Witajcie.
Jestem tu nowo zalogowana, ale często czytałam posty na tym forum bez rejestrowania się. W końcu przyszedł czas na mnie.
Jestem w związku z K. od 3 lat, między nami zawsze było jak w bajce.Czułam że to ten jedyny, bo to on mi pomógł wyjść z depresji i bulimii. Leczyłam się psychiatrycznie i u psychologa, nigdy nie miał z tym problemu, że chodzę do takich lekarzy. Nawet sam zaproponował kiedyś, że jak bede potrzebowała tego aby i on przyszedł na sesje u psychologa to nie ma problemu. Zawsze pytał jak tam było u psycho po każdej sesji, interesował się tym bardzo. Po roku czasu było mi znacznie lepiej, skończyłam terapie i przestałam brać leki. Czułam, że potrafię już funkcjonować normalnie, bez wsparcia psychologa czy leków. On był inny niż wszyscy. Wcześniejszych partnerów odstraszał fakt chodzenia do psychologa, a tymbardziej do psychiatry. Ale nie Jego.
Nasze rodziny bardzo się lubią. Jego rodzice traktują mnie jak córke, mowia ze mnie kochają, że jestem już "ich". To samo w drugą strone- moi rodzice go uwielbiają, albo przynajmniej tak było. Od jakiegoś czasu moja mama , która zawsze była pierwsza do pisania z nim smsów, spotykania się itp, nagle przestała pisać, wrecz go olewa. Nie wiem dlaczego. I cholernie mnie to boli. Moi rodzice kochają mnie bardzo, ale nie zawsze mnie rozumieli. W okresie dojrzewania miałam fatalny kontakt z mamą. A wszystko przez to że nie akceptowała mojego ówczesnego chłopaka G.- wręcz go nienawidziła. Co było dla Niej równoznaczne z tym, że w jakiś sposób z nim rywalizowała. I ja wtedy odczuwałam ,że mnie nie znosi. Do dziś pamiętam, że gdy jej powiedziałam że zerwaliśmy z G. to odpowiedziała mi- no ale wiesz że ja się z tego cieszę ? .Wtedy to tata pełnił mi rolę przyjaciela. A mama wroga. G. nie był ideałem, wybrał kumpli zamiast mnie. Ja kochałam Go za bardzo i byłam dla niego za dobra. Byliśmy ze sobą 2 lata, ale to był związek niedojrzały. Problemy jednak zaczeły się później.
Byłam modelką przez pewien czas, dlatego że mama tego pragneła. Chciałam spełnić jej marzenie, podswiadomie przypodobać się jej, pokazać jaka ma super córkę i wynagrodzić czas gdy byłam z G. I własnie wtedy wpadłam w sidła bulimii. Bałam się jeść przy mamie, chowałam jedzenie po kątach. To był koszmar. Aż do pewnego dnia , w którym coś we mnie pękło i powiedziałam stop. Mama zaczeła obwiniać siebie o chorobę, i w rezultacie ona zachorowała również. I wtedy tata powiedział mi bolesne: To wszystko przez Ciebie! Nie dość że nie spełniłam marzenia mamy, to w dodatku przeze mnie było tak fatalnie w naszej rodzinie.
Potem pojawił się mój K. Romantyczny, pomocny, ideał. I owszem, było tak przez ponad 2 lata. Był bardzo cierpliwy. Robiłam mu tyle "jazd" o różne rzeczy-np. że woli przyjaciela ode mnie, że mnie olewa, że woli coś tam bardziej ode mnie itd. Zawsze był cierpliwy, nigdy nie darł sie na mnie, starał się tłumaczyć nawet po dosłownie 20 razy. Mieszkał pół roku w innym mieście, jakieś 120 km ode mnie, i potrafił przyjechać na urodziny do mojego taty, zmęczony po pracy, tylko po to żeby zrobić mi niespodziankę . Kochałam w Nim to , że potrafił mnie zawsze zaskoczyć i dawał mi poczucie szczęścia. Szanował mnie i wiedziałam że mnie nigdy nie skrzywdzi. Rodzice moi traktowali go jak Syna, mówili że są szczęśliwi, że ktoś taki jak K. jest z ich córką.
