Cześć, jestem 2-roczną studentką i opowiem Wam o mojej przygodzie, która zakończyła się (?) fiaskiem ;D
25 październik b.r.
Byłam na imprezie urodzinowej znajomych w klubie na mieście. Nie miałam ochoty, ale szybko weszłam na parkiet. Tańczyłam sobie ze znajomymi i po jakimś czasie tańczyłam z samcem X. Z nikim mi się tak dobrze nie tańczyło wcześniej. Tańczyliśmy całą noc. Okazało się, że nie jest z mojego miasta, ale jest studentem z Wa-wy 300km od mojego miasta. Gdy odprowadzał mnie na przystanek poprosił o nr, jako że byłoby mi bardzo smutno gdybym mu nie dała, mówiąc mu to, wpisałam się w jego telefon. Zaprosił mnie pół żartem pół serio do siebie do Warszawy. Ja sarkastycznie odpowiedziałam "JAsne, jak zapraszasz, wpadne na jakiś weekend", własnie sarkastycznie... On na następny dzień wracał do Wawy ;/
Smsowanie...
Na następny dzień nakręcałam się, i stwierdziłam, że to niegłupi pomysł i pojadę do Warszawy na ten cholerny weekend, trochę szalone - nie znam kolesia, ale miałam ochotę na urozmaicenie w tej całej monotoni codziennego życia: uczelnia-dom-uczelnia. Napisał standardowego smsa "jak tam po wczoraj?
" i ogólnie coś tam pisaliśmy. Poruszył temat mojej wizyty w stolicy i oznajmiłam mu, że przyjadę. Penie niezbyt mi wierzył, ale ja już byłam przekonana, w końcu tak zaiskrzyło na parkiecie...
Na następny dzień tez coś pisaliśmy, ale jak mu wysłałąm że "Zdecydowanie wolę tańczyć niż pisać smsy" to skwitował "To jak najszybciej przyjeżdżaj do Wawy !
"
Potem smsowaliśmy rzadko, właściwie tylko do ustalenia mojego przyjazdu. Umówiliśmy się.
14 listopada b.r.
Pojechałam. W pociągu jeszcze go wkręciłam, że jednak nie przyjadę. Przyjechał po mnie na dworzec. Pojchaliśmy do niego. Mielismy do wyboru 2 opcje - balujemy sami lub jedziemy za miasto na jakieś wieś-party pierwszych roczników. Wybraliśmy zgodnie pierwszą opcję. Fajnie nam się rozmawiało, wypiliśmy drinka z whiskey i poszliśmy do jakiegoś klubu sobie potańczyć. Ogólnie atmosfera była bardzo na ludzie, bawiliśmy się dobrze
Koło 3 nad ranem wyszliśmy i chodziliśmy po okolicach Starego Rynku i centrum, aż padnięci stwierdziliśmy, że pora do domu...Już wtedy się przytulaliśmy (bylo zimno).
W domu spytał się w którym łóżku chce spać - spaliśmy osobno.
15 listopada
Zbudziłam go w jego łóżku, zrobiliśmy śniadanie, poszliśmy pozwiedzac, miło spędziliśmy czas. DOBRZE nam się rozmawiało, podobne poczucie humoru, podejście do życia, jak na "wstępne rozpoznanie"
Przytulalismy się, zwykle jestem zamknięta na czułości, ale przy nim sie nauczyła, w ogóle nie czułam zahamowań, wcześniej tak miałam dziwnie... Podobało mi się to, ale nic nie czułam ;/
Myslałam, że może samo przyjdzie. Poszliśmy na kebaba. (Podczas całego mojego pobytu nic mi nie stawiał, jednak co jadłam u niego to było kupione przez niego; więc chyba ok, tylko mógł mi może chociaż psotawić bilet do zoo??x.x).
Wróciliśmy do niego, graliśmy w x-boxa, pierwszy pocałunek, filmy, dłuższe namiętne pocałunki, itd. do wieczora. Rozmowy poważne i mniej poważne. Spałam u niego w łóżku (nie uprawialiśmy seksu, chociaż widziałam po nim, że był napalony, ale nie nalegał - ja miałam okres i jestem dziewicą wciąż, ale nie pociągał mnie... więc nawet dobrze że miałam ten okres, przynajmniej nie musiałam główkować za dużo). Nie mówiłam mu o tym, ale spytał
- "Coś cię gryzie..."
Ja że
-"nic", spłoszona, ale spytałam go -"Czy wszystko w porządku? Możesz mi powiedzieć jak coś nie tak."
On, że
-"Nie, jest cudownie, aż za dobrze...".
(Byłam mu gotowa powiedzieć o okresie i że jestem dziewicą, ale nie drążył, więc samej z siebie trudno, a jak sytuacja nie wymagała...)
