Widziałam, że istnieje podobny temat ale to mój osobisty problem i rozterka więc zakładam osobny. Mam nadzieję, że znajdę jakąś poradę bo nie daję rady z własnymi myślami. Otóż pochodzę z domu gdzie nigdy się nie przelewało, rodzice pół życia budowali dom i nie mogli dokończyć, ojciec często zaglądał do kieliszka, nie było łatwo jednym zdaniem. Mam 2 rodzeństwa, brata i siostrę. Lata mijały, siostra spotkała swojego męża, on pomagał moim rodzicom "wykończyć dom", na początku byli nim zachwyceni ale mnie od zawsze coś w nim nie pasowało, no i wyszło szydło z worka (oczywiście po ślubie) okazało się że szwagier to alkoholik o skrzywionym podejściu do relacji rodzinnych, dużo było z nim przejść nawet nie chcę o nich opowiadać, ale moim zdaniem to toksyczny człowiek, złośliwy, zazdrosny i zdolny do wielu złych rzeczy. Bratu też życie rodzinne się nie ułożyło, rozwiedziony, nierób, nie waha się żeby okraść własnych rodziców. Oni wszyscy w tej chwili mieszkają w 1 domu. Ja wyjechałam do miasta, tutaj ułożyłam sobie życie, kupiliśmy z mężem mieszkanko, jednak po kilku latach wskutek zawirowań z pracą i bardzo złego sąsiedztwa sprzedaliśmy je (mieszkanie było na kredyt więc nic na tym nie zyskaliśmy oprócz pozbycia się długu). Wróciliśmy w rodzinne strony, chcieliśmy budować dom (rodzice przepisują mi działkę naprzeciw swojego domu), okazało się, że mąż jednak wraca do pracy tutaj w mieście i musiałby dojeżdżać dzień w dzień 60 km więc postanowiliśmy wynająć tu mieszkanie bo w zasadzie to ten sam koszt co jego dojazdów i tak od ponad pół roku męczymy się i wahamy co robić. Zawsze marzyliśmy o swoim domku, o ogrodzie, o sadzie owocowym, braku sąsiadów robiących imprezy nad głową ale myśl o tym, że mam mieszkać blisko mojego toksycznego szwagra i brata, który będzie mi siedział w kieszeni zniechęca mnie bardzo. Poza tym nie chcę żeby moje dziecko oglądało tego typu sceny jakie tam się odbywają, dość już ja się naoglądałam, chciałabym żeby moje dziecko nie miało takiego balastu, złej opinii, która na wsi potrafi mieć duży wpływ na życie chociażby w szkole.
Z drugiej strony kupując mieszkanie istnieje duże ryzyko, że znów trafimy na sąsiadów bez świadomości, że ich podłoga to czyjś sufit, tutaj jestem sama, nie mam się do kogo odezwać, nie ma mi kto pomóc przy dziecku, prawda jest jednak taka że wrosłam się w jakiś sposób w to miasto, podoba mi się, że mam wszędzie blisko, kiedy mieszkałam na wsi tęskniłam za tym miastem, w mieście tęsknię za wsią.
Ostatnia sprawa jest taka, że martwię się o rodziców, co z nimi będzie kiedy zaczną potrzebować opieki, staną się niedołężni, nie chcę żeby ktoś się nad nimi znęcał, cały czas czuję odpowiedzialność za nich i ogólnie za całą rodzinę, chęć ratowania ich wszystkich, która bardzo mnie męczy, nie potrafię się odciąć, żyć własnym życiem. Denerwuje mnie ten bezustanny mętlik w głowie. Mam 30 lat i chciałabym poczuć w końcu stały grunt pod nogami a nie wciąż gonić własny ogon.
Co zrobilibyście na moim miejscu???
Podobne tematy
Gdybym wybrala jednak wies, to sprzedalabym albo zamienila dzialke na jakas bardziej odlegla od domu rodzinnego. Jesli miasto, to mieszkanie na ostatnim pietrze w niskim bloku albo w szeregowcu.