Cześć. Przede wszystkim chciałam się przywitać, to mój pierwszy wpis tutaj. Czytałam dyskusje na tym forum, widzę, że problemy z teściami nie są Wam obce. Moja sytuacja wygląda tak, że wraz z mężem dostaliśmy niby na własność mieszkanie od teścia. O tym dlaczego "niby" napiszę dalej. Teść jest generalnie człowiekiem zaborczym, kłótliwym, lubiącym wszystkich dookoła ustawiać. Ogólnie nie jest to miły człowiek, mało kto go lubi, nawet w bliskiej rodzinie. No ale to tak na marginesie. O mieszkanie, które dostaliśmy teść walczył w sądzie przez parę lat. To skomplikowana sprawa i tak naprawdę nikt nie wie o co dokładnie chodziło. W każdym razie na mieszkanie czekaliśmy można powiedzieć z utęsknieniem przez 6 lat, czyli od momentu gdy jesteśmy małżeństwem. Do tej pory mieszkaliśmy na stancjach, co dało nam mocno w kość jeśli chodzi o finanse. Gdy nadarzyła się okazja przeprowadzki naprawdę się ucieszyliśmy. No ale niestety to jest chyba początek naszych problemów. Mieszkanie zobaczyliśmy dopiero tydzień temu, wcześniej zdążyliśmy już w ciemno wypowiedzieć umowę właścicielowi obecnego mieszkania. Czyli nie mamy już praktycznie odwrotu od tej przeprowadzki, bo właściciel znalazł już nowych lokatorów. Ale wracając do "naszego" nowego mieszkania. Pisałam, że jest niby na własność, bo na dzień dobry okazało się, że z trzech pokoi, które są w mieszkaniu teść zabiera nam jeden, o czym wcześniej nie było mowy i było to dla nas szokiem. Po prostu jeden pokój ma być zamknięty na zamek i nikt nie ma tam prawa poza nim zaglądać. Są tam jakieś jego stare graty, łóżko, telewizor, biurko itd. Teść mieszka z moją teściową w innym mieszkaniu, do tego jedynie zaglądał od czasu do czasu, traktując to chyba jako azyl na wypadek kłótni z teściową. Byliśmy jednak z mężem przekonani, że jeśli mieszkanie ma być dla nas, no to jednak całe, a nie wydzielona część. No i miało być bez ingerencji teściów. Ale to nie jedyny problem. Teść oczywiście musi mieć wszystko pod kontrolą i dzień w dzień tam z nami przesiaduje i dogląda remontu, przy okazji psując nam nerwy, bo ciągle nam zwraca uwagę, że coś źle robimy. Oczywiście nie możemy sobie pozwolić na zagospodarowanie mieszkania jak chcemy, bo np. zabrania wyrzucenia starych mebli (jakieś 25-letnie meblościanki itp.), nie podoba mu się, że malujemy jeden z pokoi na niebiesko, bo twierdzi, że musi być wszystko na biało. Generalnie kontrola i decydowanie za nas. Mój mąż się ojca boi, wczoraj jednak próbował się mu postawić, ale od razu został doprowadzony do pionu. Teść szybko wpada w złość gdy coś nie jest po jego myśli, krzyczy, padają wyzwiska i ogólnie robi się mało ciekawie. Utknęliśmy aktualnie w martwym punkcie, bo ja jestem po tym wszystkim mocno podłamana i nie mam ochoty się tam przeprowadzać, już wolę poszukać innej stancji. Mąż z kolei nie wie w jaki sposób rozmawiać z ojcem i jak rozwiązać ten problem. Moja teściowa (w porządku babka) próbuje łagodzić sytuację, przekonuje nas że ojciec nie będzie nas nachodził, bo przecież ma gdzie mieszkać. Po co więc mu w tym mieszkaniu umeblowany pokój na własność? Dla mnie to jest chore. Boję się, że gdy się tam przeprowadzimy na jego warunkach, to zacznie po prostu totalnie ingerować w nasze życie. Że jak przyjdzie mu ochota, to będzie się w tym mieszkaniu pojawiał bez zapowiedzi, może także nawet tam nocował (ma swoje klucze). Do tej pory mieszkaliśmy na stancjach, z finansami było ciężko, no ale mieliśmy swobodę i po prostu wolność. A teraz czuję się lokatorka w mieszkaniu wynajętym od wrednego właściciela. Nawet gorzej, bo muszę to mieszkanie remontować za własne pieniądze, a tak naprawdę nie wiem jak długo w nim pomieszkam. No i co byście zrobiły w tej sytuacji? Mój mąż mnie rozumie, ale nalega, żebyśmy jednak spróbowali. Nie wiem co robić, bo mamy czas do końca lipca, żeby opuścić obecne mieszkanie, a tak szybko nowej stancji nie znajdziemy. Naprawdę jestem mocno podłamana i nie wiem co dalej. Poradzicie? Pocieszycie? ![]()
Witaj Fionka! Włosy mi sie jeżą kiedy to przeczytałam. Ale znam takie typy!
Znam też życie wiec jeśli mogę radzę nie zostawiaj tej sprawy tylko mężowi. Młode kobiety mają swój osobisty urok,tym pewno swojego męża zauroczyłaś. Ale ostrożnie oczywiście aby małżonek ani teściowa a już napewno teściu nie myśleli o Tobie źle. To sa bardzo delikatne sprawy,wymaga intuicji. Ale i odwagi ,jak samo życie.
