netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

20 odpowiedzi7 301 wyświetleńzałożony przez larosanegra, 25.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Geneza obecnej sytuacji jest dość skomplikowana. Po ślubie wprowadziłam się z moim mężem do jego ojca- wdowca. Wydawało się, że jest wspaniałym człowiekiem, robił wokół siebie taką otoczkę- człowieka dobrego, miłego, nic niepotrzebującego (wszystko odda dzieciom, bo sam nic już nie potrzebuje). Był to największy błąd mojego życia. Niepotrzebnie dałam się namówić na to aby z nim zamieszkać, bo mogliśmy wziąć kredyt i kupić sobie małe mieszkanie. Chcieliśmy jednak poczekać, przemęczyć się trochę i kupić od razu trzypokojowe. Teściu chciał być bardzo dobroduszny przed moimi rodzicami i powiedział, że nic nie musimy płacić za mieszkanie, mamy sobie odkładać. Pytaliśmy go niejednokrotnie o to czy aby na pewno i że może jednak będziemy się dokładać, on cały czas obstawiał za swoim. Ja byłam raczej niechętna, ale mąż powiedział, że skoro tak mówi to tym lepiej dla nas.Oczywiście minął miesiąc i jak przyszło do płacenia czynszu i innych rachunków zaczął mówić do męża, że opłaty są drogie, że to dużo kosztuje.. Mnie zwracał uwagę, że powinnam oglądać TV przy zgaszonym świetle etc. Postanowiliśmy mu zwracać połowę i niby nie chciał, ale oczywiście wziął. Tak samo było z jedzeniem. Lodówka wspólna. Regularnie robiliśmy duże zakupy. Teściu raczej niewielkie i bardziej tłuste produkty preferował więc nie korzystałam z jego oferty poczęstuj się. Kiedyś byłam chora i pech chciał, że nie miałam zbyt wiele swojego jedzenia w lodówce, zjadłam więc pomidora teścia i serek. Zostało to na następny dzień wypomniane mężowi, że ja nic sobie nie kupiłam a siedziałam cały dzień w domu i że zjadłam jego jedzenie. Poczułam się dotknięta tym faktem i od tamtej pory już nic od niego nie tchnęłam. Interesujące jest to, że robiąc obiady głupio było mi karmić tylko mojego męża więc gotowałam dla trzech osób, on oczywiście zawsze jadł, ale po pierwszej kłótni zaczął wypominać, że ja nic nie robię. Nie był nauczony porządku. Mieszkanie zostało urządzone 40 lat temu i do tej pory nic tam się nie zmieniło. Pomalowaliśmy pokoje i wymieniliśmy okna (za własne pieniądze). Chciałam co nieco zmienić, odświeżyć, posprzątać, powyrzucać stare po-przypalane garnki, czajniki, śmieci nagromadzone w szafach. Spotkałam się z niechęcią z jego strony bo to wszystko kiedyś kupił i to ileś tam kosztowało więc może się jeszcze przydać. Wyrzuciłam sporo rzeczy, za zgodą męża, które ewidentnie były zbędne i nie nadawały się do użytku, zardzewiałe, przypalone i wypominał mnie to wielokrotnie. Z jednej strony mówił czuj się jak u siebie rób co chcesz, ja jak chciałam coś zrobić to nie pozwalał. Nie mogłam czuć się tam tak jak u siebie bo czułam się obco. Sprzątaniem podzieliłam się z mężem, jestem za równouprawnieniem, mąż nie miał nic przeciwko. Zawsze mieszkanie było posprzątane, ja zrobiłam generalne porządku bo tak jak już wspomniałam teść jest wdowcem i brakowało tam kobiecej ręki, kurz, brud, toaleta w opłakanym stanie, dywanik pod toaletą nie był wymieniany i prany przez ponad trzy lata- więc proszę sobie pomyśleć. Teść na początku mówił do męża, że ja nie sprzątam i że on musi wszystko robić za mnie (mój mąż) i on jako ojciec się na to nie zgadza, bo chce dla syna jak najlepiej. Mąż mnie bronił, mówił, że ja sprzątam, ale teść uważał, że on nic nie widzi i ja nic nie robię, nie gotuję i na weekendy jeżdzę do rodziców, a powinnam siedzieć z nim i jemu dogadzać oraz sprzątać generalnie cały dom. Zarzucił mi, że nie umyłam okien w zimie, że nie sprzątam w jego pokoju.. w którym kurz czuć jak się wchodzi, bo na meblach jest kilku centymetrowa warstwa. Chyba sam powinien to robić? Przecież nie jestem służącą. Uważam, że każdy powinien sprzątać po sobie, ja mam obowiążki związane ze studiami i pracą, mam dużo nauki i nie mam czasu codziennie latać ze ścierką. On uważa, że miejsce kobiety jest w domu i nie powinnam studiować tylko mu usługiwać. Oczywiście pokłóciliśmy się o to, powiedziałam mu, że tak nie będzie. Następnego dnia