W końcu musiał czar prysnąć i się zmienił.... Przede wszystkim Jego cierpliwość poszła w niepamięć. Teraz na każdą kłótnie reaguje chamstwem. Jego zasada to oko za oko. Ostatnio się pokłóciliśmy i powiedziałam mu płacząc, że mam dość takiego związku i że to nie w takim chłopaku się zakochałam . Usłyszałam w odwecie że jestem żałosna. Uznał że to jest jego reakcja na moje przykre słowa. Nie uważa tak naprawde, ale musi dowałić z tego co widzę. Oko za oko. Jemu się już nie chce gadać o problemie, stracił cierpliwość. A i przede wszystkim ON NIE WIDZI PROBLEMU. Uważa że go nie ma. Na moje żale o coś, reaguje chamstwem. Mam tego dośc. Przepraszać też nie umie. Mówi mi, że nie będzie przepraszał za coś co nie jest jego winą... Jak staram się o tym porozmawiać z Nim, to mówi : Ty nie gadaj głupio, to ja nie będe chamski. Problem w tym,że ja nie wiem kiedy dla Niego oznacza że gadam głupio. Ja nigdy w życiu nie miałam zamiaru go zranić. To ja jak idiotka siedze z telefonem w ręce, czekam na smsa czy telefon. Żyć bez K. nie umiem. Najchetniej to bym się z nim widywała w każdej wolnej chwili. A że to On "dyktuje" kiedy się widzimy , to jest mi jeszcze ciężej. A jest tak , bo on treningi ma codziennie i jakby no siłą rzeczy musze się dostosować. I to mi odpowiada , pisałam się na to od początku bo mnie poinformował o jego stylu życia na samym początku. Ciągle mnie prosi żeby coś zrobiła, jednak gdy ja Go proszę zazwyczaj już jest jakiś problem. Drugą sprawą jest to , że ja bardzo często gadam mu na swoich rodziców. Jest tak bo nie mam w mieście u siebie żadnej przyjaciółki i tylko jemu się "spowiadam z problemów". Szczególnie gadam mu na mame. Że jest nie fair wobec mnie itp. A z racji tego, że moja mama przestała się do niego oddzywać (smsy ), bo rzekomo "nie ma czasu" to i on po niej ciśnie. Tylko, że ja tego nie chce słuchać. Mam dość ciągłego słuchania na temat mojej matki, jaka to ona nie jest itp. Boli mnie to gdy tak o niej mówi. Mówie mu żeby przestał, to dostaje odpowiedz : a Ty sobie możesz na nia gadać, a jak ja już coś powiem to problem? . Czuje że jestem miedzy młotem a kowadłem. Wiem ze moja mama zrobiła sie zimna wobec niego i mnie to boli, szczegolnie ze kłamie mnie mowiac ze jest tak bo ona "nie ma czasu na smsa". Ale z drugiej strony boli mnie jak on tak o niej gada. Ciągle tylko słysze o mojej matce jaka ona jest zła... Nie czuje się już tak kochana przez niego jak kiedyś.. kiedyś zasypiając przytulaliśmy się. Teraz już nie. Nie ma już tej czułości co kiedyś.. boje sie czasem coś wrecz powiedziec przy Nim, albo mu się sprzeciwić. Nie jest tyranem, ale się zmienił. Nigdy w życiu nie pomyslalam że zamieni się w osobe, która podczas kłótni jest chamem. Nie wiem już co robić... Męczy mnie ta sytuacja.. wiem że kocham Go za bardzo. Wiem, że jakby miedzy nim a moja mama było by normalnie, to i on byłby w końcu sobą. Bo to głównie o tą sytuacje z mamą się kłócimy. Proszę, doradzcie mi jak mam to wszystko ogarnąć. Kocham Go i mimo wszystko czuje sie przy nim lepiej niż przy innych facetach. I chce, żeby to On został moim mężem. Potrafi być kochany i czuły, ale ja już tego nie umiem docenić, bo ciągle mam w głowie jego ciemną strone.