magdal napisał/a:Drodzy forumowicze,
Jak w temacie - na razie. Jest nam ze sobą dobrze, dogadujemy się. Jednak ja chciałabym czegoś więcej - marzę o ślubie i dziecku. On twierdzi, że nie jest na to gotowy, że dziecko to za parę lat...
Jego siostra jest teraz w ciąży i tylko słyszę jak będzie fajnie jak czasami będziemy się tym dzieciakiem zajmowac. W środku mnie ściska zal i myslę 'a ja ????'. Zapytałam czy nie lepiej o swoim pomyslec a on, że za parę lat..
Ja mam 30 lat. On 28. Znamy się 3 lata. Mamy stabilną sytuację finansową, dwa mieszkania, bardzo dobre prace. Tylko po co mi to wszystko jak dla mnie sensem zycia jest rodzina 
Wszystkie moje koleżanki albo wychodzą za mąż albo w ciąży, czuję sie jak odludek. Co mam robic ?
Otawrte mowienie nic nie podziałalo bo usłyszałam, że wywieram na nim presję..
Ile jeszcze i na co mam czekac ? Aż skonczę 40 ?
Pomóżcie 
Witaj magdal
Widze z Twojego opisu, ze mamy wspolny problem. Jedyna roznica to nasz wiek, ja mam obecnie 34 lata, moj partner 35. Znamy sie od 3 lat. Z mojego doswiadczenia uwazam, ze rozmowy partnerskie niewiele tu pomoga, bo mnie niestety nie daly zadnej odpowiedzi. A nawet wrecz przeciwnie, nosze teraz poczucie osoby, ktora zmusza partnera do pewnych waznych postanowien zyciowych. Czuje sie jak na karuzeli teraz...bo dostalam tyle wiadomosci, ze czasem mysle jak to wszystko ogarnac... Raz twierdzil, ze nie jest dojrzaly na takie decyzje, ze dziecko to problem i kosztuje (co juz calkowicie dalo mi do myslenia), innym razem po kolejnych rozmowach dowiedzialam sie, ze ze slub w sumie niczego nie zmienia i jest dawany, jak to okreslil, ,,przez pana w sukience,, . Jeszcze pare razy walkowalam ten temat, ale czuje, ze nic z tego konkretnego nie bedzie, nie wiem, czy jeszcze chce czekac. On jest zupelnie nie dojrzaly, jest mu dobrze jak jest, znaczy jak bylo, dopoki nie poruszylam tych tematow. Powiedzialam mu, ze nie boje sie zycia samej (musze tu dodac, ze nie mieszkamy w polsce, od 6 lat w uk). Zadajac mu pytanie, dlaczego facet 35 letni, w ogole nie mysli o swojej przyszlosci (gdzie ludzie w jego wieku maja juz dawno dwojke dzieci i ustabilizowane zycie), o rodzinie, zonie, dzieciach, nie dostalam zadnej odpowiedzi.
Postawilam konkretne pytanie, kiedy to sie zmieni odpowiedzial ,,wkrotce,, I co ja niby mam teraz wziac ten ,,wyblagany,, pierscionek zareczynowy (jesli w ogole to stanie sie w przyszlosci) i zyc jak gdyby nic sie nie stalo...
Dodam jeszcze, ze od jakiegos czasu, wszyscy znajomi dopytywali sie co z nami na przyszlosc, kiedy zareczyny, slub, kiedy dzieci... dla mnie sa oczywiste,takie koleje zycia, ale on nigdy nic nie odpowiadal. Zazdroszcze tym wszystkim dziewczynom, ktore spotkaly, dojrzalych, odpowiedzialnych partnerow, myslacych powaznie o zyciu, rodzinie.
Dlatego doskonale cie rozumiem.Problemem sa wasze oczekiwania, ty chcesz powazniejszych deklaracji w niedalekiej przeszlosci, twoj partner cie zwodzi, podobnie jak moj. Zadnych konkretow. Ja w tej sytuacji powaznie mysle o odejsciu.
Mozliwe, ze takie rozwiazanie, to jedyne rozwiazanie. 