Witajcie,
Strasznie głupio zakładać mi ten wątek ponieważ racjonalnie wiem, że nie powinnam być zazdrosna o takie powiedzmy sobie szczerze - pierdoły.
Mój mąż wrócił miesiąc temu na siłownię. Ćwiczy sobie trzy razy w tygodniu. Cieszę się, że wrócił na siłownię, bo ostatnio był z 3 lata temu. Zaczął jeść zdrowo, to też na plus. Mimo, że nie ma nadwagi i wcale mu nie grozi, ale zawsze warto dbać o zdrowie. Bardzo lubi sport a ja? Nawet tak, chociaż uważam, że jestem w tym słaba.
Obecnie mam nadwagę. Przez leki przeciwdepresyjne + zaburzenia odżywiania przytyłam ponad 5 kg. Nigdy nie miałam takiej wagi i bardzo źle się czuję sama ze sobą. Chodzę od ponad 2 lat na terapię (zmagam się z zaburzeniami lękowymi i mam za sobą epizody depresji), biorę również leki od psychiatry.
Zaczęłam również dbać o swoje zdrowie, jeśli chodzi o dietę czy też właśnie sport. Kocham spacery, lubię jeździć na rowerze itd
Mąż w nowej pracy miał możliwość załatwić kartę Multisport. Załatwił sobie a później mi. Byłam już dwa razy na tej siłowni (raz z mężem). Pierwszy raz dostałam ataku paniki, prawie się rozpłakałam, bałam się zacząć ćwiczyć. Później uspokoiłam się i już było lepiej. Dla mnie to duże wyzwanie iść tam, bo nie tyle co boje się ćwiczyć, bardziej chodzi mi o ludzi/otoczenie. Wstydzę się swojego ciała, ogólnie wyglądu. Wiem, że przecież na siłownię ma prawo chodzić każdy, osoby z nadwagą/z otyłością czy po prostu ludzie którzy lubią ćwiczyć.
Problem?
Jestem zazdrosna jak mąż idzie na siłownię. Zaznaczę od razu, żenie robię mu żadnych scen, nie widać tego po mnie. Nie mam zamiaru obrażać się na niego itd Bardziej przeżywam to w sobie, jest mi smutno i głupio, że tak się czuję. Nigdy nie dał mi powodu do zazdrości, ufam, że mnie nie zdradzi. Wiem, że mnie kocha i że podobam mu się. Cieszę się, że dba o siebie i nie chciałabym żeby z tego rezygnował.
Próbuję sobie racjonalnie tłumaczyć, że przecież to tylko siłownia, że każdy przychodzi ćwiczyć, wykonać trening i tyle. Żebyście nie zrozumiały mnie źle, mi nie chodzi o to, że miałby mnie tam zdradzać czy podrywać jakieś dziewczyny, nie...v
Bardziej o to, że spodoba mu się jakaś dziewczyna która ma ładne ciało... Nie jestem zazdrosna o wszystkie osoby. Bardziej w sytuacji gdy widziałam dziewczyny które chodzą w samych stanikach sportowych i krótkich spodenkach... Wiem, że ładnie wyglądają, wiem, że mają prawo chodzić tak jak im się podoba i to nic złego.. ale po prostu myślę sobie, że mój mąż spojrzy się na takie dziewczyny, że podobają mu się i ech.. że gdzieś w głowie będzie miał coś takiego, że one są ładne a ja... że jakoś mnie porówna do nich na moją niekorzyść.
Wiem, znowu to głupota... Oczywiście będę poruszać ten temat na swojej terapii. Nie zamierzam być toksyczną osobą, po prostu nie chcę. Bardziej jestem kompletnie zagubiona, mam osobowość zależną i pracuje cały czas nad sobą, ale właśnie ten jeden temat mnie jakoś dobija, że mąż zauważy kogoś, kto mu sie spodoba i po prostu tyle..
Może macie jakieś rady? Jestem w związku od 5 lat, ogólnie jest naprawdę dobrze. Po prostu ta jedna rzecz - to, że może mu się ktoś spodobać. I tak, wiem, że po prostu spojrzy i tyle.. i że przecież ja też mam oczy i widzę gdy ktoś jest ładny, ale sam fakt.
Proszę o pomoc Bardzo chcę się tym nie przejmować i uspokoić się , bo to głupi problem a ja niepotrzebnie zawracam sobie tym głowę i cierpię wewnętrznie.