Witam.
Proszę o Waszą opinie.
Znamy sie z moją przyjaciółka 15 lat, nigdy nie było miedzy nami kłótni. Zawsze chetnie spedzalysmy ze soba czas.
Od momentu kiedy przeprowadzilismy sie z mezem z polski i znalezlismy prace, ona zaczela sie dziwnie zachowywac. Nigdy jej sie o niczym nie chwalilam, nie mowilam ile zarabiamy czy cos w tym stylu. a ona przestala sie do mnie odzywac, ani razu przez te poltora roku nie zadzownila do mnie nawet na telefon, a jak pytalam sie o skype to mowila ze zle dziala jej komputer i nie moze ;/
W ogole zaczela sie zachowywac jakby zle mi zyczyla i czekala kiedy tylko az mi sie noga powinie. Jak raz rozmawialysmy i powiedzialam jej ze stracilam prace i bede szukac czegos, ona zamiast mnie pocieszyc to powiedziala " łuuu to teraz bedziecie marnie zarabiac' no i domyslilam sie ze mozliwe ze jest zazdrosna, bo nie widze innego powodu tak naglego zachowania. Jest mi przykro ze nie mam tu przyjaciol a jedyna przyjaciolka ktora ma odwrocila sie ode mnie przez pieniadze. Nawet dowiedzialam sie ze po znajomych sie probowala dopytywac ile zarabiamy, no chore, bo nie jestesmy zadnymi bogaczami. Prosze powiedzcie mi czy to jest normalne zachowanie ? czy mam po prostu pecha? co o tym myslicie. pozdrawiam
Podobne tematy
Zazdrość - straszna rzecz.
Zazdrości Wam nie pieniędzy, ale odwagi. Odważnej decyzji, pozytywnych zmian.
Ona też by chciała, ale się boi.
Dlatego jest wściekła.
A przyjaciółka pracuje? Widać, że strasznie zazdrości tej całej sytuacji, masz męża, pracujecie. Ona pewnie nie ma chłopaka, a również tak jak i Wy chciałaby wyjechać i zarobić dużo więcej pieniędzy niż w Polsce, ale pewnie nie ma takiej możliwości. Z drugiej strony na pewno jest jej też żal, że wyjechałaś, że nie może być teraz jak jak kiedyś.
Nie pracuje. Ma faceta ale z tego co mi mowila maja problemy w zwiazku.
Kiedys proponowalam jej przeprowadzke do mnie. Oferowalam jej pomoc. Powiedziala mi jedynie ze nie chce '' bo tam sie klepie taka sama biede jak w polsce '' hehe.
Zazdrością i zawiścia wieje z daleka.
Masz szczęście, że w końcu poznałaś tak naprawdę swoją "przyjaciółkę".
Nie rozumiem takich ludzi. Jak im źle to niech też wyjadą.
Nie żałuj tego co się stało, nie warto dla takich ludzi.
7 2015-01-13 18:15:28 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-13 19:27:24)
Kiedys proponowalam jej przeprowadzke do mnie. Oferowalam jej pomoc. Powiedziala mi jedynie ze nie chce '' bo tam sie klepie taka sama biede jak w polsce '' hehe.
Moja koleżanka ze studiów wynajmowała kiedyś mieszkanie ze swoim chłopakiem. Ona na studiach, on zaś zajmował się cholerawieczym - tyle że miał opinię męskiego i bruneta ;-) więc jakoś mniej musiał się starać. W istocie panienki reagowały na niego jakąś taką dziwną głupawką. Koleżanka, szczęśliwa, że ona - niegdyś szara myszka - ma TAKIEGO chłopaka, radośnie zaszła z nim w ciążę postanawiając -desperacko i klapkonaocznie - żyć u jego boku długo i szczęśliwie. Pamiętam, jak spierałem się z nią twierdząc, że studia powinny być wypełnione pracą nad sobą, uczeniem się, poznawaniem swojej dziedziny wiedzy i fajnym niezobowiązującym życiem - a nie wychowaniem dzieci."No cóż stwierdziła, jesteś poprostu niedojrzały, niektórzy dojrzewają wcześniej a inni nigdy..."