Sprubój sobie teścia tak powolutku urobić a potem otwarcie z nim porozmawiać o tej sytuacji. Chyba że będziesz taka cierpliwa i zaczekasz aż jemu samemu zainteresowanie waszym życiem ,minie. Życzę wytrwałości.
Boję się, że gdy się tam przeprowadzimy na jego warunkach, to zacznie po prostu totalnie ingerować w nasze życie. Że jak przyjdzie mu ochota, to będzie się w tym mieszkaniu pojawiał bez zapowiedzi, może także nawet tam nocował (ma swoje klucze). Do tej pory mieszkaliśmy na stancjach, z finansami było ciężko, no ale mieliśmy swobodę i po prostu wolność. A teraz czuję się lokatorka w mieszkaniu wynajętym od wrednego właściciela. Nawet gorzej, bo muszę to mieszkanie remontować za własne pieniądze, a tak naprawdę nie wiem jak długo w nim pomieszkam. No i co byście zrobiły w tej sytuacji? Mój mąż mnie rozumie, ale nalega, żebyśmy jednak spróbowali. Nie wiem co robić, bo mamy czas do końca lipca, żeby opuścić obecne mieszkanie, a tak szybko nowej stancji nie znajdziemy. Naprawdę jestem mocno podłamana i nie wiem co dalej. Poradzicie? Pocieszycie?
i słusznie się boisz!
Jak teraz pozwolicie mu na decydowanie, to tym bardziej później będzie to robił, zwłaszcza, że to nie wasze mieszkanie, więc to teść ma prawo decydować.
Na twoim miejscu zebrałabym zabawki i poszukała kolejnego mieszkania.
Twój teść albo się opamięta i będziecie mieli pole do negocjacji - w sprawie mieszkania samodzielnie, albo będziecie żyli samodzielnie, ale u kogoś.
Oczywiście możesz skorzystać z wariantu, że jakoś to będzie, ale im dalej w las tym więcej drzew, im więcej włożycie kasy, pracy, czasu, tym trudniej będzie wycofać się, a przecież teść sam z siebie się nie zmieni, sama napisałaś, że nawet w rodzinie, wszyscy jak z jajkiem obchodzą się.
Ja bym się w takie coś nie pakowała,tylko wynajęła coś z mężem, pomyślcie o kredycie na swoje własne mieszkanie.
6 lat czekaliście aż wam ktoś DA mieszkanie?
Wpadłaś na pomysł że można zapracować na WŁASNE mieszkanie?
Bo to jest jego tak długo jak długo będzie chciał i może tam meblować i przyjeżdżać o dowolnej porze dnia i nocy.
Moja sytuacja wygląda tak, że wraz z mężem dostaliśmy niby na własność mieszkanie od teścia.
Byl akt notarialny? Akt notarialny nie dziala "na niby". Swoja droga zadziwiajace jak wielu osobom wydaje sie, ze cos maja bez tego aktu.
Moja sytuacja wygląda tak, że wraz z mężem dostaliśmy niby na własność mieszkanie od teścia...
...O mieszkanie, które dostaliśmy teść walczył w sądzie przez parę lat. To skomplikowana sprawa i tak naprawdę nikt nie wie o co dokładnie chodziło. W każdym razie na mieszkanie czekaliśmy można powiedzieć z utęsknieniem przez 6 lat, czyli od momentu gdy jesteśmy małżeństwem.
Domyślam się, że to mieszkanie mieliście obiecane już w czasie, gdy teść, zapewne przeciw innym krewnym, o nie walczył.
Piszesz, że dostaliście je "niby" na własność, więc istotne jest to, czy Twój mąż (lub Wy obydwoje, w co wątpię), posiada akt własności.
Jeśli tak, to możecie po prostu zmienić zamki i podziekować ojcu za współpracę. Ten z kolei, może cofnąć darowiznę?
Dlatego może warto skorzystać z porady prawnika; jakie macie prawa i czym ryzykujecie.
Jest też druga strona takiego postawienia się ojcu. Z pewnością ochłodzenie, lub całkowite zerwanie kontaktu, lub długoletnia walka teścia o odzyskanie mieszkania od niewdzięcznego syna.
Myślę, że są właśnie dwa wyjścia; stanowcze pogonienie teścia, lub spolegliwa wobec niego postawa i życie w "niby" swoim mieszkaniu, pod jego dyktando i z jego bezustanną obecnościa na karku.
Obawiam się, że polubowne załatwienie tego problemu jest mało prawdopodobne. Nie po to teść urządził sobie bazę w tym mieszkaniu, żeby teraz z niej zrezygnować.
Jeżeli Twój mąż ma faktycznie akt własności, to pieniądze które tam zainwestujecie, nie będą stracone, stracone będą nerwy na walkę z teściem.
Dziękuję za odpowiedzi. Jeśli chodzi o kwestie prawne, jak pisałam jest to dla nas niejasna sytuacja. Teść tak naprawdę nigdy nie powiedział nikomu (nawet własnej żonie) o co dokładnie toczył się spór. Wiem tylko tyle, że mieszkanie nie jest jego własnością, tylko własnością spółdzielni. Ale on odkąd wygrał sprawę w sądzie ma teraz dożywotnie prawo do użytkowania tego mieszkania. Nie wiemy co w sytuacji gdy teść kiedyś umrze. Mąż liczy na to, że ojciec przynajmniej jego tam zamelduje i mieszkanie "przejdzie" na niego, w sensie, że jako syn będzie mógł dalej z tego mieszkania korzystać. Naprawdę kiepska jestem w tych prawnych kwestiach, może nawet zbyt naiwnie wierzę, że coś będzie nasze bez tzw. papierka. Z tymże tutaj chodziło bardziej o grzecznościowe udostępnienie nam mieszkania. Teść też miał mieć z tego korzyść. Bo nie mieszka w tym mieszkaniu, a co miesiąc musi płacić czynsz. Teraz te płatności oczywiście przechodzą na nas. W każdym razie na pewno będziemy musieli te prawne kwestie z nim omówić. Teraz wszystko odbyło się na wariackich papierach, nawet nie mieliśmy czasu pogadać o takich szczegółach.
