Nasza emigracja- historie z życia wzięte... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » EMIGRACJA I ŻYCIE ZA GRANICĄ » Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Postanowiłam założyć taki osobny temat, aby być może pomóc innym ludziom którzy zostali w Polsce podjąć decyzję: czy warto wyjeżdżać, a także tym na emigracji- czy zostać czy wracać i z wielu innych powodów.
Chodzi ogólnie o napisanie: powodów emigracji, jak ona wygląda, czy było warto, czy zamierzamy wracać, czy tak to sobie wyobrażaliśmy, jakie mamy wątpliwości...
Czyli ogólnie wszystkiego co dotyczy naszej emigracji do innego państwa.

Zacznę od siebie.
Znałam mojego R od ok pół roku kiedy zdecydowaliśmy się wyjechać z Polski. Decyzja zapadła jeszcze pewniej, gdy okazało się, że muszę mieć poprawkę z jednego egzaminu na prawie (które wówczas studiowałam)- a raczej było to tylko wymówką, żeby nic sobie później nie wyrzucać... Nieważne...
Myśleliśmy, że posiedzimy tutaj 2-3 lata, zarobimy na swoje mieszkanko, na jakiś mały biznes i wrócimy do Polski aby żyć długo i szczęśliwie.
Tymczasem jesteśmy tutaj już 3,5 roku a oszczędności jak nie było, tak nie ma hmm Nie mamy nic, nie mamy po co wracać. Londyn okazał się drogim i nieprzyjaznym miastem. Tutaj nauczyliśmy się życia. Nauczyliśmy się, że nie można nikomu ufać, że każdy myśli tylko o sobie i idzie po trupach do celu. Nie mamy żadnych przyjaciół. Wielu ludzi przetoczyło się przez nasze życie tutaj i za każdym razem było tylko gorzej... Nie będę tego wszystkiego opisywać. Nie chcę nawet znów o tym myśleć. Mogę tylko napisać, że zwątpiłam w ludzi bardzo, przekonałam się również że NIKOMU nie mozna ufać, ani nikomu pomagać...
O dziwo- nadal jesteśmy razem. Nikomu nie udało się nas skłócić mimo tak wielu licznych prób... Teraz silniejsi o doświadczenia, mądrzejsi, zakochani w sobie bardziej. Bo siebie jesteśmy pewni...
Z pracą zawsze było ciężko. Z dobrą pracą. Jeśli naprawdę chciałeś/łaś odłożyć- trzeba było harować za minimalną stawkę za którą nikt nie chciał pracować (mam na myśli rodowitych anglików, czy nawet afro-amerykanów). Mi się udało. Niechcący. Dostałam lepszą pracę (nie najwspanialszą, o nie)- ale za przyzwoite pieniądze. Po ponad 2óch latach pobytu tutaj- tylko dzięki pomocy pewnego anglika.
Mój chłopak nadal pracuje za minimum... Ale ma już 3 lata doświadczenia, więc szuka lepszej stawki. Jest ciężko- ale jesteśmy dobrej myśli...
Chcemy wracać- ale nie mamy z czym. Bo mieliśmy dość mieszkania w 1 pokoiku z gronem fałszywych ludzi pod jednym dachem. Mieszkamy sami- to cena za spokój- droga cena (bo mieszkanie pochłania większość naszych zarobków.) Chcemy się wyprowadzić, znaleźć kogoś normalnego (w miarę) kto z nami zamieszka. Ale boimy się, po poprzednich przeżyciach...

Tak bardzo chciałabym wrócić do Polski, ale w tej chwili jest to niemożliwe. Ze względów finansowych. Żałuję, że kiedykolwiek wyjeżdżałam. Ale postanowione- jeśli za jakiś czas nic się nie zmieni- chcę wracać choćby nie wiem co. Bo to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Żyję, pracuję- ale aby się utrzymać. Nic nie oszczędzam... Bo to nie jest takie proste. Jedyne co mam to tęsknota za domem i wielki żal, że nie ułożyłam sobie dotąd życia normalnie.

Ogólnie emigracja nie spełniła naszych oczekiwań (moich i R). Chciałam napisać jeszcze dużo więcej, ale nie dam dziś rady. I tak sporo tego wyszło. Może kiedyś napiszę więcej szczegółów.

Ale może komuś się udało? Może ktoś ma inaczej? A może podobnie? Opowiadajcie, chętnie podzielę się doświadczeniami z innymi ludźmi na emigracji...

'Każdą sekundę mojego życia nazywam Twoim imieniem, bez Ciebie moja dziecino świat dla mnie nie istnieje.'
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Ja się zdecydowałam na wyjazd w sylwestra i zaczęłam układać plan szukac pracy za granicą .Jedyne co znalazłam to na sezonówke na zbiory umówiłam się na spotkanie kwalifikacyjne i pomyślnie zaczęłam się pakować każdy mi odradzał sama tak daleko prawie że w ciemno no ale ryzyk fizyk
Zwarta i gotowa wsiadłam do autokaru na podbój Anglii -pierwsze jakieś złe myśli mnie naszły po przekroczeniu granicy niemieckiej zapomniałam ustawić w 1 tel roaming 2 gubił zasięg kierowca dziwnie na mnie patrzył może dlatego że jechałam sama hyy nie ważne nie o to chodzi ...Po przyjedzie okazało się że za bardzo nie zarobie mało pracy itd . za to poznałam tam wspaniałych ludzi z 4 już znajomych zaczęliśmy szukać innej pracy i udało się Nasza 5 osobowa drużyna została zatrudniona Dalej trzymamy się razem bo razem jest razniej pracujemy na różnych stanowiskach każdy z nas ma inny świat ale możemy na sobie polegać karzdy w innym wieku inne spojrzenie na świat marzenia plany ..... Jedno wiem jak bym nie zaryzykowała to bym siedziała w domu i się zastanawiała jak to jest co straciłam Jadąc tutaj myślałam nawet że jeżeli się nie uda to przynajmniej nie będę myśleć jakby to było itd Z jednym się zgadze jest zazdrość zawiść jeden drugiemu kłody pod nogi tego właśnie nie rozumiem dlaczego polak polaka w łyżce wody ....trzeba uważać co się do kogo mówi ... mieszkam w domu 10 os ale na szczęście z 4 moich znajomych <poznanych już tutaj> wczoraj wyjechał jeden z nas spełnił swoje marzenia może nie do końca ale na pewno nie żałuje reszta czyli nasza już teraz 4 zostaje i zobaczymy co będzie dalej ....


Nie żałuje ze postawiłam wszystko na jedną kartę i że tu jestem nawet jak jutro będę bez pracy czy bez dachu nad głową jest to przygoda mojego życia Poznałam wspaniałych ludzi <mało jest tu takich ale zawsze>  zdobyłam nowe doświadczenia i miałam niezłą lekcje przetrwania <nie zawsze było dobrze>

LEPIEJ ŻAŁOWAĆ ŻE SIĘ ZARYZYKOWAŁO NIż ŻAŁOWAĆ ŻE SIĘ NIE ZARYZYKOWAŁO i myśleć co by było gdybym zaryzykował.......