mnie przepraszał i mówił, że on jest tak przyzwyczajony i teraz są inne czasy. Wybaczyłam, ale po kilku dniach znowu mówił mi to samo zupełnie bez powodu zaczynał mi dokuczać. Miałam już tego dość. Wyszło na jaw, że nadużywa alkoholu od wielu lat, o czy nie wiedziałam wcześniej, bo mężowi głupio było się przyznać. Jak teściu przychodził do domu wstawiony to robił mi straszne awantury o nic. W pewnym momencie stresowałam się przed jego przyjściem. Nie wiedziałam co mnie spotka dzisiaj? Bałam się z nim zostawać sam na sam, jak mąż był w pracy bo ten człowiek okazał się nieobliczalny. Wielokrotnie dochodziło do kłótni po których mnie przepraszał i mówił, że tak więcej nie będzie robić. Ja mu wybaczałam i udawałam, że nic się nie stało, ale oczywiście byłam zła i dalej się bałam, że znowu zacznie robić mi pijackie awantury. Postanowiliśmy z mężem kupić mieszkanie. Jak on się o tym dowiedział to wpadł w szał, uznał, że nam się źle z nim mieszka a on jest dla nas taki dobry. Mamy jak on to mówi luz, możemy robić co chcemy, on nam nie zagląda do łóżka itd. Mówił, że nie ma tak od razu wszystkiego na raz, że trzeba powolutku. On też nie miał od razu wszystkiego, musiał mieszkać z matką a my od razu byśmy chcieli na swoim. Dodam, że moi rodzice są zupełnym przeciwieństwem teścia. Odradzali mi mieszkanie z nim, chociaż myśleli, że jest on bardzo dobry dla mnie, tak jak niby było przed ślubem. Uważają, że młodzi powinni mieszkać sami, ale też myśleli, że z rok odłożymy i kupimy coś większego. Teściu miał sprzedać mieszkanie, które stoi puste 15 lat i nam dołożyć i tak samo moi rodzice. Jak dowiedział się, że się wyprowadzam to powiedział, że sami zobaczymy jak to jest, że nie poradzimy sobie, nie będziemy mieli z czego żyć i jeszcze jego narazimy na koszty, bo on będzie musiał spłacać nasz kredyt jak mieszkanie zabierze komornik. I on nam nie pomoże, dokonaliśmy wyboru- chcemy mieszkać sami to mamy sobie radzić sami, ani złotówki nam nie da. Ja podczas tych kłótni byłam dla niego dobra, to on mi dokuczał, ja odpowiadałam dyplomatycznie, bo nie chciałam zniżać się do jego poziomu. Czara goryczy została jednak przelana gdy wrócił pijany i powiedział mi, żebym się przyznała, że wziełam ślub z moim mężem tylko po to, aby przejąć jego majątek. ( a on nie ma żadnego majątku, moi rodzice są dużo bogatsi) Powiedziałam mu, że nie chce z nim rozmawiać bo jest pijany i znowu będzie mnie przepraszać za te słowa on odpowiedział, że tak na prawde on nigdy nie chciał mnie przeprosić i to że wcześniej tak robił to największy błąd jego życia. teraz powie mi prawde, znowu powtórzył te same śpiewki że jestem nierobem, beznadziejną żoną, chce przejąć jego majątek, zwyzywał moich rodziców. Powiedziałam że jest alkoholikiem i żeby zaczął się leczyć on powiedział że to ja nadaję się na leczenie a nie on. że będzie pił ile chce bo pije za swoje i jak mnie się nie podoba to wypad bo jestem u niego a nie u siebie. Powiedziałam, że już więcej go nie chcę widzieć i że przez swoje zachowanie straci rodzinę on odpowiedział że bardzo dobrze, żebym się wyprowadzała. Zostaliśmy z mężem zmuszeni do wyprowadzki do moich rodziców, którzy mieszkają 150 km dalej, bo mieszkanie odbieramy dopiero za trzy miesiące. W tym czasie musimy dojeżdżać. Teść po dwóch dniach napisał mi smsa ze dobrze zrobiłam i żebym pamiętała że mnie kocha. Mojemu mężowi powiedział, że on nie pamięta tej kłótni bo był pijany. Ja jestem tym tak głęboko wstrząśnięta, że nie chcę go znać. teraz są święta nie chce się z nim spotkać. Teść uważa, że kłóciliśmy się bo ja nie chciałam sprzątać- taką wersję głosi i uważa, że to moja wina. A to, że on pije to już taka jego słabość i już się nie zmieni, będzie pić do śmierci- nie chce się leczyć i nie słucha próśb dzieci. On jedzie na święta do siostry męża. Ona nas zaprosiła, ja tam nie pojadę, bo wiem, że spotkam teścia. Teraz jest problem co powinien zrobić mąż? On chce jechać, bo to jego rodzina. Chodzi o to, że siostrę kocha i nie ma matki no i ojciec też taki samotny. Ja uważam, że nie powinien, bo pokaże ojcu, że jego zachowanie nie zmieniło ich relacji. Co myślicie?

