kiedy tu jestem w nowym miejscu było to bezcenne. I nie chciałabym by ta znajomość się skończyła tak zwyczajnie po ludzku.
W takim razie trzeba nakreślić jasne zasady Waszej znajomości.
Przyjaźń, tak.
Karesy - nie.
Rozmawialiście od tego czasu na temat tej niezręcznej sytuacji w kawiarni?
Tak naprawdę, to jest osoba z która tu się najlepiej zaprzyjaźniłam, jeśli to tak mogę nazwać. Fajnie było mieć takiego kumpla. W pracy o przyjaźnie ciężko. On czasem pisał do mnie ja do niego, ale zwykłe wiadomości. Ja go o coś pytałam czasem radziłam się, ale to nie było codzienne pisanie. Tylko wtedy kiedy coś się działo, czy potrzebowałam jakiejś informacji. Żadnych podtekstów, żadnego flirtowania. Wiadomości kończyły się zwykle słowem pozdrawiam, czy co najwyżej miłego dnia lub powodzenia. Potem zwyczajnie pytał np. czy mi się udało coś znaleźć albo jak mi się gdzieś podobało. Dla mnie kiedy tu jestem w nowym miejscu było to bezcenne. I nie chciałabym by ta znajomość się skończyła tak zwyczajnie po ludzku.
W takim razie trzeba nakreślić jasne zasady Waszej znajomości.
Przyjaźń, tak.
Karesy - nie.
Rozmawialiście od tego czasu na temat tej niezręcznej sytuacji w kawiarni?
Nektarynka53, teraz to ja już nic nie wiem ![]()
Excop, nie, nie rozmawiamy, ta sytuacja była wczoraj.
W sumie nie wiem jak teraz z nim rozmawiać, bo niby nic się nie wydarzyło. Tyle że teraz ja się czuję trochę nieswojo. Chyba zrozumiał kiedy mu przypomniałam że jest żonaty, że o ew romansie nie ma mowy, ale z drugiej strony nic mi nie proponował, powiedział tylko że mnie bardzo lubi, chyba na wytłumaczenie tego że wziął mnie za rękę.
Nie chcę nadinterpretowywać jego zachowania, intencji, bo może rzeczywiście nie miał nic złego na myśli, że to był tylko odruch. Ale czy zachowywać się mam teraz normalnie, jakby nic się nie stało?
No i dlaczego powiedział że raptem czuje się nieswojo jak mówię o innym facecie? Tego już kompletnie nie rozumiem.
19 2015-01-18 18:33:42 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-18 18:41:43)
Mam różne doświadczenia, z których wynika, że możliwa jest przyjaźń damsko-męska. Tak naprawdę mianem przyjaciela mogę określić w moim otoczeniu tylko jednego przedstawiciela płci męskiej, z którym znamy się od dzieciństwa i jesteśmy z sobą blisko pomimo sporej odległości.
Ale mam kilku dobrych kumpli, znam żony, oni mojego męża - są to głównie znajomości z pracy i najczęściej spotykamy się w okolicznościach służbowych, ale jak nie mamy okazji dłuższy czas kontaktów służbowych, to idą w ruch telefony, albo spotkanie przy kawie na mieście.
Ale ogólnie filtruję znajomości, nie warto angażować się, gdy intencje drugiej strony nie są czyste. Dlatego na początku proponuję ustalić czytelne granice i obserwować.
Masz wątpliwości? To je rozwiej poprzez wspólną rozmowę. Jeśli jesteście dobrymi kumplami to On NIE POWINIEN się obrazić tylko domyślić, że Jego zachowanie zostało na wyrost zrozumiane.
Natomiast jeśli myśli o czymś więcej, niż przyjaźni to musisz Sobie zdawać sprawę, że możesz wysyłać Mu słabe (dla Niego) sygnały typu nie. Może sobie pomyśleć: "no nie powiedziała mi, że mocno jej to przeszkadza, może potrzebuje więcej czasu?"/"trochę za szybko to zrobiłem, poczekam".
Przyszłość, ja dotąd byłam przekonana o czystych intencjach, teraz już nie wiem co myśleć
Nektarynka, no właśnie się obawiam, że może tak myśleć. Teraz rozmowa nic nie da, bo tematu jakby nie ma. On powiedział że mnie bardzo lubi ja mu żeby pamiętał że ma żonę itd.
