Może to głupio trochę zabrzmi, ale strasznie przejmuję się tym, że nie zaliczyłam kolokwium. Jestem na pierwszym roku i to było pierwsze koło w tym semestrze, którego jako jedyna nie zaliczyłam. Uczyć się uczyłam, materiału nie było za dużo. Szczególnie, że był to przedmiot, który mamy tylko przez połowę semestru.
I w zasadzie jestem mocno zdołowana. Podejrzewam, że gdyby więcej osób nie zdało, to nie czułabym się tak źle, a w tym przypadku mam wrażenie, że zwyczajnie się nie nadaję. Normalnie stwierdziłabym, że to nie jest koniec świata, a w przypadku niezaliczenia - zawsze jest poprawka. A ja, jak zwykle zresztą, dołuje się i nie mam ochoty się uczyć.
W przyszły poniedziałek mam poprawkę, na następny dzień kolejne kolokwium, na które mamy dosyć sporo materiału. I zaczynam panikować, bo nie wiem jak to będzie, a na drugim kole babeczka odejmuje punkty za niepoprawne odpowiedzi.
Najbardziej boli mnie fakt, że ja się uczyłam, a osoby, które zwyczajnie nic nie zrobiły - zdały. I ja, taka owieczka, jako jedyna(najprawdopodobniej) będę na poprawce.
Właściwie nie wiem, czego oczekuję pisząc to, ale chyba musiałam się wygadać.