2

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Ty nie musisz darzyc sympatia swojego tescia i jego rodziny.Jedank jezeli maz chce jechac to ma prawo do tego.
Nikt nie powinien nic robic wbrew sobie .Ani Ty ,ani Twoj maz.Mozna swieta jakos podzielic.
A Twoj tesc jest alkoholikem prawdopodobnie, wiec mozna sie liczyc z tym ,ze rózne rzeczy bedzie mowił o Tobie.Zyje w zaklamanym swiecie iluzjina tym polega choroba alkoholowa-swiat fikcji
Super ,ze podjełas decyzje zeby sie wyprowadzic.Ja mieszkalam w podobnym schemacie z moja babka,u mnie nie bylo tylko alkoholu ,ale zachowanai i gadki takie same.Brrrrrr,masakra,dobrze,ze juz nie musze tego znosic.

3

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Tylko najgorsze jest to, że mój teść uważa, że nic się nie stało. Pozdrawia moich rodziców przez męża i mnie również. Moi rodzice są strasznie źli na niego, bo poniekąd oddali mnie w jego ręce, ale nie rozmawiali z nim, żeby nie podnosić sobie jeszcze dodatkowo ciśnienia. Teść nawet stwierdził, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i dzięki kłótniom kupiliśmy mieszkanie. Dla mnie to jest jakiś surrealizm, mąż w sumie jest trochę przyzwyczajony bo jak się okazało powiedział mi później, że jego ojciec odkąd pamięta robił awantury i wypominał jego matce to, że on zarabia i to jego mieszkanie- ona nie pracowała. Była z nim w sumie ze względu na dzieci, nie chciał przestać pić, chociaż wszyscy od dawna go o to prosili. Cały czas powtarza, że pije za swoje. Nie chce pomocy, jeżeli chodzi o leczenie. Ja uważam,że jak ktoś jest trzeźwy to nie powie pewnych rzeczy, natomiast po alkoholu nabiera odwagi i mówi. W związku z tym, że wielokrotnie powtarzał mi to samo, to na pewno tak myśli. Myślę, że jak mój mąż nie pojedzie to wtedy może da mu to do myślenia. Od lat było tak, że wszyscy mu wybaczali i właśnie takie są teraz skutki. Jest egoistą i myśli tylko o sobie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że przez swoje zachowanie doprowadza do kłótni między mną i mężem. Ja cały czas jestem zła na męża, chociaż może nie powinnam, ale nie potrafię inaczej:/