6 lat czekaliście aż wam ktoś DA mieszkanie?
Wpadłaś na pomysł że można zapracować na WŁASNE mieszkanie?
Bo to jest jego tak długo jak długo będzie chciał i może tam meblować i przyjeżdżać o dowolnej porze dnia i nocy.
A dlaczego według Ciebie dziwne jest to, że mając obiecane mieszkanie po prostu na nie czekaliśmy? Super byłoby mieć odłożone pieniądze na własne mieszkanie, ale jest to przecież bardzo trudne, żeby w ciągu paru lat zgromadzić takie oszczędności. A w kredyty nie chcieliśmy się pakować mając ciągle na uwadze to, że kiedyś możemy to mieszkanie dostać. Chyba większość na naszym miejscu postąpiłaby podobnie. Tutaj chodzi tak naprawdę o zwykłą ludzką życzliwość. Mi się w głowie nie mieści, że ojciec może się tak zachowywać wobec syna i jego żony. Nie rozumiem po co nam tyle lat truł o tym mieszkaniu, żeby na końcu mieć o wszystko pretensje i decydować teraz o wszystkim za nas. Nie mamy z mężem ogromnych wymagań, nawet nie chodzi nam o ten jeden pokój, z którego teść sobie zrobił bazę, jak ktoś wyżej napisał. Oczekujemy jedynie prywatności. A na razie wygląda to tak, że wszystko co tam robimy poczynając od drobnostek typu przestawianie mebli musi być z nim konsultowane. Tylko że rzeczywiście muszę myśleć, że jakoś to będzie, bo przez 2 tygodnie innego mieszkania już nie znajdziemy. To co postanowiliśmy z mężem, to że żadnego większego remontu na razie nie robimy. Te dwa pokoje co mamy do dyspozycji tylko nieco odświeżamy i malujemy. Większe prace typu remont kuchni i łazienki wstrzymujemy na czas nieokreślony, mimo że był plan żeby zrobić to od razu. Po prostu poczekamy jak się sytuacja rozwinie. Ja nawet nie marzę o tym, że teść się zmieni, dlatego nie zamierzam wchodzić z nim na ścieżkę wojenną (zresztą w ostatnich dniach jest dla mnie wyjątkowo niemiły i nawet nie próbuję z nim dyskutować). Jeśli okaże się, że będzie zbyt mocno ingerował w nasze sprawy, to za miesiąc-dwa szukamy innego mieszkania i z tego uciekamy. Czas pokaże jak to się potoczy.
Naprawdę kiepska jestem w tych prawnych kwestiach, może nawet zbyt naiwnie wierzę, że coś będzie nasze bez tzw. papierka.
Jak świat światem nie istnieje coś takiego
. Albo masz akt notarialny i jesteś właścicielem nieruchomości albo do widzenia.
Zupełnie oddzielną kwestią jest fakt, że ktoś coś obiecał (np. udostępnienie tego mieszkania) i się nie wywiązał. Cóż, to już kwestia bardziej moralna, a nie prawna.
10 2017-07-18 09:39:14 Ostatnio edytowany przez Fionka89 (2017-07-18 09:40:13)
No tak, zdaję sobie sprawę, że dopóki nie będzie tego na piśmie, to nie mamy praw do tego mieszkania. Ale jak piszesz jest to kwestia bardziej moralna. Teść od paru lat mówił o tym mieszkaniu, że będzie dla nas, żeby już nie szukać kolejnej stancji, bo po co. Dla nas wyglądało to tak, że dostajemy mieszkanie "na własność", możemy je sobie urządzić zgodnie z własnym gustem i po prostu tam sobie spokojnie mieszkać. A sprawy papierkowe załatwiałoby się na bieżąco. Problemem nie jest brak praw do mieszkania, tylko zachowanie mojego toksycznego teścia. Niestety. Przykładowo moja przyjaciółka mieszka ze swoim mężem w domu razem z rodzicami, ale mają osobne wejście, osobne piętro tylko dla siebie. Też nie mają na to żadnych aktów notarialnych, mimo to żyją z rodzicami w pełnej zgodzie i nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Tyle że jej rodzice to bardzo spokojni i przyjaźni ludzie.
11 2017-07-18 10:31:11 Ostatnio edytowany przez Averyl (2017-07-18 10:34:17)
pannapanna napisał/a:6 lat czekaliście aż wam ktoś DA mieszkanie?
Wpadłaś na pomysł że można zapracować na WŁASNE mieszkanie?
Bo to jest jego tak długo jak długo będzie chciał i może tam meblować i przyjeżdżać o dowolnej porze dnia i nocy.A dlaczego według Ciebie dziwne jest to, że mając obiecane mieszkanie po prostu na nie czekaliśmy? Super byłoby mieć odłożone pieniądze na własne mieszkanie, ale jest to przecież bardzo trudne, żeby w ciągu paru lat zgromadzić takie oszczędności. A w kredyty nie chcieliśmy się pakować mając ciągle na uwadze to, że kiedyś możemy to mieszkanie dostać. Chyba większość na naszym miejscu postąpiłaby podobnie. Tutaj chodzi tak naprawdę o zwykłą ludzką życzliwość. Mi się w głowie nie mieści, że ojciec może się tak zachowywać wobec syna i jego żony.
