Witajcie.
Dziś takie egzystencjalne pytanie z mojej strony - Jak żyć, kiedy straciło się coś do czego się dążyło?
Nie ma już celu, nie ma czegoś, czego się chce od życia, bo to do czego się dążyło okazało się niemożliwe.
Nie widać sensu do nauki, do pracy...to wszystko da tylko pieniądze, a na co te pieniądze, kiedy nie ma rodziny.
Nie mam już najmniejszej motywacji. Wszystko co robię rozpoczynając od wstawania z łóżka wydaje się być bezsensowne.
Przecież wstaje tylko po to, żeby dzień się potoczył i żeby położyć się z powrotem i tak w kółko. Nie mam już kogoś dla kogo chciałabym
wstawać, pracować, zarabiać, być piękną i w ogóle być. Nawet perspektywa posiadania dzieci stała się niemożliwa.
Gdzie szukać sensu? Po co to wszystko? Do czego mam dążyć?
Mam w sobie utkwione takie prorodzinne instynkty, nie widzę satysfakcji w zarabianiu pieniędzy, posiadaniu dobrego stanowiska,
wybijaniu się itp. Teraz chciałabym, żeby właśnie te rzeczy zaczęły się dla mnie liczyć, ale po prostu nie napędza mnie to.
Czy jest jakiś sposób, żeby zmusić podświadomość do zapragnięcia czegoś?
Ciężki temat, ale liczę na prawdziwą pomoc od Was.