netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nie wychodzi mi z facetami.

19 odpowiedzi8 952 wyświetleniazałożony przez entliczeeek92, 26.05.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wychodzi mi z facetami.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Nie wychodzi mi z facetami.

Hej

To mój pierwszy post na tym forum, czytam je od dawna i mam nadzieję, że znajdzie się jakaś dobra duszyczka, która mi coś doradzi.

Problem wygląda następująco - nie mam kompletnie szczęścia w miłości. Za czasów licealnych byłam w trzech rocznych związkach, każdy rozpadł się z innego powodu, raz zostałam rzucona, raz ja porzuciłam, a raz była to obustronna decyzja.
Zrywając ze swoim ostatnim chłopakiem postanowiłam w końcu pobyć dłuższy czas sama, dowiedzieć się czego oczekuję od mężczyzn, skupić się na pracy, nauce, swoich pasjach i generalnie być wolna. Bardzo mi ten stan odpowiadał, ale niestety jak to w życiu bywa ni stąd ni zowąd pojawił się pewien chłopaka na którego punkcie mi kompletnie odbiło. Zależało mi na nim i przede wszystkim na związku, a nie na luźnej relacji, ale niestety jemu nie. Po szybkiej i wnikliwej analizie doszłam do wniosku, że po prostu mu się nie podobałam. Przełknęłam gorzką pigułkę, postanowiłam się nie załamywać i wrócić do swojego samotnego, a jakże udanego życia.
I znowu los sobie ze mnie zadrwił, bo postawił mi na drodze kolejnego Pana do którego serce zabiło mocniej. Nie będę się wdawać w szczegóły, bo wyszłoby mi opowiadanie na sto stron, więc przejdę do konkluzji. Mimo tego, że z mojej strony nigdy nie było żadnych poszukiwań, to ciągle ktoś stawał na mojej drodze. Nie narzekałabym na tę sytuację gdyby nie fakt, że przez ostatnie dwa lata żaden facet nie był mną zainteresowany na poważnie. Wszyscy chcieli "zaliczyć", albo interesowali się mną, bo im się nudziło. Nie muszę chyba mówić, że takie sytuacje wpędziły mnie w OGROMNE kompleksy. Czasami zastanawiam się czy bardziej nienawidzę swojego wyglądu czy charakteru. Chociaż dochodzę do wniosku, ze jednak wstręt do charakteru przeważa.
Mam ciągłe wrażenie, że faceci lecą na moje walory zewnętrze, a gdy poznają mnie bliżej to okazuję się kompletnie beznadziejną, głupią, bezwartościową dziewczyną i uciekają ode mnie z krzykiem. Nie wierzę w niczyje szczere intencje, uważam że nigdy nikt mnie nie pokocha taką jaka jestem, w ogóle mam wrażenie, że nie zasługuje na miłość, że zakochanie się z wzajemnością nie jest mi pisane. W tym momencie nie mam poczucia własnej wartości, jest ono wręcz na ujemnym poziomie, zamęczam swoich znajomych wywodami na temat swojej osoby i widzę, że pomału mają mnie dość.
Generalnie mam wrażenie, że w kontaktach międzyludzkich na DŁUŻSZĄ metę jestem beznadziejna. Wydaje mi się, że wszyscy mnie obgadują, nie lubią, uważają za idiotkę, krzykaczkę, malkontentkę i nikt nie chce się ze mną zadawać.
Zastanawiałam się nad wycieczką do psychologa, ale nie wierzę żeby umiał mi w jakikolwiek sposób pomóc.
Może wy mi doradzicie co robię nie tak, że nikt nie jest mną zainteresowany na poważnie? Czy jest we mnie coś odpychającego, coś nad czym powinnam popracować?

Zdaję sobie sprawę z tego, że być może wysyłam podświadomie jakieś dziwne sygnały i widać po mnie ogromne zakompleksienie co może skutkować desperacją.
Był okres kiedy czułam się wspaniale i ludzie oraz mężczyźni do mnie lgnęli. Wtedy też znowu odbiło mi kompletnie na punkcie pewnego chłopaka, spotykaliśmy się chwilę jednak on jak spędził ze mną trochę czasu to ode mnie uciekł. Znowu historia się powtórzyła...Nie muszę więc powtarzać, że jest ze mną coraz gorzej, kolejna porażka mnie demotywuję, odbiera mi jakąkolwiek chęć do działania.

Przepraszam za nieskładną wypowiedź, ale chciałam swoje odczucia zebrać w miarę do przysłowiowej "kupy".

Pozdrawiam!

2

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Poczucie wlasnej wartosci bardzo wpływa na relacje. Im nizsze, tym bardziej w bardziej toksyczne związki wstępujemy, lub trzymamy sie ludzi, którzy jeszcze tą wartość obniżają. Psycholog by sie przydał, moze nawet cos wiecej. Dobrze, ze jestes swiadoma swoich problemow, to juz jakis plus. Ale całe to nienawidzenie siebie i kompleksy naprawde utrudniają budowanie relacji i szczegolnie z kims 'zdrowym'.  Negatywne nastawianie, ciągłe rozmowy o samej sobie i to w kontekscie wad - szukanie adoracji, budowanie swojej wartosci na zainteresowaniu ze strony innych. To jest niszczące. Tak samo moze należałoby zwrocic uwagę na tamte poprzednie związki. Czemu zostałaś rzucona, czemu sama rzuciłaś. Bo jesli chodzi o te nowe, to "nie podobałaś się" jest jakąś odpowiedzią, aczkolwiek wartościowy facet ucieka od zakompleksionej księżniczki, lub chce ją tylko zaliczyć, bo w koncu "do niczego innego sie nie nadaje".