Zgadzam się z Pannapanna, Fionka89, raczej twoje podejście jest dziwne, czekasz 6 lat na mrzonki, wiedząc jaki jest teść! Z jednej strony mówi wam, że będzie wasz, a gdy cokolwiek chcecie zrobić w mieszkaniu, to nie wolno! Banalna manipulacja, a ty to bierzesz za dobrą monetę. Jednym tchem mówisz o prawi moralny, że skoro mówi, to będzie wasze, a jednocześnie dziwisz się jak on może tak postępować wobec żony, rodziny. Otwórz oczy i wróć na ziemię, bo chyba zbyt wysoko bujasz w obłokach. 6 lat to dużo czasu, z własnego doświadczenia wiem, że można sporo odłożyć, nawet płacąc komuś za wynajem i mając kiepską pracę - jak to pierwsza praca po studiach i małe dziecko.
Prawo do mieszkania będziesz miała dopiero, jak będziesz miała akt własności, a nie jak będziesz płacić, bo teść wam pozwoli tam mieszkać. Jeśli jest to tylko spółdzielcze (nie spółdzielcze własnościowe), to nawet jeśli twój mąż zostanie zameldowany to może mieć problem z przejęciem tego mieszkania, będziecie musieli na nowo wytoczyć batalię o mieszkanie.
Gdy rodzice/teściowie obiecali, że KUPIĄ mi i partnerowi mieszkanie, które będzie NASZE aktem notarialnym, czyli możemy je w przyszłości sprzedać, wynająć to pewnie też bym czekała.
A Wy, nie wiedząc dokładnie jak to będzie wyglądać zmarnowaliście 6 lat, czekając na nic. Przecież w tym czasie już byście mogli spłacać kredyt za swoje.
13 2017-07-18 11:55:39 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-07-18 11:56:42)
Dziękuję za odpowiedzi. Jeśli chodzi o kwestie prawne, jak pisałam jest to dla nas niejasna sytuacja. Teść tak naprawdę nigdy nie powiedział nikomu (nawet własnej żonie) o co dokładnie toczył się spór. Wiem tylko tyle, że mieszkanie nie jest jego własnością, tylko własnością spółdzielni. Ale on odkąd wygrał sprawę w sądzie ma teraz dożywotnie prawo do użytkowania tego mieszkania. Nie wiemy co w sytuacji gdy teść kiedyś umrze. Mąż liczy na to, że ojciec przynajmniej jego tam zamelduje i mieszkanie "przejdzie" na niego, w sensie, że jako syn będzie mógł dalej z tego mieszkania korzystać. Naprawdę kiepska jestem w tych prawnych kwestiach, może nawet zbyt naiwnie wierzę, że coś będzie nasze bez tzw. papierka. Z tymże tutaj chodziło bardziej o grzecznościowe udostępnienie nam mieszkania. Teść też miał mieć z tego korzyść. Bo nie mieszka w tym mieszkaniu, a co miesiąc musi płacić czynsz. Teraz te płatności oczywiście przechodzą na nas. W każdym razie na pewno będziemy musieli te prawne kwestie z nim omówić. Teraz wszystko odbyło się na wariackich papierach, nawet nie mieliśmy czasu pogadać o takich szczegółach.
Mieszkanie zostało "podarowane na gębę" mężowi.Ojcu męża się może odwidzieć-jak na przykład ściany pomalujecie nie w jego guście-i wypad z chaty.
Żadne z Was nie jest tam nawet zameldowane,więc formalnie,po śmierci ojca nie macie do mieszkania (które remontujecie i zamierzacie w nim mieszkać opłacając rachunki) żadnych praw.
Co do mieszkania spółdzielczego-nie bardzo rozumiem kwestię,że ojciec ma dożywotnie użytkowanie.
Mieszkania spółdzielcze są własnością lokatorów= lokator musi je kupić od spółdzielni by w nim mieszkać.Spółdzielnia nie użycza mieszkań do użytkowania.Więc chyba czegoś nie zrozumiałaś.
Widzę, że temat zszedł na kwestie prawne. Ja przecież nie twierdzę, że to mieszkanie jest moje i że będę w nim mieszkała całe życie. Jest to bardzo zawiła kwestia, a teść jest taki, że z nikim nie ma ochoty podzielić się tym o co tak naprawdę chodzi. Piszecie, że on może sobie robić w tym mieszkaniu co chce itd. No oczywiście jakby brać pod uwagę prawo, to tak jest. Ale w końcu ma przecież syna, któremu chciał pomóc, dlatego nie rozumiem jego zachowania. Ma gdzie mieszkać, mógłby więc dać nam spokój. Chodzi o zwykłą ludzką życzliwość. A teraz to mam wrażenie, że on robi nam po prostu na złość, albo że ma jakiś interes w tym, że żebyśmy my tutaj zamieszkali. W dodatku ja w tym całym stresie, gdy oznajmił nam, że jeden pokój będzie dla niego, powiedziałam mu, że nie taka była umowa i że oczekujemy prywatności. No i tak się na mnie uwziął, że od kilku dni ciągle mi dogryza. Już tego psychicznie nie wytrzymuję, zresztą mąż tak samo...