3

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Być może masz rację. Ale po tylu latach ciężko jest mi na to spojrzeć optymistycznie. Cieszę się jednak, że Tobie się układa i życzę powodzenia smile

'Każdą sekundę mojego życia nazywam Twoim imieniem, bez Ciebie moja dziecino świat dla mnie nie istnieje.'

4

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

czy się układa hy odkąd wyjechał mój przyjaciel <bo poznaliśmy się na tyle że mogę tak powiedzieć> czuje się troszeczkę zagubiona ale więcej wiary i warto nieraz spróbować czegoś innego nawet zmienić miejsce zamieszkania i prace ..... i przede wszystkim olać innych i to co myślą bo Polacy są jacy są i nie zmienimy ich niestety...

5 Ostatnio edytowany przez Pirat (2009-10-11 13:28:24)

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

impresjo

Ja wyjechałem z Polski dlatego że tam wszystko straciłem. Na własnej d.... przekonałem się jak to jest.  Pracujesz, osiągasz coś po czym okradają ciebie z wszystkiego złodzieje. Urzędy z urzędnikami, skarbówka potem dokładają swoje. Byłeś uczciwy to tym bardziej jesteś tępiony.  To pozostałość po komunie. Okropne i rzygać mi się chce gdy pomyślę że miałbym zaczynać od nowa w nadwiślańskim kraju.
Kraj pełen ludzi z psychą jak niedorobieni nauczyciele w szkołach z którymi się nie dyskutuje.  Jest się ocenianym następująco>  dostajesz pałę bo STAĆ CIE NA WIĘCEJ. A Jasio burak i leń śmierdzący ma 5 za bzdurę bo dla niego to jest kosmos.
  To później jest tak dalej. Wszędzie spotyka się ludzi którzy sami z siebie niczego nie dają a jedyną ich cechą jest wzbudzanie poczucia winy u innych. Bo im się coś od Ciebie należy.
Nigdy więcej. 
Angole jak wiesz sama są jacy są. Jednak najczęściej mają w zadumie co gotujesz i z kim śpisz, prawda?  Ta ich asertywność jako cecha bardzo mi odpowiada. I to że nie muszę pracować za kogoś innego.  Wywalczysz swoje to masz. I masz poparcie szefa. Jesteś kimś kogo szanują. A jak leniowi nie pasi to niech spada. Są agencje i jutro może być ktoś inny.
Napisałem nawet taki mini poradnik o naszych rodakach:


1) Gdy jesteś już w UK to nie dzwoń do znajomego polaka żeby przyjechał po ciebie na lotnisko. Kup bilet autobusowy, kolejowy lub poproś przypadkowego angola żeby ciebie podwiózł.
2) Jeżeli juz masz pracę przez agencję to nie gadaj z polakami z którymi pracujesz
3) Nie wychodź zapalić z polakami, dołącz do angoli
4) Nie rozmawiaj o szlifowaniu, polerowaniu bądź glancowaniu czegoś z anglikami w przypadku gdy w pobliżu są polacy.
Będziesz musiał użyć słowa>polish.. A to bedzie źle odebrane przez rodaków
5) W sytuacji gdy jest w pobliżu polak a idzie koleżanka angielka w sukience to nie wyskocz z komplementami na ten temat.
Będziesz musiał użyć słowa >dress.. A to będzie źle odebrane przez rodaków
6) Nie rozmawiaj z żadną polką z pracy. Nigdy nie możesz byc pewien z jakim dresem ona kręci
7) Nigdy nie dokonuj jakiejkolwiek transakcji z polakiem. NP. nie opylaj mu samochodu. Pomimo tego że kupujacy przyjedzie z 10-ma dresami mechanikami, pokażesz każdą usterke o jakiej wiesz i opylisz samochód za małe pieniądze na drugi dzień i tak będziesz miał telefon>> Ty k..... co se myślisz... Masz mi ch.... jeden k.... twa forsę oddać bo cię za......e ty k..... za.....
8) Nie nawiązuj kontaktu z rodakami których często widzisz na ulicy
9) W knajpie siadaj w kwartale gdzie siedzą angole. I żeby nie było w tym miejscu ścieżki którą chodzą rodacy. Bo prędzej czy później uderzysz niechcący twarzą w piąchę biednego dresa który szedł po browara
10) Możesz postąpić całkiem odwrotnie niz w punkcie >9 Jeżeli twoje możliwości są nieznane dla rodaków
11) Nie bij po głowie dresa. Jest to najmniej istotna część jego ciała. Skup się na organach ogólnie znanych z wrażliwości
12) Zapomnij o jakimkolwiek honorze sportowym. Nie będzie ci potrzebny. Jeżeli zadziałasz jak cham będziesz potem miał spokój
13) Nigdy nie dawaj nikomu swojego telefonu. Stanie się ogólnie dostępny i będzie dzwonić 10 razy w ciągu nocy
14) Nigdy nikomu nie tłumacz papierów związanych z benefitami ect.. Będziesz oblężony jak adwokat wzięty a z chaty coś ci wezmą przy okazji i ew. odmowa przyznania czegoś będzie twoją winą
15) Przywyknij do bezinteresownego spuszczania powietrza w kołach samochodu, rys robionych gwoździem i kopania w szprychy od roweru który spuścisz na chwilę z oka. Chyba że z pozytywnym wynikiem przerobiłeś pkt. 11

Pewnie to powiększę o dalsze punkty smile
Oczywiście są WYJĄTKI. Tylko trudno je znaleźć bo jadą na tym samym wózku co ty.
W tym kraju jest niesamowicie duży odsetek debili pośród naszych rodaków. Wiesz o tym doskonale. Jest też masa takich którzy pouciekali przed wyrokami w Polsce. Z daleka od tego wszystkiego. Mnie moja życzliwość sporo kosztowała i teraz nabrałem sporej odporności na niedolę  ziomali którzy nie mają dobrego słowa o anglikach, ich kraju itp. A nigdzie nie byli i niczego nie widzieli tylko pier... przez pryzmat swojej tępoty.
   
Rozumiem jak to jest, któryś rok zlatuje a masz co masz. Zarobiłaś jednak jedno. Wiesz że na tym Swoim smile możesz polegać. To najważniejsze co w życiu można mieć.  Ja na twoim miejscu zamiast myśleć o powrocie to pomyślałbym o prowincji że tak powiem.  Wyrwać się z tego Londynu bo oni sami tam mówią że nienawidzi się go przez pierwsze 20 lat a potem to już kocha. 
Wyjedź gdzieś do somersetu smile  cornwalii albo devon. Poszukaj małej mieściny z przyjemnymi aborygenami. Pójdziesz do pracy w małej przyzwoitej firmie gdzie rękawów sobie nie wyrwiesz firmie i w której dostaniesz dobry kontrakt. Wszystko zobaczysz w innych kolorach. A jak cie najdzie handra wypicia piwa w Gdańsku czy Krakowie to zwyczajnie wsiądziesz w samolot i na weekend sfruniesz sobie i odlecisz. Potem z uśmiechem ponownie przylecisz.
smile

Edit:
Na prowincji to chociaż na chacie zaoszczędzisz. Wiem ile kosztuje byle nora o której trudno uwierzyć że ona w Londynie jest.  Mieszkanie z kimś nieupierdliwym kto wie że kibel trzeba sprzątać na prowincji będzie cie kosztować ok 250 na miesiąc. Już choćby na tym zaoszczędzisz sporo.  No i przyjemność pojechania choćby na kilka minut gdzieś w fajne miejsce. Tam u Ciebie to 3 godziny zanim do circular dojechać pewnie. Masakra.  Londyn wcale a wcale mi się nie podoba.  Zaraz spadam gdzieś na godzinę czy dwie podychać trochę.