3

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Chyba za często Ci " totalnie odbija " na punkcie facetów i tutaj jest problem.
Facet to myśliwy,chce biegać za zdobyczą,chce żeby mu się wymykała,aby znów od nowa musiał ją gonić.
Ty wręcz sama biegniesz za myśliwym,krzycząc "tutaj jestem ,złap mnie"
Myśliwy łapie,ale za jakiś czas zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno ta złapana łania nie ma jakichś defektów,skoro z własnej woli weszła w sidła,stwierdza że nie ma czym pochwalić się kolegom w takiej sytuacji,a wręcz go wyśmieją.
Zaczyna rozglądać się za kolejną,trudniejszą bardziej niedostępną zdobyczą.
Moja rada na przyszłość,zanim znowu Ci coś "odbije" weź głęboki oddech i daj sobie czas na wymyślenie odpowiedniej taktyki,jak udawać że pozornie wcale nie jesteś zainteresowana.

4 Ostatnio edytowany przez Gary (2014-05-26 17:02:34)

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Hej dziewczyno! Opamiętaj się. Po pierwsze -- bardzo dobrze, że się zakochujesz, że poznajesz chłopaków. To jest rewelacja, bo wielu narzeka na samotność. Ile już takich znajomośći masz na koncie? Trzydzieści? Pewnie nie... bo piszesz o kilku, więc próbuj dalej. Poznawaj chłopaków szybko, dyskwalifikuj jak ktoś Ci nie odpowiada. W końću trafisz na kogoś, z kim spędzisz życie. Trzba czasu. Pewnie jesteś jeszcze młoda i nie spieszysz się.

No więc o co kaman? Dlaczego się martwisz? Masz adoratorów, ale chwilowo (!!!) Ci z nimi nie wychodzi dłuższy związek.

Gdybyś była kobietą po trzydziestce, to byś się cieszyła i z wyglądu swojego i powodzenia u facetów. Poznawaj ich więcej i więcej... W końcu zaczaisz i znajdziesz właściwą drogę.

Jak widać moja rada jest zupełnie przeciwna do poprzednika. On mówi, aby nie wpadać w sidłą facetów, a ja mówię, aby właśnie iść na całość.

5

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.
Dargorad napisał/a:

Chyba za często Ci " totalnie odbija " na punkcie facetów i tutaj jest problem.
Facet to myśliwy,chce biegać za zdobyczą,chce żeby mu się wymykała,aby znów od nowa musiał ją gonić.
Ty wręcz sama biegniesz za myśliwym,krzycząc "tutaj jestem ,złap mnie"
Myśliwy łapie,ale za jakiś czas zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno ta złapana łania nie ma jakichś defektów,skoro z własnej woli weszła w sidła,stwierdza że nie ma czym pochwalić się kolegom w takiej sytuacji,a wręcz go wyśmieją.
Zaczyna rozglądać się za kolejną,trudniejszą bardziej niedostępną zdobyczą.
Moja rada na przyszłość,zanim znowu Ci coś "odbije" weź głęboki oddech i daj sobie czas na wymyślenie odpowiedniej taktyki,jak udawać że pozornie wcale nie jesteś zainteresowana.

o czy tym w ogóle piszesz?? co to za brednie??
Jaki myśliwy??...jakiś bałwan kiedyś wymyślił totalnie odbitą od rzeczywistości teorie i teraz wszyscy jak manekiny powtarzają te bzdury.
Jestem facetem...mam taką pracę, że to ja spełniam się jako "łowczy"...daje mi zajebistą satysfakcję, a w życiu osobisty bardzo cenię dziewczynę, które sama wyjdzie z inicjatywą ..ba nawet ją przejmie...wcale mi to nie przeszkadza. Ile to już widziałem ludzkich nieszczęść, kiedy to zaczytana bredniami kobieta (pomimo dużego uczucia) udawała tą niedostępną (a potem wielkie rozczarowanie, że mężczyzna odpuścił - bo uznał, że skoro nie zainteresowana to dał sobie spokój)..Dziewczyny zagadywać, atakować facetów...Niestety żyjemy w czasach galopującego konsumpcjonizmu..wiadomo, pogoń za pracą..kasą..niby lepszym życiem, to już nie era honorowych rycerzyków, którzy na swoim koniku przemierzali kraj w poszukiwaniu tej jedynej księżniczki...dzisiejszy facet jest "zajechany" otaczającymi go obowiązkami i powinnościami..i dlatego jest zajebiście poznać kobietę, która ukoi jego rozterki życiowe swoim zaangażowaniem i uczuciem. Ja osobiście mam już dość księżniczek, które oczekują tylko adoracji i jednokierunkowego zaangażowania....po ciężkim dniu pracy chce wiedzieć, że ktoś tez o mnie zabiega i stara się żeby mnie przy sobie utrzymać.... wink