Ogólnie dużo sie ze sobą śmialiśmy podczas całego pobytu i uśmiechaliśmy do siebie.
16 listopada b.r. - wyjazd do domu
Rano zrobił mi śniadanie do łózka, czułam się skrępowana, z trudem przełknęłam dwie kanapki, ale to było słodkie, jednak nic nie czułam -.-. Ściskaliśmy się w łóżku i w końcu zebraliśmy się -> ja się spakowałam, poszliśmy do samochodu, gdzieś zaparkował i jeszcze mieliśmy jakieś 2 h na zwiedzenie jego uczelni i części miasta. Poszliśmy na hamburgery, trzymaliśmy się za rękę, całowaliśmy i przytulaliśmy spacerując. Zawiózł mnie na dworzec kolejowy. Przyjechał mój pociąg i na pożegnaniu przez okno powiedziałm mu "Możesz iśc. Nie lubie długich pożegnań", a on "A ja wysokich opłat parkingowych" x.x, so romantic... ![]()
W pociągu napisał że mam dać znać jak dojade do domu, jeszcze coś tam pisałam z nim tego dnia. Znalazł żel pod prysznic który u niego zostawiłam
17 listopada b.r. PONIEDZIAŁEK (sms...co mnie irytowało, bo prawdziwy facet powinien zadzwonić, nie?)
- Zapomniałaś jeszcze tshirtu z tygryskiem (do spania). ![]()
- O nie! Już po niego jade, mam pociąg o...blabla... (na żarty) Jak tam wybory?
-Zapraszam
A wybory w toku, w piątek będzie koniec ![]()
-blabla... Przydał by mi się tygrysek na dobranoc, lew również ^^ (jego znak zodiaku - lew)
-Ze mną byś się nie wsypała ![]()
- C:
W SOBOTĘ napisałam do niego (koło 4:30):
- "Właśnie wypełzłam z wora - praca x.x. (w sensie że wstałam, taki nasz żarcik weekendowy z tego był) Aż mi się łezka kręci jak sobie pomyślę, że tydz temu wracałam z tobą z miasta tuląc się do cb ^^ Jak tam sprawy śpiochu? Pewnie wstaniesz jak skończę pracę xD"
*koniec
Sprawa umarła. Moje ego ucierpiało - nie dostałąm odpowiedzi:
a). mógł nie mieć czasu, bo miał jakieś szkolenie ważne w innym mieście i te wybory i praca inżynierska do pisania, ale odpisanie na jednego sms? - myślałam czy nie przesadziłam z czułością w smsie, ale to był zwykły miły-słodki sms, a nie wyznanie nie wiadomo jakie 0.0
b). przeczytał, chciał odpisać, ale nie odłożył na później i zapomniał...ale do tego czasu już by sobie raczej przypomniał...
c). ochłonął i stwierdził, że nie ma sensu kontynuować znajomości, bo odległość, i nie ma odwagi mi o tym powiedzieć
d). inne laski
Nie wiem co myśleć, w sumie bardzo szkoda mi mojego tshirtu i przechodziłam różne fazy (dziś jest PONIEDZIAŁEK wieczorem i nie odpisał nadal).
faza 1: smutek, przygnębienie, że nie odpisał
faza 2: przerażenie, że odebrał mnie przez smsa, jako zakochaną po uszy już zobytą zdesperowaną niewiastę
faza 3: wku*wienie, że co za palant, nie dorastający mi do pięt śmie nie odpisać na głupiego smsa
faza 4: usprawiedliwianie go, pokora
faza 5: psioczenie do 4-rech diabłów i postanowienie skreślenia gościa.
Aktualnie jestem na opanowanym solidnym postanowieniu, żeby oddychac i dalej żyć sobie jak mi dobrze było zawsze samej, skreśleniu go, jednak chcę odzyskać swój T-shirt:
Zastanawiam się czy
1. czekać aż on w końcu napisze (napisze, wiem to, oni zawsze odpisują jak kończysz na jednym smsie...) i napisac "Przyślij mi prosze mojego "tygryska" ekonomicznym na adres<...>. Jestem bardzo do niego przywiązana
Z góry dziękuję."
Rozważam tę opcję tylko jak się odezwie do jaiegoś tam normalnego okresu czasu.
2. samej napisac smsa z prosbą o zwrot tygryska.
Matko Boska - a teraz pytanie po które napisałam całą tę historię... O co chodzi? Macie jakieś koncepcje? Bo ja mam tyle, że nie wiem którą wybrać. Co sądzicie? ![]()
Dzięki z góry za odpowiedzi i przede wszystkim za przeczytanie takiego długiego tekstu...dziwie się że mi się chciało to w ogóle pisac.
Życie jest niesamowite ^^