Chyba pora na jakiś własny wątek
A więc do rzeczy...
Co prawda mniej więcej wiem jak wygląda rzeczywistość problemu z tego tematu, jednak myślę, że tylko własne przeżycia i rozumienie mechanizmu to trochę mało, aby poznać ten temat do końca. Tutaj zaczyna się Wasza rola użytkowniczki i mniej liczni użytkownicy ![]()
W wątku tym chciałbym poznać Wasze własne przeżycia i odczucia, z różnych perspektyw, motywów. Ciężko o takie informacje w rzeczywistości oko w oko, bo taki poziom intymności jest trudno osiągalny poza sferą najlepszego przyjaciela, anonimowość forum może być więc w tym celu bardzo pomocna.
W mojej historii będzie zawarta rzeczywistość ze studiów, ale może być to dowolne miejsce, praca, autobus, sąsiedztwo, whatever.
U mnie to wyglądało mniej więcej tak: Koleżanka ze studiów miała bardzo poważne i nieodległe w czasie plany ze swoim chłopakiem, ja nie chcialem zadawać się z singielkami, żeby nic sobie nie pomyślały, jako że strasznie nie lubię wycofywać się z takich niezręcznych sytuacji, a związku nie planowałem - wszystko genialnie zaplanowane
Koleżanka z bardzo fajną osobowością, humorem, b. inteligentna, atrakcyjna fizycznie. Jeśli chodzi o jej osobowość, to można powiedzieć, że się w niej zakochałem (w osobowości), rozmowa, żarty, sarkazm jak i inne cechy, które sprawiały, że jej towarzystwo było bardzo miłe. Nie tylko miłe ze względu na przebywanie, bo znam inne dziewczyny z którymi przebywanie było nawet bardziej przyjemne, ale ona miala praktycznie wszystko - nie można byłoby się za nią wstydzić, wiadomo było, że zawsze sobie poradzi. Lubiliśmy rozmawiać, żartować, czasami żarty mogłyby przypominać flirt, ale sytuacja była jasna- kolegowaliśmy się - zresztą nawet gdybym miał okazję do czegoś wiecej to z szacunku do niej i jej życia nigdy bym tego nie zrobił. No ale są elementy rzeczywistości, których nie planujemy, albo jeśli planujemy to wychodzą różnie... Tak też bywały dni, które spędzaliśmy w większości razem podczas zajęć, gadaliśmy, czasami się gdzieś przeszliśmy coś zjeść. U mnie w głowie po takim dniu czy dniach kilku z rzędu automatycznie w głowie robił się mętlik, bo spędzony razem czas był bardzo miły, zaczynałem o niej myśleć- mówiłem stop, kilka dni przerwy i jak mi przeszło to mogłem znów spełniać się w roli kolegi
Zdaje się, że lekko wtrącała się strefa poza-koleżeńska. Jak wyżej, u mnie czasami był mętlik, do jej głowy dostępu nie miałem, więc jeśli chodzi o to co się zdarzało- m.in. uśmiechy, duża serdeczność, słowa zapalniki - powodujące spojrzenie na siebie i uśmiech choćby z dwóch końców sali, wszelkie gesty typu złapanie za rękę przy rozmowie, dotknięcie kolana dłonią przy zwracaniu się do mnie, zaniknięcie typowej własnej przestrzeni w niektórych sytuacjach tj. np. stojąc obok siebie bardzo blisko przy czytaniu czegoś, brak odsunięcia nogi, które jest automatyczne, w sytuacji gdy dwie nogi (nie kolana, a lekko tylko podkurczone nogi) się dotykają (nie muskają, tylko porządnie dotykają) siedząc przy jednej ławce gdzie dużo miejsca (dla mnie osobiście silna oznaka dążenia cielesnego mająca w sobie kompletny brak ostentacyjnej otwartości), zdrobnienia imienia. W pewnym sensie wymienione gesty zdarzają się w każdej relacji koleżeńskiej - jednak wymieniłem je nieprzypadkowo - ze względu na ich częstotliwość, nasilenie, to, że z innymi coś takiego nie występuje. Generalnie jeśli chodzi o takie gesty to ona mocno przeważała, co do chęci wspólnego spędzania czasu po równo, w kwestii pójścia gdzieś to ja przeważałem. Wiem też, że niektórzy jej się podobają w sensie fizycznym... Raczej wiem którzy to, jednak przyjmując obiektywnie te kryteria oceny dla wszystkich (gesty, uśmiechy, wydarzenia, opinia), to ja byłbym na pierwszym miejscu...