6

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

zapytam się co to znaczy luzna relacja "bez zobowiążań"
Nie narzekałabym na tę sytuację gdyby nie fakt, że przez ostatnie dwa lata żaden facet nie był mną zainteresowany na poważnie. Wszyscy chcieli "zaliczyć",  czyl seksik bez związku mam rozumieć?
skoro dajesz się zaliczyc łatwo to czego oczekujesz? ze facet wejdzie z tobą w związek?
możę czas wziąć pod uwage od czego zaczynasz relację od poznawania itp ,czy od dupy strony przez sex

7

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Dzięki wielkie Panowie za odzew wink

Odniosę się najpierw do kwestii "zaliczania mnie". Generalnie nie jestem łatwa, tak sądzę i tak widzi mnie męska część moich znajomych. Nie zaczynam żadnych relacji z facetami od "dupy strony" i na jakikolwiek kontakt fizyczny pozwalam sobie dopiero gdy zaufam drugiej osobie. Dawniej gdy byłam pewną siebie i radosną dziewczyną nie miałam problemu z zagwozdką : na której randce powinnam iść do łóżka, albo dać się pocałować. Robiłam to gdy miałam ochotę i paradoksalnie żaden z moich stałych partnerów nie uznał mnie za łatwą zdobycz tylko chciał ze mną być.
Dlaczego więc wydaje mi się, że faceci widzą we mnie tylko obiekt seksualny skoro nie jestem rozwiązła i nie puszczam się na prawo i lewo? Wydaje mi się, że to przez mój wygląd. Nie chcę się rozwodzić tutaj nad tym jak wyglądam, ale generalnie w opinii innych ludzi [ bo ja na swój temat mam jak najgorsze zdanie i nie mogę się na siebie patrzeć czasem ] jestem atrakcyjna. Wychodzę, więc z założenia, że większość mężczyzn, która się mną interesuje robi to dlatego bo jestem hm, ładna. Mam przez to często wrażenie, że nic innego sobą nie reprezentuję i stąd te stadne ucieczki mężczyzn ode mnie.

Cieszę się, a raczej cieszyłam się, że jakieś tam zainteresowanie budzę, tylko co z tego skoro ono jest jedynie chwilowe? Jestem młoda, a zaczynam robić się zgryźliwa i zrzędliwa jak stara baba. Nie wierzę też w teorię, że nie trafiłam na "tego jedynego" bądź "tego właściwego". Moje koleżanki też miały problemy ze znalezieniem faceta, a jednak im się udało i to w dość krótkim czasie. A ja? Ponad dwa lata i dalej sama. Uwierzcie, że nie szukam na siłę i nie rzucam się na każdego. Ja właściwie nie szukam nikogo tylko oni się sami trafiają. Część rozbudza we mnie nadzieje, a potem olewa. Część chce czegoś więcej, ale akurat nie odpowiadają mi albo fizycznie albo osobowością. I to mnie chyba najbardziej wkurza, chciałabym pobyć KOMPLETNIE sama i to nie dlatego, że tego potrzebuje, ale dlatego żeby uporać się ze swoją samooceną. Póki co nie mogę tego zrobić, bo stale powiększająca się liczba porażek jeszcze bardziej wpędza mnie w kompleksy.
Zniechęcam do siebie dosłownie wszystkich.

The Pass, moje 3 związki rozpadły się z następujących powodów:
1. Facet działał na dwa, a może nawet na 3 fronty. Mnie przypadła rola hm, kochanki? To za dużo powiedziane, bo nigdy z nim nie spałam, byłam za młoda i bałam się. Chłopak przyznał mi się po długim czasie, że od zawsze mu się podobałam i zawsze chciał mnie "przelecieć". Udawał nawet związek żeby dopiąć swojego, a jak mu się nie udało to mnie zostawił i wrócił do dziewczyny z którą był bardzo długi i ją kochał. Mnie nie, więc to kolejny punkt na mojej liście kompleksów, bo co ze mną jest nie tak?
2. Poróżniły nas charaktery, tak sądzę. Najpierw on był zakochany, a ja nie, potem role się odwróciły. Gość miał zadatki na psychopatę, zdradził mnie, próbował obwiniać za to, prawie uderzył i wiele innych dziwnych akcji. Związek ostatecznie zakończyłam ja i bardzo się z tego cieszę. Oczywiście wyszłam z workiem nowych kompleksów z niego, czy się z nich wyleczyłam? Nie wiem.
3. Facet "bluszcz". Zagłaskał mnie na śmierć, miałam dość i odeszłam. Narobiłam mu dużo złych rzeczy, byłam głupia i niedojrzała, do dziś się za to wstydzę i żałuję, że nie umiałam go docenić. Co zabawniejsze, chłopak był średnio bystry [ ale był bardzo dobrą i czułą osobą ], więc zdążyłam sobie uroić, że jestem tak beznadziejna, że tylko takie osoby są w stanie się we mnie zakochać.

8 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-26 18:56:43)

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Najwazniejsze jest jednak to co sama sobie sądzisz. Jesli siebie uwazasz za najgorszą i jeszcze to jakoś pokazujesz, to inni nie będą Cię inaczej uwazac. Pewnie niektórzy pocieszą, ale co Ci z tego? I tak nie uwierzysz im ,czy w ich szczere intencje.
I punkt wspolny tych zwiazkow to to, że w kazdym Twoja wartosc znikała, kompleksy sie pogłębiały albo dochodziły jakies nowe.
A czy czasem odrzucając innych facetów nie czujesz się lepiej? Tak samo sprobuj sobie przypomniec jaka sie czułaś "w środku" gdy ten drugi facet był zakochany, a Ty nie.