Po prostu nie rozumiem czemu mu się nagle odmieniło, skąd jego takie nagłe zachowanie?
Jest przystojny ale jak dotąd nie wyczułam że jest typem lovelsa. Wręcz przeciwnie, fajny, ułożony, inteligenty zadbany facet.
Może rzeczywiście jak batszeba napisała że uczucia ewoluują? Że z czasem zaczął na mnie inaczej patrzeć?
A ja tylko myślałam, że wszystko jest ok, że taka przyjaźń jest możliwa.
Pamiętaj że często nawet maż/zona nie zna drugiej osoby a co dopiero ty. Przyjaźń jest możliwa ja tak mam ale tu trzeba dwóch odpowiedzialnych stron, no i nie może to być alfa.
Pamiętaj że często nawet maż/zona nie zna drugiej osoby a co dopiero ty. Przyjaźń jest możliwa ja tak mam ale tu trzeba dwóch odpowiedzialnych stron, no i nie może to być alfa.
Co masz na myli pisząc "nie może to być alfa"?
"Mówię niestety, bo jako facet jest dla mnie skreślony"
... a tymczasem...
"Po ostatnich zajęciach weszliśmy na jakiś temat i chcąc sobie podyskutować dłużej zaproponował, żebyśmy się czegoś razem napili w kawiarni obok. Zgodziłam się. Było sympatycznie, koleżeńsko choć dopiero wtedy zauważyłam, że dziwnie na mnie patrzy. To znaczy ja coś tam mówię, opowiadam a on patrzy i się lekko uśmiecha choć nie opowiadałam żadnej zabawnej historii akurat. Zapytałam więc, czemu tak na mnie patrzy, o co chodzi? Na co on uśmiechną się jeszcze bardziej i położył swoją rękę na mojej. Zareagowałam jak na rażenie prądem. Zmieniłam temat jakby nigdy nic i specjalnie coś tam wspomniałam o facecie. Wtedy on zaproponował żebyśmy nie rozmawiali o swoim prywatnym życiu, bo on się czuje NIESWOJO kiedy ja mówię o innym. Na co ja, dlaczego czuje się nieswojo, przecież ma żonę więc o co chodzi? Powiedział tylko że bardzo mnie lubi i w sumie nic więcej, ale też wyraźnie się obruszył jak przypomniałam mu że ma żonę. Byłam w szoku! "
Skąd więc Twój problem i zastanawianie się
"O co mu chodzi? "
Szkoda Ci tej przyjaźni? to nie przyjaźń, tylko zaledwie znajomość, z gościem który być może próbuje bzyknąć na boku. Chciałabyś, żeby Twój facet w taki sposób rozmawiał z "przyjaciółką"?
"O co mu chodzi? "
Szkoda Ci tej przyjaźni? to nie przyjaźń, tylko zaledwie znajomość, z gościem który być może próbuje bzyknąć na boku. Chciałabyś, żeby Twój facet w taki sposób rozmawiał z "przyjaciółką"?
Oj nie tyle chodzi o zasady. Nie chciałam i nie chcę romansu. Nie jestem bezwolna. Po prostu myślałam że taka przyjaźń jest możliwa bez podtekstów.
Jest możliwa, jeśli obie strony chcą tego samego. Mi się wydaje, że On już nie chce. Radzę Ci szybko załatwić tą sprawę, bo jak zaszaleje i wyskoczy z tekstem "kocham Cię" to już będziesz musiała reagować. Teraz możesz ugasić problem w zalążku (jeśli oczywiście jest).
Wg mnie niekoniecznie.
Mam jednego takiego kumpla. Ma 35 lat, jest żonaty.
Mówi, że jestem dla niego jak siostra.
Kiedyś mu się podobałam, ale mu przeszło. Mi też. Nigdy do niczego nie doszło, bo przestrzegamy granic i nie sypiamy z kim popadnie.
Tłumaczy to krótko: "moja siostra jest piękną kobietą ale jest dla mnie aseksualna. ty też jesteś piękną kobietą i też jesteś dla mnie aseksualna, bo znamy się jak rodzeństwo".
Fakt, dużo razem przeszliśmy ale to były sprawy z mojej byłej i jego pracy. Wspólne rozwiązywanie problemów moim zdaniem może zbliżyć ludzi do siebie... jak rodzeństwo właśnie.
