netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Między młotem a kowadłem...

12 odpowiedzi3 471 wyświetleńzałożony przez bumelka86, 04.08.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Między młotem a kowadłem...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Między młotem a kowadłem...

Mam 24 lata i życiowy burdel, przynajmniej tak się czuję.Proszę przeczytajcie moje wypociny... Prawie 2 lata temu (listopad 2008 r.) zostawiłam po 5 latach związku faceta, którego bardzo mocno kochałam . Czułam, że to była miłość mojego życia, moja pierwsza miłość, to za tego faceta chciałam wyjść za mąż i z nim mieć dzieci. Mieliśmy wspólne plany dzieci, małżeństwo, dom. Kompletnie zbzikowałam na jego punkcie, potrafiłam gadać z nim przez cała noc i nie wracać do domu na noc, on był wszystkim, chodziłam jak w jakimś amoku. Byłam taka dumna kiedy mnie po raz pierwszy pocałował. To z nim przeżyłam swój pierwszy raz. Początkowo przez pierwsze 2-3 lata prawie w ogóle nie kłóciliśmy się, istna sielanka, fruwałam nad ziemią można powiedzieć, później pojawiały się kłótnie. Jestem perfekcjonistka i chciałam, żeby było wszystko idealnie, czepiałam się szczegółów. Wyładowywałam swój żal ze względu na fakt iż on bardzo często mnie olewał, nie byłam najważniejsza, tak się czułam przynajmniej. Jak to w związku bywa raz było lepiej raz gorzej. Ostatni rok bycia z nim to były ciągłe kłótnie, chyba za bardzo chciałam, żeby było idealnie i żeby nam wyszło. On mnie olewał, ważniejsze dla niego były mecze w telewizji, przyzwyczaił się, że ma mnie na wyciągnięcie ręki i że zawsze będę. A ja zakochana po uszy byłam gotowa na wszystko, rezygnowałam z własnych planów, aby zobaczyć się z nim, całe moje życie obracało się wokół niego. Po kłótni potrafił się nie odzywać przez tydzień a ja płakałam i cierpiałam, rozmowa nie pomagała, prośby też nawet groźby. Pod koniec związku zaczęli podobać mi się inni faceci, myślałam, że to co jest między nami to przyzwyczajenie. On poszedł do pracy i przestał mieć dla mnie już kompletnie czas, siedziałam w domu i czekałam aż on się odezwie albo wróci i będę mogła się z nim zobaczyć, ale on bardzo często był zmęczony itp. Ostatecznie stanęło na tym, że odeszłam od innego chłopaka ( Pan M.) i związałam się z nim. Najgorsze, że Pana M. znał także mój były chłopak( Pan W.) i  od czasu do czasu spotykaliśmy się u ich wspólnego kolegi na domówkach. Będąc jeszcze z W.  raz nawet wylądowaliśmy na domówce u M, razem  też z całą paczka byliśmy nad jeziorem. Dlatego kiedy odeszłam od Pana W. do Pana M. miałam straszne wyrzuty sumienia, powiedziałam byłemu wszystko, że kiedyś podczas imprezy Pan M. mnie pocałował, że chce być wreszcie szczęśliwa i że odchodzę. Czułam się okropnie, ale wydawało mi się to jedynym słusznym wyjściem, byłam tak strasznie zmęczona ostatnim rokiem kłótni.  Z M. miałam mnóstwo wspólnych tematów, był on bardzo troskliwy i opiekuńczy. Nie pozwolił mi siedzieć w domu i dołować się po rozstaniu z W. Pokazał mi co to kompromis, partnerstwo, wspólne robienie różnych rzeczy, wreszcie nie musiałam się o wszystko prosić. Miałam poczucie bezpieczeństwa, czego brakowało mi w poprzednim związku, gdyż mój były - W. olewał sobie szkole, później studia, miał słomiany zapał, mówił jedno robił drugie, obiecywał wiele razy, że się poprawi i nic z tego, żyłam w ciągłej niepewności. Na początku z M. wszystko było kolorowe, czułam pożądanie, czego brakowało mi w pierwszym związku, ale dla mnie to było zrozumiałe, że skoro pojawiały się problemy odczuwaliśmy to także w sferze łóżkowej. Na początku potrafiłam siedzieć na uczelni i gapić się w ścianę i uśmiechać się do niej myśląc o M. Nie powiem M, jest przystojniejszy, ale jest tez bardziej wrażliwy i trochę z niego taka ciepła klucha. Zdaje sobie sprawę, że w życiu wygląd i tak przemija i nie ma to większego znaczenia, chyba, że się mylę? M. jest wspaniałym facetem, świetnie zajmuje się dziećmi, zrobi dla mnie wszystko, jest na każde moje zawołanie, staje na głowie, żeby było dobrze. Faktycznie było wspaniale, ale jakoś w głębi duszy nie potrafiłam się tym do końca cieszyć. Czułam się jak suka po tym jak postapiłam, uważałam, że nie zasługuje na szczęście przez to jak potraktowałam Pana W. Wszyscy powtarzali mi ze on nie zasługiwał na mnie, ze nie potrafił o mnie zadbać i ze skoro on nie umiał się mną zaopiekować to może ktoś inny będzie umiał. Mimo tego, ze powoli w głębi duszy faktycznie to była prawda, nie docierała ona do mnie. Po ok. 6 miesiącach, kiedy opadły emocje zaczęło do mnie docierać co zrobiłam, czułam ze kocham byłego i ze źle postąpiłam. Ale on nie chciał ze mną mieć nic wspólnego. Bardzo przeżył to co zrobiłam i nasze rozstanie.  