Witam serdecznie, założyłam ten wątek z nadzieją że może ktos mi podpowie co robić bo ja już nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak czy z teściami. Zacznę od tego że teście są ludzmi dość dobrze sytuowanymi mają swoją firmę która dobrze prosperuje i generalnie są sami sobie kapitanem...No właśnie... tylko problem polega na tym że próbują być też kapitanem każdemu innemu w tym oczywiście i nam...Do pewnego momentu przymykałam oko...Zaczęło się tak w zasadzie przy przygotowaniach do ślubu...Zarządzenia co i jak ma być bez konsultacji z nami( z nami jak z nami, ale bez konsultacji z moimi rodzicami mimo że koszty podzielone były równo po połowie) Sporo incydentów przy tym przeszliśmy zaczynając od pojawienia się pani koordynator której wizje nie pokrywały sie z naszymi skończywszy na fotografie który był ich znajomym narobił 600 zdjęć wśród których moi rodzice są aż na 5ciu...nie wspomnę o gościach z mojej strony..babci np nie ma wcale...Po weselu była trochę zageszczona atmosfera ale jakoś to przełknęłam i życie toczyło się dalej w miarę normalnie..(piszę w miarę bo nie liczę teścia który o 5tej! rano podjeżdzał pod nasz dom stał chwilę po czym odjezdżal, niezapowiedziane wizyty i przestawanie przedmiotów w domu też było normą) Wszystko było w miarę ok do momentu mojej ciązy i sugestii teściowej co do kompetencji mojego lekarza prowadzącego. Zasugerowała żeby to jej ginekolog(ordynator oddziału gdzie miałam rodzić) prowadził ciążę. Podziękowałam i zostałam przy swoim...Zaczęłam być podejrzliwa gdy znajoma która jest położną i w jednym gabinecie z ww lekarzem uczestniczy w badaniach pacjentek powiedziała żebym uważała bo teściowa przyszła do niego i umówiła cc... zrobiłam wielkie oczy bo nie mówiła mi nic o tym ale pomyślałam że ludzie są różni i że może ta znajoma coś zle zrozumiała...do chwili porodu...moja mama jest pielegniarką w tym szpitalu gdzie rodziłam i w czasie gdy mąż jechał po prywatną połozna to ona była ze mną na sali porodowej gdy nagle wchodzi lekarz dyżurny z komórką w ręku i mówi do położnej która była na dyżurze że ma mi pobrać jakieś badania( nazw nie pamiętam) ale że moja mama pracuje już 30 lat to wiedziała że takie badania pobiera się do zabiegów operacyjnych...zapytała wprost czy jestem szykowana do cc na co lekarz kiwnął głową... w tamtej chwili jak ręką odjął ustąpiły mi bóle porodowe i mało nie wyskoczyłam z tego łózka krzycząc że ja się nie zgadzam na żadne cc, zapytałam czy są jakieś przesłanki na co lekarz odp ze nie. Oczywiście nikt mi nie zrobił cc na siłe ale gdyby nie moja mama to zorietowałabym się dopiero jakby mnie na salę operacyjną wiezli... Tu oczywiście też była awantura...Mojej mamy w takiej akcji jeszcze nie widziałam...potem położna która pracuje z ordynatorem powiedziała że teściowa przyszła i dała kopertę i złote spinki do koszuli... Czare goryczy przelało jednak ostatnie wydarzenie...U teściów były 2 szynszyle...jedna z nich to mój prezent na 18skę od męża ale że oni kupili drugą a to są stadne zwierzęta zgodziłam się przenieść moją do tamtej i 3 lata było dobrze...do niedawna... w Sierpniu teść byl z tą moją u weta bo pod szyją miała łysy placek dostał leki i miał się pokazać z nia za 10 dni- nie pokazał jej...Pytałam jak szyszka zapewniano że jest dobrze a jako że urodziłam wcześniaka i miałam przy nim mase roboty wierzyłam i nie kontrolowałam...i ostatnio zajrzałam do nich u tściów a ta biedna cały brzuch ma łysy...Pojechaliśmy do Waszawy do lecznicy która się zajmuje gryzoniami i Pani doktor załamała ręce...zęby poprzerastane aż powbijały się w policzki i zwierze jeść nie mogło przez to wdała się cukrzyca i nie leczona doprowadziła do niewydolnosci nerek i watroby... Nie udało nam się jej uratować umierała 5 miesięcy tak naprawdę w potwornych męczarniach z głodu...Najgorsze że tam jest tez droga szynszyla która byla odżywiana tak samo i jej tez trzeba zrobić badania a oprócz tego od weta dowiedziałam się że pies którego oni tez maja ma poważne problemy z wątrobą i też powinien przyjmować leki( a nie przyjmuje) bo inaczej w powolnych męczarniach umrze...Co robić? jak ratować te zwierzęta? jak ich otrząsnąć? czy komuś to zgłosić? prokuratura umarza takie sprawy( wiem bo siostra pracuje i już z miejsca mi powiedziała że nie ma sensu)
Podobne tematy
Czy kiedykolwiek powiedziałaś teściom co myślisz o ich zachowaniu? Co na ten temat sądzi Twój mąż?