Czyzby kolejny temat nadający sie do przypięcia do wątku "piekne dziewczyny maja problemy z facetami"? W koncu inni uwazaja Cie za atrakcyjną, a sama nie potrafisz tego zauwazyc. Mysle, ze sama sobie nie poradzisz z tym bo to wywołuje w miłości np potrzebą dowartościowania i tak naprawde sama mozesz miec inklinacje do uwieszania się. W koncu czujesz sie taka beznadziejna, ze nie chcesz kogos stracic?

9

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Masz całkowitą rację, inni widzą mnie tak jak ja widzę samą siebie. W sumie przekonałam się o tym kilkakrotnie.
Sęk w tym, że nie umiem całkowicie, na dłuższą metę zmienić swojego obrazu w moich oczach. Próbuję i czasem mi się to udaje i wtedy faktycznie jakoś grono ludzi wokół mnie się powiększa i większość raczej, bo całkowitej pewności nie mam odbiera mnie jako pozytywną, fajną osobę. Tylko, że zawsze po takim sielankowym okresie , w moim życiu [ najczęściej uczuciowym ] dzieje się coś złego co podcina mi skrzydła i zamieniam się w wiecznie cierpiącą, zgryźliwą babę. Inna sprawa, że mi się wydaje, że ja po prostu taka jestem i to nie jest żadna zmiana tylko mój prawdziwy charakter wychodzi na wierzch.
Już pisałam wcześniej, że charakter mam okropny. Staram się nad nim pracować, zmieniać swoje niektóre zachowania, ale nie zawsze mi się to udaje. No i te nieszczęsne kompleksy, aaaa, jak się tego pozbyć raz na zawsze?

Co do facetów, myślisz że mogę ich jakoś odstraszać? Zapomniałam napisać o moim zachowaniu względem mężczyzn. Gdy nie jestem zaangażowana w jakąś relację i facet nie budzi moich emocji to zachowuję się całkowicie normalnie. Czasem odzywam się sama, nie mam problemów z flirtem, rozmową, uśmiechem. Nie dokonuję żadnych analiz męskiego zachowania, nie doszukuję się ukrytych znaczeń. Zupełnie inaczej ma się sprawa kiedy się zauroczę. Zdarza mi się to bardzo rzadko, więc zaczynam wariować. Z normalnej osoby zmieniam się w wariatkę, z góry zakładam, że to nie wyjdzie, bo przecież nie jest mi pisana miłość z wzajemnością. Wiem, że mogę odrzucać swoim zachowaniem i zniechęcać, chociaż zaraz potem nachodzą mnie myśli, że przecież jak facetowi zależy to zniesie wszystko, moi byli na samym początku kiedy się o mnie starali mieli ze mną naprawdę ciężki żywot i mimo tego chcieli ze mną być. To nauczyło mnie takiego podejścia - jak facet chce to zrobi wszystko i nic mu nie stanie na przeszkodzie. Obracam się głównie w męskim towarzystwie i widzę jak moi kumple zabiegają o dziewczyny, które im się podobają i nieraz one wręcz nimi pogardzają, chamsko olewają, manipulują i robią wiele innych złych rzeczy. Oni jednak dalej się starają...

10

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Moze jakies sukcesy w zyciu są Ci potrzebne, zeby tą wartość w sobie podwyższyć? Robić coś co daje Ci szczęście? Bo tak żyć tylko po to, by ktoś Cie kochał to raczej tylko wpędza w jeszcze gorsze kompleksy.
Co do odstraszania. Jeśli boisz się, że ktos odejdzie, że Cie nie zaakceptuje, że na pewno zobaczy Twoje wady - to reakcją obronną jest albo szukanie akceptacji (udawanie, nie postepowanie zgodnie z własnym sumieniem, godzenie się na coś co wpływa na Ciebie negatywnie), albo wycofywanie się (i tym samym zrzucanie odpowiedzialności na mężczyzne, że sie nie stara, znaczy ze mu nie zalezy). Wszystko to prowadzi do toksycznego związku, a wynikiem jest tylko i wylacznie Twoja samoocena i wywołany przez nią strach przed odrzuceniem...

Co do kolezanek i ich manipulacji tymi zabiegającymi. Wlasnie. Same mowicie, ze potrzebujecie adoracji, a tych adorujących prędzej traktujecie z pogardą. Dlatego pewnie szukasz takiego, który zachowuje się przeciwnie do nich, czyli np jest niedostępny. A jak jest niedostepny, to przeciez nie znaczy to, że jest atrakcyjny, tylko to że nie jest zainteresowany - jak milion innych ludzi na swiecie i to jest całkiem normalne. Nie ma co szukac winy w sobie, a juz szczegolnie w wyglądzie, jesli nie masz powaznych defektów (a jak masz, to moze popracuj nad nimi?).