Mam wrażenie, że zamknęłam się w sobie, nie chciałam widzieć M., bo chciałam sobie popłakać, często zastanawiałam się co ja robie przy nim, ze ja tu nie pasuje do niego i do jego towarzystwa, ze nie zasługuje na niego. Miałam wyrzuty ze myślę o byłym a nie o obecnym chłopaku i to pogłębiało te odczucia. Kilka razy chciałam odejść, ale nie potrafiłam, czułam się za słaba, nie potrafiłam powiedzieć mu ze go kocham, ale mimo to było mi z nim dobrze. Brakowało mi jednak tej chemii, iskierek, niepewności i emocji, które miałam we wcześniejszym związku. Nie wiem co czuje do Pana M. do chwili obecnej, wiem, że świetnie spędza nam się razem czas. Czułam, ze te negatywne emocje związane z poprzednim związkiem narastają, on wiedział ze zmagam się z przeszłością, był bardzo wyrozumiały. Powtarzał mi ze rozumie, ze zawsze będę cos czuła do byłego, ze byliśmy 5 lat i to kawal czasu i żebym dala sobie czas i ze razem przez to jakoś przejdziemy. Musimy tylko wierzyć i chcieć i małymi kroczkami jakoś zbudujemy cos trwałego. Za każdym razem kiedy tak mówił wierzyłam mu i ufałam, ale mimo tego  kryzysy dopadały mnie co jakiś czas i trwało to do czerwca tego roku. Podczas tego 1,5 letniego związku z Panem M. zrobiłam wiele przykrych rzeczy, pisałam bloga w którym wzdychałam do byłego ? była to moja forma odreagowania tej całej bolesnej przeszłości, brakowało mi byłego bardzo.  Na początku tego roku wysłałam list do byłego gdyż chciałam go przeprosić. Od tej pory zaczęliśmy gadać na gg od czasu do czasu. Pan M. coś przeczuwał, kontrolował mnie i próbował szpiegować. Przed obrona pracy magisterskiej kiedy było mi bardzo ciężko pogodzić prace i naukę napisałam do byłego ze bardzo za nim tęsknie i brakuje mi go. Przeczytał to pan M. ale mimo to dal mi szanse, przeczytał mój blog o uczuciach do byłego ale dal mi mimo to szanse.  Cieszyłam, się ze mam go przy sobie, bo nie byłam pewna czy sobie poradzę sama. Boje się samotności, przez prawie 7 lat był ktoś przy mnie non stop. W końcu w czerwcu nie wytrzymałam zostawiłam go. Teraz widuje się od czasu do czasu widuję się ze swoja pierwsza miłością i kiedy po raz pierwszy raz go zobaczyłam, jakoś specjalnie nie poczułam nic szczególnego, za bardzo się bałam a może mi przeszło???? Nie wiem tego, ale 1,5 roku wzdychałam do niego, wyidealizowałam sobie go, chyba przez wzgląd ze miałam poczucie ze go skrzywdziłam, zresztą tak było. Nadal chyba nie dostrzegam, ze on zrobiło to samo.  Zmienił się pracuje, ma trochę inne podejście do życia tak mi się przynajmniej wydaje. Mama twierdzi ze ludzie się nie zmieniają. On cos do mnie czuje i chciałby być ze mną, ale twierdzi ze to chyba nie ma sensu, ze rozum mu mówi ze nie powinien wchodzi dwa razy do tej samej rzeki. Tez mam takie odczucie ze nam nie wyjdzie. Mimo to ciągnie mnie do niego. A Pan M. nie może się pogodzić z tym ze go zostawiłam, walczy o mnie. Powiedziałam mu ze potrzebowałam konfrontacji z byłym i nie chciałam go oszukiwać. Zaakceptował to. Pisze do mnie esy, odzywa się na gg, robi mi niespodzianki i przyjeżdża pod moja prace. Lubię jego towarzystwo. Powiedziałam ze potrzebuje trochę czas, żeby to wszystko sobie ułożyć, odreagować przeszłość bo brakowało mi czasu na przecierpienie poprzedniego związku, musiałam to ukrywać nie mogłam beztrosko płakać będąc w kolejnym związku i Pan M. to wszystko rozumie. Nigdy w życiu nie spotkałam takiej osoby, uważa ze warto o mnie walczyć i mimo ze jest mu bardzo ciężko nie poddaje się. Mam z nim tyle wspaniałych wspomnień. Tak wspaniale było razem gotować, nawet sprzątać. Problem tkwi w tym ze mam wewnętrzna blokadę nie potrafię się do końca otworzyć, nie potrafię powiedzieć ze go kocham czy to znaczy ze go nie kocham? Bo przez ostatnie 1,5 roku tak mi się wydawało, ale jakoś nie potrafiłam go zostawić bo dobrze mi było z nim. Co mam robić?  Czy każda miłość jest inna? Czy w drugim związku uczucia będą inne niż wtedy kiedy zakochamy się po raz pierwszy? Czy to możliwe ze nie umiem już kochać? Czy powinnam zaryzykować i wrócić do byłego i znowu poczuć to szczęście które było najwspanialszym uczuciem na ziemi, tylko czy je znowu poczuje? Czy wrócić do Pana M i mieć ustabilizowane i spokojne Zycie? Czy związek bez miłości może przetrwać? Czy może nie wiem ze go kocham? Kiedy dzwoni, kiedy oddawałam mu rzeczy, kiedy pisze czasami tak mi się robi przykro ze tęsknie bardzo i płacze za nim, ale to przechodzi po pewnym czasie. Czy to świadczy ze jednak go kocham? Najdziwniejsze jest to, że kiedy parę dni temu powiedział mi, że wyjeżdża do innego miasta, chciałam mu powiedzieć, żeby tego ni robił, że nie chce żeby jechał, że go potrzebuje. Zawsze jak się widzimy jakoś nie potrafię do niego nie przytulać. Ostatnio po 1,5 miesiąca bycia samej kiedy znalazłam się u niego w domu poczułam nagle taki spokój i było mi tak dobrze, swojsko. Nie wiem co się dzieje i co czuje? Bardzo chciałabym poznać wasza opinie na ten temat. Może wasz punkt widzenia zmieni moje myślenie i pozwoli spojrzeć na całą sytuację z innej perspektywy.

