Piszę na forum wołając o pomoc bo nie wiem skąd moj problem się wziął i jak sie go pozbyć...
w czym rzecz... postaram sie jak najkrócej, aczkolwiek wiem, że nie zdołam przywołać wszystkich szczegółów które moga być ewentualnie istotne do zrozumienia sedna problemu...
przechodząc do meritum- gdy z moim narzeczonym dochodzi między nami do sprzeczki niekiedy reaguje w bardzo agresywny sposób. Nie zdarza mi sie to za każdym razem gdy sie klocimy ale średnio raz na 10 kłótni. Mimo to zawsze owe ataki były lekkie a teraz są coraz mocniejsze... co sie dzieje?
Atak u mnie wyglada w ten sposob ze nagle zaczynam bić pięściami w ścianę, krzyczec i chwila później uderzam z calej sily głową w ścianę kilkakrotnie. Obecnie sytuacja sie pogorszyla bo zaczynam mieć myśli samobójcze w trakcie takich atakow. Dzisiaj tak kocno uderzylam w metalowa futryne drzwi (przy moim narzeczonym) ze mam strasznego sinego guza. Jestem przerażona swoim zachowaniem. Bo w trakcie ataku ja nie czuje bólu. Robie te wszystkie rzeczy nie myśląc. A wlasciwie myslac tylko o tym ze juz nie chce zyc.
to strasznie dziwnegdy to pisze, bo na codzien jestem osoba szczesliwa i zadowolona i pogodna. Ale w sytuacji nerwowej tak mnie emocje ogarniaja ze nie ja nad nimi panuje lecz one nade mna...
Porzebuje waszej pomocy. Wiem, ze powinnam isc do psychologa ale poki co nie stac mnie na niego a nanfz sie czeka miesiacami. A nie chce tez trafic na kogoś niekompetentnego.
Mozliwe ze waznym szczegolem moze byc to, ze jestem od trzech lat abstynentka po ukonczonym ośrodku dla uzaleznionych od narkotyków i alkoholu. Ale nie wiem czyto moze miec związek... w zwiazku jestem od roku.