11

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Witaj! Czytam twojego posta i jakbym czytała o sobie...nie wiem ile masz lat ale ja już troszeczkę już mam za sobą. Korzystałam z pomocy psychologa i dowiedziałam się że mam syndrom ofiary, który jest następstwem zarówno dzieciństwa jak i poźniejszych wydarzeń mojego życia. Moja samoocena od zawsze nie była zbyt wysoka a jak już doszła zdrada w moim życiu no to już poleciało. Niestety też zadaję sobie te same pytania, które ty zadajesz sobie chociaż ja na co dzień staram się myśleć pozytywnie i raczej nie zamęczam swojego otoczenia. Ja swoje "doły" przeżywam w czterech ścianach swojego mieszkania. Nie pocieszam cię tym....wiem.....ale nie poddawaj się i powtarzaj sobie tak jak ja "też mam prawo być szczęśliwa" i tak do znudzenia. Jeszcze mam problem z tym ale zauważam że chyba coraz mniejszy. Zajęłam się w końcu swoimi sprawami, do których wcześniej nie miałam głowy ale koniec z tym....trzeba zacząć coś robić i wyłaczyć to głupie myślenie. Też mówią że jestem atrakcyjną zadbaną kobietą o figurze, że niejedna nastolatka może mi pozazdrościć....i co? Też nie mam szczęścia bo jestem "ofiarą" i to trzeba wyleczyć. to tyle...nie wiem co mogłabym ci jeszcze napisać bo sama jeszcze nad tym pracuje więc trzymaj się i głowa do góry.....

12

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.
Dargorad napisał/a:

Facet to myśliwy,chce biegać za zdobyczą,chce żeby mu się wymykała,aby znów od nowa musiał ją gonić.
Ty wręcz sama biegniesz za myśliwym,krzycząc "tutaj jestem ,złap mnie"
Myśliwy łapie,ale za jakiś czas zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno ta złapana łania nie ma jakichś defektów,skoro z własnej woli weszła w sidła,stwierdza że nie ma czym pochwalić się kolegom w takiej sytuacji,a wręcz go wyśmieją.
Zaczyna rozglądać się za kolejną,trudniejszą bardziej niedostępną zdobyczą.
Moja rada na przyszłość,zanim znowu Ci coś "odbije" weź głęboki oddech i daj sobie czas na wymyślenie odpowiedniej taktyki,jak udawać że pozornie wcale nie jesteś zainteresowana.

Normalna, zdrowa relacja polega na tym że obie strony tego chcą, a nie jakieś dziecinne "uganianie się za zdobyczą". Zabieganie o, i wiązanie się z kobietą która "udaje że nie jest zainteresowana" u mnie prowadziło do nerwicy, już w takie gierki się nie bawię. To jest chore abym tylko JA zabiegał o spotkanie, a na każde pytanie dostawał 5xNIE zanim ona łaskawie się zgodzi, bo najpierw musi poudawać że nie jest zainteresowana, i nie mogę mieć "za łatwo".
Od kiedy związek jest po to aby mieć czym pochwalić się kolegom?

Do entliczeek: nie polecam tego tropu smile Jak chcesz poczytać o kompleksach to tutaj, może pkt 5 ma do Ciebie zastosowanie: http://www.netkobiety.pl/t69946.html

> To nauczyło mnie takiego podejścia - jak facet chce to zrobi wszystko i nic mu nie stanie na przeszkodzie. Obracam się głównie w
> męskim towarzystwie i widzę jak moi kumple zabiegają o dziewczyny, które im się podobają i nieraz one wręcz nimi pogardzają,
> olewają, manipulują i robią wiele innych złych rzeczy. Oni jednak dalej się starają...
Moim zdaniem nie tak powinien wyglądać początek zdrowej, dojrzałej relacji. Owszem, część będzie się interesowała, zabiegała itp... pytanie dlaczego? I na czym tym facetom zależy? Bo wiesz, gdyby mnie interesowała przede wszystkim fizyczność kobiety to sporo bym zniósł aby ją zdobyć gdyż ta fizyczność przesłaniałaby mi to kim dziewczyna naprawdę jest. W momencie gdy chcę poważnej relacji to jeśli kobieta o którą zabiegam mną gardzi, wycofuję się i szukam innej która tego nie robi.

13

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Zuzia1967:

U mnie to nie kwestia traumy z dzieciństwa, bo żadnej takiej nie miałam, a moje dzieciństwo było bardzo udane tylko bardziej kwestia moich nastoletnich złych decyzji i wyborów. Mojej lekkomyślności i głupot, które popełniłam, a było ich mnóstwo. Ciągle się właściwie biczuję w głowie za to, że kiedyś postępowałam tak jak postępowałam. Robiłam dużo złych i krzywdzących innych rzeczy. Teraz przyszedł taki moment w moim życiu, że trochę dojrzałam i jak patrzę z perspektywy czasu na to co robiłam kiedyś to mi po prostu koszmarnie wstyd. Być może nie umiem się uporać z poczuciem winy, wstydem czy wyrzutami sumienia i to rzutuje na moją obecną samoocenę. Wiesz, strasznie się obwiniam o wszystko i to mnie niszczy od środka.
Co do zajęcia się czymś pożytecznym - tak się składa, że się zajmuję. Studiami, pracą, znajomymi, swoim hobby. To nie jest tak, że siedzę całe dnie i użalam się nad sobą. Dni mam w większości zajęte, ale gdy zostaję sama, albo nadchodzi noc to wtedy zaczyna się najgorsze. Myślisz, że wybranie się do psychologa by mi coś pomogło? Bo odnoszę wrażenie, że te problemy z facetami to zaledwie wierzchołek góry lodowej i dopóki nie uporam się sama ze sobą to nigdy nie stworzę niczego stałego i zdrowego.

