Jestem z człowiekiem, który mnie gnębi.. każdego dnia, w każdej sytuacji.. Mamy 2 letniego synka. Nie kocham go i nigdy nie kochałam.. Pewnie zaraz ktoś napisze, to co w takim razie z nim robię...
To była kiedyś przyjaźń.. pocieszaliśmy się po trudnych związkach. Ja bardzo mocno kiedyś kogoś kochałam i on odszedł do swojej byłej. Wtedy poznałam ojca mojego dziecka po dwóch latach w sumie od tamtego zajścia.. ale to nadal silnie we mnie siedziało. Nie chciałam się z nikim wiązać i zakochiwać. On był po prostu dobrym kumplem, nawet pomieszkiwał u mnie. Jeden z wielu kumpli.. nic nas nie łączyło w sumie. Niestety raz popełniłam błąd i wylądowaliśmy w łóżku i zaszłam w ciążę. Nie żałuję tego, że mam syna,... ktorego kocham nad życie.. jest całym moim światem ale nie mogę sobie darować, że mam dziecko akurat z nim. Od tamtej pory zaczął się koszmar.
Piotrek jest psychicznym tyranem.. nie odpuszcza mi nigdy. Jest zawsze niezadowolony, zly, pali, pije, gra w maszyny, pali jointy, zarabia grosze, mieszka u mnie, przeklina jak szewc, jest prosty jak but.. zero jakiejkolwiek głębi. Nie da sie nic mu wytłumaczyć.. na wszystko ma tylko jedno słowo "co ty kur..wa pier..lisz" ...
Jak idziemy na spacer i mówię "zobacz jak tu pięknie" to on mówi "tylko się nie zesraj z tej radości"
Jak idziemy do moich rodziców na obiad to potem parę godzin mi "tłumaczy" po swojemu jak bardzo moja rodzina mną gardzi, że widział jak wywracają oczami kiedy coś mówię... BYł czas że brałam to bardzo do siebie... Non stop coś mu nie pasuje.. ja czasami mam wrażenie, że żyję w jakimś obłędzie. Jak idziemy razem do parku czasami z synkiem albo do zoo bardzo rzadko się to zdarza, że idziemy razem... i on ciągle mi dokucza, to zaczyna się już w domu, mowi że wyglądam gorzej niż moja babcia, albo "schudłabyś mój ty wielorybie " i szyderczo klepie mnie po tyłku... i jak już gdzieś jesteśmy a on szepcze mi do ucha "załóż mu czapkę bo znowu będzie chory ibędziesz pierdolić, że nie masz z kim go zostawić" albo "idź inaczej bo wyglądasz jak pokraka" albo " jesteś pierdolnięta, co ty w ogóle robisz" albo jeśli mu odpowiem aby się uspokoił to mówi " spierdalam do domu bo nic tu po mnie, radź sobie sama jak jesteś taka mądra , kretynka pojebana"... i zostawia mnie samą po drugiej stronie miasta, bierze klucze, nie odbiera telefonu, a ja z małym dzieckiem. nie wiem co się dzieje i co właściwie się dzieje.. .jest weekend, ludzie za rące chodzą parami, przytuleni... wszystko w okół wydaje się takie do zarzygania normalne... zwykłe, zwyczajne... A moje życie to jakiś koszmar...
Ja pracuję.. codziennie na pełny etat, nie zarabiam wiele, oplacam z tego przedszkole i wszystkie rachunki, czynsz a reszta pieniędzy to to co on zarobi. Mieszkamy w moim mieszkaniu. Teraz jak to piszę to już dwa razy podchodził i patrzył w monitor ale przełączałam stronę... po czym powiedział 'z kim kurwa tak piszesz, ja ci jeszcze pokażę, niech tylko się dowiem"
Jest milion przykładów... milion sytuacji, one dzieją się ciagle. To jakiś obłęd. Nie wiem gdzie szukać pomocy. To ojciec mojego dziecka. Mają bardzo dobre relacje, ciągle się odgraża, że mi go zabierze niezależnie od wyroku sądu... Że zabije mnie i zniszczy jeśli cokolwiek zrobię przeciwko niemu. Wobec ludzi jest miły uprzejmy, nikt mi nie uwierzy poza paroma najbliżymi osobami które widziały niektóre sytuacje... Ale to najbliższa rodzina więc dla sądu nawet nie byliby wiarygodni.
On mówi straszne rzeczy... próbowałam nagrać to ale znalazł dyktafon i zniszczył.. Jest niesamowicie cwany, przeszukuje moje rzeczy, portwel, każdy zakamarek... Zbiera moje paragony, sprawdza na co wydałam.. nawet to co sama zarobiłam.. rozlicza z każdego grosza, podsłuchuje rozmowy, nawet teraz się gapi... to jakiś horror... Nie wiem co mam robić.
