Postanowiłam napisać na forum bo nie wiem co mam robić i jak to zrozumieć. Jesteśmy świeżo po ślubie. Jeszcze zanim byliśmy narzeczeństwem nie miałam takich "spięć" z teściem jak teraz,mam wrażenie że on specjalnie mnie denerwuje i za każdym razem chce pokazać że jego zdanie jest ważniejsze niż moje i to z jego zdaniem ma się liczyć mój mąż. Zacznę od początku. dzień po ślubie była akcja z teściem, po pijaku rzucił się do mnie i męża-swojego syna, że jak my możemy mu bronić jechać samochodem do domu. Przecież nie chcieliśmy źle. Rodzice wyjechali,teść obrażony nie po zegnał się, od tego dnia ojciec męża nie odzywał się do nas do dnia dzisiejszego, i tak mój mąż też powiedział że nie ma zamiaru dzwonić do ojca ani tam jeździć dopóki nie przeprosi. Tylko z jego mamą mieliśmy kontakt. Oczywiście nie przeprosił. Ostatnio tam pojechaliśmy bo miałam pomysł żeby kilka drzewek zasadzić na działce, mąż się zgodził-powiedział że to dobry pomysł. I uzgodniłam z nim że zrobimy "po mojemu" a nie tak jak zawsze przyjdzie jego ojciec i będzie mówił gdzie co i jak ustawiać mamy czy sadzić,jakby tam jakimś władcą był. Dodam że działka wraz z domem jest mojego męża więc tym bardziej nie mogę zrozumieć dlaczego jego ojciec tak się rządzi. Uważam że teść jest despotyczną osobą, nie liczy się ze zdaniem innych,zawsze jest najmądrzejszy.wszystko u niego jest najlepsze i największe,czasami nie mam ochoty z nim wcale rozmawiać skoro zawsze mnie neguje bo ON ma rację. Teściowa jest kobietą podległą teściowi,dostosowuje się ale ja nie mam zamiaru. Tydzień przed ślubem teść przeprowadził ze mną rozmowę że mam być posłuszna swojemu mężowi, do mojego męża powiedział cytuję "jak będziesz miał z nią problem to ja przyjadę i już nią sobie porozmawiam" bo przecież "to jego synuś jest"-to też jego słowa. Dla mnie to chore. Jaki jest stosunek mojego męża do ojca-hmmm tak jak ja uważa że jego ojciec przesadza z tymi swoimi "mądrościami" i że nie da się z nim normalnie porozmawiać bo nie liczy się z niczyją opinią ale...no właśnie gdy jesteśmy na działce to mój mąż chodzi jak zaczarowany,liczy się tylko co powie jego ojciec,a jak się kłócę z teściem to nie reaguje na to,jakby mnie tam nie było. I oczywiście nasze sadzenie było takie jak chciał teść,moje zdanie dla męża przestało się liczyć a obiecywał mi co innego-że nie będzie sugerował się opinią ojca. I to spojrzenie teścia i szyderczy uśmiech że wyszło na jego że ja jestem zła bo mój mąż posłuchał ojca a nie żony.I ja mam już tego dość,to przykre że jego ojciec tak wszystkimi "zarządza" i wtrąca się w moje relacje z mężem. Nie mam ochoty tam jeździć,a na pewno nie usiądę z tak fałszywą osobą przy jednym stole w święta. Wróciliśmy do domu skłóceni. Mam wrażenie że pępowina nie została jeszcze odcięta u mojego męża i boję się że jak pojawi się dziecko to jego rodzice będą mną i dzieckiem sterować, skoro dla męża ojciec jest na pierwszym miejscu a dopiero potem ja. Proszę o opinię, może to ja przesadzam z tym wszystkim? Może źle myślę?
Podobne tematy
"Dodam że działka wraz z domem jest mojego męża więc tym bardziej nie mogę zrozumieć dlaczego jego ojciec tak się rządzi."
Mąż postawił ten dom czy dostał od rodziców? Bo jeżeli dostał od rodziców to teść ma prawo rządzić, gdyż tak naprawdę to jego dom.