2

Odp: Między młotem a kowadłem...

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to na pewno. Zostaną stare przyzwyczajenia, skłonności, opinie o tym i owym. Nie zaryzykowałabym na Twoim miejscu, ale z drugiej strony jeśli zaryzykujesz to będziesz bogatsza o nowe doświadczenia.
Poza tym, ludzie się zmieniają, Każdy z nas się rozwija i to naturalne. Oczywiście, są osobnicy, którzy się nie zmienią, psychopaci, damscy bokserzy, notoryczni poligamiści. O takich lepiej zapomnieć.
Postaram się odpowiedzieć na Twoje pytania, oczywiście czysto subiektywnie wink.
1. Tak, każda miłość jest inna. Dobrze by było, gdyby każda następna była dojrzalsza, a związki partnerskie.
2. Pierwsze zakochanie cechuje totalny zawrót głowy, czyste szaleństwo. Kolejne uczucia są głębsze, bardziej dorzałe.
3. Nie możliwe, urodziłaś się po to, by kochać, jak każdy człowiek zresztą. Jeśli nie masz zaburzeń psychicznych, to na pewno potrafisz kochać. Tylko może nie spotykasz odpowiednich facetów.
4. Chcesz być z kimś, "żeby poczuć to szczęście"? To nie jest dobry powód. To nie jest dojrzałe. To jest infantylne. życie tak nie wygląda, związki trzeba budować i to ciężka praca, a nie motylki w brzuchu i ustawiczna euforia.
5. Spokój i stabilizacja są bardzo ważne, ale nie wykluczają miłości. Raczej się z nią wiąża.
6. Pewnie, że może.
7. Nie chodzi o to, że nie wiesz czy go kochasz. Przecież jesteś na tyle świadoma siebie, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie. Twoim problemem jest raczej to, że opatrznie rozumiesz pojęcie miłości.
8. Tęsknota to nie miłość. Tęsknota przejdzie i za jakiś czas już jej nie poczujesz.

