Zastanawiam się, dlaczego niektóre matki porównują do siebie dzieci w ich obecności i na głos wychwalają jedne dzieci, drugim sugerując że są gorsze/nieudane? (wiemy, że można jedno dziecko lubić bardziej a drugie mniej, ale nie wypada ciągle i wprost tego okazywać)Ze smutkiem patrzę na twarz mojego męża, kiedy po raz kolejny matka (a moja teściowa) chwali przy nim jego brata, wychwala go pod niebiosa, mówi o nim w samych superlatywach porównując synów do siebie na zasadzie: Zobacz, Ł. już ma to, to czy to, zrobił to czy to, on mi pomoże wybrać kanapę A TY NIE (bo mój mąż nie miał czasu, ma już ze mną dzieci i siedzi ze mną i synami) a Ty mógłbyś więcej mieć niż masz, lepiej patrz na Ł, ten to sobie umie poradzić", albo podkreśla, jaki to on nie jest kochany (starszy brat) a o moim nigdy tak nie mówi. Mówi też "Ł. ma dużo więcej odłożone na koncie niż Ty..." dla mnie karygodne.
Ja zazdrościć Ł. nie muszę, bo to nie mój brat, ale żal mi patrzeć jak mojemu męzowi całe życie podcina się skrzydła, stawiając go jako gorszego od brata. Wydaje mi się, że właśnie przez to, że zawsze był na tym drugim miejscu i z miejsca gorszy (tylko dlatego chyba, że przypomina matce kogoś innego niż ona sama, a starszy syn ponoć "podał się" do niej bardziej z charakteru) to podświadomie działa to na niego, że rzeczywiście w rezultacie ma gorsze wyniki w pracy czy karierze ogólnie. Czytywałam na ten temat i psychologowie twierdzą, że to działa jak samospełniająca się przepowiednia. Dodam, że rozdźwięk w ich zarobkach może i jest, ale nie jest jakiś kolosalny, to samo jeśli chodzi o wykształcenie, obaj skończyli podobne studia, ale dla matki to zawsze Ł. będzie na świeczniku. Mój mąż przez to widzę, że mniej wierzy w siebie. Całe życie jest "tym gorszym".
Nie wiem zupełnie dlaczego, bo jest dużo bardziej taktowny i przyjacielski wobec ludzi niż jego starszy brat, umie dostosować się do sytuacji, umie żyć z ludźmi, sprawiać im przyjemność, a starszy jest dużo bardziej egoistyczny i skupia się na sobie do wielkiego stopnia, ma to chyba po matce. To właśnie ten mój w większości przypadków był tym, który jej pomagał, poświęcał czas, uwagę, był na wiele zawołań, a i tak jest tym GORSZYM. Dlaczego...