Teściowa przepisała swoje mieszkanie na mojego męża i nadal tam mieszka, więc dla nas jest oczywiste że to jej mieszkanie i robi w nim co chce. A to że zabezpieczyła syna, aby siostra nie wyciągała reki po mieszkanie nie oznacza, że mamy tam wprowadzać swoje rządy.
Mąż dostał działkę od babki więc to nigdy nie było teścia.
a dom też od babci?
5 2014-10-20 22:12:59 Ostatnio edytowany przez wampirek5 (2014-10-20 22:14:04)
a dom też od babci?
Mąż budował i jest na niego. I co ms do tego dom? Ja mu nie mówię gdzie ma krzesła ustawiać.
To jest majatek z gratisem
7 2014-10-21 11:29:38 Ostatnio edytowany przez Wątłusz_Pierwszy (2014-10-21 11:30:11)
Trudno sobie poradzić z takim "przypadkiem". Mój teść (pomijając fakt, że mnie nie akceptuje) też zawsze wszystko lepiej wie. Jak nas odwiedza to zawsze tylko szuka czegoś co mógłby naprawić, zmienić, powiedzieć jak będzie lepiej. Przystopował jak raz teściowa na niego naskoczyła i zapytała czy jest u siebie w domu, że się tak rządzi. Niestety masz trudną sytuację. Teściowa nie ma niego wpływu, może ona jakoś by go wzięła i przytemperowała? Poza tym dziwne mi się wydaje, że jego własny syn nie potrafi go przystopować i się na wszystko zgadza
Teściowa przepisała swoje mieszkanie na mojego męża i nadal tam mieszka, więc dla nas jest oczywiste że to jej mieszkanie i robi w nim co chce. A to że zabezpieczyła syna, aby siostra nie wyciągała reki po mieszkanie nie oznacza, że mamy tam wprowadzać swoje rządy.
A ta siostra to jakiś gorszy sort, że jej się nie należy?
Problem tkwi w relacjach miedzy Toba a mezem a nie teściem.
Teściu juz taki jest, taki ma charakter.
A maz powinien zawsze stać murem za zona.
Wspierać ja i nie pozwolić żeby ktoś "Wami" rządził.
Jeśli maz nie postawi sie ojcu to tak będzie trwalo i trwalo.
Problem tkwi w relacjach miedzy Toba a mezem a nie teściem.
Teściu juz taki jest, taki ma charakter.
A maz powinien zawsze stać murem za zona.
Wspierać ja i nie pozwolić żeby ktoś "Wami" rządził.Jeśli maz nie postawi sie ojcu to tak będzie trwalo i trwalo.
Dokładnie.
Miałam podobnie z mamą.
Próbowała ingerować i ustawiać mnie/nas nawet jak już się wyprowadziła. Trochę się tak szarpałyśmy, aż w końcu "urosły mi jaja"
i powiedziałam dość.
Jak próbowała swoje gierki, to ucinałam je już w zarodku, nie tak nie będziemy rozmawiać, ja do cholery nie mam już 15 lat i musisz to zaakceptować, mam swoje życie, swoje zasady i cele, nie jestem twoją marionetką. Koniec. Jak ci się nie podoba, to Ty masz problem, nie ja nie jesteś pępkiem świata i odkładałam słuchawkę albo kończyłam wizytę. W konsekwencji nie rozmawiałyśmy i nie widywałyśmy się i miesiącami. Po kilku razach chyba zrozumiała, że tak się nie da i tak nie wolno.
Teraz jest dobrze jak nigdy, widujemy się raz na czas, ale diametralnie zmieniła swoje zachowanie, bo wie już, że tak postępować nie może i ma więcej do stracenia, niż zyskania swoim "despotyzmem"
Tak więc ludzie zachowują się tak jak im na to pozwolimy. My wyznaczamy granicę.
Problem tkwi w relacjach miedzy Toba a mezem a nie teściem.
Teściu juz taki jest, taki ma charakter.
A maz powinien zawsze stać murem za zona.
Wspierać ja i nie pozwolić żeby ktoś "Wami" rządził.Jeśli maz nie postawi sie ojcu to tak będzie trwalo i trwalo.