Do mnie te gadki o aseksualności nie przemawiają. To raczej ściema dostosowana do kobiecych kategorii poznawczych.Jak laska wygląda, to jest seksualna. To oczywiście w żaden sposób nie wyklucza przyjaźni damsko-męskiej, wręcz przeciwnie.Ale świadomość istnienia pierwiastka erotycznego ułatwia rozsądne 'zarządzanie' nim.Udawanie, że tematu w ogóle nie ma - w pewnych okolicznościach- doprowadzi do niespodzianki w stylu ''ojej, sam(a) nie wiem jak wylądowaliśmy w łóżku.''
30 2015-01-19 01:53:22 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-19 01:54:01)
Thoris,
Wybacz, że zapytam tak wprost...
Jak i kiedy Ty podczas zajęć sportowych znajdujesz czas na pasjonujące konwersacje z tym mężczyzną? Przecież jeśli przykładasz się do tych ćwiczeń jak należy, to podczas wysiłku skraca się oddech, a czoło i rowek pupny zalewa pot. Nie są to sprzyjające warunki do nawiązywania głębokiego porozumienia duchowego...
Czy mając czyste intencje i będąc nastawionym na przyjaźń, można twierdzić o kimś, że, cytuję: "niestety ma żonę"?
Ten pan, podczas spotkania z Tobą w kawiarni, pierwszego spotkania tego typu - jak zrozumiałam - wykonuje gesty, które nie mają nic wspólnego z koleżeńską relacją. On skraca dystans. Nie czujesz tego dysonansu : żona - maślane spojrzenia - dotyk...
Gdzie się podziała Twoja kobieca intuicja?
Otóż, ponad pół roku temu poznałam na zajęciach sportowych bardzo fajnego mężczyznę, niestety ma żonę. Mówię niestety, bo jako facet jest dla mnie skreślony, ale bardzo go lubię jako kolegę. Super się dogadujemy, lubimy swoje towarzystwo można powiedzieć, że nadajemy na tych samych falach. Do tej pory nie było żadnych sytuacji, które wskazywałyby na to, że ma do mnie coś więcej, albo liczy na romans. Rozmawiamy w sumie o wszystkim, też o moich facetach. Nie piszemy do siebie setek czułych smsów, nie flirtujemy, choć jest wesoło zwykle jak się widzimy to jednak nie spotykamy się w innych miejscach.
No ale do sedna. Po ostatnich zajęciach weszliśmy na jakiś temat i chcąc sobie podyskutować dłużej zaproponował, żebyśmy się czegoś razem napili w kawiarni obok. Zgodziłam się. Było sympatycznie, koleżeńsko choć dopiero wtedy zauważyłam, że dziwnie na mnie patrzy. To znaczy ja coś tam mówię, opowiadam a on patrzy i się lekko uśmiecha choć nie opowiadałam żadnej zabawnej historii akurat. Zapytałam więc, czemu tak na mnie patrzy, o co chodzi? Na co on uśmiechną się jeszcze bardziej i położył swoją rękę na mojej. Zareagowałam jak na rażenie prądem. Zmieniłam temat jakby nigdy nic i specjalnie coś tam wspomniałam o facecie. Wtedy on zaproponował żebyśmy nie rozmawiali o swoim prywatnym życiu, bo on się czuje NIESWOJO kiedy ja mówię o innym. Na co ja, dlaczego czuje się nieswojo, przecież ma żonę więc o co chodzi? Powiedział tylko że bardzo mnie lubi i w sumie nic więcej, ale też wyraźnie się obruszył jak przypomniałam mu że ma żonę. Byłam w szoku! O co mu chodzi?
Nie chcę popadać w paranoję, że wszyscy faceci myślą tylko o jednym, ale też szkoda mi tej przyjaźni, bo z niewieloma osobami tak dobrze się dogaduję. Po prostu też go lubię.
on cie tez po prostu lubi,ale inaczej ;-P
u niego lubi,dobrze się dogadujecie nie wykluca,a raczej jest równoznaczne-pobzykałbym niezobowiazujaco,bo skoro tak dobrze się dogadujemy to i w TYM te się dogadamy....
tylko nie próbuj się doszukać glebi ,tam gdzie jej nie ma.......bo już naiwnych dupeczek tutaj dość bylo
Podobasz mu się, więc pewnie chciałby z Tobą uprawiać seks. Pewnie boi się o tym mówić, aby Cię nie spłoszyć.