prekvapenie:

Zgadzam się z Tobą całkowicie, wychodzę z założenia, że nie ma co marnować czasu na facetów, których kręci tylko pogoń za króliczkiem. Mogę mu uciekać i uciekać, ale w końcu przyjdzie taki moment, że się zmęczę i "odsłonię karty" nawet jeśli miałoby to bardzo długo trwać. I co wtedy? Facet ucieknie, bo mu się znudzę? To jest kompletnie bez sensu i nie mam zamiaru w ogóle tracić czasu na takich mężczyzn. Z drugiej strony chyba coś robię źle, skoro wielu ucieka.

Thepass:

Osiągam jakieś tam sukcesy w każdej innej dziedzinie swojego życia. Nie są to rzeczy spektakularne, ale wyznaczam sobie różne małe cele i do nich dążę. To mi daje chwilowe poczucie szczęścia, bo potem i tak wracają czarne myśli odnośnie mojej najbardziej upośledzonej sfery życia czyli tej uczuciowej.

14

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Kiedyś miałam tak jak Ty i tak samo do tego podchodziłam. Po "ostatnim" facecie stwierdziłam że nie warto się z nimi użerać. Oczywiście co chwile poznaję nowych, niektórzy bardzo fajni ale staram się w nic nie angażować i żyć swoim światem. Dzięki temu mam w tych facetach bardzo dobrych kolegów smile A na miłość przyjdzie jeszcze kiedyś czas..

15

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Kobieto ubrałaś w słowa moje myśli...
Jestem juz trochę starsza i u mnie dochodzi jeszcze obawa, ze czas mi sie kończy.
Udałam się do psychologa i chodzę regularnie od kilku miesięcy. "Wyleczona" nie jestem, ale jest lepiej i naprawde baaardzo mi te sesje pomagają, koją ból w jakimś stopniu. Oczywiście jeśli nosisz sie z takim zamiarem udaj sie do jakiegoś dobrego i sprawdzonego lekarza.
Wiele u mnie w głowie się dzieje, analizuje wszystko, a on mi niektóre sprawy poniekąd wyjaśnia. Nie mówi mi co mam robić tylko doradza i oczywiście z jego diagnoza zgadzam sie w 100%.
Wizyty nie sa tanie, ale odmówić sobie innych przyjemności (buty, torebki, kosmetyki...achhhh wink), bo ta przyjemność jest przeogromna. Jak juz mu zaufasz powiesz mu każda myśl, która Cię nachodzi, a on racjonalnie Tobie to wyjaśni.
Innej rady dla Ciebie nie mam, bo sama w tym momencie z czymś sie borykam, ale życzę Ci, żebyś uwierzyła w siebie jaka wspaniała kobieta jestes.
Może niektórym wyda sie to śmieszne, ale ja sie tego nie wstydzę... Nie wiem czy jestes wierząca, ale ja pewne ukojenie znajduje modląc sie. Ja modlę sie codziennie do Judy Tadeusza patrona spraw beznadziejnych i na dana chwile to o co sie modlę trwa i wierze ze z tygodnia na tydzień w końcu sie spełni wszystko czego pragnę (tu chyba nie muszę dodawać ze chodzi o faceta)

16

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

Jak rozumiem jesteś z rocznika 92, czyli co masz raptem 21 lub 22 lata.

Po pierwsze nie spinaj się, ja sama w Twoim wieku miałam podobnie nie wychodziło mi, po 2 większość facetów w twoim wieku nie ma zapotrzebowania na długodystansowy związek.

Wraz z wiekiem powoli zaczynam pozbywać się kompleksów, które mimowolnie we mnie jeszcze siedzą i zaczynam korzystać z życia i cieszyć się małymi rzeczami, Tobie też by się to przydało. A na związek i relacje przyjdzie jeszcze czas.

17 Ostatnio edytowany przez shadzara (2014-05-30 09:23:30)

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.
thepass napisał/a:

Poczucie wlasnej wartosci bardzo wpływa na relacje. Im nizsze, tym bardziej w bardziej toksyczne związki wstępujemy, lub trzymamy sie ludzi, którzy jeszcze tą wartość obniżają. Psycholog by sie przydał, moze nawet cos wiecej. Dobrze, ze jestes swiadoma swoich problemow, to juz jakis plus. Ale całe to nienawidzenie siebie i kompleksy naprawde utrudniają budowanie relacji i szczegolnie z kims 'zdrowym'.  Negatywne nastawianie, ciągłe rozmowy o samej sobie i to w kontekscie wad - szukanie adoracji, budowanie swojej wartosci na zainteresowaniu ze strony innych. To jest niszczące. Tak samo moze należałoby zwrocic uwagę na tamte poprzednie związki. Czemu zostałaś rzucona, czemu sama rzuciłaś. Bo jesli chodzi o te nowe, to "nie podobałaś się" jest jakąś odpowiedzią, aczkolwiek wartościowy facet ucieka od zakompleksionej księżniczki, lub chce ją tylko zaliczyć, bo w koncu "do niczego innego sie nie nadaje".

zgadzam się. możesz wpaść w pułapkę dowartościowywania siebie facetami (to dość popularne zaburzenie, sama je miałam i znam osoby które je mają). ale tak naprawdę, trzeba znaleźć siłę w sobie.

często osoby jak Ty, wybierają sobie nieodpowiednie osoby, by to one pomogły nabrać pewności siebie, dojść do jakiejś normalności. ale niestety... to tak nie działa.