Niestety masz rację. Tylko jak mam tłumaczyć mężowi że to z moim zdaniem najbardziej powinien się liczyć? On uważa że ja robię "z igły widły". Powiedział że przeczeka moje fochy. Ale ja już nie chcę ustępować,mam dość takiej sytuacji.
cisowianka napisał/a:Problem tkwi w relacjach miedzy Toba a mezem a nie teściem.
Teściu juz taki jest, taki ma charakter.
A maz powinien zawsze stać murem za zona.
Wspierać ja i nie pozwolić żeby ktoś "Wami" rządził.Jeśli maz nie postawi sie ojcu to tak będzie trwalo i trwalo.
Dokładnie.
Miałam podobnie z mamą.
Próbowała ingerować i ustawiać mnie/nas nawet jak już się wyprowadziła. Trochę się tak szarpałyśmy, aż w końcu "urosły mi jaja"i powiedziałam dość.
Jak próbowała swoje gierki, to ucinałam je już w zarodku, nie tak nie będziemy rozmawiać, ja do cholery nie mam już 15 lat i musisz to zaakceptować, mam swoje życie, swoje zasady i cele, nie jestem twoją marionetką. Koniec. Jak ci się nie podoba, to Ty masz problem, nie ja nie jesteś pępkiem świata i odkładałam słuchawkę albo kończyłam wizytę. W konsekwencji nie rozmawiałyśmy i nie widywałyśmy się i miesiącami. Po kilku razach chyba zrozumiała, że tak się nie da i tak nie wolno.
Teraz jest dobrze jak nigdy, widujemy się raz na czas, ale diametralnie zmieniła swoje zachowanie, bo wie już, że tak postępować nie może i ma więcej do stracenia, niż zyskania swoim "despotyzmem"Tak więc ludzie zachowują się tak jak im na to pozwolimy. My wyznaczamy granicę.
Miałam podobnie ze swoją mamą i tak jak Ty postawiłam granice. Dziś nie kieruje mną i nie wtrąca w moje sprawy. Mój mąż do swoich rodziców podchodzi jak do jajka-żeby tylko się nie obrazili chociaż.
LonelyM napisał/a:cisowianka napisał/a:Problem tkwi w relacjach miedzy Toba a mezem a nie teściem.
Teściu juz taki jest, taki ma charakter.
A maz powinien zawsze stać murem za zona.
Wspierać ja i nie pozwolić żeby ktoś "Wami" rządził.Jeśli maz nie postawi sie ojcu to tak będzie trwalo i trwalo.
Dokładnie.
Miałam podobnie z mamą.
Próbowała ingerować i ustawiać mnie/nas nawet jak już się wyprowadziła. Trochę się tak szarpałyśmy, aż w końcu "urosły mi jaja"i powiedziałam dość.
Jak próbowała swoje gierki, to ucinałam je już w zarodku, nie tak nie będziemy rozmawiać, ja do cholery nie mam już 15 lat i musisz to zaakceptować, mam swoje życie, swoje zasady i cele, nie jestem twoją marionetką. Koniec. Jak ci się nie podoba, to Ty masz problem, nie ja nie jesteś pępkiem świata i odkładałam słuchawkę albo kończyłam wizytę. W konsekwencji nie rozmawiałyśmy i nie widywałyśmy się i miesiącami. Po kilku razach chyba zrozumiała, że tak się nie da i tak nie wolno.
Teraz jest dobrze jak nigdy, widujemy się raz na czas, ale diametralnie zmieniła swoje zachowanie, bo wie już, że tak postępować nie może i ma więcej do stracenia, niż zyskania swoim "despotyzmem"Tak więc ludzie zachowują się tak jak im na to pozwolimy. My wyznaczamy granicę.
Miałam podobnie ze swoją mamą i tak jak Ty postawiłam granice. Dziś nie kieruje mną i nie wtrąca w moje sprawy. Mój mąż do swoich rodziców podchodzi jak do jajka-żeby tylko się nie obrazili chociaż.
