Czas jakiś temu zapłaciłam za roczną prenumeratę miesięcznika. Wszystko było fajnie z wyjątkiem ostatniego numeru... który nie przyszedł. Napisałam 2 maile, 2 razy dzwoniłam... i nic. Na żadnego emaila nie odpowiedziano, a przez telefon gość kłamie - za pierwszym razem skojarzył moje nazwisko i stwierdził, że właśnie przygotowano przesyłkę do mnie, po jakimś czasie zadzwoniłam znowu i ten sam pajac, twierdził, że on sam osobiście wysłał poprzedniego dnia. Pytałam się o co chodzi, przecież mają moją płatność (co gorsza mają nawet płatność za kolejny rok) i nic, nawet nie umiał wymyślić jakieś historyjki, by wytłumaczyć sytuację.
Generalnie to machnęłabym ręką, 10 zł to nie majątek, ale... chciałabym mieć ten numer, szczególnie, że już teraz nie kupię gazetki w kiosku, poza tym zanim zrobiło się to zamieszanie przelałam im kasę za kolejny rok.
Gdyby nie to, że w godzinach pracy... jestem w pracy
to może nawet odwiedziłabym redakcję i zażądałabym wywiązania się z umowy (czyli osobistego przejęcia numeru). Wiem, teoretycznie mogłabym do jakiegoś rzecznika praw konsumentów, ale nie przesadzajmy - oni mają kupę roboty, więc kolejka jest dłuuuuga, a to jest hobbistyczna gazetka za 10 zł.
Co zrobić? Co wy robicie, gdy was totalnie olewają (by nie powiedzieć jeszcze bardziej dosadnie... mają was głęboko w du***, mimo że biorą od was kasę, za coś z czego się nie wywiązują)?