3

Odp: Między młotem a kowadłem...

Hmm możliwe, że mam mylne wyobrażenie o miłości. Uważam, że miłość powinna dodawać skrzydeł a teraz nie czuje tego i nie czuję się w pełni szczęśliwa. Staram się zapomnieć o pierwszej miłości, ale nie potrafię. Nawet kolejny związek mi tego nie ułatwił, za to pokazał co to partnerstwo. Wchodząc w kolejny związek, myślałam, że to wreszcie to...ale to minęło.  Mam swój model miłości i jest to model pierwszej miłości i uczucia, które mi teraz towarzysza nie pasują do tego modelu, stąd moje niezdecydowanie i niepewność. Jak mogę poznać, że to kolejna miłość będzie pełniejsza i głębsza? Bo jakoś tego nie widzę. Jedyne co do tej pory czuję, to to, że zostałam skrzywdzona i ciężko mi sobie wszystko poukładać. Nie mam pomysłu na życie i nie wiem co zrobić. Czas pokaże, ale wiem, że w moim przypadku na niewiele się to chyba zda...minęło prawie 2 lata a czuję, jakby to było wczoraj. Dobrze mi z Panem M. i jest w porządku, ale nie czuję, że poszłabym za nim w ogień...

4

Odp: Między młotem a kowadłem...

Miłość dojrzała, głęboka ma w sobie troskę, szacunek, odpowiedzialność i poznanie drugiej osoby. Może powinnaś otworzyć się na uczucia, emocje, zmienić ten wizerunek miłości, który masz w sobie... Pierwsza miłość zawsze jest jedyna i niepowtarzalna, ale zazwyczaj nie jest głęboka. Jest euforyczna i tak jak piszesz, dodaje skrzydeł, ale po jakimś czasie, roku, dwóch, może więcej, przychodzi szara rzeczywistość. I wtedy nie można odejść i przestać kochać, bo zniknął ogień albo "wypaliło się". Trzeba się tej trudnej, codziennej miłości nauczyć.

5

Odp: Między młotem a kowadłem...

I uważasz, ze będąc z kimś 5 lat nie jest to głęboka, dojrzała miłość mimo, że to była pierwsza miłość? Dla mnie to było coś wyjątkowego skoro przez 5 lat nie mogłam myśleć o nikim innym, tęskniłam bardzo, potrafiłam rezygnować z własnych planów na rzecz tej drugiej osoby i sprawiało mi to radość, układałam sobie całe życie pod nią i mimo, że było raz dobrze raz źle jakoś się dogadywaliśmy i zmagaliśmy z problemami. Czy to nie jest miłość prawdziwa? Czy może ma ona zniekształcony obraz przez to, że była pierwsza?

6

Odp: Między młotem a kowadłem...

Chciałam tylko pomóc. Napisałam co myślę na podstawie tego, co przeczytałam w Twoim poście.
Czasem pierwsza miłość z czasem staje się dojrzała, znam takie pary.
Ale Ty piszesz: "A ja zakochana po uszy byłam gotowa na wszystko, rezygnowałam z własnych planów, aby zobaczyć się z nim, całe moje życie obracało się wokół niego". To mi pachnie uzależnieniem, nie masz swoich planów, a jeśli masz, to je odkładasz na bok, żeby dopasować je do ukochanego. W związku trzeba zachować autonomię, taki margines wolności.
"Po kłótni potrafił się nie odzywać przez tydzień a ja płakałam i cierpiałam, rozmowa nie pomagała, prośby też nawet groźby". Nie odzywał się jak obrażone dziecko, to było z jego strony strasznie infantylne. A Ty biedna siedziałaś i beczałaś zamiast zająć się sobą i o siebie zadbać. On Ci robił ciche dni jak w starym małżeństwie. Nie potrafił konstruktywnie rozwiązywać konfliktów.
"On mnie olewał, ważniejsze dla niego były mecze" i "przyzwyczaił się". No może właśnie tu tkwi problem. Przyzwyczaił się i przestało mu się chcieć się starać.
A walczył chociaż o Ciebie kiedy odeszłaś? Nie? A teraz twierdzi, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki (cytat z Twego posta)?
Oczywiście Ty też nie byłaś bez winy... pisałaś o czepialstwie i perfekcjonizmie. A to zabija związki niestety. Czasem lepiej olać jakąś wadę tudzież przywarę partnera. Mój notorycznie trzyma bose stopy na stoliku. Kurczę, ale ja tego nie lubię, przecież jemy przy tym stole. Ale olewam dla dobra związku.