Gdy człowiek będzie miał wszystko
Bogowie będą musieli umierać...

6

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Ja mieszkam od 3 lat w usa. Co prawda mieszkam w niewielkim miescie na florydzie i nie ma tu za duzo polakow. kocham to miejsce i trktuje je jak drugi dom, mimo, ze tez czasmi mysle o powrocie do domu. Mieszkam z 3 kolezankami, znamy sie juz ponad 5 lat wiec w jakis sposob zastepujemy sobie rodzine. najwiecej zastrzezen mam wlasnie do pracy. na razie mam brak na jakakolwiek dobra prace, nie wspomne juz tez o kryzysie, ktory jest juz tutaj widoczny (bankructwo firm, a wiec coraz wiecej bezrobotnych). Jedno, co chyba jest nieco lepsze od anglii, to fakt, ze mozna tu zaoszczedzic. nie sa to kokosy, ale nie jest tak, ze musze zaplacic za mieszkanie polowa mojej pensji. amerykanie tez sa chyba troche inni niz anglicy. tez wkurzaja czasami, ale tak to juz jest, gdy jestes w innym kraju i innej kulturze. w jakis sposob musisz sie do tego dostosowac, bo zginiesz smile mam kilku znajomych, ktorzy byli tu kilka lat i zdecydowali sie na powrot do kraju... chyba zaden z nich nie jest do konca zadowolony z tej decyzji, dlatego i ja tez sie z nia wstrzymuje. zreszta teraz poznalam chlopaka, wiec to chyba idealny powod, aby zostac i cieszyc sie tym, co sie ma smile

7

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Moja historia ....

Nie narzekalam mieszkajac w Polsce. Mialam kochana rodzine, wspanialych rodzicow, dobra prace, dziecko.
Ot normalne codzinne , bez wzlotow i upadkow zycie.
To wszystko zawalilo sie praktycznie w bardzo krotkim okresie czasu. Stracilam wszystko i nie poradzilam sobie ze stresem i depresja.
Wyjazd za granice byl ucieczka od tego co mnie spotkalo. Wyjezdzalam daleko , w nieznane, samotnie z dzieckiem, bez pieniedzy , bez oparcia i znajomosci. Nie myslalam co bedzie, w myslach kolatala mi jedna mysl - ucikac od tego co mnie spotkalo ! Uciec i zapomniec raz na zawsze !

Kraj do ktorego przyjechalam jest calkowicie inny, obcy mi ( Australia ) . Nie bardzo wiedzialam jak zaczac, gdzie isc , co i jak zalatwic.
Pierwsza bariera - jezyk, a co za tym idzie - brak mozliwosci znalezienia pracy. Brak rowniez tutejszego doswiadczenia zawodowego ( maja obsesje prawie na tym punkcie ).
Brak znajomych i przyjaciol - nie bylo z kim porozmwawiac i poradzic sie w jakiejkolwiek sprawie.

Nie wiedzialam co ze soba zrobic, wiec aby przeczekac jakos czas adaptacji i zrozumiec swiat wokol siebie - skorzystalam z okazji i zapisalam sie do szkoly .
Doszlam rowniez do wniosku  , ze trzeba jednak nawiazac kontakt z Polakami, trzeba kogos poznac, miec do kogo otworzyc usta.
Poznalam kilka osob, starszych od siebie, juz osiadlych w Australii od ponad 20 -30 lat.
Na poczatku bylo nawet dosyc dobrze, oni poznawali mnie, ja ich. Po kilku miesiacach zaczeli kierowac moim zyciem.
Starali sie wiedziec o mnie wszystko. Zaproponowali pomoc w znalezieniu pracy,  jezeli pokaze im wszystkie moje dyplomy z Polski, zeby wiedzieli jakie mam kwalifikacje.  Podobno mieli miec takie znajomosci.
Oczywiscie, ze pokazalam. Poogladali, poczytali i stwierdzili, ze jestem zbyt wyksztalcona na tutejsze warunki.
No i zaczelo sie to najgorsze - zaczeli naciskac, abym zostawila szkole, bo i tak nie mam tutaj przyszlosci.
Prali mi mozg, ze Polacy tylko sprzataja i sprzataja , ze tak wszyscy tutaj koncza.

Nie chcialam zostawic szkoly. Tam szlifowalam jezyk ( wprawdzie znalam go juz z Polski, ale " na zywo " uczylam sie go ponownie ), tam poznawalam tutejsza kulture.
Naciski byly coraz mocniejsze, wulgarne, agresywne, upokarzajace.
Atakowano mnie, ze chce byc kims innym niz oni, ze nie chce sprzatac tak jak oni, ze zyje z fanazjami, i ze nie jeden tak myslal jak ja i do nieczego nie doszedl.
Zdolowalam sie, stracilam wiare w siebie, szacunek do siebie, czulam sie nikim. Zaczelam myslec o pracy przy sprzataniu. Skoro nie ma tutaj przyszlosci, w koncu trzeba ja sobie jednak jakos ulozyc.   Poszlam sprzatac.

Znajomy Polak ( ma swoj budowlany biznes tutaj ) zaproponowal mi , ze bedzie mnie utrzymywal za swiadczony jemu seks ( jest zonaty ).  Stwierdzil, ze i tak nie mam szansy na nic wiecej tutaj, wiec jezeli nie chce zdychac z glodu, powinnam sie zgodzic na jego propozycje i okazac wdziecznosc.
Przerazilam sie ...... ucieklam , zerwalam kontakt.

Doslownie kilka dni pozniej, przez przypadek , poznalam Austrlijczyka ( robiac zakupy w sklepie ....hmmm ) . Zaczelismy rozmawiac, on pytal, a ja czulam , ze  moze nie powinnam, ale ze wreszcie moge cos powiedziec ( bylo mi tak zle ) .
Umowilismy sie na kawe. Na swoj sposob on "nakrzyczal na mnie ", skomentowal to wszystko "bzdurami , idiotyzmem", poprosil, abym zerwala znajomosc z tymi Polakami, bo oni mnie tylko doluja .
To dziwne, ale posluchalam, odcielam sie od Polakow.


Jak wyglada moje zycie teraz ?
Skonczylam jedna szkole, potem zrobilam tutejszy dyplom. Obecnie studiuje MBA.
Dostalam w mare dobra prace. 
Zaczelam swoje zycie w tym kraju od zera, nie majac nic.  Niedawno , zupelnie nieoczekiwanie, wykorzystalam sytuacje, jaka stworzyl rzad w zwiazku z zakupem nieruchomosci , i o dziwo, kupilam dom  . Mam swoj kat, chociaz wiem, ze bede go dlugo splacac.
Udalo mi sie zwiedzic kraj, odwiedzic NZ.
Nie mam jednak przyjaciol, mam znajomych.