No to będzie trudno on nadal jest pod pantoflem rodzica
To ja nie wiem z kim ożenił się Twój mąż. Z Tobą czy swoimi rodzicami? Jak sie nawet obrażą to co z tego? Nie poradzicie sobie przez jakiś czas bez nich? W końcu się odbrażą. Jak mężowi nie podoba się Twoje zachowanie, to sama postaw się teściowi, nawet się z nim połóć. Jeśli mąż nie pójdzie za Tobą tylko pozwoli, żeby jego ojciec Ciebie krzywdził, to już będziesz wiedziała za kogo wyszlaś.
samotnax4 napisał/a:Teściowa przepisała swoje mieszkanie na mojego męża i nadal tam mieszka, więc dla nas jest oczywiste że to jej mieszkanie i robi w nim co chce. A to że zabezpieczyła syna, aby siostra nie wyciągała reki po mieszkanie nie oznacza, że mamy tam wprowadzać swoje rządy.
A ta siostra to jakiś gorszy sort, że jej się nie należy?
Siostra dostała na wykończenie domu, więc nie jest gorsza
16 2014-10-21 16:47:39 Ostatnio edytowany przez szeropinjon (2014-10-21 16:49:04)
Cześć,
Ja również mam teścia despotę i sadystę, podobnie jak w twoim przypadku i do dzisiaj czyli po 6 latach od ślubu jest mi z tym ciężko, pomimo, że żyjemy w osobnych domach ale jednak na tej samej wsi.Teściowa też jest uległa wobec teścia. Do tego ten facet w kółko próbuje skłócić ze mną resztę rodziny. W tej rodzinie w kółko wszyscy na mnie naciskają, że mam być uległa wobec teścia a do tego zrobili sobie ze mną dziewczynkę do bicia i kompletne zero. Takim ludziom zawsze jest mało. Ustąpisz im w jednej sprawie to pójdą dalej aż cię zadepczą ale jak nie będziesz im ustępować to będą się za wszystko na tobie mścić. Ja im nie ulegam pomimo, że psy na mnie wieszają. Jeśli twój mąż jest uległy wobec ojca to poczekaj jeszcze z dzieckiem i spróbuj przekabacić męża na swoją stronę a najlepiej to by było się wyprowadzić tak ze 200km dalej. Mój mąż też nie widział i do dzisiaj chyba nie za bardzo widzi problem w zachowaniu swojego ojca i jego rodziny. Problem się zwiększył gdy pojawiło się dziecko bo teściowie zaczeli traktować moje dziecko jak swoje. Zaczeli mi wmawiać, że jestem złą matką i wszyscy z jego rodziny się mnie pytali dlaczego nie daje dziecka na wychowanie teściom. Szwagier, który mieszka z teściem i też ma dziecko nie może się do swojego dziecka zbliżać bo teściu jest wściekły i to jest chore. Teście chcieli nam wpadać na chatę kiedy tylko mieli na to ochotę ale jakoś im to z trudem bo z trudem i z wielkimi nerwami wyperswadowaliśmy. Obecnie musiałam się od nich całkowicie odizolować bo już mi zaczynają włosy z tego powodu wypadać, mój mąż też się zaczął od nich izolować. Po 6 latach małżeństwa mam na nich alergię. Jak ostatnio przyjechali na urodziny mojej córki to dostałam dzień prędzej zawrotów głowy i zaczełam wymiotować. Nie rozumiem tylko dlaczego skoro teście na każdym kroku mi docinają, krytykują, w kółko stosują wobec mnie aluzje i mnie ignorują to dlaczego mój mąż im czegoś nie powie. Za każdym razem on próbuje ich usprawiedliwiać i pokazać mi jacy to oni są dobrzy. W momencie jak się od nich izoluje to na pewno oczernią mnie na całą wieś jaką to złą synową jestem bo izoluje ich od wnuczki. Tacy ludzie to egoiści, którzy nie patrzą na dobro swoich dzieci a do tego czerpią radość z dręczenia innych.