Ja myślę, ze nie masz jeszcze realnej oceny całej sytuacji. Jesteś tam jak dobrze zrozumiałam dopiero tydzień. Poobserwuj najpierw czy będzie wchodził, wtrącał się wtedy zdecyduj. Może zwyczajnie trudno rozstać się jemu z czymś co dopiero odzyskał. A jeśli sytuacja się rozwinie tak, ze będzie kontrolował to na pewno nie da się tak żyć długo więc oszczędzajcie na swoje u niego i czym prędzej uciekajcie na swoje.
A korzyść na pewno z tego ma taką, ze robicie opłaty ale Wy swoją tez macie więc ....
Kobieto przeczytaj co ty wypisujesz!
Widzę, że temat zszedł na kwestie prawne.
...a o czym mamy rozmawiać - o kolorze firanek? spytaj się teścia, na jakie ci pozwoli! Jak jest różnica, czy teraz masz dylemat gdzie mieszkać, czy np. za pół roku gdy umrze teść (czego oczywiście mu ani wam nie życzę)? Władujesz pieniądze, energię na urządzanie, a potem i tak wylądujesz na ulicy, nie prościej zastanowić się na poważnie o naprawdę własnym mieszkaniu? W spółdzielczym własnościowym mieszkaniu, jeśli jesteś członkiem spółdzielni - praktycznie masz prawo do powietrza i do zapożyczenia się w banku.
Piszecie, że on może sobie robić w tym mieszkaniu co chce itd. No oczywiście jakby brać pod uwagę prawo, to tak jest. Ale w końcu ma przecież syna, któremu chciał pomóc, dlatego nie rozumiem jego zachowania. Ma gdzie mieszkać, mógłby więc dać nam spokój. Chodzi o zwykłą ludzką życzliwość. A teraz to mam wrażenie, że on robi nam po prostu na złość, albo że ma jakiś interes w tym, że żebyśmy my tutaj zamieszkali.
Jak ty godzisz w jednej wypowiedzi wersje o troskliwym tatusiu, który chce pomóc dorosłemu synowi i wrednemu ojcu, który robi na złość? Czego nie rozumiesz? Ja mam wrażenie, że ty rozumiesz, ale nie chcesz dopuścić do siebie, nie chcesz uświadomić sobie, że gość ma was w kieszeni, dysponuje wami jak starymi gratami w tym mieszkaniu. Wie, że się nakręciliście i nie odpuścicie, będziecie spełniać każde jego najbardziej niedorzeczne wymagania.
Z tego co napisałaś, to gość jest bardzo toksyczny... no i właśnie sobie zapewnia świeże ofiary, na których będzie wyżywał swoje nerwy, frustracje.
Mylę się?
W dodatku ja w tym całym stresie, gdy oznajmił nam, że jeden pokój będzie dla niego, powiedziałam mu, że nie taka była umowa i że oczekujemy prywatności. No i tak się na mnie uwziął, że od kilku dni ciągle mi dogryza. Już tego psychicznie nie wytrzymuję, zresztą mąż tak samo...
A dlaczego według Ciebie dziwne jest to, że mając obiecane mieszkanie po prostu na nie czekaliśmy? Super byłoby mieć odłożone pieniądze na własne mieszkanie, ale jest to przecież bardzo trudne, żeby w ciągu paru lat zgromadzić takie oszczędności. A w kredyty nie chcieliśmy się pakować mając ciągle na uwadze to, że kiedyś możemy to mieszkanie dostać. Chyba większość na naszym miejscu postąpiłaby podobnie. .
Dla mnie to jest dziwne, że czekaliście, bo jak sama piszesz
Teść jest generalnie człowiekiem zaborczym, kłótliwym, lubiącym wszystkich dookoła ustawiać
Naprawdę wizja darmowego mieszkanka aż tak Was zaślepiła? Twój teść taki był, taki jest i taki będzie.
Moja rada. Mieszkajcie tam, ale nie róbcie żadnych remontów. Jak najwięcej wkładu własnego i kredyt. (Chyba już coś macie zaoszczędzone skoro chcecie remontowć).
I nie użerajcie się z tym dziadem, bo Wam rozwali zdrowie psychiczne, a dalej Wasze małżeństwo.
Moim zdaniem lepiej szukać kolejnej stancji lub wziąć kredyt , przynajmniej będziecie mieć poczucie ,że nie jesteście zależni od kogoś.
Mnie również dziwi Twój tok myślenia. Teść toksyczny, zaborczy nie lubiany ale dziwnym trafem miałby być św Mikołajem z aureolą. Wiedziałaś jaki jest on mimo to liczyłaś na ciepłe mieszkanko bez żadnego ale. Przez 6 lat lepiej było spłacać kredyt niż ładować kasę w stancję i liczyć na gruszki na wierzbie.
Mam bardzo podobne obawy do twoich, z tym że w naszym przypadku rodzice partnera mają dać mu kasę na mieszkanie bądź dom. Moi "teściowe" mają brzydki zwyczaj nachodzenia bez zaproszenia, zapowiedzi czy zainteresowania tym, czy ktoś ma czas żeby go im poświęcić, do tego matka lubi myszkować po szafkach czy ingerować w wyposażenie domu, dlatego zamiast się cieszyć na taką "pomoc", jestem wręcz pewna że dając kasę na lokum, będą się czuli i zachowywali jak jego właściciele, a fakt jego zakupu zostanie prędzej czy później wypomniany. To taki typ ludzi i szczerze wolałabym mieszkać na moich skromnych, ale własnych 40 metrach (mam mieszkanie), niż mieć coś "lepszego" i musieć ich znosić. Narzeczony tak czy siak coś od nich dostanie, więc ja mam trochę klęskę urodzaju, sto razy bardziej bym wolała żeby nie mieli grosza przy duszy i po prostu dali nam święty spokój, czasem najlepsza pomoc to po prostu nie przeszkadzanie.
