Jestem tak zdesperowana że postanowiłam tu napisać.
odkąd pamiętam źle o sobie myślę, mam bardzo niską samoocenę, wydaje mi się że nic nie potrafię dobrze zrobić i ogólnie nie potrafię sobie poradzić w życiu.
jestem osobą wykształconą (studia, różne kursy, znam język obcy może nie biegle, ale komunikatywnie) - mam jednak problem ze znalezieniem dobrej pracy - do tej pory pracowałam w małej firmie za marne pieniądze, aczkolwiek wymagano ode mnie bardzo, bardzo wiele - w końcu nie wytrzymałam psychicznie i odeszłam. teraz nie mogę znaleźć żadnej innej pracy, co sprawia że jeszcze bardziej się przygnębiłam. mam troszkę oszczędności, ale nie wystarczy mi już na długo.
w ostatnim czasie byłam na 5 rozmowach kwalifikacyjnych i za każdym razem dostałam odmowę.
z drugiej strony pomimo iż bardzo chcę iśc do pracy, mam też spore lęki - zwłaszcza jeśli chodzi o kontakty z obcymi ludzmi
czuję się bardzo samotna - nie mam żadnej bliskiej koleżanki - nie mam się komu wyżalić, z kim wyjść. jedyna koleżanka z którą trzymałam się od wielu lat poznała bogatego faceta z którym teraz planuje ślub i zgłupiała do reszty - teraz nie można z nią o niczym innym porozmawiać tylko o pieniądzach - o jej drogich ciuchach, kosmetykach, egzotycznych podróżach.
ja mam chłopaka i bardzo go kocham, on mnie też, ale niestety bardzo dużo pracuje, czasem wychodzimy, czasem rozmawiamy, ale nie chcę go obarczać moimi czarnymi myślami. ciągle towarzyszy mi pewien lęk - związany z przeszłością - mianowicie klika lat temu mój ówczesny chłopak zginął w wypadku samochodowych, od tej pory boję się ciągle że i mojemu obecnemu coś się może stać i ogólnie komuś z bliskich.
nie mogę się dogadać z moimi rodzicami - wprawdzie nie mieszkam z nimi, ale często ich odwiedzam - bardzo wiele im zawdzięczam, ale teraz nie możemy się w ogole zrozumieć - krytykują moje pomysły, wytykają mi lata studiów które poszły na marne bo i tak nie mogę znaleźć pracy, mama twierdzi że ciągle coś robię źle. również oni między sobą tez się nie zgadzają, wiecznie się kłócą, mama płacze przez ojca, ojciec też lub sobie wypić i wtedy robi wyrzuty z całego życia.
byłam kiedyś u psychologa może na 4 wizytach - bardzo się jednak zniechęciłam, bo czułam wielką obojetność z jego strony na to co mówię - uśmiechał się tylko jak po wizycie kładłam 100zł na stole.
bylam też u psychiatry - ale przepisał mi takie leki po których w ogóle nie wychodziłam z toalety, stwierdził ze na początku tak może być, a pozniej będzie już ok, lecz nie było.
kiedyś na necie czytałam o różnych lekach - postanowiłam spróbować na własną rękę - nie było dla mnei trudno zdobyć receptę i od tej pory regularnie przyjmuję te leki - 2-3 tabletki , na wieczór zwykle popijam jeszcze alkoholem i czuję za***bisty spokój - przynajmnej przez chwilę - ale ile tak można. rano jednak budzę się z płaczem. wiem, że to nie jest wyjście, ale od jakiegoś czasu tylko to mi pomaga.
nie mam pomysłu co dalej robić - jak z tego wyjść by było w końcu dobrze. marzę o ciepłej rodzinie, o dobrej pracy o spokoju, nie jestem pazerna na pieniądze, ale chciałabym czegoś się dorobić - w gorszych chwilach czuję zobojętnienie na wszystko, myślę o śmierci - szkoda by mi było tylko chłopaka, bo widzę że on bardzo się dla mnie stara.