Podobne tematy
Przeczytaj sto razy to co sama napisałaś....przeczytaj i analizuj każde słowo.
Czytając zastanów się po kiego ci taka sz...ta jak on ? Do czego? Co masz żyjąc w tak chorym układzie?
Następnie zastanów się w imię czego dajesz się tak poniżać przez to coś co się plącze w Twoim życiu,coś co znalazło sobie "chłopca do bicia" w Twojej osobie,bo to coś jest tak mocno zakompleksione że strach mu nie pozwala na okazanie się w życiu mężczyzną.
Jego groźby są tak śmieszne jak on sam..właściwie to on sam jest nawet śmieszniejszy od tego co wygaduje.
Zbieraj dowody na jego chorobę psychiczną bo mniemam po tym co napisałaś iż takową posiada....nagrywaj na telefon,pożycz porządny dyktafon.....odważ się być świadomą i odważną w swoich poczynaniach w końcu masz o kogo i o co walczyć.....Twoja i Twojego dziecka przyszłość jest najważniejsza!!! Bądź cwańsza jak on! I nawet nie dopuszczaj do siebie myśli...że nie potrafisz albo nie możesz!! MUSISZ !!!
Trzeba się z tego wyrwać. Znajdź sposób.
Wiadomo, ze życie samotnej matki nie jest łatwe. Jednak w tym przypadku będzie i tak lżejsze niż użeranie się z takim prostakiem...
Dzizas jaka masakra, ten facet to patologia, uciekaj. Ciekawi mnie tylko czy gdy sie jeszcze kumplowaliscie tylko to byl taki sam czy to pozniej wyszlo?
wiesz, nie trzymaj sie kurczowo mysli, ze on jest ojcem twojego dziecka. czy chcesz, zeby twoje dziecko było skrzywione psychicznie przez takiego potwora. bedac z nim, za kilka lat napiszess na tym forum post, ze twoj synek sie moczy, jąka albo ma trudnosci z radzeniem sobie w grupie rowieśniczej i zapytasz, co z tym zrobic.... nie skazuj swojego dziecka na takie piekło jak strach przed rodzicem...
Wspolczuje Ci. Dlaczego na swiecie jest tyle dupkow? Mialam rowniez te watpliwa przyjemnosc bycia z tyranem. Zniszczyl mnie do konca i nadal to sukcesywnie robi nie jestesmy ze soba od kilku miesicy ale postanowilam sie nie poddac choc czuje wciaz jakbym nosila 15kilo obciazenia na klatce piersiowej. Musisz stawic temu czola i uciec od tego to jest niemoralne mowic tak do kogokolwiek i traktowac tak kogos jak on Ciebie. Jak on smie obrazac tak matke swojego dziecka...zalamalam sie Twoim postem ale trzymam kciiuki bo wlasnie zrobilas pierwszy krok do uwolnienia sie:) Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję Wam... macie racje.. trzeba zacząć walczyć o swoje życie... tylko ostatnio tak brakuje mi sił.. ciągle coś się dzieje, niespodziewane wydatki, mały choruje.. bardzo dużo pracuję, ledwo sobie z tym wszystkim radzę, mam dość odpowiedzialną i wyczerpującą pracę, do tego mój synek jest bardzo absorbujący i w domu musi być idealnie zawsze posprzątane bo inaczej będzie truł jeszcze bardziej niż zwykle... W zasadzie to od 3 lat nie zrobiłam nic dla siebie.. zawsze brakuje mi sił aby wywalczyć cokolwiek, raz byłam parę dni z przyjaciółką i jej dzieckiem na mazurach i to wszystko. Nigdy nigdzie nie wychodzę, nie bywam tak jak kiedyś.. To zrozumiałe bo mam dziecko. Wiadomo, że nigdy już nie będzie tak jak kiedyś.Ale czy dziecko oznacza zupełne wyrzeczenie się z przyjemności? Jak sobie pomyślę, jaka byłaby awantura gdybym chciała gdzies wyjść to mi się odechciewa... Jestem po prostu tak zdołowana że nie widzę niemal żadnej nadziei na zmianę.. czuję się wypompowana, wypalona...
