OK,
czytam odpowiedzi i myślę co Wam odpisać.
Zdradził. Nie planował, tak wyszło. Ja zakładam, że gdyby było między nami wszystko ok to by tak nie wyszło.
Próbowaliśmy rozmawiać. Łatwo nie jest bo mąż to typ zamkniętego w sobie i o uczuciach mówi mało.
Ja ze swojej strony staram się reagować natychmiast jak coś mi nie pasuje i komunikuję to. No prawda jest taka że widać te moje komunikaty do końca nie płynęły w należytą stronę, mąż miał jakieś różne pretensje o których mi nie mówił no i tak przez lata się to nagromadziło.
Stało się. Zdradził. Rozmawialiśmy. I wtedy właśnie po raz pierwszy wyrzucił z siebie takie żale. Był lekko pijany więc język mu się widać rozwiązał. Oczywiście powiedział, że nic go nie tłumaczy, że wie, że zrobił źle i nie śmie prosić mnie o wybaczenie. Na moje pytanie: dlaczego - odpowiedział: bo to już od dłuższego czasu, zbierało się ziarnko do ziarnka, że byłam taka a nie taka, że on uważa że ja nigdy nie odczuwałam przyjemności z seksu z nim, że patrzyłam na spermę z obrzydzeniem itd. Zrobiłam wielkie oczy bo na prawdę nic nigdy nie wskazywało na to, że on był nie zadowolony. Możecie pisać sobie co chcecie, ale nie uwierzę, że przez ponad 10 lat kocham się z kimś i nie mam świadomości że jest mu dobrze. Czasem boli głowa, czasem czasu mało, coś tam ale do jasnej cholery kobieta nie maszynka, on też nie raz ochoty nie miał. Nie ważne już. Stało się.
Wyrzuciłam go z domu po tym wyznaniu. Wyprowadził się, zabrał rzeczy. Zostawił mnie z dwójką dzieci.
Już myślałam, że nie wróci, że to koniec i wcale nie byłam jakaś bardzo rozstrojona. Było mi oczywiście bardzo przykro, ale stwierdziłam że oszukiwać się nie dam.
A on wrócił, przepraszał, że mnie kocha i dzieci kocha. Przy mnie zakończył znajomość oraz zgodził się iść do psychologa.
Ja też zawsze mówiłam że jak mąż mnie zdradzi to go pogonię, że nie wybaczę, że tak się nie robi, bo on też ideał nie jest a jednak jesteśmy razem i mi myśl o zdradzie do głowy nigdy nie przyszła.
A jednak na prawdę inaczej jest znaleźć się samemu w takiej sytuacji. Dałabym sobie radę sama. Szkoda by mi było dzieci bardzo ale cóż, pewnie by się przyzwyczaiły. Ale szkoda mi też tak tego przekreślić. Postanowiłam dać szansę i daję. Z pełną świadomością. Może nie powinnam, ale cóż taki mam charakter i taka jestem. Nie chcę już o tym myśleć co on z nią robił bo to nie ma sensu. Jednak gdy przyjdzie się zbliżyc może być ciężko, ale cóż. Pewnie nie od razu dostanie wszystko czego by chciał.
Ktoś polecił porozmawiać. Ale o czym. O co mam go spytać. Co ona takiego miała a ja nie ? Co ci robiła w łóżku ? Przecież on mi takich rzeczy nie powie. A o tym jakie mam oczekiwania on wie, a przecież ja nie będę go ciągle pytać co mam robić żeby był zadowolony.
Ale może jakieś inne pomysły ?