Nie rozumiem tylko dlaczego skoro teście na każdym kroku mi docinają, krytykują, w kółko stosują wobec mnie aluzje i mnie ignorują to dlaczego mój mąż im czegoś nie powie
Dla tego, że jest typem "wiecznego synka". Są tacy ludzie - wieczne córeczki i synkowie. Zdanie mamusi i tatusia jest święte. Czasami mam wrażenie, że to nieuleczalna choroba u tego gatunku
Nie rozumiem tylko dlaczego skoro teście na każdym kroku mi docinają, krytykują, w kółko stosują wobec mnie aluzje i mnie ignorują to dlaczego mój mąż im czegoś nie powie
Dla tego, że jest typem "wiecznego synka". Są tacy ludzie - wieczne córeczki i synkowie. Zdanie mamusi i tatusia jest święte. Czasami mam wrażenie, że to nieuleczalna choroba u tego gatunku
Amen. Nic dodać, nic ująć.
Ja też mam teścia "wielepka". Teściowa nie mogąc sobie z nim poradzić we własnym domu, nasyłała go na dzieci, mówiąc żeby odwiedzał swoich synów, bo tam jego wiedza będzie na pewno lepiej spożytkowana. Mieliśmy więc teścia codziennie na głowie. Obecnie ma problemy z poruszaniem i teściowa doznaje tych przyjemności, które nam zafundowała. Więc moja rada: omijacie łukiem samców alfa, na starość dadzą w kość nie tylko żonie, a całej rodzinie.
Nie pojmuję tych starych zgredów, jak to czytam to włosy stają na głowie. Sam jestem podwójnym teściem, mam dwóch zięciów. Pamiętam lata młodości i młodego małżeństwa kiedy sam byłem sterowany przez własnego ojca i pamiętam jak to smakuje. Skąd tacy się biorą ?.
Może jakiś zgred to poczyta ?. Dziwne, że nigdy na tego typu forach żadna taka żmija się nie wypowie.
To ja nie wiem z kim ożenił się Twój mąż. Z Tobą czy swoimi rodzicami? Jak sie nawet obrażą to co z tego? Nie poradzicie sobie przez jakiś czas bez nich? W końcu się odbrażą. Jak mężowi nie podoba się Twoje zachowanie, to sama postaw się teściowi, nawet się z nim połóć. Jeśli mąż nie pójdzie za Tobą tylko pozwoli, żeby jego ojciec Ciebie krzywdził, to już będziesz wiedziała za kogo wyszlaś.
Na szczęście nie mieszkamy razem,bo inaczej bym zwariowała mając ciągłe starcia z teściem. Tylko jestem zniechęcona przyjazdami tam,bo na prawdę wyprowadza mnie facet z równowagi. Nie wyobrażam sobie spędzania wspólnego świąt a mąż próbuje mnie do tego zmusić,nie mogę mu przetłumaczyć że nie cierpię jego ojca
21 2014-10-27 15:01:49 Ostatnio edytowany przez IZA22 (2014-10-27 15:14:55)
brak slow
Nie rozumiem dlaczego Twoj maz ma sie inaczej zachowywac przed swoim ojcem? Przeciez cale zycie musial zyc w tamtym domu i musial sie nauczyc dostosowac. Dlaczego oczekujecie ze bedzie bral udzial w konflikcie z ojcem? Ojciec juz sie nie zmieni wiec jedynym sposobem jest unikanie konfliktu. Sytuacja z drzewkami jest tak naprawde proba i checia postawienia na swoim i zaostrzeniu konfliktu przez nowa zona syna, tzw. proba. Trzeba sie pogodzic z tym ze maz bedzie zachowywaj sie inaczej u swoich rodzicow a inaczej z swoim domu. I unikac kontaktu z tesciami w miare mozliwosci przez co unikac sie bedzie konfliktow. Np. ja ze swoimi "walczylem" przez kilkanascie lat, byly ciche lata i nic a nic sie nie zmienilo.
Tescowa przepisala krowe sasiadowi ale to i tak jej krowa Czyli mam rozumiec ze mieszkanie przepisane synowi to jej dom wraz i bedzie robic w nim co chce.mam zakaz chodzenia do wc bo to jej i wanna jej tez I ma prawo zabrac to aha.. rury tez wykopie od wody bo to jej MIMO ZE MA DOZYWOTKE POKOJ I KOZYSTANIA Z DOMU
Izo, twoje podejscie powinno zalezec od tego gdzie mieszkasz. Jesli nie z tesciami to po co zaogniac konflikt? Jesli z to starac sie dogadac i dostosowac w miare mozliwosci. Wyobraz sobie ze corka przyprowadza ziecia do Twojego domu i mowi Ci co ma robic. Wszystko jest kwestia wyobrazni i umiejetnosci postawienie siebie na czyims miejcu. Albo nie czyn drugiemu co tobie ni mile.