Czy jestem szczesliwa ?
Nie wiem. Moje zycie jest ciagala walka. Zastanawiam sie jak dlugo jeszcze starczy mi sily.
Nie mam przyjaciol, z Polakami nadal nie utrzymuje kontaktow.
Brakuje mi rodziny i znajomych z Polski.
Chwytam wtedy za telefo i dzwonie, pragne wylac swoj smutek i tesknote za krajem. I wtedy slysze to samo w odpowiedzi - " masz czego chcialas, trzeba bylo nie wyjezdzac, sama zgotowalas sobie takie zycie i los ...."

Obiecuje sobie wtedy, ze juz faktycznie nigdy wiecej nie zadzwonie. Ale mija miesiac, dwa... tesknota jest silniejsza, pragne uslyszec ich glosy i  ...... chwytam za sluchawke i dzwonie.

Marze jednak o tym, aby ta tesknota uciekla i abym nie musiala wiecej " prosic sie " o chwile rozmwowy, o odrobine zyczliwosci czy zrozumienia ....

8

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Emily [
jestem pod wrażeniem Twojej histrorii.
Jesteś bardzo  bardzo mądrą i twarda dziewczyną .Brawo - nie dajesz sie przeciwnościom losu.Idziesz  dzielnie do przodu , nie oglądając sie za sie, sluchasz zdrowego rozsądku.
Tak trzymaj .
Co mdo Polaków to juz od dawna wiadomo ze na obczyznie zamiast wspoerać sie nawzajem to judza przeciwko sobie .
Niejdnokrotnie  donoszą na rodakó , chcąc przez to osiągnąc niecne cele w postaci poniżenia i  zdepatania godności .
Lepiej odstaw ich na boczne tory .
Sentymentry  narodowe na bok . Trudno nie sprawdzili sie .
          Pewnie te "zyczliwe" osoby  . nie doweirzały ze jestes wykszałcona , a jak sie przekonbali to dla nich istotnie  stałas siue osoba z g.ornej półki .
Penwi sami nie osiągneli w zyciu nic spoecjalnego i bali sie abys ich nie przegoniła w satusie  tamt.społrczeństwa .
Chceli zrobi.c z Ciebie tylko "robola'  strasząc przy tym abys sie ugięłą .
                      Dobrze ze skonczyłas tamt, szkołę uzyskawszy dyplom edzie Ci o wiel łatwiej .
Wierzysz w siebie  to bardzo ważne .
Ciesze sie ze poiznałas  australijczyka ,  obcy a okazał Ci serce i zrozumienie twojej sytuacjii .
Bąż baczna aby nie wykorzystał Cie aczkolwiek nie sądzę aby taka myśl mu przyświecała.
Jesteś dzielna i silna - dasz sobie rade .w zyciu.
         Wiem ze tęsknisz bardzo  za tym co pozostawiłas tutaj - czyli rodzine , bliskich , znajomych , język, kraj .
Uważaj bo nostalgia podstepem zabija osobowość  - nie daj sie .
                  Pisz , pisz .może  moje wyp[owiedzi będa w jakims stopniu pomocne Tobie ????
Serdecznie pozdrawiam - zyczę  dalszego  samozaparcia i wytrwalości dzielna Emily .

. Miej czas na uśmiech - to muzyka duszy

9

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Dziekuje niu7nia za mila odpowiedz i cieple slowa.
Faktycznie zakreciala mi sie lezka w oku.

Wiesz... ja juz sama nie wiem co czuje. Wiem, ze kilka lat temu runal caly moj swiat, moje zycie zmienilo sie diametralnie . Te wydarzenia z przeszlosci zawazyly na moich dalszych losach; juz nigdy nie bedzie tak jak bylo.


Wybierajac ( impulsywnie ) emigracje stalam sie "kims" zawieszonym pomiedzy jednym swiatem ( kraj - Polska , rodzina, znajomi, wspomnienia, tesknota ),  a drugim swiatem  ( nowy kraj, obca kultura, brak przyjaciol, zdobywanie wszystkiego od poczatku ).  Tutaj "jeszcze" nie przynaleze, tam ( kraj ) "juz" nie naleze.  Zawieszona w prozni.
Taka jest chyba cena mojej emigracji.
Czasami wlasnie warto zadac sobie pytanie, czy sobie poradzimy ? Czy znamy konsekwencje ?
Pamietam niektorych Polakow, zgorzchnialych, przygnebionych, ktorzy nigdy nie przyznaja sie, ze nie tak wyobrazali sobie swoje zycie na obczyznie. Problem alkoholowy nie jest tutaj wyjatkiem, zarowno dotyczy to kobiet jak i mezczyzn. Swoista apatia. 
Niektorzy zamkneli sie w soich czterech scianach , nie ufaja juz nikomu i z nikim nie chca utrzymywac kontaktow.
To bylo bardzo przygnebiajace wrazenie.

Wierze jednak, ze sa rowniez i tacy, ktorzy sa naprawde szczesliwi tutaj. Ot poprostu, jednym sie udaje , innym nie.



Czy jestem silana ? Sama nie wiem. To raczej sila rozpedu i  zagluszania poczucia kleski poprzez dobywanie kolejnych celow.
Bylam jednak bliska zalamania i wiem, ze gdybym w owym czasie nie poznala owego Australijczyka, z pewnoscia moj los bylby inny, dzieki tamtym Polakom, o ktorych pisalam. Ciagle utrzymuje kontakt z Australijczykiem, chociaz nasze kultury, spojrzenie na wiele spraw sa kompletnie rozne. 
On nie moze sie nadziwic dlaczego jestesmy tacy "dziwni, zawistni, zazdrosni i falszywi " jako Polacy;  ja z kolei - podziwiam jego optymistyczne podejscie do zycia, akceptacje wszystkiego co mu zycie przynosi, luzne spojrzenie na zycie.
Wiem, ze dzieki niemu nie poddalam sie i uwierzylam, ze moge  zdobyc tutejsze wyksztalcenie i dobra prace, ze nie musze "zalosnie" skonczyc.
To on mnie mobilizowal i nie pozwolil poddac sie.
Tak, masz racje - to nie Polacy byli mi podpora. I chyba raczej za nimi nie tesknie.

10

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Emily
I Ty  masz wątpliwości czy jestes silna kobietą ???
No nie żartuj .
Fakt że sobie radzisz z przeciwnościami losu, z barierami  i pokonujesz ro wszystko w dobrym stylu  upowaznia Cie do stwierdzenia dam rade bo jestem silna i kon sekwentna .
Niejwdna  by się załamała , na drogę zboczyła mając dla siebie usparawiedliwienie  ze  nagle oderwana od swojego znalażła sie w innym  swiecie ,
Ty nie poddałas się , malo tego masz bardzo oczywisty osąd co do siebie i otoczenia .
To wazne aby zachowac  dystans do otaczającego świata .
"czlowiek czlowiekowi wilkiem" - smutne to okreslenie jakz e często  a szczególnie poza granicami kraju staje sie  zlym kanonem postepowania .
Ma racje twoj znajomy Kangurek  hiiii czyli austarlijczyk  ze nie może nas zrozumiec , uwikłanych w intrygi , zlośliwości i podlości .
Ale niestety tak jesteśmy postrzegani zagranicą .
              Pozdraweiam Cię dzielna Emily - życze samych radosnych chwil. .