Najlepiej być na swoim i wszystkiego się samemu dorobić. Wiem co mówię, bo kiedyś dostałam mieszkanie od wujka (żyjącego wtedy jeszcze, ale bezdzietnego - nie miał komu przepisać) i było podobnie jesli chodzi o zarządzanie tym mieszkaniem. Bardzo niechętnie podchodził do tematu remontu i wymiany mebli - według niego w starym mieszkaniu z lat 70 nie trzeba było niczego zmieniać
Starsi ludzie sa bardzo zamknięci na zamiany...
21 2017-07-19 17:07:10 Ostatnio edytowany przez josz (2017-07-19 17:08:55)
Fionka89, ja nie oceniam Waszej postawy, tak krytycznie, jak niektóre osoby tutaj. Nie dziwię sie, że będąc w trudnej sytuacji mieszkaniowej, liczyliście na poprawę bytu, mając obiecane mieszkanie.
Nie zgodzę się też z opinią, jaka się tutaj pojawiła, że spokojnie można było oszczędzać na własne mieszkanie, płacąc jednocześnie za wynajem.
Nawet, mimo trudnego charakteru teścia, nikomu zapewne nie przyszło do głowy, że on pozwalając Wam tam zamieszkać, wpadnie na tak absurdalny pomysl, żeby "zklepać" sobie jeden pokój, kontrolować Was i po prostu rządzić się w tym mieszkaniu.
Piszesz, że nie dostrzegasz życzliwości z jego strony, a wręcz podejrzewasz, że ma w tym wszystkim jakiś interes.
Oczywiście, że ma. Przede wszystkim zdejmie ze swoich barków obowiązek opłat za to mieszkanie, a po za tym remontujecie je za swoje pieniądze, pod jego dyktando.
Jeżeli nie jest to mieszkanie własnościowe, to być może nie będzie mógł go wynająć, ani sprzedać.
Może też MUSI w nim meszkać jako członek spółdzielni, skoro musiał o nie walczyć w sądzie, być może taki był warunek?
Podejrzewam więc, że będziecie go mieli na karku często, za często. Będzie się panoszył, korzystał z Wasze/swojej łazienki, kuchni itd.
Uważam, że popełniacie błąd inwestując tam swoje pieniądze, szczególnie, że nie macie wolnego wyboru i zadnych gwarancji, że kiedyś to mieszkanie faktycznie będzie Wasze.
Zgadzam się z większością, że lepiej wziąć kredyt i kupić własne mieszkanie, niż zmarnować kolejne lata życia na użeranie się z teściem, a dodatkowo topić pieniądze w tak niepewnej inwestycji.
Dzisiaj przeżyliśmy kolejny niemiły dzień użerania się z teściem. Chyba zacznę pisać dziennik i będę mogła na starość wnukom pokazać
Nie wiem jak to dalej będzie, póki co teść jest tam panem i władcą, a my jego poddanymi. Praktycznie nie mamy od niego chwili oddechu, przesiaduje tam od rana do wieczora i "zarządza". Generalnie wszystko co robimy jest źle, jedynie on ma rację. A że jest wrednym typem, to jego komunikacja z nami bazuje w zasadzie tylko na krzyku i pouczaniu. Znam już trochę tego człowieka i wiem jaki ma charakter, ale teraz to już przechodzi samego siebie. Już nawet nie chce mi się pisać jakie epitety od niego słyszymy, ale jest to po prostu totalny brak szacunku z jego strony. Gdybym mogła cofnąć czas, to na pewno pozostałabym z mężem na stancji i nie pakowała się w tą sytuację. Niestety, jak pisałam teraz nie mamy już wyboru. Jednak już postanowiliśmy, że pomieszkamy tam 2-3 miesiące i zobaczymy jak się sytuacja rozwinie. Jeśli będzie tak jak "josz" pisze, że teść będzie się panoszył i np. korzystał z łazienki, albo tam nocował, to absolutnie nie ma mowy, żebyśmy tam dłużej mieszkali. Jeśli chodzi o inwestowane pieniądze. Na razie można powiedzieć, że jest to symboliczna inwestycja, typu zakup farb do ścian, czy jakieś tańszych wykładzin podłogowych. Meble i większość wyposażenia mamy swoje, a generalny remont został wstrzymany jeszcze zanim się zaczął. Dopóki nie dowiemy się jaki jest stan prawny tego mieszkania, to żadnych większych pieniędzy na pewno w to nie wpakujemy. Zresztą wątpię żebyśmy tam na dłużej pozostali.
Jednak już postanowiliśmy, że pomieszkamy tam 2-3 miesiące i zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.
Bedzie tylko gorzej, nie trzeba mieszkac 2-3 miesiace, zeby to wiedziec. Szykujcie duze dawki nerwosolu i melisy ;].
