netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

14 odpowiedzi3 560 wyświetleńzałożony przez 1dwa3, 03.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1

Temat: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Witam,

Z potrzeby oczyszczenia umysłu, zrozumienia o co mi chodzi napisze conieco

Mam 30 lat, dwojke cudownych dzieci. Jestem w zwiazku.. - hm - ciezko go opisac... raczej jest nijak lub żle... dobrze bywa żadko,ale zdarza się.Wierze w ten zwiazek, chociaż łatwo nie jest. Corę wychowywalam sama i zależy mi bardzo by mój syn miał tatę... Mam doświadczenia jako samotna matka, wiem że mozna samej..ale nie chce..dlatego chyba tak desperacko wierze że będzie dobrze.
Jestem obrotną osobą...do niedawna pracowalam, zajmuje sie domem, dzieciakami, dbam o mego faceta... Potrafie naprawde zadbac o wszystko i wszystkich... - chocby przysłowiowe >skały srały< dla rodziny góry potrafie przenosić, walcze jak głupia. Z czego z resztą jestem zadowolona.
Strasznie ciężko mi przychodzi napisanie tego... ale o siebie nie umiem dbać, potrafie chyba tylko działac na własną szkode. Najchętniej wogole nie pruszalabym tematu - ja.

Gdzieś tam pomiędzy gotowaniem obiadu, wspólnym spacerem, obsraną pieluchą, zebraniem w przedszkolu - pomiędzy masą odpowiedzialnych rzeczy którymi się zajmue na codzień...jest we mnie coś - hm - takiego z gówniary niedojrzałej - szczerze nienawidze siebie za to! Ja - dorosła kobieta, MATKA - odpowiedzialna osoba.. znów nic nie jem, jestem na najlepszej drodze do czynnej bulimi. Pomimo dobra jakie mnie w zyciu spotkało.. - pragne (teraz to już obsesyjnie..) - pragne się pociąć.. Pomimo ton doświadczen w temacie bulimi i samookaleczeń ja postrzegam te wyjścia jak wybawienie...

Jak są dzieciaki, dom, sprawy do załatwiania - to jest ok. Żyje wtedy tym co robie, angażuje się bez reszty.. Ale dzieci w końcu idą spać, facet gapi się tempo w telewizor, a ja ide do łazienki i w momencie gdy jestem sama z sobą - z tej silnej zdecydowanej, obrotnej kobiety staje się... nawet nie wiem kim...kimś kto siebie nienawidzi.

Hm. Iść do psychiatry..? Bylam, bralam leki swojego czasu,walczylam z sobą.. Moj facet zna historie..ale juz chyba zapomnial - i dobrze. Nie gadamy o tym, sprawa chyba jest postrzegana przez niego jako zalatwiona, przeszlośc. Chcialabym bardzo żeby tak bylo, bronie sie przed mysleniem o tym, wmawiam sobie ze jestem spoko kobitka...
Pragne z serducha calego zyc zyciem ktore mam - cieszyc sie dzieciakami, jezdzic na wakacje, smiac sie, byc potrzebna, dostawac prezenty od chlopa, laurki od dzieci, chodzic na przedstawienia w przedszkolu, cieszyc sie pierwszym zebem u malego... nie umiem chyba... pomiedzy tymi pieknymi sprawami jest we mnie nienawisc do samej siebie,..taka naprawde sporych rozmiarow..

Dawno nie zastanawialam sie nad sobą...troche przerazona jestem :-) Juz sama nie wiem, wnikać czy nie wnikać.,.. ktos ma podobnie?

2

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

hej moja droga pomyśl o dzieciakach, zapewnie je kochasz nad życie
jak życie Cię nudzi znajdź sobie kochanka

3

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Nie słuchaj rad użytkownika "asiuniatomunia", bo znienawidzisz siebie jeszcze bardziej. Porozmawiaj ze swoim facetem skoro wie przez co przechodziłaś, to pomoże Ci przejść przez ten bajzel jeszcze raz.