Najgorzej jeśli między kobietą i mężczyzną jest przyjaźń, a seks jest tematem tabu, albo ich wzajemna relacja nie jest do końca ustalona (np. ona nie wie, że on marzy o seksie z nią, on musi to ukrywać). Przyjaźń jest stabilna, jak wszystko jest od razu jasne... np. ona doskonale wie, że on by się z nią przespał, ale oboje wiedzą, że nie mogą do tego dopuścić, bo by się z tym źle czuli. Pewnie najfajniej jest mieć przyjaciółkę, którą można bzyknąć jak oboje mają na to ochotę.
Podobasz mu się, więc pewnie chciałby z Tobą uprawiać seks. Pewnie boi się o tym mówić, aby Cię nie spłoszyć.
Najgorzej jeśli między kobietą i mężczyzną jest przyjaźń, a seks jest tematem tabu, albo ich wzajemna relacja nie jest do końca ustalona (np. ona nie wie, że on marzy o seksie z nią, on musi to ukrywać). Przyjaźń jest stabilna, jak wszystko jest od razu jasne... np. ona doskonale wie, że on by się z nią przespał, ale oboje wiedzą, że nie mogą do tego dopuścić, bo by się z tym źle czuli. Pewnie najfajniej jest mieć przyjaciółkę, którą można bzyknąć jak oboje mają na to ochotę.
No ale pomiędzy myśli o seksie a dąży do niego jest różnica.
Nawet jeśli w jego oczach jestem atrakcyjną kobietą i widzi we mnie obiekt seksualny to będąc żonatym facetem powinien potrafić nad takimi rzeczami umieć zapanować.
Przecież takim zachowaniem ryzykuje nie tylko naszą znajomość ale przede wszystkim swoje małżeństwo!
Przecież takim zachowaniem ryzykuje nie tylko naszą znajomość ale przede wszystkim swoje małżeństwo!
o swoim małżeństwie nie myśli, jest w tzw. amoku i chce się zabawić, trochę poużywać i pokorzystać z życia właśnie z tobą. ![]()
Jeśli kobieta jest atrakcyjna, to zawsze. Jeśli nawet od przyjaźni zaczynacie to prędzej czy później będzie chciał czegoś więcej. Jeśli kobieta nie pociąga go fizycznie to na przyjaźni się zakończy, ale nie ukrywajmy żaden żonaty facet nie będzie szukał nieatrakcyjnej przyjaciólki.
Podobasz mu się, więc pewnie chciałby z Tobą uprawiać seks. Pewnie boi się o tym mówić, aby Cię nie spłoszyć.
Najgorzej jeśli między kobietą i mężczyzną jest przyjaźń, a seks jest tematem tabu, albo ich wzajemna relacja nie jest do końca ustalona (np. ona nie wie, że on marzy o seksie z nią, on musi to ukrywać). Przyjaźń jest stabilna, jak wszystko jest od razu jasne... np. ona doskonale wie, że on by się z nią przespał, ale oboje wiedzą, że nie mogą do tego dopuścić, bo by się z tym źle czuli. Pewnie najfajniej jest mieć przyjaciółkę, którą można bzyknąć jak oboje mają na to ochotę.
hehehe gdzieś ,kiedyś te złote myśli jakbym juz czytała????
Podobasz mu się, więc pewnie chciałby z Tobą uprawiać seks. Pewnie boi się o tym mówić, aby Cię nie spłoszyć.
Najgorzej jeśli między kobietą i mężczyzną jest przyjaźń, a seks jest tematem tabu, albo ich wzajemna relacja nie jest do końca ustalona (np. ona nie wie, że on marzy o seksie z nią, on musi to ukrywać). Przyjaźń jest stabilna, jak wszystko jest od razu jasne... np. ona doskonale wie, że on by się z nią przespał, ale oboje wiedzą, że nie mogą do tego dopuścić, bo by się z tym źle czuli. Pewnie najfajniej jest mieć przyjaciółkę, którą można bzyknąć jak oboje mają na to ochotę.
coś w tym jest
hahah
Skąd te złote myśli?