Wczoraj znowu słuchałam parogodzinnego kazania na temat jak bardzo jestem zła, niechlujna... jak wszyscy mną gardzą. To nie jest nawet tak, że ja biorę to do siebie. Wiem, że zawsze bylam lubiana... Chodzi mi o sam fakt tego nieustannego, ciągłego trucia.. niezadowolenia, przeklinania... on doprowadza mnie czasami to obłędu.. mam ochotę wrzeszczeć i rwać sobie włosy z głowy aby przestał... aby się uciszył.. Jak już się wyładuje, poniży mnie.. kiedy się popłaczę (wyzwie mnie od jebanych histeryczek) kiedy już mu ulży to mówi "choć tutaj, poprzytulamy się" mając na myśli sex... A mi się na wymioty zbiera... Robię wszystko aby się wykręcić ale czasami muszę się zgodzić.. Wiem, że jak tego nie zrobię to będzie truł mi wiele godzin, że znowu się zacznie kazanie. Chyba nie muszę mówić ile mnie to kosztuje...
Kiedyś miałam wielu "przyjaciół" , super pracę.. byłam pełna życia, zadbana, radosna.. Cieszyłam się drobiazgami. Teraz jestem tak zgorzkniała i wrogo nastawiona do świata, że czasami sama siebie nie poznaję.. Ciężko wysilić mi się choćby na uśmiech. Zresztą każdy przejaw mojej radości jest natychmiast potępiany. Parę tygodni temu w radiu leciała moja ulubiona piosenka, akurat sprzątałam mieszkanie i miałam lepszy nastrój więc zaczęłam śpiewać i tańczyć.. uśmiechnełam się do niego. A on spojrzał na mnie jak na wariatkę i mówi " a co ci tak wesoło.. to nie wiesz jakie mamy długi? Że kredyt nie spłacony... że pewnie cię zwolnią, z czego tak się cieszysz?" jak mu powiedziałam, że przecież nie jest tak źle i że wszystko spłacę bo zaraz będzie pensja to mnie wyśmiał i powiedział, że przez moje lekkie podejście do życia zniszczę nas wszystkich... i zaczęła się awantura.
Wiem że kiedy to czytacie to sobie myślicie, że jestem wariatką skoro nadal z nim jestem... Ale to wszystko nie jest tak proste jak może się wydawać. On jest człowiekiem o wyjątkowo podłym charakterze.. Nigdy nie odpuszcza. Miał już kiedyś żonę, jak ona się wyprowadzała to podciął sobie żyły a jak go ledwo odratowali to terroryzował ją latami.. dowiedziałam się o tym dopiero niedawno. On zupełnie inaczej to przedstawiał. Potem poznał mnie. Sprawiał wrażenie wesołego, fajnego chłopaka. Miał dobrą pracę, był przystojny i bardzo kulturalny... Zawsze mnie rozśmieszał.. tańczyliśmy w świetle gwiazd w środku nocy na ulicy.. mówił że zakochał się we mnie. Wtedy mu uległam, chociaż sama nie czułam nic oprócz sympatii do niego.
Wiem, że jeśli teraz rozstaniemy się to będzie koszmar. Muszę być na to psychicznie gotowa. On nie odpuści... będzie przychodził, awanturował się, zrobi wszystko aby zniszczyć mnie psychicznie. Najbardziej boję się że ucierpi mój synek.. jest bardzo wrażliwy. Nie wiem jak on zareaguje na to wszystko.. przecież nie ucieknę na koniec świata bo oskarży mnie o porwanie. Sam może go porwać. On jest do wszystkiego zdolny. Z tym człowiekiem nie da się rozmawiać. Nie da się mu nic wytłumaczyć. On ma diabła w oczach...
BOję się tej szarpaniny po sądach, mam dowody i to masę dowodów... ale dla tego człowieka wyrok sądu jest niczym.. On jest typem histeryka, paraonika.. Zawsze wszystko drąży, drąży.. nakręca się... Wścieka się, robi głupie rzeczy w tej wściekłości.. Poza tym mam niewiele osób na które mogłaby liczyć..
Sorry, że tak długo piszę, nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta ale czuję ulgę gdy piszę... Nie mam komu o tym opowiedzieć. MOjej mamie serce by pękło.. ona i tak się domyśla.. Ale gdyby znała szczegóły
Wolę nie myśleć.. jest bardzo wrażliwa.
Jeszcze dodam, że on zawsze powtarza, że my już zawsze będziemy razem, że on nie widzi innego scenariusza... mówiłam mu nawet wiele razy w szczerej wypowiedzi, że nic do niego nie czuję, że się męczę.. żebyśmy się jakoś dogadali.. Ale on udaje że takich rozmów w ogóle nie było, w ogóle nie przyjmuje do wiadomości tego. Mówi że prędzej mnie zabije niż da mi odejść...