No i następny etap przy zobowiązaniach gdy coś się dzieje innego - ja mówiłem sobie przez kilka dni stop, ale u niej zauważyłem kompletne odcięcie w niektorych sferach... Wnioskując statystycznie wiem, że kilka razy nie stworzyła okazji do spotkania, pomimo, że lubiła ze mną spędzać czas i faktycznie mogłaby mieć taką ochotę. Na FB praktycznie nie pisaliśmy poza jakimiś sprawiami na uczelnię (taka asymetria w różnych wymiarach kontaktu to zresztą też ciekawy temat, ale juz nie na ten wątek), do pewnego czasu emotki, zdrobnienia, serdeczność, nagle kompletna zima
"musi lecieć", brak emotek, brak zdrobnień, jeszcze pozniej już brak powitania tylko bezpośrednie przejście do sprawy. Raz tak ostentacyjnie zamknęła się na kontakt gdy mieliśmy okienko, że zdenerwowany to ja się odcinałem przez jakiś miesiąc
Aż mi się głupio zrobiło cokolwiek pisać do niej gdy czegoś potrzebowałem przez tę sytuację całą. Z jednej strony na miejscu chłopaka nie chciałbym widzieć mojej dziewczyny w czymś podobnym, z drugiej wiem, że nic nie było i do niczego by nie doszło, (chyba, że to klasyczne kłamanie do samego siebie i podświadome dążenie do tego). Bardzo ją lubię, szanuję i chciałbym z nią utrzymywać kontakt, tyle tylko, że wiem, że większość romansów niepotrzebnych zaczyna się właśnie niewinnie i bez złych intencji. Na tym forum nie brak tematów gdzie dziewczyny piszą o tym jak właśnie spotkały kogoś, do kogo coś zaczynają czuć, a w domu mąż czy chłopak. Wiem też, że w sytuacji przyjaźni damsko-męskiej ze strony chłopaków ciężko o czystą przyjaźń gdy kobietom wychodzi to dość dobrze. Z tym, że tutaj nie było takiej przyjaźni gdzie ktoś wysłuchuje czyichś żalów, rozmowy oczywiście, ale jakieś żale o chłopaku czy coś w żadnym wypadku. Przyjaźń też jest bardziej stabilna, opiera się na ciągłym kontakcie, a nie intensywnym chwilowym, po czesci cielesnym... Wierzę w swoje dobrze rozwinięte umiejętności analityczne i wiedzę z tej dziedziny i myślę, że coś się załączało w jej głowie czego dowodem może być ograniczenie tego co się działo, albo przynajmniej odczytała coś u mnie - choć wiem, że nic takiego jej nie pokazywałem, wręcz odwrotnie czasami. Wiem, że tam gdzie nie ma stabilności tam są silne emocje i dylematy.
Więc teraz Wasza rola
Podzielcie się przede wszystkim tym jak się zachowywałyście na zewnątrz, ale i tym, co czułyście wewnątrz gdy zdarzało się coś z kimś, co zaczynało burzyć Wasz porządek w życiu emocjonalnym. Nasza natura potrafi płatać figle i myślę, że większości jeśli nie każdemu z nas zdarzyła się taka sytuacja, w której musiał użyć siły woli i skreślić coś co mu się podobało. Czy zawsze kończy się odcięciem wymuszonym przez siebie samego lub przyjaciela bądź drugą połówkę? Przyznajcie się Moje Drogie ![]()