4

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

pewnie będziesz tego pijaka obchodzić za kilka lat:(

5

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?
larosanegra napisał/a:

T Myślę, że jak mój mąż nie pojedzie to wtedy może da mu to do myślenia. Od lat było tak, że wszyscy mu wybaczali i właśnie takie są teraz skutki. Jest egoistą i myśli tylko o sobie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że przez swoje zachowanie doprowadza do kłótni między mną i mężem. Ja cały czas jestem zła na męża, chociaż może nie powinnam, ale nie potrafię inaczej:/

Autorko Twoj tesc jest prwadopodobnie alkoholkiem,a to znaczy ,ze Twoj maz i jego siostra pochodza z rodziny dysfunkcyjnej ,alkoholowej.Uwierz mi nie naprawiasz ich relacji,ani tego co sie dzieje miedzy nimi.Tylko od Ciebie zalezy czy bedziesz sie klocic z mezem o jego ojca.Rozumiem ,ze chcialabys zeby maz zrezygnowal z kontaktów z nim i stał po Twojej stronie.Ale uwierz to maz musi sam chciec ,inaczej bedziecie ciagle sie kłocic.
Nie wiem czy stawianie ultimatum albo ja albo Twoj ojciec jest dobre.Rozumiem ,ze Cie  tesc skrzywdzil i ponizył,ale moze zdzrzyc sie tak ,ze nigdy Cie za to nie przerosi i bedziesz cigle klocic sie z mezem o to? Nie muszisz z tesciem utrzymywac kontaktów,mieszkacie daleko wiec dac sobie na luz i niech sie kitłasi we wlasnym sosie ,tym bardziej ,ze nie ma zamiaru sie leczyc.
Poczytaj o alkoholizmie i dzieciach alkoholikow moze łatwiej bedzie Ci wszystko zrozumiec,nie mowie usparwiedliwić.

6

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

ja akurat uważam, że Twój mąż powinien zostać z Tobą. Jak pojedzie to pokaże tylko swojemu ojcu, że można bezkarnie mieszać Cię z błotem.

7

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Nikt nie jest niczyja własnoscia i ma prawo robic co uwaza.Nawet jezeli drugiej osobie to nie pasuje.

8

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Dziękuję za komentarze. Cały czas myślę o tej sytuacji, nie daje mi ona spokoju. Mam przed oczami teścia, który wydziera się na mnie, jak tylko przypomnę sobie nasze ostatnie spotkanie to robi mi się słabo. Gdybym wcześniej wiedziała, że teść jest alkoholikiem to bym z nim nie zamieszkała, ale nikt mnie o tym fakcie nie poinformował. Sama przekonałam się na własnej skórze jak to jest. Mąż niby jest po mojej stronie, ale liczy na to, że pogodzę się z jego ojcem, bo przecież jak będą wyglądać nasze przyszłe relacje, jak będziemy mieć dzieci itd. Mówi, że on tak na prawdę chce dla nas dobrze. (uważam, że gdyby chciał dobrze to by nie pił). Dochodzi tu jeszcze fakt, że on nie ma mamy. Próbuję go zrozumieć, ale z tego co słyszałam to z alkoholik musi przeżyć wstrząs aby sobie uświadomić, że źle robi. Może to, że się wyprowadziliśmy chociaż trochę dało mu do myślenia i teraz jak mąż nie pojedzie i mnie też nie będzie to zobaczy, że faktycznie źle zrobił tak się zachowując. Siostra męża nie wspiera mnie, uważa, że on już taki jest i trzeba to zaakceptować. Jej męża traktuje podobnie, ale nie aż tak jak mnie. Boję się, że jak tylko ja nie pojadę to on zwali winę na mnie, że to ja jestem ta zła a on chętnie by się pogodził tylko ja nie chcę. hmm