4

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Czasem też tak się czuję. Wszystko funkcjonuje perfekcyjnie, jest niby ok, ale czegoś brakuje... coś, czego nie da się wytłumaczyć facetowi: docenienie, zauważenia, ludzkiej rozmowy z przyjacielem-mężem.
Ostatnio jak było mi źle, mój M. przyszedł i zapytał się, o co mi chodzi, ledwo zaczęłam mówić, a usłyszałam, że on jest bardziej nieszczęśliwy, bardziej zmęczony, bardziej...  Zrobiło mi się jeszcze smutniej - przyszedł mnie wysłuchać? skoro go nie obchodzi, co się ze mną dzieje, to po co się pyta? skoro widzi, że jest mi źle, to po co wrzuca swoje żale.
Pomyślałam, że właśnie w takich sytuacjach dochodzi do rozłamu, do zdrady. W takich sytuacjach okazuje się, że jakaś osoba z zewn., potrafi zachować się po przyjacielsku, wysłuchać, pocieszyć, docenić, dodać otuchy - zastąpić faceta, tyleże nie o to w tym wszystkim chodzi.

5

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Averyl - cos w tym jest napewno o czym piszesz... Bardzo bym chciała aby mój facet okazał mi zrozumienie, wysłuchał, i poprostu nie sprawił że czułabym się jeszcze gorzej. Ale obawiam się że wyskoczy mi z czymś co mnie dobije.. Znam go troche, nie potrzebuje więcej wyrzutów sumienia.. Najchętniej to zamiotłabym sprawę pod dywan, ale sie nie da niestety :-(

Azaghal - on wie przez co przechodziłam, bardzo to przezyl, ale dobrze pamiętam jego reakcje, słowa, nerwy.. i płakać mi się chce na samą myśl o tym.. nie chce tego powtarzać.

Planuje iść pogadać gdzieś do psychologa, ale z drugiej strony boje się panicznie tego. Nie mam wogóle łatwości gadać o sobie. Samo to że tu coś pisze zdeczko mnie wewnętrznie rozwaliło Pozatym mam taką akcje - ze - wchodze do psychologa etc. - i nie mam o czym mwić, bo na tamten moment wydaje mi się że ja nie mam problemów, radze sobie, pustka totalna i naprawde nie wiem co powiedzieć. A jak zaczynam mówić to jakieś to mi się wydaje nie moje,..odrealnione, że po co ja gadam, jakoś tam się kręci u mnie, ze dupe zawracam..
Z drugiej strony - patrzac realnie.. to jak bede wazyla 30kg i bede miala cale nogi pociachane to juz chyba bedzie troche za pozno.. No może nie za późno..ale ciężko będzie, może to się odbić na moim funkcjonowaniu..od pewnego momentu nie da sie ukryc ze cos jest nie halo

Uh... Niby człowiek wszystko wie...a czy postąpie tak jak powinnam to nie wiem...

6

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja
1dwa3 napisał/a:

... Iść do psychiatry..? Bylam, bralam leki swojego czasu,walczylam z sobą.. Moj facet zna historie..ale juz chyba zapomnial - i dobrze. Nie gadamy o tym, sprawa chyba jest postrzegana przez niego jako zalatwiona, przeszlośc. Chcialabym bardzo żeby tak bylo, bronie sie przed mysleniem o tym, wmawiam sobie ze jestem spoko kobitka...
Pragne z serducha calego zyc zyciem ktore mam - cieszyc sie dzieciakami, jezdzic na wakacje, smiac sie, byc potrzebna, dostawac prezenty od chlopa, laurki od dzieci, chodzic na przedstawienia w przedszkolu, cieszyc sie pierwszym zebem u malego... nie umiem chyba... pomiedzy tymi pieknymi sprawami jest we mnie nienawisc do samej siebie,..taka naprawde sporych rozmiarow..

Dawno nie zastanawialam sie nad sobą...troche przerazona jestem :-) Juz sama nie wiem, wnikać czy nie wnikać.,.. ktos ma podobnie?