Twój fagas stosuje na tobie jawną przemoc psychiczną, jakbyś tylko chciala mogłabyś kiedy zechcesz nagrac go na dyktafon,komórke i degenerat by sie szybko z tego nie wylizał mając na karku prokuratora
Witaj. ![]()
Jeszcze dodam, że on zawsze powtarza, że my już zawsze będziemy razem, że on nie widzi innego scenariusza... mówiłam mu nawet wiele razy w szczerej wypowiedzi, że nic do niego nie czuję, że się męczę.. żebyśmy się jakoś dogadali.. Ale on udaje że takich rozmów w ogóle nie było, w ogóle nie przyjmuje do wiadomości tego. Mówi że prędzej mnie zabije niż da mi odejść...
Przeżywasz horror.
Ojciec dziecka robi Ci pranie mózgu, zastrasza, terroryzuje.
Musisz zacząć działać.
Właściwie już zaczęłaś, opowiadając na forum, historię psychicznego znęcania się partnera nad Tobą. To dewiat.
Nie wiadomo, na ile jego groźby należy brać poważnie. Ja bym się bała, o siebie i o dziecko!
Uważam, że jak najwięcej osób powinno wiedzieć o jego zachowaniu, groźbach, nie powinnaś tego ukrywać.
Możesz zadzwonić na niebieską linię, poradzić się, porozmawiać z psychologiem.
To nie jest Twój mąż, nie jesteś od niego zależna finansowo, mieszkanie jest Twoje, pracujesz.
To podstawa do tego, że dasz sobie radę sama z wychowaniem dziecka.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Działaj!
Idź na policję. Opowiedz wszystko. Niech mu założą niebieską kartę. Potem go wygonisz. A jeśli sobie podetnie żyły to będziesz miała święty spokój.
Sorry, że tak długo piszę, nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta ale czuję ulgę gdy piszę... Nie mam komu o tym opowiedzieć. MOjej mamie serce by pękło.. ona i tak się domyśla.. Ale gdyby znała szczegóły
Wolę nie myśleć.. jest bardzo wrażliwa.
Jeszcze dodam, że on zawsze powtarza, że my już zawsze będziemy razem, że on nie widzi innego scenariusza... mówiłam mu nawet wiele razy w szczerej wypowiedzi, że nic do niego nie czuję, że się męczę.. żebyśmy się jakoś dogadali..
Witaj,
nie wiem, od czego bytu zacząć. Może od tego- uciekaj od niego. I to jak najprędzej.
To nie jest prostak, to jest człowiek, który jest chory psychicznie.
Niestety, wiem, co piszę.
Ale on udaje że takich rozmów w ogóle nie było, w ogóle nie przyjmuje do wiadomości tego. Mówi że prędzej mnie zabije niż da mi odejść...
Te słowa to potwierdzają. Mój ojciec mówił mamie coś podobnego- "Jak za mną nie będziesz, to Twoja głowa będzie odbijać się, jak piłka po asfalcie."
Z tym, że jego choroba wyszła, gdy mama była w ciąży. Na szczęście nie wyszła za niego za mąż, nie była z nim, nie mieszkała. Odebrała mu prawa rodzicielskie. Ale ten człowiek podobnie, jak i Twój partner nie uznaje prawa, wyroków.
Musisz, jak najszybciej podjąć kroki, żeby uwolnić się od niego, ponieważ zniszczy Twoje dziecko, Ciebie już psychicznie niszczy, potem może synka zacząć. Chyba tego nie chcesz?
nie jesteś od niego zależna finansowo, mieszkanie jest Twoje, pracujesz.
Acchhh.... nie doczytałem. Zatem autorka ma wszystko co potrzeba, aby odsunąć tego typa od siebie. Teraz musi więc działać, racja. Jest w lepszej sytuacji niż inne kobiety zależne finansowo od "mężów".