9

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Dobrze, że się wyprowadziliście. Natomiast uważam, że nie możesz mieć pretensji, że jednak płaciliście rachunki (pomimo tego, że teść na początku powiedział co innego). Wg mnie powinniście płacić 2/3 rachunków, a nie połowę, bo was jest dwoje, a teść jeden. Co do zakupów żywieniowych to nie powinien wymawiać Ci serka i pomidora, zachował się nieładnie. Jestem tego zdania co Twoi rodzice, najlepiej jak młodzi zawsze będę na swoim (zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwe, natomiast jeśli jest taka możliwość to trzeba koniecznie mieszkać oddzielnie)...
Ja na Twoim miejscu nie pojechałabym chyba do szwagierki żeby nie spotkać teścia, natomiast nie możesz zakazać mężowi pojechania tam, to jego ojciec i jeśli chce się spotkać z siostrą i z ojcem to niech tak będzie. To musi być jego decyzja.

10 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-25 23:40:45)

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Kolejny sto osiemdziesiąty wątek na forum w tym stylu smile
Ludzie, czy Wy nie macie wyobraźni, żeby się zgadzać na mieszkanie z teściami? Jak nie teściowa zołza, to teść upierdliwiec albo alkoholik. Ja nie wiem, jakaś plaga normalnie.
A ta akcja ze zjedzonym pomidorem i serkiem.... nie mogę... rozwaliło mnie to na łopatki.

larosanegra, a gdzie w tym wszystkim jest Twój mąż? Twoja opoka i głowa rodziny? Mąż, który powinien stać za Tobą murem!
Jak on w ogóle mógł wpaść na pomysł, żebyście z jego ojcem zamieszkali?! Przecież go znał i wiedział jaki jest!
W życiu tego nie pojmę. Chyba jestem za głupia.
Jak można pakować swoją żonę, swoje małżeństwo na taką minę?

A co do Świąt uważam, że OCZYWIŚCIE Twój mąż powinien spędzić Święta z Tobą. A Tatę odwiedzić najwyżej po Świętach.
Powinniście pogadać szczerze i ustalić pewne rzeczy, co dalej robić na przykład, a nie się przejmować po tym wszystkim, że tacie będzie przykro jak nie zobaczy syna w Święta. To będzie, trudno. W końcu trochę sobie nagrabił.

11

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Ja dobrze wiedziałam, że nie powinno się mieszkać z teściami, ale to miało być tylko na chwilę, około roku czasu. Poza tym on wydawał się przed ślubem być bardzo dobrym człowiekiem. Mój mąż widząc jakie ja mam relację ze swoją rodziną wstydził się chyba za ojca i nie przyznał się do tego, że nadużywa alkoholu. Ja go po tych pierwszych kłótniach zaczęłam sama wypytywać o to jak teść zachowywał się wcześniej. Wiele razy wytykałam mężowi, że namówił mnie na mieszkanie ze swoim ojcem, a przecież wiedział jaki on jest. Mój mąż odpowiada, że myślał, że on przy mnie się zmieni no i że tak na prawdę to chce dla nas dobrze. Tylko to "dobrze" to są tylko słowa a nie czyny. Dla przykładu: sprzedaliśmy samochód przed ślubem, aby właśnie odłożyć na przyszłe mieszkanie. Teść ma swoje auto, już prawie dwudziestoletnie, którym jeździ tylko raz w tygodniu na cmentarz. Do pracy dojeżdża komunikacją miejską z wiadomych względów. Powiedział, że jak potrzebujemy to możemy brać jego auto bo i tak stoi i trzeba je od czasu do czasu "przepalić" hehe. Mąż czasami pożyczał, bo chciał dojechać do pracy, na zakupy albo jechaliśmy do moich rodziców na weekend. Po miesiącu zaczął pytać kiedy kupimy w końcu auto, nawet z pracy dzwonił, aby o to zapytać. Powiedziałam mężowi, żeby nie brał tego auta bo możemy dać radę bez. Jak nie jeździliśmy to  powiedział, że przecież stoi i możemy brać. Mąż znowu zaczął pożyczać i podczas kłótni on mi powiedział, że on będzie nam pożyczać jeżeli moi rodzice też będą nam dawać swoje. Wg niego powinno to wyglądać tak, że tydzień on daje a tydzień mój tata. Ja mówię, że przecież moi mieszkają 150 km dalej i dojeżdżają tym autem codziennie do pracy do innej miejscowości, a on że tak albo nam nie da. W związku z tym iż przyszła sroga zima wyładował mu się akumulator, który wyciągnął i schował w swoim zakurzonym pokoju i nie jeździ swoim autkiem od grudnia do dnia dzisiejszego. Z tego co się dowiedziałam od męża ojciec dzwonił do niego i powiedział, że w związku z tym, że dojeżdzamy to możemy sobie teraz to auto brać jak chcemy bo i tak on nie korzysta. Czy to jest normalne? Jak można być takim fałszywym.. Oczywiście auto stoi na parkingu a akumulator ładuje się w kontakcie. Zastanawiałam się, czy mu nie spuścić powietrza z opon;)