. Miej czas na uśmiech - to muzyka duszy

11

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

to moze ja niapisze swojom naturalnie w wielkim skrucie historie cie4kawa jestem waszej opini


zaczne prawie od samego poczatku jak jeszcze bylam w polsce zakochalam sie i pracowalam jak dziki wul w koncu otworzylismy z moim mwzem tak bardzo chciany nocny klub firme budowlanom urodzilo sie dziecko ukochany moj syn wszystko bardzo dobrze szlo do czasu kiedy moj maz zaczo cpac zajmowac sie dziwkami a mnie posadzac o zdraqde doszlo do tego ze ja zajkmowalam sie wszystkim qa on cpal i ruchal wszystko co popadnie bo go bylo stac a jak sie sprzeciwilam to co ??? laniwe doszlo do tego ze zmusilö mnie zebym klekala przed naszymi pracownikami na kolanach i go przepraszala ,,,,,, a ja co robilam to bo balam sie nastepnaych jego ruchow ze znowu mnie pobije ale mniejsza  z tym ucieklam od niego zostawiaqjac wszystko zaqbralam tylko swoje dziecko i samochod wyjechalam do mioch rodzicow u ktorych nie mioeszkalam bo nie chcialam ich obciazac wiec tulalam sie po znajomych kolegach kolezankach koledzy niestety chcieli cos w zamian wiec im dawalam bo co przyjechalasm bez kasy mimo takiej wielkiej kasy jakom m ialam niestety nic sobie nie odkladalam wierzylam mojuemu facetowi kochalam chcialam aby bylo dobrze wiec sie tulalam tu dwa tygodnie tu miesiac az w koncu moje dzieco zapytalo mamusiou kiedy bedziemy mieli wlasny domnek to balo straszne ale jakos to przezylam zmasakrowoalam samocho dostakam odszkodowanie potem go sprzedalam wiec  mialam pieniadze  jednak nadal nie mialam gdzie mieszkac ale to juz pomine bo tak jak napisalam napisze w wielkim skrocie ......majac te pieniadze otworzylam klub i szlo super do puki nie spotkalam kolejnego frajera ktoremu uwierzylam a poniewarz byl policjantem wiec musialam zamknac swojom dzialalnosc zamieszkalam z nim ale juz mialam swoje mieszkanie urodzilam mu dziecko no i co wyslal mnie do pracy za granicom zeby zarobic na siebie i mojego syna pojechalam co tutaj sie dzialo to strach pomyslec spalam na dwprze spalam w tureckich klubach a najczesciej nie mialam pracy bo nie chcialam dac dupy mowilam mu o tym ale on twierdzil ze to moja wina bo niechce mi sie3 pracow3ac




ale suma sumarom w koncu mialam dosc wiec zaczelam pracowac jako prostytutka nikt ktop tak nie pracowal nie ma pojecia co to znaczy smierdzacy faceci fffuuuuuuuuuuuuujjjjjjjjjjjjj nie chce do tego wracac tam poznalam faceta polaka ktory sie w e mnie zakochal obiecywal gory lodowe wlasnie lodowe ...... a wiekszosc pieniedzy odkladalam i oteorzylam w polse dobrze prosperujacom firme ale niestety po raz kolejny sie zakochalam wlasnie w tym facewcie ktorego poznalam i mu zaufalam w tam burdelu .........zoistawilam wszystko bo go kochalam bo mu uwierzylam a teraz co slysze ze jestem dziwkom ze nic mi sie nie nalezy ze co ze on za wszystko placi mimo ze jqa tez pracuje ze jestem nikim moje dzieci to bachory a on sie dla nas poswieca ....napisalam to w bardzo wielkim skrucie ale jesli znajduje sie chociazby jedna kobieta ktora chce wyjsc za maz za niemca to musi byc bardzo wyrachowana i bezwzgledna moj maz obecny wiedzial co robie wiedzial ze mam w polsce swoj interes i ze mam z tego dosc niezle pieniadzew jednak jak zaczelismy bac razem zabronil ha no s umie ni9e ale powiedzuial albo jestes ze mnom albo jezdzisz do polski i tam mnie zdradzasz wiec zrezygnowlam ze wszystkiego w polsce ineres moj poszedl na straty bo glupian zakochana chcialam mu udowodnic ze go kocham i tak zostalam z 2 dzieci bez niczego tylko on i ja i moje bachory tak jak on to mowi nawet dla niego pozbylam sie mieszkqania w polsce bylam kims a teraz jestem jeszcze wiekszom kurwom niz bylqam jak pracow3alam bo on mnie wyrzuca z mieszkania i moje dzieci regularnie co tydzien a ja co siedze i placze bo niby gdzie mam pojcs ???? to w bardzo wielkom skrucie pisze to  bo chce ostrzec wszystkie kobiety NIE WIERZCIE FACETOM jesli nie jestes samodzielna nie4 licz na jakoms kolwiek pomoc

12 Ostatnio edytowany przez Emily (2010-09-26 00:19:57)

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Witaj Laurola

Troche chaotycznie to opisalas, ale rozumiem, ze teraz jestes w Niemczech ?

Twoj los jest faktcznie ciezki .
Nie wiem, czy czytalas moja hostorie, ale ja rowniez przekonalam sie, ze niestety czlowiek musi liczyc tylko na siebie.
Nie jest to latwe, jest jeszcze w nas jakas iskra czlowieczenstwa, potrzeba bycia z kims, zaufania, bliskosci.....
Szkoda tylko, ze swiat jest coraz bardziej "zimny " i tacy ludzie jak my , dosyc ciezko to odczuwamy i przezywamy rozczarowania i porazki.

Co do Twojej puenty. Czy warto ufac facetom ?
Mozna ufac, oczywiscie ze mozna. Trzeba jednak ciagle myslec o sobie rowniez.
Mezczyzni maja to juz w genach, ze musza dominowac, czuc sie wazniejsi, dowartosciowani, maja niezwykle silnie rozwiniete poczucie wlasnej wartosci ( nawet jak nie ma zebow, jest lysy , otyly, prostacki - to i tak postrzega siebie jako kogos fantastycznie przystojnego i superwartosciowego !!!! )

Oczywiscie, ze nie znajduja  tego zachwytu nad soba w kobiecie silnej, niezaleznej i wiedzacej czego chce.
Dlatego wybieraja osoby, ktore moga sobie podporzadkowac i uzaleznic. Kiedy to juz osiagna - niestety nie czuja juz zadnego szacunku do niej. I szukaja nastepnej ofiary.

Czy w Twojej sytaucji jest jakies wyjscie ? Nie znamy dokladnie jak sobie teraz radzisz. Napewno jest Tobie bardzo trudno. Jednak po tych kilku bardzo bolesnych doswiadczeniaach , wniosek powinien nasunac sie jeden. Nastepnym razem poprosut postaw na SIEBIE.  Fajnie jak pojawi sie jakis meski osobnik w Twoim zyciu, zawsze to jakas meska sila, ale glownie mysl zawsze o sobie i swoich dzieciach.