25 2014-10-28 09:10:31 Ostatnio edytowany przez IZA22 (2014-10-28 10:55:03)
rozwiode sie z mezem w takim razie
Izo, twoje podejscie powinno zalezec od tego gdzie mieszkasz. Jesli nie z tesciami to po co zaogniac konflikt? Jesli z to starac sie dogadac i dostosowac w miare mozliwosci. Wyobraz sobie ze corka przyprowadza ziecia do Twojego domu i mowi Ci co ma robic. Wszystko jest kwestia wyobrazni i umiejetnosci postawienie siebie na czyims miejcu. Albo nie czyn drugiemu co tobie ni mile.
Odwieczny problem. Wiele Pań postąpiło słusznie, powiedziało stop swoim rodzicom. Ja także tak zrobiłem a po kilku latach, zrobiła tak i moja żona. Powiedziała swoim rodzicom STOP. Dzisiaj to my ustalamy zasady kontaktu z nimi i mamy święty spokój. Naprawdę święty spokój.
Pomimo tego że dostaliśmy od zony rodziców dom, a raczej jego część, to od samego początku podjęliśmy rozmowy. Okazało się że tak naprawdę nie za bardzo będziemy mogli decydować o tym co rzekomo jest nasze, to od razu daliśmy sobie spokój. Wybraliśmy wynajem i była to najlepsza decyzja.
Współczuję wszystkim, którzy stawiają rodziców ponad swoje rodziny. Ja co najwyżej mogę posłuchać zdania ale wiążące dla mnie są tylko decyzje podejmowane z żoną.
Rano jak to czytam to jakbym o własnym życiu czytała. Mój teść to też masakra, mój mąż buduje dom, ale często go nie ma w mieście więc wszystkiego pilnuje teść, jeździ codziennie na działkę i coś robi i oczywiście robi po swojemu. Dla mnie jest milutki bo dzwoni i niby pyta co jak ma być ale to jest na zasadzie "chcesz nie wiem kolor ścian biały, ja na to że raczej zielony a on na to ale jak zielony to nie pasuje tu tylko pasuje biały" itd. Jak ustalam coś z mężem to mąż się zgadza, ale wieczorem dzwoni do tatusia i po tym jest rozmowa w stylu "a nie chciałabyś jednak tego zrobić tak" Szlag już mnie trafia w ogóle nie mam ochoty się przeprowadzać do tego domu bo teść będzie wpadał pomagać biednej synowej jak męża nie ma. Już mebluje nam salon szukając starych mebli i zegarów tak że będę miała wrażenie że mieszkam w antykwariacie. Rozmowa z mężem nic nie da bo on zawsze mówi że za dużo tacie zawdzięcza przy budowie domu no i zresztą jemu się te starocie też podobają. Najgorsze to że mój teść milutki dla mnie jest bo póki co trzymam język za zębami bo nie chce się tak pokłócić, żeby przestać tam jeździć a mam córkę i chce żeby miała dobry kontakt z dziadkami ale ja zwariuje niedługo. Ostatnio teść zrobił karczemną awanturę drugiemu synowi że jak on może chcieć kupić mieszkanie w bloku zamiast budować jak my. A zięciowi też całe mieszkanie po swojemu urządził. A teść ma wszystkie rozumy pozjadane wszystko wie najlepiej, wszyscy są złodziejami, itd. a z swoimi teściami to już nawet nie rozmawia jak się na chrzcinach wnuczki spotkają. Co ja mam zrobić? Dać sobie życie urządzać przez kogoś? Mój mąż nie widzi w tym problemu bo teść pomaga to ma prawo zresztą on jest pod jego całkowitym wpływem mnie niby słucha, ale potem próbuje przekabacić i nie przyzna się że to sugestia teścia, ale ja dobrze już wiem kto mu doradzał. Pomoże ktoś?