12

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Ja tez wymiękam....

13

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Ja też jestem fajną babką, podobno z poczuciem humoru. Mam jednak swoje durne przywary. Też byś ze mną zamieszkała?

Również odpadam! Następny synuś opowiada o tym, że jego rodzic nie jest taki zły. Moi synowie też tak będą deklarowac, jak to dzieci swoich rodziców, nie do końca obiektywni i tyle.

Co do świąt - wcale, ale to wcale bym się nie obraziła, gdyby młodzi chcieli je spędzic sami. Jeszcze nie zapomniałam jak to jest byc młodym i chciec przeżywac wspólnie ważne chwile, w intymnej atmosferze.

14

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Witam.  smile

Pytanie z tytułu wątku: "Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?"
Odpowiadam: nigdy nie mów nigdy!

larosanegra, mieszkacie u swoich rodziców, a już niedługo będziecie mieszkać na swoim.
Czas goi rany, ból się osłabia, a z niektórych zdarzeń będziesz się kiedyś śmiać. Bo ja już teraz uśmiałam się z tego zjedzonego przez Ciebie serka i pomidora teścia. Chociaż Tobie na ten moment było/jest bardziej do płaczu.
Ot, będzie taka rodzinna dykteryjka. smile

Teść jest alkoholikiem i człowiekiem psychicznie niezrównoważonym.
Taki buc, którego lepiej omijać z daleka.
W tym wszystkim ważne jest, jakie stanowisko zajmuje Twój mąż.
Dla mnie jest on trochę takim 'lelum-polelum'.
Bo prawdę powiedziawszy, daje się wmanipulować ojcu w te jego gierki.

To żadne tłumaczenie, że ojciec zawsze taki był.
Jego nie zmieni, ale nastawienie do tego co nadal ojciec wyczynia, najwyższy czas i pora zmienić.
W tym jest jego rola jako Twojego męża i w przyszłości ojca Waszych dzieci.

Jesteście młodym małżeństwem, stanowicie już oddzielną rodziną.
Jak to możliwe, żeby mąż zamierzał spędzić święta z ojcem, a nie z Tobą?
Nieodcięta pępowina...uzależnienie...
I nie chodzi o to, że masz mu nakazywać. Decyzja o tym, że spędzicie razem święta (Ty i mąż) powinna wyjść od niego, jako naturalna kolej rzeczy wobec zachowań ojca.

Pozdrawiam i życzę pogodnych ŚWIĄT spędzonych razem z mężem.
I niech się spełni.  smile

15

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Autorko moze warto zajac sie soba i przestac roztrzasac ta cała sytuacje?
Jak tak bardzo Ci zalezy zmus meza,zeby nie jechal do ojca i bedziesz miala problem z głowy.Jak musi byc na Twoim to niech bedzie.
A tesc Twoj jest alkoholikiem i nie jest prawda,ze jakby chciał to by przestał pic teraz i zaraz.Bo jakby tak było to by nie pił.Przeczytaj o chorobie alkoholowej i dorosłych dzieciach alkoholików (twoj maz) >Juz Ci to pisalam.Moze bedziesz mogła zrozumiec ich zachowania.
I polecam zajac sie trazniejszoscia ,a nie rozpamiętywaniem co kto i kiedy powiedział,przeciesz mozna zamęczys sie ze soba na smierc:(