18

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.
entliczeeek92 napisał/a:

Dzięki wielkie Panowie za odzew wink

Odniosę się najpierw do kwestii "zaliczania mnie". Generalnie nie jestem łatwa, tak sądzę i tak widzi mnie męska część moich znajomych. Nie zaczynam żadnych relacji z facetami od "dupy strony" i na jakikolwiek kontakt fizyczny pozwalam sobie dopiero gdy zaufam drugiej osobie. Dawniej gdy byłam pewną siebie i radosną dziewczyną nie miałam problemu z zagwozdką : na której randce powinnam iść do łóżka, albo dać się pocałować. Robiłam to gdy miałam ochotę i paradoksalnie żaden z moich stałych partnerów nie uznał mnie za łatwą zdobycz tylko chciał ze mną być.
Dlaczego więc wydaje mi się, że faceci widzą we mnie tylko obiekt seksualny skoro nie jestem rozwiązła i nie puszczam się na prawo i lewo? Wydaje mi się, że to przez mój wygląd. Nie chcę się rozwodzić tutaj nad tym jak wyglądam, ale generalnie w opinii innych ludzi [ bo ja na swój temat mam jak najgorsze zdanie i nie mogę się na siebie patrzeć czasem ] jestem atrakcyjna. Wychodzę, więc z założenia, że większość mężczyzn, która się mną interesuje robi to dlatego bo jestem hm, ładna. Mam przez to często wrażenie, że nic innego sobą nie reprezentuję i stąd te stadne ucieczki mężczyzn ode mnie.

Cieszę się, a raczej cieszyłam się, że jakieś tam zainteresowanie budzę, tylko co z tego skoro ono jest jedynie chwilowe? Jestem młoda, a zaczynam robić się zgryźliwa i zrzędliwa jak stara baba. Nie wierzę też w teorię, że nie trafiłam na "tego jedynego" bądź "tego właściwego". Moje koleżanki też miały problemy ze znalezieniem faceta, a jednak im się udało i to w dość krótkim czasie. A ja? Ponad dwa lata i dalej sama. Uwierzcie, że nie szukam na siłę i nie rzucam się na każdego. Ja właściwie nie szukam nikogo tylko oni się sami trafiają. Część rozbudza we mnie nadzieje, a potem olewa. Część chce czegoś więcej, ale akurat nie odpowiadają mi albo fizycznie albo osobowością. I to mnie chyba najbardziej wkurza, chciałabym pobyć KOMPLETNIE sama i to nie dlatego, że tego potrzebuje, ale dlatego żeby uporać się ze swoją samooceną. Póki co nie mogę tego zrobić, bo stale powiększająca się liczba porażek jeszcze bardziej wpędza mnie w kompleksy.
Zniechęcam do siebie dosłownie wszystkich.

The Pass, moje 3 związki rozpadły się z następujących powodów:
1. Facet działał na dwa, a może nawet na 3 fronty. Mnie przypadła rola hm, kochanki? To za dużo powiedziane, bo nigdy z nim nie spałam, byłam za młoda i bałam się. Chłopak przyznał mi się po długim czasie, że od zawsze mu się podobałam i zawsze chciał mnie "przelecieć". Udawał nawet związek żeby dopiąć swojego, a jak mu się nie udało to mnie zostawił i wrócił do dziewczyny z którą był bardzo długi i ją kochał. Mnie nie, więc to kolejny punkt na mojej liście kompleksów, bo co ze mną jest nie tak?
2. Poróżniły nas charaktery, tak sądzę. Najpierw on był zakochany, a ja nie, potem role się odwróciły. Gość miał zadatki na psychopatę, zdradził mnie, próbował obwiniać za to, prawie uderzył i wiele innych dziwnych akcji. Związek ostatecznie zakończyłam ja i bardzo się z tego cieszę. Oczywiście wyszłam z workiem nowych kompleksów z niego, czy się z nich wyleczyłam? Nie wiem.
3. Facet "bluszcz". Zagłaskał mnie na śmierć, miałam dość i odeszłam. Narobiłam mu dużo złych rzeczy, byłam głupia i niedojrzała, do dziś się za to wstydzę i żałuję, że nie umiałam go docenić. Co zabawniejsze, chłopak był średnio bystry [ ale był bardzo dobrą i czułą osobą ], więc zdążyłam sobie uroić, że jestem tak beznadziejna, że tylko takie osoby są w stanie się we mnie zakochać.