Moim zdaniem - nie warto poswiecac ani siebie, ani swoich marzen i dazen dla mezczyzny . W koncowym efekcie on i tak tego nie docenia i nie ma to dla niego zadnej kompletnie wartosci.

Pozdrawiam Ciebie bardzo cieplo i serdecznie .
Zycze, abys znalazla w sobie duzo sily i wytrwalosci, abys zapomniala o przeszlosci i znalazla jeszcze  odrobine szczescia w zyciu, nie starajac sie budowac go  na pustych obietnicach od mezczyzn.

13

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

tak Emili czytalam twoja historie i musze powiedziec ze jestes bardzo dzielna i naturalnie gratuluje wytrwalosci determinacji i jestem pewna ze teraz to juz tylko pojdzie ci z gorki najwazniejsze jest to ze ma sie wlasny kat i prace no naturalnie zdrowie a reszta przyjdzie sama

zastanawiam sie tylko nad tym bo nie napisalas co zrobilas bezposrednio po przyjezdzie ...stanelas z dzieckiem na obcej ziemi nie znajac jezyka nie majac zadnego punktu zaczepienia i gdzie sie udalas ??? pytam z ciekawosci


tak mieszkam w niemczech w mieszkaniu mojego meza jak on to mowi bo przeciez ja zarabiam zbyt malo zebym mogla powiedziec ze to tez moje mieszkanie ale mam juz dosc wyprowadzilabym sie ale nie moge poniewarz nie mam samochodu wiem ktos by powiedzial ale przeszkoda tez ma problem ....a jednak tak jest .....zeby sie od niego wyprowadzic musze miec prace aby utrzymac siebie i dzieci a zeby miec prace musze miec samochod bo niestety sprzatam jak wiekszosc polakow tutaj dlaczego ??? bo nie ma dla mnie innej pracy jak poszlam do szkoly to niestety musialam zrezygnowac bo nie dawalam rady wstaje o 3 nad ranem do pracy ( pieszo nie dojde a autobus tez tam zaden je jezdzi o tej godzinie ) jak przychodzilam z pracy to wiadomo dzieci jedno do szkoly drugie do przedszkola potem szybko do szkoly na 8.00 wracalam ze szkoly o godzinie 13,30 w domu obiad potem po dziecko do przedszkola nastepnie pranie sprzatanie i codzienne obowiazki o 18 bylam juz padnieta ...dalam rade tak przez 4 miesiace wiecej nie wytrzymalam pewnie dalabym rade jakby moj maz mi pomagal niestety nie jeszcze tylko slyszalam ze nic nie robie i mam nie udawac ze jestem taka zmeczona bo ide do pracy na dwie godziny potem siedze w szkole i tez nic nie robie ( aha zapomnialam dodac ze jeszcze 3 razy w tygodniu chodze popludniami sprzatac prywatnie ) a obiad obrac pare ziemniakow to tez nie problem a pranie robi sie samo

no ale wracajac do tematu wiec potrzebuje samochodu zeby tu egzystowac po pierwsze praca po drugie dziecko trzeba zawiesc do przedszkola i tak sie to wszystko kreci bylabym w stanie odlozyc sobie w ciagu paru miesiecy i kupic jakiegos grata przynajmniej na razie zeby tylko jezdzil jednak nie moge nasze dochody sa podzielone czesc musze oddac mojemu mezowi bo w koncu mieszkam u niego z moimi bachorami a jesli bym mu nie dala to wyrzucil by mnie no niby nie moze ale co to by bylo za zycie musialabym mieszkac w piekle przez pare miesiecy a on potrafi byc niemily i to bardzo zresztom to temat bez dna moglabym pisac i pisac .............

dlatego twierdze ze nie nalezy ufac facetom to znaczy nie tak do konca masz race ze fajnie sie do kogos przytulic isc z kims na kolacje przytulic sie to wszystko bardzo fajnie jednak trzeba pamietac ze to wszystko sie dzieje w tedy jesli sie jest niezaleznym nie mieszka sie razem zeby facet kochal i docenial kobiete ona musi byc nie zalezna samodzielna mies wlasne mieszkanie wlasne pieniadze wlasne zycie nie uzaleznione od niego i ja takie mialam i wtedy bylo fajnie do puki mu nie zaufalam i nie pozbylam sie wszystkiego jak jakas zakochana nastolatka ale myslalam sobie ze jak sie tego wszystkiego pozbede przestanie mnie w koncu podejzewac o to ze chce go wykorzystac a tu co ???? psinco jest jeszcze gorzej bo tezaz nie mam nic a slucham dalej najgorsze jest w tym wszystkim to ze nie docierajom do niego zadne argumenty twierdzi ciagle ze tylko zalezy mi na moich dzieciach a nie na nim a on jest maszynkom do zarabiania pieniedzy  ...a co mam sie pozbyc jeszcze dzieci   zeby mi uwierzyl ???? nigdy !!!!!!!!!!!!!!!!!!! zresztom juz nie raz slyszalam ze on ozenil sie ze mnom a nie z moimi dziecmi ...czy to nie podle przeciez one sa nieodlacznom czesciom mnie ......mowi mi ze nie bedzie sie poswiecal bo nie sa jego i tak nie zadbajom o niego na starosc .......a kto sie nad tym zastanawia czy ja mam pewnosc ze mnom sie zajmom czy ktokolwiek kto ma dzieci ma takom pewnosc ???? dzieci doraqstajom i ida wlasnom drogom czy moi rodzice majom pewnosc ze ja nimi sie zajme jak mieszkam tak daleko a rodzice adoptowanych dzieci co majom powiedziec ????? wiec jak sama widzisz nic do niego nie dociera .............kocham go i chcialabym z nim byc ale juz nie daje rady jest mi coraz ciezej bo kocham tez moje dzieci i skoro on tego nie rozumie i nie jest w stanie sie z tym pogodzic to trudno ale wlasnie mam problem bo nie wiem co mam zrobic jak wybrnac z tej sytuacji on nawet mi zabronil otworzyc sobie moje konto bo twierdzi ze cos kombunuje a co ja moge kombinowac jak zarabiam tak male i smieszne pieniadze ( naturalnie ja do jego konta nie mam dostepu bo twierdzi ze go nie bede kontrolowac ) a moglabym zarabiac wieksze jak skonczylabym szkole podszlifowala dobrze jezyk z zawodu jestem architektem a to dobrze platny zawod a tak to wstaje w nocy sprzatam w jakiejs fabryce ................................mam nadzieje ze mi odpiszesz pozdrawiam cie cieplo

14

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Witaj Laurolo

Czy nie ma w Niemczech zadnej instutucji, ktora mogla by Tobie pomoc ?
Ja spotkalam tutaj w Australii kobiety, ktore przy pomcy kobiecych stowarzyszen , odeszly od swoich "partnerow " .
Znalazly zrozumienie, pomoc prawna i psychologiczna.
Wiem, ze sa one teraz szczesliwsze, maja prace i chca zapomniec o przeszlosci.

Nie wiem czy mam racje, ale z mojego punktu widzenia, taki zwiazek jak Twoj nie ma kolorowej przyszlosci.
Moze warto sprobowac poszukac innego rozwiazania niz trwanie z toksycznym zwiazku. Czasami przy pomocy
rzadowych instytucji mozna wybrnac z koszmarnej sytuacji i zaczac ukladac sobie zycie na nowo.