claire 1983muj mąż też się zachowuje podobnie do twojego lecz bierze leki ostatni przerwał leczenie sam powiedział że mu leki już nie są potrzebne a też miałam bardzo złą sytuację lecz u mnie w grę wchodzi zazdrość z jego strony na każdym kroku dodam że nie pracuję siedzę w domu mamy małe dzieci lecz jak się zaczynał rozkręcać szukac powodu do kłótni o byle co i powiedziałam idż do lekarza bo znów się dzieje z tobą coś niedobrego to z początku nie chciał lecz po kilku dniach sam umówił się na wizytę do psychiatry oczywiście też uczęszcza na terapię dla aa i dostał leki na 2 miesiące od urojen od manii i lekarz który go prowadzi już kilka miesięcy powiedziała że nie wykluczone że leki będzie musiał brać cały czas gdy bierze leki sam mówi że się lepiej czuje że tak mnie nie dręczy tymi urojeniami pytaniami bo to jest ciężko do opisania pisałam wcześniej o tym co u mnie się dzieje .także ja już 1o lat w tym tkwie i gdy pił to każdy myślał że to przez picie ale teraz nie piję już przeszło 2 lata a dalej to samo i jak bierze leki jest ok wiadomo są sprzeczki jak to w każdej rodzinie lecz jest zupełnie inaczej chociaż tak naprawdę nie wiem na co on choruje myślę że to coś związane ze schizofrenią i manią lecz muszę któregoś pięknego dnia spotkać się z lekarzem prowadzącym i porozmawiac na czym ja tak naprawdę stoję bo teraz jest ok nie pije bierze leki a co będzie jak znów zapije i nie będzie mowy o żadnym leczeniu nawet myślec mi się o tym nie chce a u niego też nie ma odejścia od razu straszy że kocha mnie na zabój że zrobi ze mną porządek to jest chore jestem w trudnych chwilach między młotem a kowadłem a wiem na co go stać chociaż nie wyciąga do mnie rąk ale psychiczne wykańczanie jest gorsze
Claire - to bardzo dobra rada, abyś jeszcze raz przeczytała, to co sama napisałaś, przeanalizowała każde zdanie osobno. Potraktuj ten wpis, jako wpis nieznanej Tobie osoby i zastanów się,co byś tej osobie doradziła? Z pewnością byłoby to coś w tym sensie:.... odejdź kobieto i to szybko od tego typa. Bo on ani ciebie nie szanuje, ani dziecka, ani nawet twojej rodziny - bo tylko podjudza ciebie, naśmiewa się i z ciebie i twojej rodziny, Ale chodzić na obiadki do nich to chodzi. Co ty w nim widzisz?,ten typ pali, pije, gra, mało zarabia, właściwie żyje na twój koszt, bo w twoim mieszkaniu,a w dotatku jeszcze tobie ubliża. I na to wszystko patrzy twój syn, czy chcesz aby był takim samym człowiekiem,kiedy dorośnie?.... pewnie taka byłaby reakcja na wpis,który byłby obcej poniżanej kobiety. I ja Tobie radzę dokładnie to samo. Wyrzuć go ze swojego życia,póki nie jest za późno. Piszesz, że kochasz swojego synka nad życie, to zrób to przede wszystkim dla dziecka, jeśli nie chcesz dla siebie. Przecież on widzi zachowanie swojego ojca i zapewniam Ciebie, że nauka nie idzie nigdy na marne. Możesz wychować takiego samego człowieka jakim jest Twój "pan i władca".A chyba tego nie chcesz? Każda matka, zapewne i Ty chce wychowaś swoje dzieci na porządnych ludzi. Zastanów się nad tym.Powodzenia.
Dziewczyno, on się nie zmieni, szkoda czasu i nerwów na lekarzy dla niego, zacznij szukać pomocy dla Ciebie i dzieci w jakichś ośrodkach kryzysowych.
Claire, zaglądasz tu jeszcze? Co u Ciebie? Rozwiązałaś to jakoś? na Twoim miejscu wyrzuciłabym chama na zbity pysk.
Boisz się, że Cię zniszczy po rozstaniu. Przecież to i tak ma miejsce. Możesz tylko zyskać.
O nim nawet nic nie napisze. Brak słów.
Ratuj siebie i dziecko. Ono widzi, czuje i rozumie znacznie więcej niż Ci się wydaje.
Boisz się, że Cię zniszczy po rozstaniu. Przecież to i tak ma miejsce. Możesz tylko zyskać.
.
Odejdź jak najszybciej pomyśl o dziecku ... Przecież nie może się wychowywać w takich warunkach, Synek powinien być dla Ciebie powerem do zmian walcz dziewczyno nie tylko o normalne życie dla Ciebie ale i co najważniejsze szczęśliwe dzieciństwo dla synka.
Idź do poradni, jak trzeba to na policję lub do innych mądrych instytucji/ i ludzi dopytaj się ... walcz ...a i przecież zawsze możesz uzyskać zakaz zbliżania się.
Bądź mądrą kobietą i wreszcie się uwolnij od koszmaru.
Powodzenia i duużooooo siły
Coraz częściej zdarzają się takie tematy na forum i nie tylko dotyczące małżeństw, ale też zwykłych związków. Jedno drugie śledzi, podsłuchuje, kontroluje, stosuje przemoc psychiczną..
