Witam.
Mam duży problem i liczę na to ,że ktoś z Was podsunie jakieś rozwiązanie.
Jestem z moim chłopakiem od grudnia 2013. Bardzo szybko zaczął wspominać o wspólnym mieszkaniu. Kocham Go, jest naprawdę świetnym facetem, bardzo opiekuńczym. Fajnie nam razem.
Ja mieszkam w domu, z rodzicami , w małym miasteczku ( brat studiuje więc jest raz na 3 tygodnie). Mój chłopak mieszka ze swoimi rodzicami na wsi. I tu zaczyna się problem. Michał ma starszą siostrę. Siedziała z mężem zagranicą, kupili dom ( oczywiście na wielgachny kredyt) . Dom stoi na polu, wielki, piękny, drewniany. Żeby się tam dostać trzeba jechać kawałek lasem. Totalne odludzie. Jako,że była w Niemczech, Jej rodzice z moim chłopakiem(był jeszcze w liceum) przeprowadzili się do tego domu a swój wynajęli ( ich dom jest w środku wsi). No i siostra męża zostawiła, znalazła sobie nowego faceta i wyjechała do Australii żeby zarobić na spłacenie tej swojej posesji.
Ojciec mojego chłopaka jest chory. Ma krwiaka, zasuszają go farmakologicznie. Dwa lata temu to wykryli. Leżał miesiąc w szpitalu. Teraz na siebie chucha i dmucha( kiedyś nawet Jego lekarka powiedziała,że mają mu schować gdzieś ciśnieniomierz ,bo przegina) .
Mama Michała też ma jakieś tam 'kobiece problemy',ale chyba nie aż tak poważne. No i cóż. Michał ogarnia sam wszystko. W styczniu tego roku siostra wyjechała ( ale mimo,że siedziała ostatnie pół roku w domu, jest tak nieporadna ,że nie zmieniło to nic). Mój chłopak przejął firmę po ojcu, zajmuje się naprawdę wszystkim .
Ostatnimi czasy coraz poważniej myśleliśmy o zamieszkaniu u mnie. Moi rodzice są niezależni i nowocześni( w takim sensie ,że nie wtrącają się w nic,sami sobie radzą)bardzo lubią mojego chłopaka, On ich też. Całe piętro jest wolne więc do dyspozycji byłyby 3 pokoje. Już wszystko obmyśliliśmy. Mój chłopak większość czasu spędza z Nami. Nawet się kiedyś cieszył,że z mojego miasteczka miałby bliżej do pracy.
Ale niestety, w czwartek,w nocy ojciec mojego chłopaka stracił przytomność ( chyba , nie wiadomo czy spał czy to faktycznie była utrata przytomności) . No i wylądowali na SORze itd. Rano wrócił do domu. Za tydzień idzie do szpitala , wybłagał to u swojej Pani neurolog, więc zbadają Go od góry do dołu.
Michał się zmartwił. I teraz namawia mnie żebyśmy zamieszkali u Niego ( a raczej w domu Jego siostry). Wiem,że to wszystko przez to,że boi się o rodziców. Jego mama ostatnio spanikowała i nie umiała nawet na pogotowie zadzwonić.
No a ja nie chcę tam mieszkać. Nie wyobrażam sobie mieszkać na takim odludziu, w czyimś domu( jak mam urządzić pokój po swojemu skoro to jest dom Jego siostry?). I nie rozumiem dlaczego Ci ludzie nie przeprowadzą się DO SIEBIE, tylko siedzą w domu córki 'żeby się nie zmarnował'. Gdyby mieszkali w swoim starym domu , to byliby WŚRÓD LUDZI. A tak są na polu.