Ops, kurcze, ceniłem jej zdanie, zacząłem się nad sobą zastanawiać, w istocie wykazywałem pewne cechy niedojrzałości.... Ale... ostatecznie uznałem, że najpierw sobie w sposób naturalny "dojrzeję" a później będę zajmował się wychowaniem dzieci (a nie na odwrót). ;-)
Tymczasem moja dojrzała koleżanka (bardzo opiekuńcza i odpowiedzialna osoba) zlitowała się nad swoją najlepszą przyjaciólką, dość ładną dziewuszką, która nie miała gdzie mieszkać. Przygarnęli ją, do czasu porodu miała mieszkać z nimi. Mieszkała nawet dłużej. Bo potem już oboje byli ZA ;-). Pomagała w opiece nad niemowlakiem...Koleżanka (ta dojrzała) wychodziła na całe dnie uczyć się lub pracować, jej ładna przyjaciólka - nie zawsze - była jakoś tak mniej pozbierana ... A chłopak epatujący brunectwem, Harleyem i samcostwem alfa też nie zawsze miał powód do wychodzenia... w końcu zajmował się niewiadomoczym, czyli mieszkaniem w tym wynajmowanym przez koleżankę pokoju (bo zarabiała głównie ona dając korepetycje z kilku przedmiotów - a miała "łeb jak sklep").
Jeśli pozostawi się bez kontroli w jednym mieszkaniu samca alfa i ładną ale zazdrosną przyjaciółkę, zapewni im się minimalne choćby dochody i pożywienie, częstym ubocznym skutkiem tego stanu rzeczy są nieplanowane ciąże. Tak było i tym razem. Jakiś czas po urodzeniu dziecka przez moją zaradną koleżankę jej ładna przyjaciółka nie mogła już ukryć swego odmiennego stanu i wybuchła afera.
W wyniku tej afery, każda straciła "przyjaciółkę na wieki", a co gorsza, żadna nie została szczęśliwą posiadaczką przystojnego chłopaka. Ten bowiem, zniesmaczony koniecznością wychowywania aż DWOJGA potomków postanowił obrazić się na obie dziewczyny. Odpalił Harleya i zniknął za horyzontem zdarzeń wybierając wolność, pozostawiając je samotnymi ale znacznie DOJRZALSZYMI. Opuszczone, nie potrafiły dogadać się ze sobą w kwestii podziału obowiązków w opiece nad dziećmi...
[Choć TO byłoby właściwie najbardziej DOJRZAŁE i logiczne wyjście, bo w końcu przyrodni ale bracia...]
Ładną przyjaciółkę spotkałem przypadkiem w ostatnim miesiącu ciąży, już po studiach. Nic nie wiedziałem o aferze, więc radośnie ją przywitałem, zwróciłem uwagę na odmienny stan, coś tam nawiązałem do konieczności bezstresowego życia i o tym jak opiekowałem się swoją żoną w ciąży...
Zupełnie nie rozumiałem czemu, z każdym moim słowem jest coraz bardziej zdołowana... Potem jeszcze zapytałem o jej NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĘ... co u niej .... Nagle zaczęła się śpieszyć, miałem silne wrażenie jakbym kogoś obraził nie wiedząc kiedy. Po roku dowiedziałem się o co chodziło od osób "lepiej poinformowanych" czyli koleżanek tej "pary". :-)
Proces DOJRZEWANIA mojej mądrej koleżanki zakończył się dużo później. I dużo lepiej, przy okazji następnego motocyklisty - ale to już inna historia. :-)
Morał z tej opowieści jest taki, że jeśli ma się fajnego męża, którego zazdrosna koleżanka zapewne zazdrości najbardziej, nie jest dobrym pomysłem przeprowadzka takiej osoby w obszar umożliwiający nieskrępowany całodobowy z nim kontakt...
hehe niezla historia. ale ja nie planowalam przeprowadzki do naszego mieszkania, oferowalam jej załatwienie u znajomych pokoju do wynajęcia za niewielka kwote. pozdrawiam
]Morał z tej opowieści jest taki, że jeśli ma się fajnego męża, którego zazdrosna koleżanka zapewne zazdrości najbardziej, nie jest dobrym pomysłem przeprowadzka takiej osoby w obszar umożliwiający nieskrępowany całodobowy z nim kontakt...
.
Tak, przypomniala mi sie sytuacja, na poczatku naszego malzenstwa, ona tez zachowywala sie dziwnie, bo probowala mi wmówić, ze fajnie bedzie tylko przez "pierwszy rok, a potem zobacze z jakim IDIOTĄ się jest" i ja jej tłumaczyłam, że ja nie mam problemów w związku i dlaczego miałyby nagle teraz sie pojawić, a ta dalej mi mówila, że ''o zobaczysz teraz tak mowisz bo zakochana jestes itd a potem do tylko bedzie przyzwyczajenie'' i takie pierdoły. i nie moglam ani slowa dobrego o nim powiedziec, bo ta dalej takie podobne rzeczy powtarzala, jakby to ze jest dobrze, mialo trwac tylko chwile.