7

Odp: Między młotem a kowadłem...

WITAM SERDECZNIE WSZYSTKICH smile MAM 32 LATA JESTEM MĘŻATKĄ MAM 12-LETNIĄ CÓRKĘ, I TU JEST MÓJ PROBLEM MĄŻ CHCE JESZCZE JEDNO DZIECKO A JA JUŻ NIE .PRZYZWYCZAIŁAM SIĘ DO WYGODNEJ SYTUACJI BO MOJA CÓRCIA MAŁYMI KROCZKAMI WKRACZA W OSOBNE ŻYCIE JEST MĄDRA NIEZALEŻNA CO NIE UKRYWAM JEST DLA MNIE BARDZO WYGODNE, MAM CZAS DLA SIEBIE NIE MUSZĘ SIEDZIEĆ W DOMU I SIĘ OGRANICZAĆ Z POWODU MALEŃSTWA. MAM WYRZUTY BO WIEM ŻE MĄŻ NIE CZUJE SIĘ Z TYM DOBRZE, NIE MOŻEMY SIĘ DOGADAĆ W EFEKCIE KAŻDY DIALOG KOŃCZY SIĘ UTARCZKAMI DOSŁOWNIE O WSZYSTKO . MI SIĘ NIE CHCE WRACAĆ DO DOMU A MĄŻ NA MNIE CZEKA I SIĘ DENERWUJE ŻE GO UNIKAM.CZY TO JAKIŚ KRYZYS ? CZY MIĘDZY NAMI A RACZEJ Z MOJEJ STRONY <<CZAR PRYSŁ>> CORAZ CZĘŚCIEJ MYŚLĘ O ROZSTANIU CHYBA CHCĘ BYĆ SAMA, JESTEM KOMPLETNIE ROZDARTA!!! NA OBECNYM ETAPIE MOJEGO ŻYCIA PRZESTAŁAM SOBIE RADZIĆ KOMPLETNIE ZE WSZYSTKIM. MOŻE DLATEGO ŻE CÓRKĘ WYCHOWYWAŁAM SAMA A MĄŻ ROBIŁ KARIERĘ I TAK SOBIE MYŚLĘ ŻE ZNÓW BYŁO BY TAK SAMO?!?!?!

8

Odp: Między młotem a kowadłem...

Wg. mnie nie powinnaś wracać do W. to co było to było, trzeba to zamknąć za sobą. Jak do niego wrócisz to te same problemy również wrócą, znów będziesz się czuć olewana i zaniedbywana, będzie Ci źle, będziesz płakać.

M. jest dojrzałym i odpowiedzialnym mężczyzną, z Twojej historii wynika też, że jest bardzo stonowany i ułożony. To przy Nim byłaś NAPRAWDĘ szczęśliwa, on dawał Ci spokój i bezpieczeństwo, przy Nim czułaś ciepło. Jestem pełna podziwu dla tego człowieka. Kocha Cie i szanuje ponad wszystko, ciagle walczy - tyle dla Niego znaczysz.

Nie możesz się odważyc na przytulenie go i pocałunek? Lepiej zbierz się w sobie póki jeszcze możesz, bo potem może być już za późno...

Jak to było w piosence ŁEZ:

"Tak widziałam Cię
I chciałam bez słowa Cię znów pocałować
Lecz w Twoje ramiona wtuliła się ona

Tak widziałam Was
I zrozumiałam że miłość przegrała
Zostały wspomnienia, nie będę nic zmieniać"

9

Odp: Między młotem a kowadłem...