Zaczynam myśleć, że wynika to z wychowania jakie jest wpajane dziecku przez rodziców.. no bo skąd takie podejście: "ja jestem twoim Bogiem a Ty masz mi służyć.. "
Przerażające i smutne, że można aż tak bardzo nienawidzić drugiego człowieka aby urządzić mu piekło z życia - równocześnie czerpiąc radość z jego łez i upokorzenia. Brak mi słów.
Coraz częściej zdarzają się takie tematy na forum i nie tylko dotyczące małżeństw, ale też zwykłych związków. Jedno drugie śledzi, podsłuchuje, kontroluje, stosuje przemoc psychiczną..
Zaczynam myśleć, że wynika to z wychowania jakie jest wpajane dziecku przez rodziców.. no bo skąd takie podejście: "ja jestem twoim Bogiem a Ty masz mi służyć.. "
Przerażające i smutne, że można aż tak bardzo nienawidzić drugiego człowieka aby urządzić mu piekło z życia - równocześnie czerpiąc radość z jego łez i upokorzenia. Brak mi słów.
Skala zjawiska coraz bardziej mnie przeraża.
kiedyś mi powiedziała bardzo mądra pani doktor że taką manipulację i kontrolę oraz te wszystkie zachowania mężów do żon to oni nabyli w dzieciństwie po prostu mieli wzorzec taki w domu np tata zazdrosny był o mamę i teraz on robi to samo lub może babcia za bardzo opiekuńcza i tak dalej to jest prawda bo dziecko które się wychowuje w takiej rodzinie potem może lecz nie musi zawsze tego przenosić na żonę może również kontrolować i nękać swoje dzieci małoletnie które tak naprawdę nie umieją się bronić jak osoba dorosła to jest straszne musi być wszystko tak jak ta osoba zechce zrobione szybko żeby było po jego myśli a jak się sprzeciwi to wtedy jest agresja czasami przemoc .każdy przecież z nas jak się rodzi to jesteśmy białą kartką papieru i w jakiej rodzinie się wychowujemy dorastamy jakie tam nabywamy umiejętności np radzenia sobie ze stresem np dziecko płacze a mama mówi nie płacz bo będziesz miała brzydkie oczka to te dziecko tak naprawdę dusi w sobie emocje zawsze i wszędzie i niestety w dorosłym życiu przez to że nie pozwalano jej okazać uczuć nie umie tego .
Owszem. Zgadzam się w 100%.
Pytanie dlaczego teraz uderza to z taką siłą? To znak naszych czasów? Kobiety/mężczyźni mogą i mają narzędzia by wychodzić z cienia? By mówić? A choćby tutaj na forum.
Wcześniej to było ale dla "dobra rodziny" wielu się poświęcało?
Owszem. Zgadzam się w 100%.
Pytanie dlaczego teraz uderza to z taką siłą? To znak naszych czasów? Kobiety/mężczyźni mogą i mają narzędzia by wychodzić z cienia? By mówić? A choćby tutaj na forum.
Wcześniej to było ale dla "dobra rodziny" wielu się poświęcało?
Ku temu się skłaniam, złaszcza, że:
a) kiedyś kobiety miały znacznie mniej praw niż teraz
b) mniejsza była świadomość społeczeństwa na temat przemocy, tego co dopuszczalne, a co nie
c) wiekszy społeczny ostracyzm w stosunku do rozwodów (to było "coś nie do pomyslenia")
d) nie było internetu, a więc jesli nawet kobiety się zwierzały, to tylko bliskim znajomym
Witam, i ja chciałabym dołączyć do dyskusji. Sama nie wiem czy nie przesadzam, czy byłam ofiara przemocy. Mówił do mnie,że mnie kocha (często), że podobam mu się taka jaka jestem. Nigdy nie powiedział, że jestem za gruba, itp. ale.. no własnie jest pewne ale...
Znalazł mój czuły punkt. Mieszkał u mnie ze mną i z moim synkeim w oddzielnym mieszkaniu w domu rodziców. Bardzo szybko powiedział, że mnie kocha. Ja byłam po nieudanym małżeństwie i ciągle uciekałam z tej znajomości. On mówił " Poczekaj, na wszytsko przyjdzie pora, uczucia dojrzewają powoli". Posłuchałam go. Pierwsza kłótnia miała miejsce wtedy, kiedy moja mama usłyszała, że zaczął krzyczeć na dziecko. Przyszła z interwencją, to jej powiedział "Po co się pani wtraca". Podczas kolejnych kłótni stale pakował się, a potem rozpakowywał, czasem kłótnie te były o pierdoły. Ja w trakcie kłótni lezałam na łózku i płakałam, tylko na tyle było mnie stać. On mówił : "Dlaczego mnie ignorujesz, widzisz, że sie pakuje a ty nic nie robisz?" Miał rację, leżałam, milczałam i płakałam.
