Witam,
szukam bezstronnej porady dotyczącej mojej obecnej sytuacji. Postaram się skrócić w miarę sensownie całą historię. Moja mama urodziła mnie mając 28lat, przez to wzięła ślub z moim ojcem, który wyjechał jeszcze przed moimi urodzinami i nigdy nie wrócił. Sąd wyegzekwował od niego alimenty i te pieniądze to jedyna rzecz, jaką od niego kiedykolwiek dostałam. Obecnie mam 23 lata, mama od 5 lat jest mężatką, a ja nie byłam nigdy w poważnym związku, aż do teraz. Moja mama tego nie akceptuje, a nie chcę, żeby mój ukochany stanął między mamą a mną, ponieważ wiem, że dużo musiała z siebie dać wychowując mnie sama bez żadnej pomocy.
Jestem z moim ukochanym dość krótko, bo 4 miesiące, znam go trochę ponad pół roku. Mimo tego wiem, że mnie kocha, a ja kocham go równie mocno. Traktuje mnie najlepiej jak tylko można, jestem z nim bardzo szczęśliwa, tak szczęśliwa, jak nigdy. Ma jednak 3 dzieci, najstarsze ma 6 lat. Dzieci poznałam, lubią mnie, ja je również. Wiem, że mój kochany nigdy nie zostawi dzieci, tak jak mój ojciec zostawił mnie i mamę; mój P. chce dla dzieci jak najlepiej, dla mnie również. Rozmawiamy o wspólnym zamieszkaniu w przyszłości; P. chce, żeby jego dzieci docelowo zamieszkały z nami, nie mam z tym problemu. Wszystko było by bajecznie, gdyby nie moja mama, która tego nie akceptuje. W żadnym stopniu. Nie obchodzi ją to, że P. traktuje mnie z szacunkiem i miłością, liczy się tylko to, że zmarnuję sobie życie, bo wszystkie pieniądze, które ja i P. zarobimy pójdą na jego dzieci. Ja sama się utrzymuję, mam umowę o pracę, kupuję sobie co tylko chcę, nie żyję o chlebie i wodzie, a i tak udaje mi się zaoszczędzić trochę pieniędzy każdego miesiąca. P. również pracuje, zarabia więcej ode mnie, faktem jest, że oszczędności nie ma, ze względu na dzieci, ale biedy nie klepie.
Moja mama stosuje szantaż emocjonalny względem mnie, co sprawia mi wielką przykrość, mówi, że jeżeli z nim będę, to ona wyląduje w szpitalu (co z resztą raz miało miejsce, nie wiem, może to był zbieg okoliczności) przez wysokie ciśnienie, dodatkowo mówi, że jej małżeństwo może się przeze mnie rozpaść, bo ona za bardzo to wszystko przeżywa. Oczywiście nie chcę, żeby moja mama była w takim stanie, ani żeby jej małżeństwo się rozpadło (choć nie przepadam za jej mężem), jednak mimo tego że jestem z P. krótko, czuję, że to może być TO, nikt wcześniej o mnie tak nie dbał, świadomie weszłam w ten związek, nie było żadnych kłamstw z jego strony. Nie wiem kompletnie co zrobić, ponieważ boję się, że mamie może się stać coś złego, a nie przyjmuje ona ode mnie żadnych argumentów, tylko jej zdanie się liczy. Mam nadzieję, że ktoś z Was wyrazi tutaj swoją opinię, może dzięki temu będę w stanie pozytywnie rozwiązać swoją sprawę.
Dziękuję Wam z góry :-)