Powiem Tak: SAMA NAJLEPIEJ wiesz CZY dzwonek alarmowy dzwoni na sygnał czy nie.
"Na oko", z boku, dzwoni jak cholera...
A tak po prostu - pojawiają się symptomy choroby/dolegliwości/niepokój TRZEBA iść do fachowca.
Wiesz JUŻ co i jak pomaga - czemu nie skorzystać? Masz COŚ DO STRACENIA? Chyba tylko do zyskania...
A doktory to obiecywały, że "to se ne wrati" już NIGDY?, że Twój stan już raz na zawsze będzie NIEZMIENNIE doskonały??? (to by były łapiduchy, nie doktory wink ).
Trzeba odkryć źródło załamania stanu. Tudzież, na Boga - DLACZEGO tak strasznie siebie nienawidzisz? Za co chcesz się ukarać?
Zabiłaś kogoś? Jest PROBLEM czy go nie ma? CO byś powiedziała UKOCHANEJ osobie w analogicznej sytuacji?

7

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Witaj 1dwa3, spróbuje podywagować troche z tobą, bo jestem  w podobnej formie co ty, tylko inaczej sie to u mnie objawia.
U mnie jest kilka przyczyn takiego stanu, niespokojne dzieciństwo, brak akceptacji matki i nieudane zycie osobiste.
Potem silna potrzeba zmiany tego poczucia niestabilności i niepewności poprzez dążenie do ideału, nauka, szukanie "sposobów" na osiągnięcie sukcesu, poprzez obserwację innych udanych związków, wybieranie partnera, który bedzie spełniał moje oczekiwania i bęc, tyłkiem na lód. Potem niszczenie siebie, autodestrukcja, nie piłam, nie ćpałam, nie puszczałam się ale sie zburzyłam, koszmar od nowa przewartościować wszystko w swoi życiu i to sama, w moich czasach nawet psychologów nie było, a psychiatra nie doszukał się we mnie choroby. Po latach dopiero zobaczyłam  prawdę, robiłam z soba to, co robiła matka - stawiała mi ciągle jakieś, zarzuty , wymagania nigdy nie miałam poczucia wartości, zawsze dążyłam do jakiegoś "lepszego". Nie żyłam sobą, tylko lękiem,  strachem, obserwacją, ciągle goniłam jakiś ideał.
Pisze to po to, żebyś spojrzała na siebie właśnie od tej strony, czy u ciebie było wszystko ok.  w domu, a może tak jak ja, zaakceptowałaś coś nie koniecznie normalnego, ta twoja pasja dążenia do ideału jest zastanawiająca i musi mieć gdzieś swoje przyczyny. Z reguły mówi się , bo ja taka jestem. To prawda, ale kto pomógł ci sie stać taką i czy było to na "zdrowym gruncie'.
i jeszcze jedno. Czy wypełnianie tych  obowiązków z taką skrupulatnością nie miało ci dać poczucia sukcesu, satysfakcji, zachwytu mężą, podziwu  i szacunku dzieci. Czy czasem nie po to tylko tak bardzo harujesz? A potem wystarczy nie ten ton w rodzinnej melodii i wszystko się w twojej duszy wali, a ponieważ ta muzyka nie brzmi tak jak ty tego oczekujesz.Z bezsilności z braku tej oczekiwanej nutki, próbujesz albo siebie karać, albo dać sobie nowego bodźca dość drastycznymi metodami. Musisz to przepracować z psychologiem, inaczej zadręczysz się, a w twoim przypadku jeśli dobrze postawisz problem, prawda będzie jak by ci ktoś ciężar z ramion zdjął. Musisz sie wyciszyć, nie gonić jak koń wyścigowy, bo cię adrenalina zabije. Pozdrawiam cię serdecznie, trzymam kciuki, jesteś wartościową kobietą, szkoda tylko, że chyba tego nie akceptujesz, a szczęście zaczyna się od zakceptowania i pokochania siebie, ty musisz być jednym ze słońc w domu, a nie harować w cieniu aż do utraty sensu i sił psychicznych.

8 Ostatnio edytowany przez 1dwa3 (2013-10-04 09:31:39)

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Anhedonia - jakoś mnie ruszyło co napsałaś...