Fionka89 skoro wypowiedzieliście umowę najmu mieszkania, nie macie wyjścia, musicie zamieszkać w mieszkaniu które zaoferował Wam teść. Z tego co widzę, sytuacja już teraz nie wygląda dobrze. Niestety, tak jak piszesz, teść jest osobą konfliktową, roszczeniową i lubi ustawiać wszystko po swojemu, a każdy sprzeciw traktuje jako atak na swoją osobę. Zmienić się na pewno nie zmieni, prawdopodobnie będzie u Was częstym gościem, a może nawet upierdliwym lokatorem. Sama mieszkam z mężem i teściową (w jednym domu ale na osobnych kondygnacjach) i też jest nieciekawie. Po ślubie dom w którym mieszkamy miał zostać przepisany na nas, tak więc wpakowaliśmy się w generalny remont piętra i niestety okazało się że popełniliśmy błąd, bo zaufaliśmy teściowej i uwierzyliśmy w jej obietnicę, a zrobiła z gęby przysłowiową dupę. Tak więc mieszkamy tam, pomagamy jej, robimy koło domu wszystko, inwestujemy w drobne naprawy i utrzymanie, a tak na prawdę nie jest to nasze i można powiedzieć że wynajmujemy piętro od teściowej. Szukamy właśnie z mężem jakiegoś mieszkania do wynajęcia, bo tak dalej nie da się żyć. Wieczne niezadowolenie, pretensje, wtrącanie się w nasze życie i sprawy. Lepiej coś wynajmować i płacić czynsz, ale przynajmniej mieć święty spokój.
Pomieszkajcie z mężem miesiąc, zobaczcie jak sytuacja się rozwinie i postarajcie się wyjaśnić kwestie prawne dotyczące tego mieszkania. Jeśli Wam nie będzie odpowiadać, a teść będzie się nadal wcinał w Wasze życie, zacznijcie szukać stancji.
a zrobiła z gęby przysłowiową dupę.
jak przysłowiową, to chyba cholewę, a nie dupę ![]()
26 2017-07-20 12:03:41 Ostatnio edytowany przez cherry_dance (2017-07-20 12:05:58)
cherry_dance napisał/a:a zrobiła z gęby przysłowiową dupę.
jak przysłowiową, to chyba cholewę, a nie dupę
można zrobić i cholewę, i dupę ![]()
dla mnie wyrocznią jest PWN ![]()
jak zwał tak zwał, w moich stronach jakoś się utarło powiedzenie, że robi się z gęby dupę
każdy wie o co chodzi ![]()
dla mnie wyrocznią jest PWN
i tak dzieciaki nie sprawdzą co to jest ta cholewa ![]()
a w kwestii przysłowia to moja mama zawsze mówiła, że nie robi się z gęby du**
ażeby nie było tak off-topicowo, to w temacie kto rządzi w domu autorki
To może ta przygoda z teściem nauczy was dorosłości i samodzielności.
6 lat to jest bardzo długi czas żeby coś oszczędzić na własne mieszkanie. No bo ile mielibyście oszczędzać? 100 lat?
Ale oczywiście wszystko zależy od tego jak pracowitymi ludźmi jesteście.
Nie chce mi się po raz setny wypisywać tego samego ale ciężką sytuację do oszczędzania to ma na przykład samotna matka z niepełnosprawnym dzieckiem a nie parka bez dzieci.
Młodzi i zdrowi ludzie bez większych zobowiązań. Jak są inteligentni to sobie poradzą i zarobią na swoje własne - nie muszę czekać 6 lat aż ktoś mi coś da.
Ale ja w ogóle nie rozumiem mentalności ludzi którzy sądzą że coś im się należy i że coś dostaną za darmo.
Piszesz jakby to było oczywiste że skoro teść ma syna to ma mu dać to mieszkanie. A teść nie ma ani moralnego ani prawnego obowiązku.
masz jakiś problem żeby podejść do spółdzielni i zapytać jaki jest status tego mieszkania ?przecież to kwestia godziny,dwóch,Każda spółdzielna ma swój status,dowiesz się jak wygląda kwestia ,,dzidziczenia",przepisania na was teraz.
Jeżeli taka możliwość istnieje,a mieszkanie jest prawnie teścia to wtedy rozmowa z nim o prawnym wywiązaniu się z obietnicy.
Jeżeli jest wasze ,to również na papierze powinno być.Jeżeli je,,wynajmujecie od teścia"to z natychmiastowym meldunkiem ,spisaniem umowy i....wymianą zamków.
A moze to mieszkanie komunalne, a takich zdaje sie nie mozna podnajmowac i tesc musi sie tam pokazywac? Moja przyjaciolka przegrala niedawno sprawe o takie wlasnie mieszkanie.
Tesc was zalatwil na szaro, wspolczuje.
Skoro tak juz sie stalo jak u was, to ja bym takze zrobila minimalny remont i pomieszkalabym tam na probe.
Wtracanie sie tescia do remontu mozna przebolec, ale tego, ze mialby do was potem przychodzic, to juz na pewno nie.
Przez ten probny czas trzeba by sie juz bylo rozgladac na wszelki wypadek za nowym lokum. I porozmawiac z tesciem, bo on takze ma w tym interes, abyscie tam mieszkali.