Zdziwił mnie jego stosunek do kobiet, często słyszałam " Nienawidzę tej siostry kolegi, albo tej żony kolegi". Jakoś to zignorowałam. Początkowo bardzo duzo mi pomagał w domu, przy dziecku. Mój wcześniejszy partner wcale mi nie pomagał. Potem zaczął pomagać troszkę mniej. Właściwie dość szybko zauważyłam małe aspiracje zyciowe (szczególnie względem pracy i wykształcenia). Po czym to poznałam? Partner potrafił np nie pracować przez miesiąc i nawet nie widziałab aby w tym czasie poszukiwał pracę, a jak ona już się znalazła "to na czarno" u kolegi. Partner lubił sobie bardzo dobrze zjeść w związku z czym bardzo dużo pieniędzy szło na jedzenie. Myślałam, że razem cos oszczędzimy, ale jakoś nie udało się. Właściwie kasy mieliśmy tylko na podstawowe potrzeby , a mieszkalismy w osobnym mieszkaniu w domu moich rodziców.
Po około 2 miesiacach przyszłam do niego z płaczem i zapytałam czy dołozy się do rachunków, sam mnie nie zapytał . Powiedział, ze dołozy.
Ogólnie to bidowalismy. Prosiłam aby poszedł zrobic średnie wykształcenie, myślałam moze trafi się lepsza praca, to powiedział, ze nie wie jeszcze co chce w życiu robic.
Potem pojawiły się może dwa incydenty dziwne. Raz ja biegłam z koleżanką, byłysmy leciutko wypite, a on krzyknął do mnie "Zatrzymaj się". A my rozchichotane biegłyśmy dalej. Ponownie krzyknął "Zatrzymaj się", a my dalej swoje, w końcu krzyknął "Zatrzymaj się kur...wa!"
Innym razem koleżanka wtrąciła sie w nasza awanturę, to powiedział do niej: "Nie wtrącaj się bo ci wpier...". Zatkało mnie.
Wiele razy chciałąm to skończyć, ale zawsze były kolejne szanse. Definitywnie rozstalismy się jak siostra powiedziała mi, że był w klubie nocnym. Co prawda nic tam nie robił, ale ja wyskoczyłąm do niego z wielkimi pretensjami, a potem się rozpłakałam. Powiedział do mnie: "Jak do mnie mówisz, to sie patrz na mnie, szm..." i szarpnął lekko. to był ostateczny powód do rozstania. Namawiałam na psychologa, ale nigdy nie stawiałam konkretnych warunków: "albo psycholog, albo koniec". Podsuwałam poradniki o wychowywaniu dzieci, ale jak tu dotrzeć do kogoś kto nienawidzi czytać i nie czyta wcale. Sugerowałam rozpoczęcie adukacji, ale najpierw trzeba mieć jeszcze jakiś pomysł na siebie.
Jestem totalnie wyniszczona tym związkiem tym bardziej, że ciągle zapewnia mnie, że mnie kocha
a ja czuję się wypalona i zastanawiam się jak to możliwe, że ktoś charakteryzuje sie takim dualizmem ( z jednej strony ciągle zapewnia, że kocha, potrafi być bardzo czuły z drugiej strony mieszkał w moim domu i wyzywał moja matke, że jest leniem i żeby wzięła się do roboty, a siostra jest puszczalska i brakuje jej ch... do dupy, ach jakie to smutne.
Jejku. Nieciekawie to wygląda.
Nie wracaj do niego.
Te jego zachowania świadczą o tym, że Cię nie szanuje.
To tak w wielkim skrócie.
To nie jest według mnie facet do życia.
Jejku. Nieciekawie to wygląda.
Nie wracaj do niego.
Te jego zachowania świadczą o tym, że Cię nie szanuje.
To tak w wielkim skrócie.
To nie jest według mnie facet do życia.
Zaznaczam, że były też chwile cudowne w naszym zyciu i to najbardziej wprowadza w błąd ![]()
Zielony_Domek napisał/a:Jejku. Nieciekawie to wygląda.
Nie wracaj do niego.
Te jego zachowania świadczą o tym, że Cię nie szanuje.
To tak w wielkim skrócie.
To nie jest według mnie facet do życia.Zaznaczam, że były też chwile cudowne w naszym zyciu i to najbardziej wprowadza w błąd
Cóż. W mojej toksycznej relacji też były. Cud, miód i orzeszki.
A oprócz tego te zgniłe wisienki na torcie.
onaona napisał/a:Zielony_Domek napisał/a:Jejku. Nieciekawie to wygląda.
Nie wracaj do niego.