Wiem , ze jest Tobie ciezko bardzo, ale przy takim mezczyznie jakiego w tej chwili masz, raczej nie
uda sie osiagnac zbyt wiele. Nie masz w nim oparcia .
Ja, bedac w takiej sytuacji jak Twoja, dazylabym  do osiagniecia wiekszej niezaleznosci i samodzielnosci.

15

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...
aggia napisał/a:

Ja mieszkam od 3 lat w usa. Co prawda mieszkam w niewielkim miescie na florydzie i nie ma tu za duzo polakow. kocham to miejsce i trktuje je jak drugi dom, mimo, ze tez czasmi mysle o powrocie do domu. Mieszkam z 3 kolezankami, znamy sie juz ponad 5 lat wiec w jakis sposob zastepujemy sobie rodzine. najwiecej zastrzezen mam wlasnie do pracy. na razie mam brak na jakakolwiek dobra prace, nie wspomne juz tez o kryzysie, ktory jest juz tutaj widoczny (bankructwo firm, a wiec coraz wiecej bezrobotnych). Jedno, co chyba jest nieco lepsze od anglii, to fakt, ze mozna tu zaoszczedzic. nie sa to kokosy, ale nie jest tak, ze musze zaplacic za mieszkanie polowa mojej pensji. amerykanie tez sa chyba troche inni niz anglicy. tez wkurzaja czasami, ale tak to juz jest, gdy jestes w innym kraju i innej kulturze. w jakis sposob musisz sie do tego dostosowac, bo zginiesz smile mam kilku znajomych, ktorzy byli tu kilka lat i zdecydowali sie na powrot do kraju... chyba zaden z nich nie jest do konca zadowolony z tej decyzji, dlatego i ja tez sie z nia wstrzymuje. zreszta teraz poznalam chlopaka, wiec to chyba idealny powod, aby zostac i cieszyc sie tym, co sie ma smile

Mam do Ciebie pytanie a jak zostałaś w USA legalnie czy nie? I jak sobie radziłaś na początku bo także chcę wyjechać ale wizę dostanę tylko na rok..:(

16

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...
Pirat napisał/a:

impresjo

Ja wyjechałem z Polski dlatego że tam wszystko straciłem. Na własnej d.... przekonałem się jak to jest.  Pracujesz, osiągasz coś po czym okradają ciebie z wszystkiego złodzieje. Urzędy z urzędnikami, skarbówka potem dokładają swoje. Byłeś uczciwy to tym bardziej jesteś tępiony.  To pozostałość po komunie. Okropne i rzygać mi się chce gdy pomyślę że miałbym zaczynać od nowa w nadwiślańskim kraju.
Kraj pełen ludzi z psychą jak niedorobieni nauczyciele w szkołach z którymi się nie dyskutuje.  Jest się ocenianym następująco>  dostajesz pałę bo STAĆ CIE NA WIĘCEJ. A Jasio burak i leń śmierdzący ma 5 za bzdurę bo dla niego to jest kosmos.
  To później jest tak dalej. Wszędzie spotyka się ludzi którzy sami z siebie niczego nie dają a jedyną ich cechą jest wzbudzanie poczucia winy u innych. Bo im się coś od Ciebie należy.
Nigdy więcej. 
Angole jak wiesz sama są jacy są. Jednak najczęściej mają w zadumie co gotujesz i z kim śpisz, prawda?  Ta ich asertywność jako cecha bardzo mi odpowiada. I to że nie muszę pracować za kogoś innego.  Wywalczysz swoje to masz. I masz poparcie szefa. Jesteś kimś kogo szanują. A jak leniowi nie pasi to niech spada. Są agencje i jutro może być ktoś inny.
Napisałem nawet taki mini poradnik o naszych rodakach:


1) Gdy jesteś już w UK to nie dzwoń do znajomego polaka żeby przyjechał po ciebie na lotnisko. Kup bilet autobusowy, kolejowy lub poproś przypadkowego angola żeby ciebie podwiózł.
2) Jeżeli juz masz pracę przez agencję to nie gadaj z polakami z którymi pracujesz
3) Nie wychodź zapalić z polakami, dołącz do angoli
4) Nie rozmawiaj o szlifowaniu, polerowaniu bądź glancowaniu czegoś z anglikami w przypadku gdy w pobliżu są polacy.
Będziesz musiał użyć słowa>polish.. A to bedzie źle odebrane przez rodaków
5) W sytuacji gdy jest w pobliżu polak a idzie koleżanka angielka w sukience to nie wyskocz z komplementami na ten temat.
Będziesz musiał użyć słowa >dress.. A to będzie źle odebrane przez rodaków
6) Nie rozmawiaj z żadną polką z pracy. Nigdy nie możesz byc pewien z jakim dresem ona kręci
7) Nigdy nie dokonuj jakiejkolwiek transakcji z polakiem. NP. nie opylaj mu samochodu. Pomimo tego że kupujacy przyjedzie z 10-ma dresami mechanikami, pokażesz każdą usterke o jakiej wiesz i opylisz samochód za małe pieniądze na drugi dzień i tak będziesz miał telefon>> Ty k..... co se myślisz... Masz mi ch.... jeden k.... twa forsę oddać bo cię za......e ty k..... za.....
8) Nie nawiązuj kontaktu z rodakami których często widzisz na ulicy
9) W knajpie siadaj w kwartale gdzie siedzą angole. I żeby nie było w tym miejscu ścieżki którą chodzą rodacy. Bo prędzej czy później uderzysz niechcący twarzą w piąchę biednego dresa który szedł po browara
10) Możesz postąpić całkiem odwrotnie niz w punkcie >9 Jeżeli twoje możliwości są nieznane dla rodaków
11) Nie bij po głowie dresa. Jest to najmniej istotna część jego ciała. Skup się na organach ogólnie znanych z wrażliwości
12) Zapomnij o jakimkolwiek honorze sportowym. Nie będzie ci potrzebny. Jeżeli zadziałasz jak cham będziesz potem miał spokój
13) Nigdy nie dawaj nikomu swojego telefonu. Stanie się ogólnie dostępny i będzie dzwonić 10 razy w ciągu nocy
14) Nigdy nikomu nie tłumacz papierów związanych z benefitami ect.. Będziesz oblężony jak adwokat wzięty a z chaty coś ci wezmą przy okazji i ew. odmowa przyznania czegoś będzie twoją winą
15) Przywyknij do bezinteresownego spuszczania powietrza w kołach samochodu, rys robionych gwoździem i kopania w szprychy od roweru który spuścisz na chwilę z oka. Chyba że z pozytywnym wynikiem przerobiłeś pkt. 11

Pewnie to powiększę o dalsze punkty smile
Oczywiście są WYJĄTKI. Tylko trudno je znaleźć bo jadą na tym samym wózku co ty.
W tym kraju jest niesamowicie duży odsetek debili pośród naszych rodaków. Wiesz o tym doskonale. Jest też masa takich którzy pouciekali przed wyrokami w Polsce. Z daleka od tego wszystkiego. Mnie moja życzliwość sporo kosztowała i teraz nabrałem sporej odporności na niedolę  ziomali którzy nie mają dobrego słowa o anglikach, ich kraju itp. A nigdzie nie byli i niczego nie widzieli tylko pier... przez pryzmat swojej tępoty.
   