Mówiłam niejednokrotnie i po dobroci i w przypływie złości ale do nich jakby to nie docierało...Owszem przeprosili mnie za swoje zachowanie przy porodzie ale za chwile znowu coś wybucha...Mąż nie raz inicjował spotkania i konfrontacje z teściami i starał się to załatwić tak żeby wszyscy mieli szanse się wypowiedzieć ale przy jednym z takich spotkań właśnie po porodzie teść stwierdził że w sumie to nic mu zrobic nie możemy bo on ma pieniądze i gdyby chciał to by był bezpośrednio przy tym porodzie. Myślimy już żeby kupić mieszkanie w drugiej części Polski i się po prostu przenieść... mam wrażenie że zachłysnęli się pieniędzmi i woda sodowa uderzyła im do głowy. Kwestionują każdy nasz zakup...Telewizor w sypialni- zły pomysł bo w sypialni się odpoczywa a nie tv ogląda, regał z kuwetami dla dziecka z ikei - w ikei to dziadostwo lepiej coś drogiego kupić, nowy sweter męża- nie podoba nam się bo ma za intensywne kolory a powinien być stonowany...wózek dla dziecka za 2000- dziadostwo bo jej fryzjerka dla swojego kupiła taki z Wloch ściągany z wymiennymi kołami za 6000...i wiem wiem że to są drobnostki i w większości puszczamy to mimo uszu i odpowiadamy że nam się tak podoba i koniec dyskusji ale gdy takie komentarze padają przy rodzinie np na wigilii to naprawdę robi nam się przykro bo mamy wrażenie że traktują nas jak upośledzonych...i stwierdzenie że w sumie to oni uważają że oni nas mogą zastąpić w roli rodziców bo wychowujemy dziwoląga bo 9 miesięcznemu dziecku nie puszczamy bajek w tv...
Kochana, moim zdaniem jedynym wyjściem z sytuacji jest odseparowanie się od teściów. Sama przyznałaś, że Oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że robią Wam krzywdę a mimo to nie zamierzają przestać wtrącać się w Wasze sprawy. Widocznie myślą, że pieniądze dają im przyzwolenie na poniżanie wszystkich dookoła.
5 2015-02-08 20:07:40 Ostatnio edytowany przez seymour (2015-02-08 20:10:58)
Koleżanka wyżej ma rację, a nawiązując do tematu - to nie z Tobą jest coś nie tak.. Zdecydowanie masz porypanych teściów, jeśli Cię to pociesza - to stwierdzenie jest w 100% adekwatne. Oczywiście nie mieli prawa wtrącać się w Twój poród(ktory de facto jest bardzo intymnym przeżyciem dla każdej kobiety, po co tam teściowie??!). To było typowe przegięcie pały, jak można o czymś takim zadecydować bez konsultacji z Tobą. Znam ten typ rodzica, wiem, że potrafi być upierdliwy i podkopywać człowieka. Sorry, ale wydaje mi się, że to są ludzie w typie cebulaka.. wiele do nich nie dotrze, jedyne co możesz zrobić to izolować się od nich w miarę możliwości. A w sprawie zwierząt - ja bym zrobiła tak, że przyjechałąbym do teściów pod pretekstem zabrania zwierzaków do weterynarza i bym ich nie oddała z powrotem.. A jakby się upominali to powiedziałabym, że nie umieją o nie dbać, bo weterynarz stwierdził to i tamto..
Dziękuję wszystkim za odp
od razu mi lepiej
zwierzęta już są bezpieczne, zabraliśmy je z mężem i o dziwo bez większej wojny się obyło
Jeszcze raz wszystkim dziękuję ![]()