Na większość twoich pytań boje się odpowiadać.. Nikogo nie zabiłam (much i komarów nie licze, pomimo że to też istoty żywe..) Problem jest, napewno. Tylko nigdy sie nim nie zajełam tak naprawde...w sytuacjach skrajnie złych prosiłam o pomoc, jak tylko wymagało to odemnie zagłebienia sie w sprawe, pojawiał się lęk, strach i spierniczałam w obowiązki,tysiące zajęć które wydawało mi się dobrze mi robią. Udowadniałam sobie przez to że daje rade, jestem normalna, że nie musze się w gównie paplać...katować się terapiami...
Ale niestety... jak zamkniesz gówno w szafie to ono nie zniknie..jest tam i cały czas śmierdzi ;-)

Jak tak tu pisze o tym, to niestety dochodze do smutnego wniosku... że chyba skazana jestem na porażke, bycie nieszczesliwą,... bo kurwa terapi szczerej, sensownej boje się podjąć, a sama z sobą sobie nie umiem sobie poradzc. Wiem że to brzmi żałośnie... niecierpie robienia z siebie męczennika... ale KUUrwa...
Dziś mi sie płakać chce... czarnowidztwo mi się włączyło. Im więcej się zastanawiam nad sobą tym wiekszego mam doła

Kurcze - dziekuje za to co napisałaś.. Myśle sobie że większość moich odruchów, zachowań, dążeń, reakcji wynika z tego czego doświadczyłam jako dzieciak. I fatalnie się czuje mając tą świadomość, i to czyni mnie jeszcze bardziej beznadziejna osobą... Nie wiem, może sobie za dużo zaserwowałam, po latach niemyślenia, tłumienia niewygodnych faktów teraz czuje sie jakby tona gruzu na mnie spadła... No ale właśnie... ja jak nie gonie jak koń wyścigowy - to jest lipa... kaplica, smuty, wściekłość na siebie, uczucia nie do wytrzymania, chęć walnięcia głową w ściane...

buziaki, pozdrowienia

9

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Masz w sobie jakąś burzę wartości,  kilka wartości "bije" się w tobie, wszystkie prawie równorzędne, nie wiadomo, co ważniejsze, czemu bardziej slużyć.  A tu nie o służbę chodzi, nie odkryłas jeszcze tej najważniejszej wartości, która będzie służyć tobie. Trzeba dostrzec po co się to wszystko robi. Nie bać się codzienności, nie bać się życia.

10

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja
Kurcze napisał/a:

Masz w sobie jakąś burzę wartości,  kilka wartości "bije" się w tobie, wszystkie prawie równorzędne, nie wiadomo, co ważniejsze, czemu bardziej slużyć.  A tu nie o służbę chodzi, nie odkryłas jeszcze tej najważniejszej wartości, która będzie służyć tobie. Trzeba dostrzec po co się to wszystko robi. Nie bać się codzienności, nie bać się życia.

Hmm.. wydaje mi się że nie boje sie codziennosci. Z calego serca chcialabym tylko nia żyć.. nawet mi to wychodzi momentami.. Problem w tym że co bym nie robiła, zawsze pojawi się sytuacja na którą reaguje jakaś taką..nienawiścia do siebie samej... Czasami nawet nie wiem czemu mam ochote sobie coś zrobić i zbiera mi sie na myśl o mnie samej, lustra bym najchetniej z domu wyrzuciła... a robie przecież tyle rzeczy które powinny mnie czynić kimś ważnym. Mam dzieci które mnie kochają.. które mogą na mnie polegać... Ale jak przyjdzie chwila zadumy.. to nienawidze siebie szczerze. A tak osobiście... to pragne spokoju.. spokoju ducha.. nawet nie szczęścia jakiegoś ogromnego, tylko spokoju, poczucia harmonii jakiejkolwiek

