Iceni napisał/a:Ale dlaczego usuwane? A może parytet wyglądałby tak, ze miałabym określoną liczbę postów do wykorzystania, bo reszta z ogólnej liczby byłaby do wykorzystania przez facetów, i bardziej zastanawiałabym się nad tym, co piszę, a nie leciała w ilość bo mam "no limits"?
I czy miało by to jakikolwiek sens, skoro teraz jest akurat tylu facetów, ilu chce tu być? To trzeba trzymać miejsca dla tych na siłę dla tych, którzy nie chcą, kosztem tych, co chcą? Bo może tamci się boją, nie wiedzą, cokolwiek...? Uszczęśliwianie na siłę.
Ogólnie parytety dla mnie to idiotyzm. Owszem, jestem za tym, żeby kobiety miały równe prawa. Nie widzę natomiast żadnej równości, jeśli np. jakieś stanowisko dostanie kobieta z gorszymi kwalifikacjami niż pozostali kandydaci-faceci tylko dlatego, że limit mężczyzn w danej firmie został osiągnięty. Co to ma wspólnego z równością?
To samo w polityce - nie ma zakazu, żeby kobiety brały w niej udział i mi to wystarczy. Równość np. w sejmie? No dziękuję, czyli demokracja o kant dupy rozbić. To w ogóle podzielmy na równe części, niech np. jedna będzie dla osób LGBT, druga dla hetero, trzecia dla osób z pełnych rodzin, czwarta dla tych z rozbitych, piąta dla biednych, szósta dla bogatych, siódma dla tych bez wykształcenia, ósma dla magistrów, dziewiąta dla doktorów... itd. Tylko nie wiem, co zrobić z lesbijską panią doktor z domu dziecka, która jest biedna jak mysz pod miotłą, ale to do dopracowania. >.< Sorry, ale to nie jest żadne motywowanie kobiet do udziału w polityce, raczej:
- odbieranie możliwości wyboru obywatelom - bo nie mogą już w pełni decydować,
- robienie z kobiet idiotek - dla mnie to jest jak informacja "kobiety nie poradzą sobie bez parytetów z dostaniem się do sejmu, więc trzeba im to ułatwić".
Kobiety mają już do tego prawo, mogą z niego korzystać, natomiast jeśli potrzebują parytetów, żeby coś osiągnąć, to widocznie się do tego nie nadają. Dziwię się, że feministki tego nie widzą, skoro są tak przekonane o równości kobiet. To skoro takie równe, to na cholerę im taki przywilej?
Tak w skrócie: każda kobieta, która znalazłaby się gdzieś dzięki parytetowi NIE NADAJE SIĘ do tego. Jeżeli się nadaje, nie potrzebuje parytetu, żeby coś osiągnąć.
Poza tym, jeśli chodzi o pracę, to dla mnie to w ogóle śmieszne. Naprawdę, nie miałabym nic przeciwko kobiecie, która pracuje w jakiejś tam pracy bardzo ;p fizycznej, pod warunkiem, że będzie dźwigać worki z cementem tak samo sprawnie i w takiej samej ilości jak zatrudnieni tam faceci. Jak nie dźwiga, to z automatu jest gorszym pracownikiem. Nie widzę w tym nic dziwnego. Były jakieś akcje kiedyś z tym, że kobietom w Biedronkach kazano nosić ciężki towar czy coś tam. O facetach jakoś nie słyszałam, a przecież też siedzą na kasie.
I teraz co, mamy firmę jakąś tam, w której szeregowy pracownik przenosi dużo ciężkich rzeczy i w tym zamykają się jego obowiązki. Teraz wprowadźmy parytety, szef zwalnia połowę facetów, zatrudnia do tego kobiety, które prawdopodobnie wszystkie (bo może trafi mu się jakaś ex-strongwoman) będą nosić mniej na raz. Szef ma do wypłaty tyle samo, a wyniki są gorsze. Świetny pomysł, serio.
Inna sprawa, że w ogóle jakiekolwiek narzucanie czegokolwiek właścicielom prywatnych firm to dla mnie kretyństwo. Ma tę firmę, niech zatrudnia kogo chce. Nawet jakiegoś tępego osiłka na stanowisko kierownicze kosztem wykształconej kobiety. Jego firma, jego sprawa.