Moje życie wygląda tak - jestem w ciąży z II dzieckiem i drugim mężem. Do drugiego męża wprowadzilam się do domu, gdzie wiedziałam, że mieszka z matką. Mąż wydawało się był bardzo dobrym człowiekiem, planowaliśmy, że po ślubie weźmiemy kredyt, kupimy mieszkanie dla jego matki, wyprowadzi się, a my tu zostaniemy sami.
Niestety, po ślubie zaczęło mi przeszkadzać życie tutaj. Mąż okazał się innym człowiekiem - jest oschły, nie okazuje uczuć, nie czuję od niego miłości, po prostu nie jest tak jak to sobie wyobrażałam. Jednocześnie życie z jego matką robi się nie do zniesienia - jestem w ciąży, a codziennie denerwuję się tak, że dochodzi u mnie prawie do omdleń. Jego matka wtrąca się we wszystko - przeszukuje kosz na bieliznę, pierze moje osobiste rzeczy, bez pytania wchodzi do mojego pokoju, jest obrzydliwa, np. obcina pazury u stóp w kuchni
pRÓBUJE wychowywać za mnie moje własne dziecko z I małżeństwa - słowem kosztuje mnie dużo nerwów. Nie jest przy tym złym człowiekiem, po prostu to prawda, że dwie kobiety pod jednym dachem to poroniony pomysł.
No i teraz dochodzi kwestia tego kupna. Ja mam swoje pieniądze, dość duże, po pierwszym rozwodzie. Obecny mąż nalega że on przepisze na mnie pół swego domu, a ja za to kupię kawalerkę dla jego matki, ale tylko na jego nazwisko (ona sama będzie opłacać wszystko). Niby sprawiedliwie, bo kawalerka kosztuje ok. 100 tys, a połowa domu coś też w tych okolicach.
I tu się zaczyna - dom wymaga dużych nakładów, aby było tak jak ja chcę - właściwie remont od podstaw. Mąż pracuje, ale zarabia malutko - ja dwa razy tyle. To za moje pieniądze tak naprawdę mamy różne zachcianki i za moje pieniądze robilibysmy ten remont.
Jednocześnie mąż zgadza się abym resztę swoich pineiędzy które miałam przed ślubem z nim odkładała sobie na swoje własne konto.
O co mi chodzi - boję się wkopać w to wszystko - w razie czego ja zostaję z pieniędzmi utopionymi w ten dom, ktory nie wiadomo ile ostatecznie byłby wart, i jeszcze żebym była pewna miłości męża - nawet bym się nie zastanawiała i nie liczyła. Ale on jest dzwinym człowiekiem - przeklina, mam wrażenie, że nie do końca go pociągam jako kobieta, nie chce odbyć ze mną porodu, bo obawia się, że stracę w jego oczach po tym atrakcyjność - mało mnie przytula. Jest generalnie takim typem macho.
Z drugiej strony ja też jestem trudną osobą do pożycia, więc chciałabym dać nam szansę i zobaczyć jak będziemy żyli razem tylko. Każdy dzień z teściową kosztuje mnie coraz więcej zdrowia, nie mam ochoty na jedzenie bo kuchnia jest wspólna, brzydzę się ![]()
Proszę powiedzcie jak to z boku wygląda, bo ja nie widzę wyjścia z tej sytuacji...