16 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2013-03-27 14:01:48)

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Uważam, że jak najbardziej powinniście pojechać na święta do siostry Twojego męża. Wasze sprawy z tesciem nie powinny miec zadnego wplywu na wizyty u siostry. A to, ze on tam tez bedzie? Trudno, zawsze mozecie go ignorowac.
Nie jedziecie do tescia, tylko do siostry, to ogromna roznica.

Mialam podobna sytuacje, tylko z kuzynkami. Wszystkie trzy mamy dzieci w podobnym wieku, wiec na urodzinach jednego z nich zawsze jest reszta. No to panienki sie poklocily, diabli wiedza o co. Moj syn mial urodziny, jedna przyszla wczesniej, bylo ok. W momencie, gdy weszla druga, to pierwsza wstala, zabrala meza i syna i ostentacyjnie wyszla. Nie chciala nawet zostac i poczekac na tort. Dla mnie to byl co najmniej duzy nietakt, a mojemu dziecku bylo przykro, ze kuzyn poszedl i nie poczekal na torta i dmuchanie swieczek. Panny jak chca, to niech sie do siebie nie odzywaja, ale niech nie stawiaja mnie w glupiej sytuacji.

Kurcze, zdechly mi ogonki w klawiaturze. Jak to naprawic???

17 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-27 14:49:30)

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?
Anik38 napisał/a:

Uważam, że jak najbardziej powinniście pojechać na święta do siostry Twojego męża. Wasze sprawy z tesciem nie powinny miec zadnego wplywu na wizyty u siostry. A to, ze on tam tez bedzie? Trudno, zawsze mozecie go ignorowac.

Ale po co ignorować kogoś przy stole, skoro można po prostu nie pojechać? smile

Ja tam się nie dziwię, że autorka nie chce jechać. Też bym nie chciała. Uważam, że powinni spędzić Święta razem we dwoje i szczerze pogadać ze sobą, bo mają naprawdę ważne rzeczy do przegadania, a nie tracić czas na jakieś posiedzenia sztuczne, gdzie się kogoś celowo ignoruje, nie odzywa się do siebie. Po co? To tylko sianie dodatkowego napięcia, stresu. Ja bym sobie odpuściła.

I co z tego, że to u siostry? Jak siostra jest mądra, to zrozumie dlaczego nie przyjechali. A jak siostrę lubią i chcą się z nią spotkać, to mogą umówić się na drugi dzień Świąt.

Co do Twojej sytuacji z urodzinami dziecka. Wyjść ostentacyjnie bym nie wyszła, bo to dziecinada i przykrość dla dziecka. Ja na miejscu Twojej kuzynki po prostu w ogóle bym nie przyszła, tylko umówiłabym się na inny termin.

Mam podobną sytuację w dalszej rodzinie, gdzie jest dwoje dzieci. Dzieci bardzo lubię, ale nie przychodzę do nich na oficjalne domowe urodziny, bo nie trawię rodziny z tamtej strony, tych cioć i babć plotkarek i nie chce mi się z nimi siedzieć. Więc zawsze się ugaduje, że wpadnę np. w sobotę tydzień po urodzinach i spoko. Mam wtedy więcej czasu dla dzieci, dzieci mają czas na zabawę tylko ze mną, mają jakby drugie urodziny... i wszyscy są zadowoleni.

Po co robić coś na siłę? Czasami warto zadbać o swoje zdrowie psychiczne.

