Pomińmy te przepychanki i zastanówmy się, o co Prawdziwemu chodzi.
Rzecz podstawowa, to według mnie fakt, że obecna sytuacja z sympatią Autora jest tylko pretekstem do szerszego spojrzenia na związek praktykującego katolika i osoby (co najmniej) neutralnej światopoglądowo.
Nie jest priorytetem Prawdziwego nawracanie dziewczyny, bo on sam jest bardziej "katolikiem z dziada pradziada" niż ortodoksem z przekonania.
Podstawą problemu jest tradycja katolicka, która niekoniecznie musi być poparta autentyczną wiarą.
Tradycja, która, być może, każe również brać pod uwagę opinię rodziny bliższej i dalszej, księdza proboszcza i koleżanek i kolegów z którejś z Róż.
Nie dziwię się Prawdziwemu, że to jest dla niego ważne (i absolutnie nie kwestionuję jego przywiązania do poczucia przynależności do wspólnoty religijnej).
Poza tym, o ile słowa Autora o dopuszczalności seksu przedmałżeńskiego traktuję serio, o tyle zakładanie niewierności w małżeństwie traktuję z przymrużeniem oka, bo taka zapewne była intencja Prawdziwego.
Nie wiem (może nie doczytałem), czy dziewczyna jest katoliczką, tylko o nader obojętnym czy niechętnym stosunku do praktyk religijnych, czy zdeklarowaną agnostyczką, bo to również ma znaczenie.
Zakładając, że Prawdziwy widziałby w niej partnerkę, w pierwszym przypadku kwestia wychowania dzieci w tradycji katolickiej nie byłaby dużym poświęceniem dla niej, a pierwotna niechęć do wchodzenia w związek małżeński mogłaby ewoluować w myśl oczekiwań Autora.
W drugim sprawa jest poważniejsza, bo sprawa zawarcia małżeństwa i wychowania dzieci stać się mogą źródłem konfliktów zagrażających stabilości związku.