Emilio, faktycznie jak odchodziłam, nie walczył próbował wysłał mi 2 metrowego Białego Misia z czerwoną kokardka i tak to się skończyło...odpuścił a myślałam, że zawalczy o mnie. Gdzieś w głębi duszy miałam cicha nadzieję, że może posunie się do desperckiego kroku i mi się oświadczy, ale wszystko rozmyło się. Próbował ze mną rozmawiać, ale nie wierzyłam mu. Zbyt wiele raz obiecywał poprawę. Wiem, że nie jestem bez winy. Bardzo wszystko przeżyłam i czułam się winna tak bardzo, że nie potrafiłam się cieszyć tym co mam. Uważałam się wręcz za wredną sukę. Wiem, zdaję sobie sprawę, że przez czepialstwo i pedantyzm można wszystko zniszczyć. Tego akurat jestem i byłam świadoma. Fakt poświęciłam swoje życie dla niego i może to był błąd. Ale jak kocham to z całego serca i daje całą siebie, staram się na maksa. Teraz widujemy się, wychodzimy razem na piwo i fajnie nam się gada i tyle, ale dostrzegam pewne różnice i czasami zastanawiam się jak mogliśmy być razem, ale mimo to ciągnie mnie do niego. To chyba prawda, że przeciwieństwa się przyciagają. Meczy mnie to wszystko, nie wiem na czym stoję, Pan M. ciągle o mnie walczy  a na dodatek mama ukazuje mi na każdym kroku zalety Pana M. Nie wiem co robić...

10

Odp: Między młotem a kowadłem...

Tisho, wiem że Pan M. jest wspaniałym człowiekiem. Dostrzegam to, ale mam wrażenie, ze brakuje mi tu tej chemii. Owszem super spędza nam się czas, ale ja za nim nie tęsknie, nie czuje takiego dreszczyku, nie potrafię powiedzieć, że go kocham. Jak zobaczę się z nim to można powiedzieć, że na drugi dzień nie mam znowu takiej potrzeby. Wcale mnie nie ciągnie do tego, żeby każdą wolną chwilę spędzać z nim, a wydaje mi się, że tak powinno być. Nadal mam poczucie, że zostałam skrzywdzona, nie potrafiłam się jakoś cieszyć tym. Boje się, że jak wrócę do M. znowu będą te wątpliwości, nie będzie mnie to cieszyło i będę czuła się jak zbity pies. Nie potrafię na chwilę obecna powiedzieć, że jestem szczęśliwa i zakochana:(

11

Odp: Między młotem a kowadłem...

Nie będę generalizować, powiem tylko na własnym przykładzie. Przeciwieństwa owszem, przyciągają się, ale ja stałego związku z kimś zupełnie innym stworzyć nie potrafię. Byłam z kimś, kto był moim przeciwieństwem i dziś jestem szczęśliwą rozwódką wink. Mój obecny partner myśli jak ja, lubi to co ja, ma podobne plany na przyszłość i sposób na życie. W pozostałych sprawach się uzupełniamy. I jest nam ze sobą dobrze. Oczywiście jest też chemia, pożądanie, dreszczyk emocji i to na codzień, nie tylko po kilku dniach nie widzenia się. Nasze relacje to nie jest ciągłe przyciąganie i odpychanie (jak u Ciebie i pana W.) ani spokój, stabilizacja i nuda (jak u Ciebie i pana M.).

Przeczytałam kolejny raz tytuł wątku. Dlaczego nie wybierzesz trzeciej opcji? Czy koniecznie musisz być z jednym bądź drugim? Może warto ich olać i dać sobie szansę poznania kogoś, z kim w szarej rzeczywistości będziesz mogła znaleźć kompromis między stabilizacją a chemią?

12

Odp: Między młotem a kowadłem...

Hmm wiesz szczerze to boję się zostać sama...boję się, że sobie nie poradzę. Przez 7 lat ktoś, zawsze był kolo mnie. Może to głupie wiem, ale boję się samotności. Nie chce zostać stara panna;p wiem wiem może i przesadzam:) A co do Pana M. hmm nie nudzę się z nim jest dobrze i tyle, ale jak widać mi to chyba nie wystarcza. Fajnie, że znalazłaś faceta z którym jesteś taka szczęśliwa, hmm chyba wszystko przyjdzie w swoim czasie mam taka nadzieję:)

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Między młotem a kowadłem...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026