Cześć,
bardzo Was proszę o radę. Założyłam tu konto specjalnie, żeby opisać moją sytuację. Sama już sobie nie radzę, dostaję świra.
Otóż. Jakiś czas temu poznałam fantastycznego chłopaka. Wysoki, przystojny, elokwentny, ale przede wszystkim inteligentny i z poczuciem humoru. To on poprosił mnie o numer i on pierwszy napisał. Kilka dni później umówiliśmy się na pierwszą randkę i było cudownie. Rozmawialiśmy do czwartej nad ranem. Po wszystkim odprowadził mnie na przystanek i przytulił. Potem umówiliśmy się jeszcze dwa razy i nie było już tak super, jak za pierwszym razem, byłam strasznie spięta (ogólnie jestem niestety bardzo nieśmiałą osobą i spotkania z kimkolwiek, a szczególnie z facetem, który mi się podoba, bardzo mnie stresują), ale w dalszym ciągu było świetnie.
Potem wyjechaliśmy oboje na święta (oboje studiujemy we Wrocławiu, ale mieszkamy w różnych innych miastach) i wróciliśmy dopiero kilka dni temu. Przez cały okres świąt pisaliśmy do siebie, czasem z jego, czasem z mojej inicjatywy.
Po powrocie do Wrocławia umówiliśmy się ponownie. Postanowiliśmy zrobić u mnie w mieszkaniu wieczór filmowy. Cholernie się przed tym stresowałam, martwiłam, że coś powiem albo zrobię nie tak i jemu się nie spodoba, ale jednocześnie miałam nadzieję, że to właśnie dzisiaj wreszcie mnie pocałuje (nie bez powodu zaprosiłam go do domu, żeby zapewnić sobie maksymalną intymność i dobrą atmosferę. Zadbałam o ciekawe filmy, przygaszone światło, świeczki, przekąski, siebie, słowem, bardzo się starałam, żeby wszystko było idealnie.
Przyszedł. Na początku było trochę sztywno, ale szybko się wyluzowaliśmy. W trakcie oglądania mnie objął, a potem stwierdził, ze mu niewygodnie i zaproponował, żebyśmy się obydwoje położyli. Z mocno bijącym sercem przytuliłam się do jego boku, a on gładził mnie po plecach. Byłam wniebowzięta. Na poprzednich spotkaniach trochę flirtowaliśmy, ale jeszcze nie było tak ewidentnej oznaki, że mu się podobam.
Oglądaliśmy filmy do rana, aż w końcu zaczęliśmy przysypiać i powiedziałam, że sprawdzę jak ma autobusy. Trochę zaczął przebąkiwać, że jest tak błogo i mógłby zostać. Kusiło mnie to, ale nie chciałam, żeby zostawał na noc. Pewnie rozumiecie - dopiero czwarte spotkanie, nawet się jeszcze nie całowaliśmy, po prostu bardzo by mnie krępowała cała ta sytuacja. Powiedziałam, że ma autobus za 15 min, a on wtedy westchnął, wstał i zaczął się bez słowa ubierać. Otworzyłam drzwi i przysunęłam się do niego bardzo blisko. On wtedy powiedział "no to do napisania, tak?", przytulił mnie i wyszedł.
Trochę rozczarowana napisałam mu kilka min później smsa, w którym przeprosiłam za to, że wyrzuciłam do takiego śpiącego i poprosiłam, żeby odezwał się jak dojedzie do domu.
Jakiś czas później napisał "Jestem w domu. Dobranoc."
Wiem, że raczej powinnam poczekać, aż on pierwszy się odezwie, ale nie wytrzymałam i wysłałam mu następnego (albo tego samego, zależy jak patrzeć) dnia smsa, w którym pytałam się, czy widzimy się na imprezie na rynku we Wrocławiu, która była tego dnia wieczorem.
Odpisał "Nie, dzisiaj nie".
I tyle.
Nie wiem co mam o tym myśleć.
O ile spędziłam całe święta na zastanawianiu się, czy ja mu się chociaż trochę podobam, to tamtej nocy wątpliwości opadły. Chyba nie przytulałby mnie i nie sugerował, że chciałby zostać u mnie na noc (w moim łóżku!), gdyby tak nie było, prawda?
Ale z drugiej strony jak wychodził to nie powiedział "do zobaczenia", tylko "do napisania", nie pocałował mnie, nie powiedział, że było fajnie, ani nic.
Ale może to kwestia tego, że był śpiący i trochę nie do końca kontaktował?
Nie wiem.
Szaleję. Wiem, że nie powinnam, ale bardzo zdążyłam się zaangażować. Serce nie sługa, prawda? Zdarzało mi się wcześniej dostać kosza od faceta, i zawsze bardzo długo się z tego leczyłam. Nie chcę zostać kolejny raz zraniona, ale chyba już za mocno w to weszłam.
Co myślicie o takim jego zachowaniu? Mogło mu się nie podobać? Może mógł być trochę zły, że nie pozwoliłam mu zostać, ale wydawało mi się, że przez całą resztę nocy bawił się tak samo dobrze, jak ja. A może nie?
Myślicie, że wszystko zepsułam tym autobusem? Wydaje mi się, że zrobiłam dobrze, ale może nie mam racji? On się nie odzywa.
Co powinnam teraz zrobić?
Proszę, doradźcie mi coś, bo oszaleję
Pozdrawiam
yennefer
PS) przepraszam, że tak szczegółowo, ale chciałam, żebyście miały dobry obraz sytuacji