No chyba, że autorka chciałaby się pogodzić z teściem, to takie spotkanie świąteczne jest dobrą okazją.
Ale chyba wiemy jak brzmi tytuł tego wątku smile

A tak w ogóle to kwestia Świąt jest tu naprawdę najmniej istotna.
Najważniejsze jest to, jak już pisałam wcześniej, gdzie w tym wszystkim jest mąż Autorki?
Co on myśli?
Czy ona ma w nim wsparcie?
Co zamierzają dalej?
Dlatego olałabym te Święta kompletnie, zostałabym z mężem, usiadła z nim do stołu i wzięła się za naprawianie relacji w tym małżeństwie i odcinanie pępowiny, bo chyba trochę nieodcięta...

18

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

A co jest alternatywą dla wyjazdu do siostry? Święta z Twoimi rodzicami czy całkiem osobno? Jeżeli osobno, to można się jeszcze zastanowić, ale jeśli z Twoimi rodzicami, to i tak byście musieli wybrać którąś opcję i w tym wypadku, nawet nie emocjonalnie, ale czysto logicznie wypada na Twoich rodziców. Oni byli dla was w porządku, teść nie. W pewnych sytuacjach może miał rację - mógł chcieć, żebyście się dokładali do rachunków, nie życzyć sobie remontu/wywalania starych sprzętów, być bałaganiarzem, tyle że źle to załatwił, bo o rachunkach powinien was uprzedzić, wyrzucaniu rzeczy spokojnie zaoponować (i to jego powinnaś spytać o zdanie, a nie, tak jak piszesz, że wyrzuciłaś za zgodą męża), no i nie powinien od Ciebie wymagać sprzątania w swoim pokoju - jednak pomijając to zachowywał się okropnie, niezależnie czy przez alkoholizm, czy nie, sprawił Ci mnóstwo przykrości i to logiczne, że nie chcesz spędzać z nim świąt. Jeśli więc wybór jest pomiędzy Twoimi rodzicami, a nim, to nawet Twój mąż powinien zauważyć, że argumenty przemawiają za Twoimi rodzicami. Każde z was może chcieć czegoś innego i ma do tego prawo, jednak biorąc pod uwagę okoliczności, poczułabym się urażona, gdyby Twój mąż nie został z Tobą i Twoimi rodzicami.

19

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Alternatywą są święta spędzone z moimi rodzicami. Tak na prawdę nie wiem czy dobrze to wcześniej ujęłam- mąż chce jechać do nich w poniedziałek. Niedzielę na pewno spędzimy wspólnie u mnie w domu. Święta organizuje siostra męża, która wyjechała ze swoim mężem, znajomymi i ojcem w góry. Ona oczywiście mówi mojemu mężowi, że powinniśmy przyjechać do nich razem i że ja powinnam "to dla mojego męża zrobić". Uważam, że gdyby tak bardzo chciała spędzić te święta z nami to nie wymyślałaby wyjazdu tylko zaprosiłaby nas do siebie do domu. Wtedy nie byłoby problemu z ich odwiedzeniem. Ja zostaję ze swoją rodziną. Mąż ciągle się waha, ale tylko dlatego, że nie ma tam jak dojechać gdyż sprzedaliśmy samochód. Gdybyśmy go mieli to na pewno by tam pojechał. Już mi to wszystko jedno, niech robi jak uważa. Nie chcę być później posądzana o to, że mu nie pozwoliłam zobaczyć się z rodziną w Wielkanoc.

20

Odp: Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Wyobraź sobie, że mąż nie lubi Twojej rodziny, ma z nimi na pieńku. Oczekuje od Ciebie lojalności i stanięcia po jego stronie. Innymi słowy masz nie jeździć do swojej rodziny. Chodzi nabzdyczony i próbuje tym sposobem wymusić to, co jemu pasuje. Jak byś się czuła?

Mój mąż regularnie odwiedza swoich rodziców, ale beze mnie. Ja ich nie lubię, co nie znaczy, że mąż ma się z nimi nie kontaktować. Jedynie nie życzę sobie powrotów w złym humorze, po wcześniejszym nakręceniu mojego staruszka. Ma dziką awanturę jak w banku. To jego rodzice, a nie moi, i nie życzę sobie wychowywania mnie, wywierania presji (co ludzie powiedzą, rodzina powinna zawsze razem).

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Nigdy nie pogodzę się z teściem- czy mam rację?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026