Robiłam to gdy miałam ochotę i paradoksalnie żaden z moich stałych partnerów nie uznał mnie za łatwą zdobycz tylko chciał ze mną być.  moze uznał ale ci tego nie powiedział "zaliczył" bo miał na to ochotę

iem, że mogę odrzucać swoim zachowaniem i zniechęcać, chociaż zaraz potem nachodzą mnie myśli, że przecież jak facetowi zależy to zniesie wszystko, moi byli na samym początku kiedy się o mnie starali mieli ze mną naprawdę ciężki żywot i mimo tego chcieli ze mną być. To nauczyło mnie takiego podejścia - jak facet chce to zrobi wszystko i nic mu nie stanie na przeszkodzie. 
do pewnego czasu będzie sie starał jak ma duzo kobiet do wyboru to odrzuca ta co mu nie pasuje i flituje z innymi .
Jeśli boisz się, że ktos odejdzie, że Cie nie zaakceptuje, że na pewno zobaczy Twoje wady - to reakcją obronną jest albo szukanie akceptacji (udawanie, nie postepowanie zgodnie z własnym sumieniem, godzenie się na coś co wpływa na Ciebie negatywnie), albo wycofywanie się (i tym samym zrzucanie odpowiedzialności na mężczyzne, że sie nie stara, znaczy ze mu nie zalezy.(the pass nic dodac)

prekvapenie napisał/a:
Dargorad napisał/a:

Facet to myśliwy,chce biegać za zdobyczą,chce żeby mu się wymykała,aby znów od nowa musiał ją gonić.
Ty wręcz sama biegniesz za myśliwym,krzycząc "tutaj jestem ,złap mnie"
Myśliwy łapie,ale za jakiś czas zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno ta złapana łania nie ma jakichś defektów,skoro z własnej woli weszła w sidła,stwierdza że nie ma czym pochwalić się kolegom w takiej sytuacji,a wręcz go wyśmieją.
Zaczyna rozglądać się za kolejną,trudniejszą bardziej niedostępną zdobyczą.
Moja rada na przyszłość,zanim znowu Ci coś "odbije" weź głęboki oddech i daj sobie czas na wymyślenie odpowiedniej taktyki,jak udawać że pozornie wcale nie jesteś zainteresowana.

Normalna, zdrowa relacja polega na tym że obie strony tego chcą, a nie jakieś dziecinne "uganianie się za zdobyczą". Zabieganie o, i wiązanie się z kobietą która "udaje że nie jest zainteresowana" u mnie prowadziło do nerwicy, już w takie gierki się nie bawię. To jest chore abym tylko JA zabiegał o spotkanie, a na każde pytanie dostawał 5xNIE zanim ona łaskawie się zgodzi, bo najpierw musi poudawać że nie jest zainteresowana, i nie mogę mieć "za łatwo".
Od kiedy związek jest po to aby mieć czym pochwalić się kolegom?

Do entliczeek: nie polecam tego tropu smile Jak chcesz poczytać o kompleksach to tutaj, może pkt 5 ma do Ciebie zastosowanie: http://www.netkobiety.pl/t69946.html

> To nauczyło mnie takiego podejścia - jak facet chce to zrobi wszystko i nic mu nie stanie na przeszkodzie. Obracam się głównie w
> męskim towarzystwie i widzę jak moi kumple zabiegają o dziewczyny, które im się podobają i nieraz one wręcz nimi pogardzają,
> olewają, manipulują i robią wiele innych złych rzeczy. Oni jednak dalej się starają...
Moim zdaniem nie tak powinien wyglądać początek zdrowej, dojrzałej relacji. Owszem, część będzie się interesowała, zabiegała itp... pytanie dlaczego? I na czym tym facetom zależy? Bo wiesz, gdyby mnie interesowała przede wszystkim fizyczność kobiety to sporo bym zniósł aby ją zdobyć gdyż ta fizyczność przesłaniałaby mi to kim dziewczyna naprawdę jest. W momencie gdy chcę poważnej relacji to jeśli kobieta o którą zabiegam mną gardzi, wycofuję się i szukam innej która tego nie robi.

te kobiety szukają dowartościowaczy,poprawiaczy humoru nawet jak facet nie jest w ich typie to mają przednią zabawę ze robią sobie jaja z tego delikwenta,pozatym jak ona gardzi facetem ,olewa go ,a facet dalej do niej idzie i pokazuje swoją desperacje i niską samoocene ..

ASOS napisał/a:

Jak rozumiem jesteś z rocznika 92, czyli co masz raptem 21 lub 22 lata.

Po pierwsze nie spinaj się, ja sama w Twoim wieku miałam podobnie nie wychodziło mi, po 2 większość facetów w twoim wieku nie ma zapotrzebowania na długodystansowy związek.

Wraz z wiekiem powoli zaczynam pozbywać się kompleksów, które mimowolnie we mnie jeszcze siedzą i zaczynam korzystać z życia i cieszyć się małymi rzeczami, Tobie też by się to przydało. A na związek i relacje przyjdzie jeszcze czas.

oj mylisz się w takim wieku sporo facetów chcę miec długodystansowy związek ale kobiety uwazaja ich za małopewnych siebie itp, wybieraja takich innych "zaliczaczy" a poźniej jest płacz

19

Odp: Nie wychodzi mi z facetami.

No jakbym czytała swoje własne przemyślenia... Obecnie jestem w związku, ale zaczynam nabierać przekonania, że jest to właśnie taki "dowartościowujący" związek i to dla obu stron i z czasem robi się coraz bardziej męczące i ciężkie. I to ciągłe analizowanie (bezowocne analizowanie) wszystkiego, dlaczego jest tak jak jest, a nie tak jak to sobie wymarzyłam...

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie wychodzi mi z facetami.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026