Rozumiem jak to jest, któryś rok zlatuje a masz co masz. Zarobiłaś jednak jedno. Wiesz że na tym Swoim smile możesz polegać. To najważniejsze co w życiu można mieć.  Ja na twoim miejscu zamiast myśleć o powrocie to pomyślałbym o prowincji że tak powiem.  Wyrwać się z tego Londynu bo oni sami tam mówią że nienawidzi się go przez pierwsze 20 lat a potem to już kocha. 
Wyjedź gdzieś do somersetu smile  cornwalii albo devon. Poszukaj małej mieściny z przyjemnymi aborygenami. Pójdziesz do pracy w małej przyzwoitej firmie gdzie rękawów sobie nie wyrwiesz firmie i w której dostaniesz dobry kontrakt. Wszystko zobaczysz w innych kolorach. A jak cie najdzie handra wypicia piwa w Gdańsku czy Krakowie to zwyczajnie wsiądziesz w samolot i na weekend sfruniesz sobie i odlecisz. Potem z uśmiechem ponownie przylecisz.
smile

Edit:
Na prowincji to chociaż na chacie zaoszczędzisz. Wiem ile kosztuje byle nora o której trudno uwierzyć że ona w Londynie jest.  Mieszkanie z kimś nieupierdliwym kto wie że kibel trzeba sprzątać na prowincji będzie cie kosztować ok 250 na miesiąc. Już choćby na tym zaoszczędzisz sporo.  No i przyjemność pojechania choćby na kilka minut gdzieś w fajne miejsce. Tam u Ciebie to 3 godziny zanim do circular dojechać pewnie. Masakra.  Londyn wcale a wcale mi się nie podoba.  Zaraz spadam gdzieś na godzinę czy dwie podychać trochę.

Ten poradnik Twoj .. to strzal w 10 dosłownie..bardzo dobrze to ujałeś smile)))

Moja historia:
Skonczylam studia - obroniłam sie (studiowałam chemie). W obawie przez znalezieniem dobrej pracy wyjechalam do UK. Moja mama przyjechalam tam rok wczesniej - pracowala i pracuje nadal jako opiekunka do osób starszych. Mieszkamy w Devonie - nigdy nie chcialabym mieszkac w Londynie..
Zaczełam szukać pracy w swoim zawodzie - postanowilam ze jesli przez miesiac nic nie znajde to biore byle co. 13 dnia od przyjazdu (w tym czasie wszedzie rozsylalam swoje CV dzwonilam na ogłoszenia o pracy itd.) dostalam oferte pracy w laboratorium (co prawda przez agencje ale placili 7,50/h co w 2006 roku bylo niezla stawka biorac pod uwage ze moja mama pracowala za minimum). Bylam w niebwzieta...i strasznie sie balam ze mnie wywala, że nie bede rozumiec co do mnie mowią itd. ale tak sie nie stało po roku zaoferowali mi stała pozycje i tak az do dzis tam pracuje (NLS Environment Agency) teraz co prawda juz tylko 3 dni w tygodniu bo mam 2 letniego synka ale na prawde jestem zadowolona.
Co do zycia osobistego - jak wyjezdzalam z Polski bylam z chłopakiem 7 miesiecy - postanowilismy postawić wszystko na jedna karte - on do mnie przyjechal  po 6 miesiacach - zrezygnowal ze swojej pracy w Polsce w biurze i tutaj pracuje na nocki w hurtowni spożywczej...praca typowo fizyczna..czasem narzeka oczywiscie ale nie żałuje...dziś jestesmy małżeństwem.

Udało nam sie oszczedzić na slub moich marzeń...a od grudnia 2010 mieszkamy we własnym mieszkaniu..w 2009 roku zostałam szcześliwa mama...Anglia to mój dom jak jestem w Polsce to chce wracać tutaj!!! Nie zamierzam wracać do Polski.

Mam dużo znajomych..Polaków i Anglików...ale jednego sie nauczyłam nie ufaj rodakom predzej czy pozniej wbija Ci nóż w plecy lub sprzedadza na jednego funta!!
Smutne bo wiekszosc narodów trzyma sie razem tylko Polacy wykorzytuja siebie nawzajem...to bardzo smutne!!!Pracuje uczciwie a zostaniesz doceniony..nie tak jak w Polsce!!

17

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Witam Serdecznie oto moja chistoria

w Polsce mialam wszystko prace rodzine. Dostalismy propozycje wyjazdu do Anglii do pracy. Dlugo sie wahalam ale zdecydowalismy sie. Myslalam, ze bede w stanie sobie sporo kaski odlozyc. Jak sie okazalo po oplaceniu wszystkich rachunkow juz tak kolorowo nie jest. Jestesmy tu pol roku a mi brakuje mojego kraju, moich znajomych nie czuje sie tu swojo czuje ze popadam w deprseje. W pracy sami anglicy nie znam jezyka trudno mi sie z nimi porozumiec. Nastepna bolaczka moja jest to ze nie potrafie sama zalatwic roznych dokumentow musze prosic szefa o pomoc czuje sie z tym bezradnie coraz bardziej mysle o powrocie do Polski. Corka chodzi do przedszkola wiec teraz nie zabardzo aby ja przenosic znow prosze o porady co byscie w mojej sytuacji zrobily. Dziekuje i Pozdrawiam

18 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2015-11-17 11:11:51)

Odp: Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Odnośnie historii o wyjeździe do Niemiec znalazłam bloga (spam)
A tak odnośnie mnie: Rok temu mąż namówił mnie na wyprowadzkę z Polski. Rozważyliśmy różne kraje niemieckojęzyczne i stanęło w końcu n Niemczech. Znalazła się dla niego praca. Ja pracy będę szukać, gdy syn będzie miał miejsce w przedszkolu. A jeśli miejsca nie będzie zatrudnie się w piekarni/cukierni na weekendy bo szukają na minijob za 450e. Ale wróćmy do wyjadu. Najpierw wyjechał sam mąż, a potem przyjechał po nas. Obawiałam się trochę bariery językowej, ale okazało się, że na miejscu szybko człowiek się rozkręca. A przy różnych trudnościach chętnie pomagają sąsiedzi.
Do aneczkanoga: może zapiszesz się na jakiś intensywny kurs angielskiego na miejscu lub przez internet, to dużo pomaga. co do znajomych, może spróbujesz potem zaprzyjaźnić się z kimś z pracy, gdy podszkolisz język. Albo poszukaj w necie, może znajdziesz jakichś polaków, którzy mieszkają niedaleko, na jakimś forum. Każdy ma chwile zwątpienia. Ale decyzja o powrocie powinna być przemyślana, a nie kierowana gorszym samopoczuciem. No i zawsze można wrócić. Chociaż polskie społeczeństwo jest w takich chwilach bezlitosne i potrafi traktować człowieka jak przegrańca. Ale nie przejmuj się nigdy gadaniem ludzi, tylko myśl cojest dobre dla ciebie i twojej rodziny

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » EMIGRACJA I ŻYCIE ZA GRANICĄ » Nasza emigracja- historie z życia wzięte...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018