11

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Tylko od siebie, swoich przeżyć i obciążeń tych psychicznych nie uciekniesz, nawet rakietą. Chcesz czy nie musisz wygrzebać z siebie ten cierń, czyli musisz pogrzebać w duszy. Nie będę zgadywała,  nie wiem ,czy ty czasem nie "odziedziczyłaś" po kimś najbliższym tej autodestrukcji, /myślę na głos/. U ciebie wygląda to tak, jakbyś raz  akceptowała i chroniła, jak rodzinną tajemnicę,raz buntowała się i jak dziecko próbowała powiedzieć, nie. Tak jakbyś nie umiała tego słabego dziecięcego nie, przerobić na dojrzały, zdecydowany sprzeciw.No cóż, myślę, że powinnaś jednak pomóc temu dziecku być szczęśliwym i uwolnić je,poprzez dojrzałe poparcie jego racji, i zaakceptowanie tego co zostanie po tej konfrontacji. Tylko powinnaś to robić z psychologiem, bo samej możesz się wpędzić w jeszcze większe problemy. Więzisz w sobie coś, co chce się uwolnić choćbyś miała zginąć, na prawdę masz problem. Odłóż na bok, wstyd, niechęć, zniecierpliwienie i wstręt do rozdrapywania własnych ran i poszukaj jednak pomocy, bo szkoda ciebie i twoich dzieci. Pozdrawiam Cię serdecznie i wspieram troską i obawą jakby to nie zabrzmialo.

12

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Umówiłam się na przyszły czwartek, do psychiatry. Podejście mam nijakie..obojętne.. humor podobny.

Wiem że powinnam być zadowolona, pewna tego że to słuszne, dobre...że dobrze robie, ale jedyne co czuje to złość na siebie

13

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja
1dwa3 napisał/a:

... Nikogo nie zabiłam (much i komarów nie licze, pomimo że to też istoty żywe..) Problem jest, napewno. Tylko nigdy sie nim nie zajełam tak naprawde...w sytuacjach skrajnie złych prosiłam o pomoc, jak tylko wymagało to odemnie zagłebienia sie w sprawe, pojawiał się lęk, strach i spierniczałam w obowiązki,tysiące zajęć które wydawało mi się dobrze mi robią. Udowadniałam sobie przez to że daje rade, jestem normalna, że nie musze się w gównie paplać...katować się terapiami...
Ale niestety... jak zamkniesz gówno w szafie to ono nie zniknie..jest tam i cały czas śmierdzi ;-)

Jak tak tu pisze o tym, to niestety dochodze do smutnego wniosku... że chyba skazana jestem na porażke, bycie nieszczesliwą,... bo kurwa terapi szczerej, sensownej boje się podjąć, a sama z sobą sobie nie umiem sobie poradzc...

Kochana - A CO Ci zostało?
Wszak będąc osóbką odpowiedzialną (przy tym dzieciatą, a "dzieciatość" ogromnie podnosi odpowiedzialność jednostki wink ) NIE MA BATA - zaradzisz!
NIE jesteś NA NIC skazana - wmawiasz to sobie - widać do czegoś Ci to potrzebne.
Organizm "swój rozum" MA. TE powiązania psycho-somatyczne np. Dlatego COŚ Ci doskwiera - sama nie potrafisz tego ujawnić do końca - sięgaj po pomoc. PO TO ona jest. TYLKO DZIAŁAJĄC można coś zmienić smile Wyłącznie siedząc i myśląc można najwyżej zadanie z matmy rozwiązać - nie problemy człowieka.
Uśmiechnij się smile (w szczególności - do własnych dzieci)
Trzymaj się cieplutko smile

14

Odp: Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Kochana myslę ze lekko ci nie jest ale nie poddawaj się masz dla Kogo zyc,jedna dobra zasada jezeli myslisz inaczej cyt "nie masz dla kogo zyc ?zyj na przekór innym ",a tak szczerze jakies czas temu aa w sumie z rok temu przechodzilam przez to samo ale ja nie mialam juz dzieci wpieluchach tylko dziewczynki ktore maja 5 i 7 lat wiec sa odchowane ,Myslaalam ze jak zaloze rodzine wszystko sie ulozyy,niestety nie przeeszlosc do mnie wraca ciagle ,ciezko jest ale proboje !!!!!!!!!!!idz do jakiegos specjalisty dobrze ci to robi ,ja bywalam i zyje :*

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wstyd, nienawisc, autodestrukcja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026