Te jego zachowania świadczą o tym, że Cię nie szanuje.
To tak w wielkim skrócie.
To nie jest według mnie facet do życia.Zaznaczam, że były też chwile cudowne w naszym zyciu i to najbardziej wprowadza w błąd
Cóż. W mojej toksycznej relacji też były. Cud, miód i orzeszki.
A oprócz tego te zgniłe wisienki na torcie.
Zielony domek, jak długo jestes po rozstaniu i w jakiej kondycji psychicznej jesteś?
Dziękuję Wam... macie racje.. trzeba zacząć walczyć o swoje życie... tylko ostatnio tak brakuje mi sił.. ciągle coś się dzieje, niespodziewane wydatki, mały choruje.. bardzo dużo pracuję, ledwo sobie z tym wszystkim radzę, mam dość odpowiedzialną i wyczerpującą pracę, do tego mój synek jest bardzo absorbujący i w domu musi być idealnie zawsze posprzątane bo inaczej będzie truł jeszcze bardziej niż zwykle....
Po co ci jeszcze jeden ciężar?
Właśnie dlatego powiedz mu, że ma 5 min. na spakowanie i zniknięcie z twojego życia. Możesz wcześniej poprosić sąsiadkę, by zadzwoniła na policję, gdyby była jakaś awantura, albo poprosić kogoś z rodziny, czy przyjaciół by był z tobą. Za każdym razem, gdy będzie cię nękał, dzwoń po policję, bądź stanowacza! i ratuj swoje życie i dziecka!
Zielony_Domek napisał/a:onaona napisał/a:Zaznaczam, że były też chwile cudowne w naszym zyciu i to najbardziej wprowadza w błąd
Cóż. W mojej toksycznej relacji też były. Cud, miód i orzeszki.
A oprócz tego te zgniłe wisienki na torcie.Zielony domek, jak długo jestes po rozstaniu i w jakiej kondycji psychicznej jesteś?
Oczywiście w momencie rozstania czułam ból. Tego raczej nigdy nie zapomnę.
Ale nie było odwrotu. A ja musiałam coś z tym zrobić.
Bo cóż innego?
I tak powoli. Do przodu każdego dnia.
W takim momencie obserwujesz coś niesamowitego. Ta oczyszczona przestrzeń sama mimowolnie zapełnia się nową jakością życia i możliwościami.
Pod tym kryje się pasja, nowi przyjaciele, ciekawe znajomości i miejsca.
I nowa ja. Nowa Ty.
Bo nagle znika napięcie. Ból. Stres. Nerwy. Upokorzenia i zależności.
Nagle ja sama dla siebie staję się najlepszym kompanem. Mimo towarzystwa nie zapełniam już nikim pustki jaką miałam w sobie.
Jest spokojnie i dobrze.
I dopiero wtedy o ile chcesz masz szanse na dobry związek.
Udało mi się. Mam narzeczonego, który mnie kocha i wspiera. Przy którym niczego się nie boję.
I oczekujemy dziecka.
A sama byłam ponad rok.
Nie mniej nawet teraz wolałabym po stokroć być samą niż tkwić przy kimś kto krzywdzi.
Uciekaj, uciekaj i jeszcze raz uciekaj!
"Sprawiał wrażenie wesołego, fajnego chłopaka. Miał dobrą pracę, był przystojny i bardzo kulturalny... Zawsze mnie rozśmieszał.. tańczyliśmy w świetle gwiazd w środku nocy na ulicy.. mówił że zakochał się we mnie. Wtedy mu uległam, chociaż sama nie czułam nic oprócz sympatii do niego".
Tego nie rozumiem. Hmmm, czy on mógł tak nagle się zmienic - to po pierwsze. Po drugie piszesz, że nic nie czułas oprócz sympatii, jestes kobietą, która kocha za bardzo, jestes uzalezniona od tej miłosci. Miałam podobnie jak ty, już na pierwszej randce coś mi nie pasiło, ale przeciez on tak bardzo mnie pokochał, świetnie gotował, chciał zajmowac sie moim synkiem! A moze to intuicja cos nam podpowiadała, a my nie chciałysmy jej słuchać?
Potem wyszło szydło z worka, a ja zaczęłam sie obwiniac, że to moja wina, bo ja nie umiem kochac. Może w moim przypadku nie było tak drastycznie w sensie podcinanie żył itp, ale była duża wrogość wzgledem świata, która szybko zaczęła mi się udzielać, żyłam w napieciu i leku. Długo tak nie wytrzymałam.
Mógł się zmienić skoro taki w istocie jest.
To nie jest Twoja wina. Poczytaj o przemocy psychicznej.