Jestem z mężczyzną od 4 miesięcy, ale doprawdy go nie rozumiem. Czasami zastanawiam się, czy mu nie zależy, choć bardziej skłaniam się do tego, że on ma taki charakter...
A może to ja jestem świrnięta i za dużo wymagam? Przanalizuję tutaj wszystko, może powiecie mi, na czym stoję.
Zacznijmy od tego, że w moim związku czuję się trochę źle, nie otrzymuje adoracji ze strony chłopaka. Mam 23 lata, on 27. Ja studiuję, on pracuje.
Wiem, że pracuje i musi się dużo uczyć, żeby utrzymać stanowisko, szczególnie teraz, ja to wszystko rozumiem. Choc czasami czuję się jak jego dodatek...
Wspiera mnie, pociesza, mówi że chce żebym się usmiechała. Oczywiście bardzo mnie to cieszy, uwielbiam w nim tę wyrozumiałość, opanowanie, ..wiem że mi pomaga i jestem mu wdzięczna.
ale jest szereg innych rzeczy, które mnie denerwują
Nigdzie nie chodzimy razem, na żadne randki, wypady, no nigdzie - ok, rozumiem że mój chłopak jest domatorem, ja też nie prowadzę hulaszczego trybu życia, ale czasami można by gdzieś wyjść. Wydaje mi się, że w związku chodzi o kompromisy, raz na jakiś czas by mu nie zaszkodziło gdzieś mnie zabrać. Mówiłam mu o tym, a on trochę się zirytował i powiedział, że no dobrze, ale jakoś nie widzę poprawy, a od rozmowy minęło sporo czasu. Ciągle się wykręca że jest śpiący, że nie wiem gdzie mnie zabrać, albo że to bez sensu.
Mój chłopak nie stara się, ani umilić mi życia, ani czasu drobnymi gestami. Ja albo zrobię śniadanie, albo obiad (nie jestem dobrą kucharką, staram się, ale chodzi tu o gesty). On nigdy nic nie zrobił, jeszcze jak raz zrobiłam śniadanie to musiałam go zwlekać z łożka, bo nie chciało mu się iść do kuchni.
Chciałam kiedyś z nim coś smacznego zrobić, byłam zadowolona,on powiedział że nie umie
Była to prosta potrawa....oczywiście od razu zrobiło mi się przykro.
Mój chłopak ciągle mówie: nie umiem, no dobry pomysł, ale, no możemy gdzieś wyjść jednak nie wiem gdzie, a tro bez sensu. Brak totalnej inicjatywy i chęci z jego strony. Żeby on chociaż zastanowił się jak ulepszyć nasz związek, co zrobić, żeby było lepiej! Fajnie że chce żebym była z nim szczęśliwa, ale no nawet nie stara się w tym kierunku.
Raz powiedziałam mu że wychodzę i czy idzie ze mną zgodził się, ale no nie będę ciągle go na sile ciągać.
Ostatnio przykromi się zrobiło, bo był w supermarkecie i dzwonil czy coś chcę. Akurat bardzo źle się czulam i przez to cały dzien nic nie jadłam. Powiedzialąm mu to i że nie mam pomysłu na obiad, ani tez checi na jakies wielkie gotowanie. Wzdychnął przez telefon i wrócił z jedzeniem dla siebie, dał mi gryza. Mógł chociaż napisać smsa, że to zamierza kupić i czy też chce albo po prostu wziąć trochę więcej....jak on kiedyś mówiłze jest glodny i nie ma nic w lodowce, to od razu myslałam co by razem sobie upichcić. Wiele razy mówię mu, żeby nie siedział po nocach, żeby dbsał o siebie, kiedy widzę że siebie zaniedbuję.
Ja mogłabym nie jeść, nie spać, jego by to nie interesowało w ogole co się ze mną dzieje.
Kiedy wyszłam na spacer po 23, nawet nie zapytał gdzie wychodzę a jak przyszłam nawet nie spojrzał na mnie. Pewnie jakby mnmie całą noc nie było, on by nie zauważył nawet...
Rodzice mi mówią, że ostatnio chodzę przybita i smutna i zmarniałam, a powinnam kwitnąć. Ciągle się martwię o ten związek, mam wahania...
ChciŁABYM żeby czasem o mnie pomyślał, zrobił coś miłeg, zatroszczył się.
On jest czuł, chce mi sprawiać przyjemność, mówi ze chce zebym była szczęśliwa, mówi że bardzo mu się podobam.
le czuję się taka pozostawiona sama sobie
.
Wiecie co, czasami odnosze wrażenie, że mój chłopak wychodzi z założenia, że ON ZE MNĄ JEST I to wyłączony powod do tego, zebym skakała z radości. Czasami powtarza, że inne dziewczyny mogą pozazdrościć mi takiego chłopaka i że on jest taki i owaki
Dziwnie się wtedy czuję...
Gdyby nie to, że mnie wspiera, szanuje mnie, pewnie już dawno powiedziałabym mu ,,do widzenia". Jednak mi naprawdę zależy, tym bardziej że to dobry, sympatyczny chłopak, wrażliwy, który pomaga mi i w ogole.
P.s jesteśmy współlokatorami, mieszkamy w jednym mieszkaniu, ale w innych pokojach - tak było od początku.