Dłuższy czas tu nie zaglądałam. U nas sytuacja niestety nie uległa poprawie, wręcz przeciwnie, przez ostatni czas sporo się negatywnych rzeczy wydarzyło. Przede wszystkim mój mąż z tych wszystkich nerwów nie wytrzymał i trafił do szpitala z podejrzeniem zawału serca. Na szczęście w badaniach wyszło, że to tylko wyczerpanie nerwowe. Teść oczywiście swojego podejścia nie zmienił. Można powiedzieć, że jesteśmy lokatorami w jego mieszkaniu. Pojawia się tu regularnie, co 2 dni. Na szczęście nas uprzedza, że będzie. A przychodzi, bo niby załatwia w okolicy swoje sprawy (lekarz, urzędy itp.). No i gdy już "wpadnie" to siedzi parę godzin, krząta się po mieszkaniu, normalnie korzysta z kuchni i łazienki. Jedynie do "naszych" pokoi nie zagląda. Ja jestem w takiej nieciekawej sytuacji, bo pracuję zdalnie, w domu i gdy on tu przychodzi, to po prostu nie jestem w stanie się skupić na pracy. Zaczynamy z mężem podejrzewać, że rzeczywiście z tym mieszkaniem może byc tak, że on nas tutaj nielegalnie wprowadził i musi się pokazywać sąsiadom, stwarzając pozory, że tu mieszka. Naprawdę nieźle się wkopaliśmy i pewnie pomieszkamy tutaj jedynie do końca sierpnia. Bo już straciłam nadzieję, że podejście teścia do nas się zmieni.
i na co czekasz z wyprowadzką az mąż dostanie zawału?
35 2017-08-07 20:10:28 Ostatnio edytowany przez Koczek (2017-08-07 22:00:28)
Nie dogadaliście się z teściem o co dokładnie chodzi z tym mieszkaniem. Naiwnie założyliście, że mieszkanie będzie w całości wasze. A tymczasem teść miał na myśli udostępnienie wam dwóch pokoi i pomieszkiwanie samemu w trzecim.
Hm, o ile taki teść by się zanadto nie wtrącał, nie zagadywał, gdy pracuję itp, to ja osobiście bym się cieszyła z takiego układu. Przecież można pomieszkać rok, czy dwa, odłożyć troszkę pieniędzy, które poszłyby inaczej na wynajem, a potem sobie poszukać coś innego. Chyba, że teść jest bardzo upierdliwy, wtrąca się, przeszkadza (np. puka co chwila do pokoju, w którym bym pracowała, lub hałasuje głośno radiem, czy cos w tym stylu), to wolałabym wyprowadzić się i wynająć mieszkanie, w którym są odpowiednie warunki do pracy i wypoczynku.
Mimo wszystko, uważam, że jednak teść robi wam przysługę. Nie aż taką, jak się spodziewaliście, ale ja osobiście bym doceniła coś takiego. Jeśli teść jest co 2 dni na parę godzin, to nie jest jakaś tragedia wg mnie, o ile tylko nie wtrąca się za bardzo, nie jest upierdliwy, zajmuje się w tym czasie sam sobą, a nie oczekuje, że mam go zabawiać... W takim wypadku, po prostu skup się na pracy, nie myśl o teściu siedzącym w kuchni itp. W końcu ludzie w pracy też muszą znosić różnych typów, niekoniecznie fajnych
Nie są to idealne warunki, zdaję sobie sprawę, że jak się pracuje zdalnie, to fajnie jest mieć pełny spokój i skupienie na pracy, co w domowych warunkach bywa trudne, jak ktoś się krząta w pobliżu i rozprasza. Mimo wszystko, macie dużo taniej, niż wynająć mieszkanie. I do pewnych niedogodności można się też przyzwyczaić.
No ale Twój wybór. Ja tylko opisałam, co ja sama, z moimi doświadczeniami życiowymi, moim charakterem i sposobem życia, bym w takiej sytuacji uważała. Jeśli nie doceniasz gestu teścia, dwa pokoje to za mało i teść łażący co 2 dni bardzo przeszkadza - prosta decyzja jest, po prostu wyprowadzić się.
edit
Acha, a mieszkania bym nie radziła za wiele remontować, bo pewnie tam na długo nie zostaniecie tak czy siak... Nie jest to wasze, to po co remontować? Odmalujcie tylko ściany, bo to dużo nie kosztuje, jakieś drobne ewentualnie poprawki, typu własne zasłonki, czy jakis dywanik do łazienki - i na tym koniec. Nie ma co kasy ładować w nie swoje mieszkanie.
Koczek, masz oczywiście sporo racji w tym co piszesz. Mamy teraz rzeczywiście taniej niż na stancji, zdaję sobie sprawę, że mieszkanie tutaj to okazja do przyoszczędzenia trochę grosza. Największym problemem jest jednak charakter teścia. On nie jest upierdliwy na zasadzie, że przeszkadza mi w pracy itp. Denerwuje mnie jednak jego czepianie się o byle pierdołę i niepozwalanie nam na urządzenie choćby "naszych" pokoi tak jak chcemy. Chodzi często o błahe sprawy, typu wbicie gwoździa pod obrazek czy przestawienie mebla w drugi kąt pokoju. Nie mamy kompletnie swobody w takich kwestiach, do czego zupełnie nie jesteśmy przyzwyczajeni. No ale jeśli o mnie chodzi, to jestem w stanie to jakoś przeboleć, zagryźć zęby i pomieszkać tutaj dłużej. Gorzej z moim mężem, który jest z ojcem aktualnie na ścieżce wojennej, zresztą ostatnio w ogóle ze sobą nie rozmawiają i unikają się nawzajem. Mój mąż jest tak zły po ostatnich wydarzeniach, że już praktycznie postanowił, że za miesiąc się stąd wyprowadzamy, a ojca nie chce widzieć na oczy. Naprawdę nie wiem jakbym mogła wpłynąć na jego decyzję.