Lubię Jego rodziców,ale nie potrafiłabym z Nimi mieszkać. Są bardzo irytujący( oczywiście nigdy mu tego nie powiedziałam), Michała też denerwują .Jego tata jest marudny, wszystkich nazywa 'debilami' , ze swoją mamą nie widział się dwa lata ,bo Go denerwuje a lekarz mu kazał unikać stresu. Na Wszystkich Świętych , na grób ojca jeździł rano żeby czasem nikogo z rodziny nie spotkać. I On i Jego ojciec są bardzo uparci więc często się kłócą. Do tego wydaje mi się,że Jego rodzice czasem Go wykorzystują . Michał ma firmę 70 km od domu ( ode mnie z miasta miałby jakieś 20 minut) . Czasem musi IM coś jeszcze pozałatwiać w banku , w aptece etc .On im nawet jeździ na myjkę myć samochody. A Jego mam potrafi jeszcze zadzwonić ,że ma kupić chleb( a Ona chwile wcześniej była u swojej rodziny i chleb chyba mogła kupić, prawda?) . Tym sposobem wyjeżdża o 7 , wraca ok 18 ... Uganiają Go zawsze ze wszystkim , mimo,że oboje mają swoje samochody , jeżdżą normalnie.Baa, Oni nawet jeżdżą sobie na koncerty, na jakieś targi świąteczne , w góry, ale po chleb nie mogą. Czasem, jak jest bardzo zmęczony to się wkurza . Nawet jak Jego siostra była w domu( Ona też ma swój samochód) to Jemu dzwonili ,że ma kupić mleko/chleb. Dziś na przykład Michał wiezie mamę do lekarza. Do Wrocławia, do miasta do którego Jego ojciec bez problemu jeździ na koncerty, zakupy etc. Do lekarza już nie da rady, bo się boi( nie tylko dziś, wcześniej było to samo) . I pora nie ma znaczenia, to nic,że chodzi o wieczór, z koncertów wracali czasem po północy.
Dzisiaj temat wrócił. Jest mi Go tak strasznie szkoda, naprawdę. Widzę jak się miota. Wie doskonale ,że ja nie chcę tam mieszkać. I problem w tym,że nasza przeprowadzka tam nie byłaby 'tymczasowa'. Bo Oni nie wyzdrowieją nagle. Ja wiem,że tam nie wytrzymam.
A On biedny ma wszystko na głowie. Jestem zła cholernie ,że ta ich córka tak namieszała z tym domem, że teraz siedzą gdzieś na zadupiu . A dziewczyna ma ponad 30 lat!
Wiem,że będą w domu kłótnie. Wiem,bo On w domu prawie nie bywa. Albo jest u mnie i wraca wieczorem, albo wraca późno ,bo załatwia wszystko po pracy . Prawie nie spędza z Nimi czasu. I nie potrafi. Wiem,że ma do Nich żal,bo się Nim nie interesowali nigdy. Na początku jak do Nas przyjeżdżał i np.: mój tata pytał 'co tam dziś robiłeś?' to był pytaniem zdziwiony,bo nikt nigdy nie chciał takich rzeczy wiedzieć. Jego ojciec zawsze mówił 'radź sobie sam'. Od momentu kiedy zachorował, mówi mu,że to przez Niego. Cholernie przykre ,bo Michał wtedy sypiał po 3/4 godziny i jeździł do pracy żeby prowadzić firmę a potem do taty do szpitala żeby mu pomóc ,bo nie mógł wstawać.
Pamiętam jak na początku naszej znajomości przyjechałam do Niego. Gadka szmatka i już wychodziłam. No i On miał mnie odwieźć . Ale przed wyjściem Jego tata mówi,że ma zdjąć ten baniak wody z mamy buta ,bo Jej sklejał,a przecież On nie może dźwigać. Butelka 5l , do połowy pełna. Michał sam stanął zdezorientowany . Jakby ten człowiek nie mógł Jej przesunąć nogą, w jakikolwiek sposób? Jak to opowiedziałam babci , poradziła żebym NIGDY nie poszła tam mieszkać czasem.
Nie wiem czy tego pomysłu nie podsunęła mu mama... Bo powiedział coś dzisiaj ,że rozmawiał z mamą,że my możemy zająć 'duży pokój' ( który ,w gwoli ścisłości, jest pokojem Jego siostry).
Poradźcie co ja mam zrobić? Co ja mam mu odpowiedzieć? Jak mam powiedzieć ,że nie chcę i nigdy nie zechce? Serce mi pęka jak widzę Jego zmartwienie, ale wiem,że jak się tam przeprowadzimy to 'wdepnę'...
Ja nie muszę mieszkać z moimi rodzicami. Możemy wynająć mieszkanie. Byle nie tam......
Jego rodzice są w wieku moich. +/- 50 lat.